Turecki świt

Obserwujemy właśnie wzrost nowej potęgi, która w przyszłości może decydować o wszystkim co będzie działo się na styku Europy i Azji. Wydaje się, że przypieczętowaniem takiego scenariusza były ostatnie wydarzenia na Kaukazie Południowym.


22-11-2020


Podsumowanie:

  • Poza Azerbejdżanem to Turcja jest największym zwycięzcą kolejnej odsłony konfliktu o Górski Karabach. Następuje zmiana geopolitycznego układu sił.
  • Rosja osiąga taktyczny sukces wchodząc do Arcach, ale jej pozycja ulega strategicznemu pogorszeniu grożącym wypchnięciem jej interesów przez wpływy Ankary.
  • Turecka polityka zagraniczna opiera się na dwóch głównych narzędziach: wojsku i pokrewieństwu kulturowemu. Jak dotąd okazuje się skuteczna.
  • Prawdopodobnie w ciągu następnych dwóch dekad wpływy Ankary zostaną ugruntowane w Azji Środkowej, na Morzu Czarnym i wschodnim M. Śródziemnym czyniąc z niej główną potęgę regionu.


Spis treści:
1. Wielka zmiana.
2. Dyplomacja wojskowa.
3. Dyplomacja kulturowa.
4. Konkluzja.
5. Materiały.


Gdy na początku listopada pod niebem Kaukazu po raz kolejny zamilkły działa, nic już nie było takie samo jak wcześniej. Niemalże całkowity upadek Republiki Arcach i upokarzające warunki rozejmu wstrząsnęły Armenią doprowadzając do kryzysu politycznego. Rosyjskie siły rozjemcze tak, jak przed trzydziestu laty zajęły pozycje w Karabachu rozdzielając walczące strony, a ludność Baku i innych azerskich miast wyległa na ulice urządzając istny karnawał fetujący historyczne zwycięstwo. Zajęty własnymi sprawami świat ledwie zauważył cierpienia i radości odległej górzystej krainy, która gdzieś w bezkresnym obszarze między Wschodem a Zachodem od wieków syciła się krwią swoich mieszkańców. Kolejna wojna nie była tam niczym nowym, jakie więc mogła mieć znaczenie dla społeczności międzynarodowej?

Ktoś jednak dostrzegł dalekosiężne skutki tego konfliktu. Posępne musiały być miny urzędników przemierzających kremlowskie korytarze, a promieniujące dumą twarze tych w ankarskim pałacu prezydenckim. Zwycięstwo Azerbejdżanu w lokalnej wojnie, było bowiem historycznym osiągnięciem Turcji, która niewielkim kosztem własnym z impetem wkroczyła na Kaukaz Południowy otwierając sobie tym samym okno ku wschodowi. Mimo szczerych chęci Rosja nie była w stanie temu zapobiec, choć udało jej się pozostać w kaukaskiej grze. Mogła jedynie, oczami swoich „mirotworców”, bezsilnie spoglądać jak tureccy żołnierzy wygodnie rozsiadają się na karabaskim podgórzu.

I. Wielka zmiana

Nie da się ukryć, że polityka tureckich władz ma od kilku lat charakter silnie ekspansywny, w dużej mierze oparty o projekcję siły wojskowej. Konsekwencje tych działań to m.in. postępująca alienacja wobec państw Zachodu, w tym USA, a także wzrost napięć w regionie. W wymiarze wewnętrznym, to także spore kłopoty gospodarcze, osłabienie tureckiej waluty (liry), prześladowania na tle politycznym i toczona nieustannie wojna z kurdyjskimi bojówkami. Mimo znacznych kosztów, ten jeden z niewielu atutów państwa tureckiego pozostaje głównym narzędziem polityki międzynarodowej realizowanej na przekór wszelkim przeciwnościom. Co ważne, taktyka ta okazała się jak dotąd skuteczna.

Warto zauważyć, że Ankara używa stale rozbudowywanych zasobów wojskowych nie tylko w wybranych przez siebie konfliktach, ale też do wzmocnienia swojej pozycji geopolitycznej w regionie. Czyni to albo punktowo, albo jako część szerzej zakrojonej współpracy. Taki wymiar ma choćby rozmieszczenie dodatkowych sił pancernych na terenie północnego Cypru (2020), dyslokacja żołnierzy w Katarze (2017), pomoc wojskowa dla Azerbejdżanu (2020) czy budowa bazy i wojskowej uczelni w Somalii (2019). Wszystkie te lokalizacje pozwalają na trzymanie ręki na pulsie w Azji Centralnej, na wschodnim Morzu Śródziemnym (Kanał Sueski), w Zatoce Perskiej (cieśnina Ormuz) oraz Rogu Afryki (cieśnina Bab el-Mandab) i wpisują się też politykę szukających patronów lokalnych rządów. To tymi wąskimi gardłami odbywa się w większości tranzyt towarów i surowców pomiędzy Europą, Afryką, Bliskim Wschodem i Azją. To przez nie przebiegać ma większość odnóg Inicjatywy Pasa i Szlaku.

Trasy przebiegu Nowego Jedwabnego Szlaku (Belt and Road Initiative). Źródło: StraitsTimes.com

Jak to się stało, że Turcja, z kraju toczonego nieustannym kryzysem polityczno-gospodarczym, w ciągu zaledwie dwóch dekad stała się potęgą, od której zależeć może kształt wymiany handlowej między Europą a Azją?

Przypomnijmy dla porządku kilka faktów z najnowszej historii. Od czasów II wojny światowej polityka Ankary polegała na balansowaniu własnej pozycji tak by zachować możliwie maksymalną niezależność. Jej gwarantem miała być liczna i gotowa do działania armia. Presja Związku Sowieckiego wepchnęła kraj w sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, a następnie zachęciła do członkostwa w NATO. Po konflikcie cypryjskim, na początku lat 80`tych XX wieku, turecka armia skierowała swoją uwagę głównie na sprawy krajowe. Nie chodziło tylko o stałe zagrożenie płynące ze strony partyzantki kurdyjskiej, ale także specyficzną rolę obrońcy porządku konstytucyjnego, którego tureccy generałowie wyznający kemalistyczną wizję państwa świeckiego starali się pełnić. Przez wiele lat kraj był areną bezpardonowej walki politycznej między przeróżnymi frakcjami i partiami, co raz za razem doprowadzało go na skraj upadku. Armia stała się ostoją stabilizacji i nadzieją zmęczonego walkami politycznymi narodu. Do czasu.

Na zmianę tego podejścia nałożyło się kilka wydarzeń. Po pierwsze, władzę przejęła odwołująca się do narodowo-religijnego konserwatyzmu nacjonalistyczna AKP z Recepem Erdoğanem na czele (2002). Jej polityka zapewniła Turcji pierwszy od wielu lat, dłuższy okres stabilności i boom gospodarczy, a w konsekwencji także wzrost zamożności obywateli. Po drugie, z różnych przyczyn, polityczna próba realizacji takich celów jak uregulowanie kwestii wód terytorialnych na Morzu Egejskim, statusu północnego Cypru czy akcesji do Unii Europejskiej nie przyniosła pożądanych rezultatów mimo ponad dekady starań.

Dlatego w miarę upływu lat, rosnące w społeczeństwie rozczarowanie stagnacją m.in. w negocjacjach akcesyjnych, przy jednoczesnym jego zadowoleniu z polityki krajowej, zostało wykorzystane do rozbudzenia podlanego nacjonalizmem panturkizmu. Erdoğan uwiódł swój naród snami o potędze, a dekada prosperity pozwoliła mu na skonsolidowanie zasobów państwa. Po trzecie, znakomitą okazją do zmiany polityki zagranicznej na bardziej konfrontacyjną były przeobrażenia w porządku międzynarodowym: destabilizacja Bliskiego Wschodu, wzrost potęgi Chin, oraz radykalne osłabienie Stanów Zjednoczonych. Z początku były one niedającym się zignorować imperatywem, zmuszającym do działania w imię obrony bezpieczeństwa narodowego. Jednakże z czasem stały się czymś więcej, szansą na wejście do innej ligi rozgrywek geopolitycznych.

Sygnałem wielkiej zmiany był sposób, w jaki w latach 2014-2016 Ankara wykorzystała kryzys migracyjny m.in. do próby uzyskania koncesji na swą rzecz od Unii Europejskiej. Napięcie między Turcją a Zachodem, w tym zwłaszcza USA, eskalowały też krótko po próbie zamachu stanu przeprowadzonej w lipcu 2016 roku przez siły tzw. gullenistów. Był to zresztą krytyczny moment, w którym turecki prezydent nie tylko utrzymał się na stanowisku, ale też wykorzystał okazję do przeprowadzenia czystek w armii i strukturach państwowych zyskując tym samym władzę absolutną, zrywając z kemalizmem i przy okazji także zasadami demokracji (wolnościami obywatelskimi, niezależnością sądów, wolnością prasy itp.).

Europejskie stolice zawahały się. Zbyt długo czekały na rozstrzygnięcie puczu zwlekając z przekazaniem słów poparcia Recepowi Erdoğanowi, co ten odczytał niemalże jako współudział w spisku. Dodatkową zniewagą była dlań odmowa zniesienia ruchu wizowego dla obywateli tureckich przez Brukselę. W odpowiedzi Ankara zwiększyła presję migracyjną m.in. na Grecję i Bułgarię. Tureckie służby organizowały masowy przemyt migrantów do Europy. Transportowały ludzi oraz zapewniały zabezpieczenie sprzętowe (np. pontony, kamizelki ratunkowe). Asystowały też w transferowaniu uchodźców przez swoje terytorium i to nie tylko z objętej wojną Syrii, ale także Afganistanu, Iraku czy Pakistanu. Działalność ta doprowadziła do przeciążenia administracyjnego i kryzysu humanitarnego w Grecji oraz zdestabilizowała Bałkany. Reperkusje objęły całą Europę i przyczyniły się do wielu tarć pomiędzy poszczególnymi członkami wspólnoty. Operację zakończono dopiero gdy szantażowana Unia przyznała Turcji dodatkowe fundusze na utrzymanie i readmisję migrantów.

Główne szlaki migracyjne podczas kryzysu uchodźczego lat 2015-2016. Opracowanie graficzne: Business Insider.

Jednocześnie wiele gorzkich słów skierowała Ankara pod adresem Waszyngtonu, który nie chciał wydać przebywającego na amerykańskim terytorium Fethullaha Gülena – domniemanego inspiratora zamachu stanu. Siły tureckie, zasłaniając się koniecznością wytropienia puczystów, otoczyły oraz odcięły prąd w użytkowanej przez Amerykanów bazie lotniczej w Incirlik – ważnej placówce skąd były prowadzone operacje lotnicze przeciw walczącemu w Syrii i Iraku Kalifatowi, oraz gdzie składowano kilkadziesiąt bomb lotniczych B61 z ładunkiem nuklearnym. Była to największa od ponad 40 lat eskalacja w relacjach między dwoma, najważniejszymi militarnie członkami NATO.

Choć napięcie udało się rozładować, wydarzenia te okazały się brzemienne w skutkach dla stosunków między oboma państwami. Prezydent Erdoğan postanowił o trwałym balansowaniu kontaktów z Amerykanami poprzez podjęcie wzmocnionej współpracy z Federacją Rosyjską. W 2017 r. podpisano nawet kontrakt na zakup rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400, co przyczyniło się do wstrzymania przez Waszyngton sprzedaży Turkom samolotów F-35, w których produkcji przemysł turecki brał czynny udział. Podobnie strony nie mogły dojść do porozumienia w sprawie podejścia do ludności kurdyjskiej. Ankara przeszła więc do taktyki faktów dokonanych, która świetnie sprawdziła się w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę i podczas jej interwencji w Syrii.

Warto przy tym zaznaczyć, że podczas syryjskiej wojny domowej, Turcja wspierała różnorakich sunnickich islamistów przeciw siłom związanym z Kurdami i rządem w Damaszku. Czyniła to w sposób pośredni lub bezpośredni, a beneficjentami tej pomocy były organizacje takie jak Państwo Islamskie czy Al-Kaida. Kurdowie zaś wspierani byli przez Amerykanów a Damaszek przez Rosję. W późniejszym czasie, pogrobowcy organizacji terrorystycznych stali się najemnikami w finansowanych przez Ankarę bojówkach zrzeszonych pod egidą tzw. Free Syrian Army. Byli także wysyłani do Libii, a później Górskiego Karabachu. Zresztą historia wojen w jakich od tamtego czasu państwo tureckie wzięło udział wiele mówi o kierunkach jego ekspansji.

II. Dyplomacja wojskowa

Najbardziej palącą kwestią tureckiego bezpieczeństwa narodowego było wyeliminowanie kurdyjskiej partyzantki, z którą Ankara walczyła od 1984 roku. Środowisko bezpieczeństwa kraju uległo pogorszeniu w wyniku destabilizacji sąsiedniej Syrii. To ona doprowadziła do znacznej konsolidacji kontrolowanych przez Kurdów milicji, które podjęły walkę z siłami Kalifatu i innymi salafickimi organizacjami terrorystycznymi. W miarę czynionych postępów w odbijaniu terenów, milicje YPG/PYD, SDF i Peszmergi organizowały cywilną administrację, która wkrótce przybrała kształt para-państwa. Głównymi kurdyjskimi ośrodkami samorządowymi stały się kantony Afrin, tzw. Rożawa, oraz rozbudowujący swój stan posiadania autonomiczny iracki Kurdystan. Ankara postanowiła za wszelką cenę powstrzymać coraz bardziej prawdopodobny scenariusz, w którym wszystkie siły kurdyjskie skonsolidowałyby się w jeden organizm państwowy. Gdyby tak się stało, wpływy nowego kraju musiałyby sięgnąć południowo-wschodniego terytorium Turcji, na którym zamieszkuje przeszło 12 milionów Kurdów. Stąd wynikała wspomniana cicha współpraca z islamistami.

Jak na ironię, obawy te okazały się samospełniającą się przepowiednią. Oskarżenia o wsparcie islamistów mordujących ich braci, doprowadziły do protestów tureckich Kurdów, krwawo spacyfikowanych przez władze w październiku 2014 roku. W odpowiedzi bojówki PKK dokonały odwetu na armii zabijając trzech żołnierzy w styczniu 2015 roku, a do lipca obie strony wznowiły walki, kończąc tym samym trwający od 2012 roku rozejm i grzebiąc kurdyjsko-turecki proces pokojowy.

W dwa miesiące po udaremnionym w sierpniu 2016 roku przewrocie, gdy tureckie czołgi spacyfikowały już kurdyjskie miasta i wioski w południowo-wschodniej Anatolii, Turcja dokonała swojej pierwszej inwazji na północną Syrię zajmując teren od granicy po miasto Al-Bab. W styczniu 2018 zdobyła kanton Afrin, a w październiku 2019 roku wkroczyła w północne terytoria Rożawy. Odtąd turecka interwencja przestała być operacją zabezpieczającą granicę przed kurdyjską partyzantką, a stała się rozgrywką o wpływy w regionie. Grą, w której to najpierw współpracowała z Federacją Rosyjską, by za chwilę z nią konkurować.

W lutowej kontrofensywie 2020 roku armia turecka powstrzymała wojska rządu w Damaszku przed całkowitym zajęciem prowincji Idlib, co doprowadziło do pierwszej tak poważnej konfrontacji z siłami rosyjskimi (pomijając incydent ze strąceniem rosyjskiego Su-24 w listopadzie 2015 roku). W wyniku rosyjsko-syryjskiego nalotu bombowego na konwój pod Baylun zginęło kilkudziesięciu tureckich żołnierzy (źródła podają między 34 a 100 zabitych) co było czytelnym sygnałem ostrzegawczym wysłanym przez włodarzy Kremla. Zaznaczyli oni swoją pozycję w sojuszniczej Syryjskiej Republice Arabskiej, której większą część rosyjskie wojska niemalże samodzielnie odbiły z rąk wszelkiej maści rebeliantów. Moskwa zgadzała się na turecką obecność, ale tylko w rejonach nadgranicznych. Sięgnięcie po całe Idlib przez Ankarę było krokiem za daleko. Nie tylko dlatego, że prowincja ta graniczyła z ważnymi Aleppo, Hamą oraz nadmorską Latakią, ale także z powodu zgromadzenia się w niej znacznych sił rebelianckich i to złożonych niemal wyłącznie z religijnych ekstremistów. Doszło więc do sytuacji, w której interesy obu stron stały się sprzeczne.

Rywalizacja Turcji z Rosją polegała zaś na maksymalnym, taktycznym wykorzystaniu szarej strefy w celu osiągania partykularnych korzyści, w tym przewag nad rywalem, jak najmniejszymi środkami. Ani Erdoğan ani Putin nie chcieli na tym etapie doprowadzić do kosztownej, otwartej wojny toteż działali poniżej progu, który by ich do niej zmusił.

To zresztą charakterystyczne dla sytuacji na Bliskim Wschodzie, którego kształt długo utrzymywany był przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników. Turcja, Rosja i Iran zachowywały się mniej więcej tak jak XVIII-wieczne Austria, Rosja i Prusy rywalizujące o schedę po upadającej Rzeczypospolitej. Wyrywając sobie co smaczniejsze kąski, ale na poziomie strategicznym dążąc do współpracy przeciw słabnącej, starej potędze i jej sojusznikom.

Dlatego Turcja szybko doprowadziła do rozejmu w Idlib, a już w miesiąc później odegrała się po drugiej stronie Morza Śródziemnego wspierając kontrofensywę i zerwanie oblężenia libijskiego Trypolisu. Do sierpnia, w wyniku tureckiego ostrzału oraz nalotów na siły gen. Chalify Haftara, zginąć miało kilkudziesięciu wspierających je tzw. wagnerowców, czyli działających na zlecenie najemników, byłych żołnierzy rosyjskiego wojska i służb specjalnych. Faktycznie jednak działalność Grupy Wagnera jest sposobem Federacji Rosyjskiej na wzięcie udziału w wojnach, z którymi nie chce być oficjalnie powiązana. Tymczasem tureckie zaangażowanie w Libii zmieniło losy konfliktu doprowadzając do kruchego zawieszenia broni w cieniu regionalnej gry interesów. Utarła nosa nie tylko wspieranemu przez Rosję gen. Haftarowi, ale sojuszniczym wobec niego Egiptowi i Zjednoczonym Emiratom Arabskim.

Libijskie zwycięstwo było istotne, ponieważ w zamian za pomoc wojskową, trypolitański Rząd Jedności Narodowej (GNA) premiera as-Saradża zawarł z Ankarą umowę o wyznaczeniu wyłącznych morskich stref ekonomicznych, które miały się rozciągać od wschodnich wybrzeży Libii aż po tureckie wody terytorialne. W ten sposób Turcja zyskała kolejny argument w walce o kontrolę nad wschodnim Morzem Śródziemnym. Nie chodziło bowiem tylko o wieloletni spór z Grecją o wody terytorialne na Morzu Egejskim ale też podwodne złoża gazu Morza Lewantyńskiego i status północnego Cypru.

Ambicją Erdoğana jest by jego kraj wziął udział w podziale zysków z ich eksploatacji, do czego pozostali zainteresowani nie chcieli dopuścić. Negocjacje ugrzęzły w martwym punkcie, a w listopadzie 2019 roku Grecy cypryjscy podpisali umowę na użytkowanie złoża „Afrodyta” przez międzynarodowe konsorcjum. Zignorowali przy tym sprzeciw Ankary i Turków cypryjskich, doprowadzając tym samym do eskalacji napięcia.

Uszkodzenie burty tureckiej fregaty Kemal Reis po kolizji z okrętem greckim na wodach wokół Cypru (sierpień 2020).

Turcja zareagowała nie tylko interwencją marynarki wojennej na wodach wokół Cypru, ale także kwestionując status strefy na zachód od niej (vide porozumienie z Libią). Takie działanie przekreśliło plany budowy podmorskiego rurociągu EastMed, mającego transportować gaz z M. Lewantyńskiego do Grecji. W rezultacie państwa regionu stanęły przed zero-jedynkowym wyborem. Albo podejmą z Turcją rozmowy realizując część jej żądań, albo będą musiały rozstrzygnąć spór z użyciem środków wojskowych do czego rząd turecki wydawał się całkowicie zdeterminowany. Ponieważ tak w NATO, Unii Europejskiej jak i innych strukturach międzynarodowych brak było determinacji do powstrzymania militarystycznej polityki tureckiej, a nikt poza Grecją nie był gotowy do stoczenia choćby i ograniczonej wojny na Morzu Śródziemnym, taktyka ta okazała się skuteczna. Jasnym stało się, że tak długo jak polityka Ankary nie spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem szerszej koalicji państw, tak długo będzie ona stosowana dalej, w kolejnych regionach i sporach.

Erdoğan po raz kolejny postawił na swoim, mimo że ekonomiczne skutki jego eskapad kładły się cieniem na gospodarce kraju. Pikujący kurs liry zmusił tureckiego prezydenta do chwilowej deeskalacji. Wycofał okręty marynarki oraz badający cypryjskie wody statek hydrologiczny Oruc Reis, jednocześnie przechodząc do realizacji bardziej dalekosiężnych planów.

Kolejną strefą działania tureckich sił zbrojnych okazał się Górski Karabach, oraz zajęte wokół niego prowincje azerskie, które zachęcane przez Turcję Baku postanowiło odbić z rąk Ormian pod koniec września 2020 roku. Ich udział miał decydujące znaczenie dla powodzenia całej operacji. Drony Bayraktar TB-2, samoloty F-16, tureccy wojskowi (w tym dowodzący oficerowie), liczne oddziały syryjskich najemników i wreszcie doświadczenie bojowe uzyskane w Syrii i Libii okazały się zabójcze dla nieprzygotowanej do nowoczesnego konfliktu armii Arcach (ale także samej Armenii). Roztropne przygotowanie taktyczne (przerzut wojsk i sprzętu pod pozorem wspólnych manewrów), wybranie odpowiedniego momentu (po zakończeniu rosyjskich ćwiczeń Kaukaz 2020) oraz désintéressement świata Zachodu związany z amerykańskimi wyborami prezydenckimi i drugą falą pandemii pozwoliły Turcji na uzyskanie znacznego sukcesu geostrategicznego, kosztem nieprzygotowanej na taką skalę operacji Federacji Rosyjskiej. Choć presja wywierana na władze Armenii była dla Moskwy korzystna, ponieważ pozwala jej odzyskać część z pozycji utraconej po protestach 2018 roku, to jednak skala ormiańskiej porażki była i dla niej zaskakująca.


Mapa przedstawia kierunki i tereny tureckiej ekspansji wojskowo-politycznej. Kolor czerwony: obecność wojskowa, kolor pomarańczowy: kierunek ekspansji, często wg klucza kulturowego (pokrewieństwa etnicznego lub obecności mniejszości tureckiej).

Obszary działania tureckich sił zbrojnych

Syria
Al-Bab (od sierpnia 2016)

Idlib (od października 2017)

Afrin (od stycznia 2018)

Rożawa (od października 2019)

Cypr
Pole gazowe Afrodyta (od lutego 2018)

Irak
Kurdystan (od maja 2019)

Libia
Trypolis (od lutego 2020)

Azerbejdżan
Górski Karabach (od października 2020)


III. Dyplomacja kulturowa

Mylą się Ci, którzy uważają, że ekspansywna polityka turecka spotyka się z ogólnym sprzeciwem społeczności międzynarodowej. Niektórym jest ona na rękę a świetnym tego przykładem – Azerbejdżan, którego władze nazywają Turków swoimi braćmi.

To dzięki temu sojuszowi azerski prezydent Ilham Alijew przejdzie do historii jako bohater narodowy, który zmazał hańbę przegranej w latach 90’tych XX wieku wojny o Górski Karabach. Przez długie trzy dekady, jedyną siłą rozgrywającą tę część postsowieckiej strefy była Federacja Rosyjska. Jej taktyka wspierania raz jednej, raz drugiej strony sporu pozwalała na utrzymanie rosyjskiej supremacji, ale nie służyła interesom państw będących przedmiotem tej cynicznej rozgrywki.

Tymczasem na Kaukazie Południowym pojawiła się bliska kulturowo Turcja, od razu zmieniając status quo. Momentem przełomowym było uruchomienie w 2006 roku turecko-azersko-brytyjskiego Gazociągu Południowokaukaskiego biegnącego od nadkaspijskiego Baku, przez Tibilisi po anatolijskie Erzurum. Z czasem infrastruktura ta, razem z rurociągiem Transanatolijskim stała się częścią tzw. Południowego Korytarza Gazowego, który do końca 2020 roku ma zostać wpięty w europejską sieć przesyłową (brak jednego odcinka na terytorium Włoch). Azerbejdżan zyskał ogromne środki, które wykorzystał m.in. na modernizację i szkolenie własnych sił zbrojnych. Odbicie Górskiego Karabachu było więc tylko kwestią czasu.

Trasa przebiegu Południowego Korytarza Gazowego.

Z tego powodu, w ciągu następnych lat wiele wysiłku dyplomatycznego poświęcono na próby uregulowania sytuacji. W 2007 złożono opracowaną wspólnie przez Francję, USA i Rosję propozycję rozwiązania konfliktu, w tzw. dokumencie madryckim. Bez rezultatu. Pat trwał aż do chwili gdy w sprawy wmieszała się Turcja, która prócz bezpośredniej pomocy w odbiciu utraconych terytoriów, nakreśliła też perspektywę na przywrócenie integralności terytorialnej Azerbejdżanu pośrednio wymuszając na Armenii korytarz transportowy między Nachiczewanem a macierzą. Można spodziewać się, iż w przyszłości będzie on rozbudowywany i być może stanie się częścią azerskiego terytorium w wyniku kolejnej „dogrywki” w tej przecież jeszcze niezakończonej wojnie.

Moskwa zrealizowała swój długoletni cel wprowadzając wojsko do Arcachu. Nie planowała jednak dzielić się władzą, a została do tego zmuszona. Turcja wspomagając Baku w dziele rekonkwisty stała się gwarantem nowego porządku, odsuwając tym samym Rosjan od ich dotychczasowego wyłącznego dominium. Oba kraje uzgodniły ustanowienie wspólnego centrum pokojowego w Stepanakercie, które monitorować ma przestrzeganie warunków rozejmu. Można jednak podejrzewać, że tureccy żołnierze ustanowią stałą bazę w Azerbejdżanie i pojawiać się będą w południowych prowincjach Hadrut i Zangilan, gdzie nie będzie rosyjskich posterunków.

Podział Górskiego Karabachu, stan na dzień 25.11.2020. Źródło: Wikipedia.

Chcąc czy nie, Moskwa musiała zgodzić się na nowe warunki, ponieważ wszelka prowadzona przez jej dyplomację mediacja nie przynosiła spodziewanych efektów. Nie chciała wziąć pod uwagę interesów tureckich i tego jak bardzo zależne od nich są władze w Baku. Z kolei przeciążony zadaniami rosyjski Południowy Okręg Wojskowy (Ukraina, Krym, Gruzja, Syria) nie był przygotowany na pełnoskalowe zaangażowanie w kolejnym rejonie zapalnym i to w czasie gdy trwająca pandemia znacznie uszczupliła dochody budżetowe państwa. Do pełnienia misji pokojowej oddelegowano kontyngent liczący niecałe 2000 żołnierzy piechoty. Ofensywa została wstrzymana dopiero gdy w wyniku zaskakującej operacji azerskich jednostek specjalnych zajęto kluczowe Szuszi przekreślając szansę na skuteczną obronę Arcach. Choć Rosjanie robili dobrą minę do złej gry, warunki rozejmu były po myśli Turcji, która tym samym zajęła dogodną pozycję wyjściową na Kaukaz, Morze Kaspijskie i Azję Centralną.

To kluczowe wydarzenie, którego skutki zmieniły geopolityczny układ sił w całej Eurazji. Turcja zyskała realną szansę na stanie się łącznikiem pomiędzy Europą i Morzem Czarnym oraz Azją i Morzem Kaspijskim. Co więcej, potęgą która balansuje i daje tak potrzebną alternatywę dla wpływów rosyjskich. Stąd swojego pełnego poparcia Ankarze udzielił Kijów, który upatruje w niej kluczowego sojusznika mającego pomóc w odzyskaniu Krymu, czy też utrzymaniu przez Ukrainę dostępu do Morza Czarnego. W ciągu następnych kilku lat współpraca obydwu krajów w tym zakresie będzie się stale zacieśniać.

Przy czym nie chodzi wyłącznie o geografię. Turcja umiejętnie wykorzystuje bardzo liczną diasporę oraz związki etniczno-kulturowe jakie łączą ją z ludami turkijskimi (turańskimi, tureckimi). Stąd jej bliskie relacje z Mołdawią i autonomicznym regionem Gagauzji, rumuńską północną Dobrudżą, mniejszością turecką w greckiej Zachodniej Tracji, Tatarami krymskimi, czy państwami takimi jak Bułgaria, Kosowo czy Bośnia i Hercegowina. Dlatego największe słowa poparcia osamotniony rząd w Erywaniu otrzymał od odległej Francji, będącej aktualnie w sporze z Turcją. Przychylne Armenii był też władze Iranu, którym nie na rękę jest turecka ekspansja w regionie ale nikt więcej poza dozującą swe zaangażowanie Rosją.

Mapa przedstawia różnorakie ludy turańskie zamieszkujące w Eurazji. Źródło: Wikipedia.

O ile jednak wymienione państwa europejskie ciążą ku potężnej gospodarczo Unii Europejskiej z którą Turcja nie może konkurować atrakcyjnością cywilizacyjną, o tyle Azja Centralna ma inne sympatie. Tutaj pierwsze skrzypce gra prowadzony przez Chiny globalny projekt infrastrukturalny Jednego Pasa i Szlaku, mający dwiema z odnóg przebiegać m.in. przez centralną część euroazjatyckiego superkontynentu. Jego wymiar ekonomiczny może wyrwać region z trwającej wieki pułapki peryferyjności, na powrót komunikując go z szerokim światem i globalną wymianą handlową o od dawna niespotykanej tam skali.

Tak się składa, że cały ten teren jest zamieszkany przez ludy turańskie, nadal czujące duże związki kulturowe z Turcją. Znacznie silniejsze niż te z nielubianą Rosją czy odległymi Chinami. Powiązania etniczne okazały się doskonałą bazą do rozwoju kontaktów. To dlatego już w 2009 roku, po ponad dekadzie przygotowań, powołano Radę Współpracy Państw Języków Tureckich (Turcic Council) zrzeszającą prócz Turcji, także Azerbejdżan, Kazachstan, Kirgistan i Uzbekistan. W przyszłości do organizacji może dołączyć też neutralny Turkmenistan. Rada stała się platformą współpracy politycznej, gospodarczej i kulturowej zrzeszonych w niej państw i po latach istnienia wydaje się być czymś dużo większym niż propagandową wydmuszką.

Państwa członkowskie Turcic Council w listopadzie 2020 roku. Źródło: Wikipedia.

W jej ramach funkcjonują m.in. zgromadzenie parlamentów narodowych, Międzynarodowa Organizacja Kultury Tureckiej, Międzynarodowa Akademia Turecka, Fundusz Tureckiego Dziedzictwa Kulturowego i Turecka Rada Biznesu. Współpraca ta ma też za zadanie wygaszanie lokalnych sporów, które od dawna psuły relacje.

Ambicją Turcji jest by poszczególne państwa starały się koordynować politykę zagraniczną i współdziałać w kwestiach bezpieczeństwa (np. w walce z terroryzmem). Wszystkie te gremia działają pod parasolem TC w sposób nieprzerwany, z wolna konsolidując obszar mniej więcej na wzór Unii Europejskiej (łącznie z planami swobodnego przepływu kapitału, towarów i osób). Centrum organizacyjnym jest zlokalizowany w Stambule sekretariat. Dopóki jednak Ankarę oddzielał masyw Małego Kaukazu i Morze Kaspijskie, dopóty jej dyscyplinująca rola była ograniczona. Wojna o Górski Karabach zmieniła ten stan rzeczy otwierając drogę do bezpośredniego skomunikowania tureckiego centrum ze środkowoazjatyckimi pobratymcami.

O dobrych perspektywach rozwojowych Azji Środkowej niech świadczy zainteresowanie Węgier, które w 2018 roku przystąpiły do inicjatywy w roli obserwatora. Budapeszt liczy na to, że prowadzony historycznymi ścieżkami azjatycki Nowy Jedwabny Szlak znajdzie swój docelowy punkt wejścia do Europy u ujścia Dunaju, którym do serca kontynentu popłyną wyładowane towarami statki, a dalej pewnie kanałem Ren-Men-Dunaj do Morza Północnego. To tłumaczy też tureckie zainteresowanie wspomnianymi kontaktami z Ukrainą, Mołdawią i Rumunią, o których wspominałem wcześniej.

Wbrew obiegowemu wyobrażeniu, Azja Centralna nie jest regionem biednym (polecam opracowanie Krzysztofa Wojczala na ten temat). Posiada bogate złoża surowców naturalnych (ropę, gaz ziemny, uran, złoto, miedź, rtęć, węgiel i wiele rzadkich pierwiastków). Ich eksport w ostatnich latach wyraźnie się zwiększył za sprawą chińskiego zaangażowania. Szczególnie w przypadku ropy i gazu, które wobec braku lokalnej infrastruktury, do 2009 roku mogły być eksportowane jedynie przez rosyjskie sieci przesyłowe. Monopol Moskwy został jednak przełamany przez chińskie inwestycje w tym te w budowę rurociągów bezpośrednio do Państwa Środka.

Pekin nie szczędził środków na różnorakie projekty, w tym zwłaszcza rozbudowę dość skromnej infrastruktury komunikacyjnej na osi wschód-zachód, co bezpośrednio przełożyło się na zwiększenie wymiany handlowej. Marne skomunikowanie i słabe zaludnienie wielkich równin jest bowiem jedną z głównych barier rozwojowych. Drugą był cień wielkiego rosyjskiego brata, którego panowanie zdawało się trwać dłużej niż żywot Związku Sowieckiego. Teraz ten stan rzeczy się zmienia, a Azja Środkowa ulega emancypacji. W tym kontekście rezygnacja z cyrylicy przez Kazachstan w 2017 roku, miała nie tylko wymiar praktyczny ale też stanowiła wyraźny symbol fundamentalnej zmiany nastrojów. Jeśli Pekin otworzył drzwi od wschodu, to Ankara zrobiła to samo od zachodu.

Dlatego uważam, że w ciągu następnych kilku lat można spodziewać się realizacji planowanego od dekad rurociągu transkaspijskiego łączącego Turkmenistan (i dalej Kazachstan) z Azerbejdżanem, oraz postępującej konsolidacji pod tureckim przewodnictwem. Wszystko zależeć będzie od umiejętnie prowadzonej polityki Ankary i chłonności europejskiego rynku gazowego.

IV. Konkluzja

Polityka prowadzona przez Recepa Erdoğana może nam się nie podobać. Jego islamistyczne sympatie, rosnący autorytaryzm, prześladowania polityczne i brutalność uprawianej dyplomacji wojskowej stoją w całkowitej sprzeczności z ideałami kultury łacińskiej. Przy pobieżnym spojrzeniu wydaje się obca i niezrozumiała ale to mylne wrażenie. Jest w niej głębsza logika, która nie polega na bezmyślnej przemocy czy zideologizowanym nacjonalizmie. Wiele z konfliktów, w których Turcja bierze udział, poza korzyściami geopolitycznymi ma też za zadanie uniezależnienie się kraju od dostaw surowców – w szczególności gazu ziemnego.

Nie da się zaprzeczyć, że Turcja bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich dwóch dekad. Wzrost autorytaryzmu jest tutaj nieszczęśliwym następstwem trwającego wiele lat wewnętrznego rozchwiania. Permanentny kryzys wyniósł do władzy ludzi o skłonnościach do twardych rozwiązań, którzy „zaprowadzili porządek” kosztem zdeptania praw i wolności obywatelskich (aresztowaniem setek tysięcy przeciwników). Z tego chaosu powstała jednak relatywnie skonsolidowana wewnętrznie i silna zewnętrznie Turcja, która uważnie wybiera kolejne pola konfrontacji. Kiedy trzeba, jest w stanie wycofać się o krok, tylko po to by za chwilę uczynić dwa kolejne naprzód. Nieustannie szuka słabych punktów, wykorzystując próżnię bezpieczeństwa powstającą w miejscach opuszczonych przez innych, słabnące Stany Zjednoczone czy Federację Rosyjską. Choć ze wszystkimi gra ostro, to pilnuje by nie spalić za sobą mostów. Wbrew pozorom zawsze skłonna jest do kompromisu, co dowodzi przemożnego pragmatyzmu.

Uzbrojona pod egidą NATO armia jest jej głównym atutem, którym potrafi sprawnie grać. Na jej rozwój poświęca aż 2.7% narodowego PKB rocznie. Władze mają jednak świadomość, że to za mało aby utrzymać się w grze. Stąd wynika ich wielka determinacja w poszukiwaniu surowców naturalnych. Do 2016 roku 50% tureckich dostaw gazu pochodziło ze źródeł rosyjskich. Do czerwca 2020 roku udział ten spadł do ledwie 14%. Efekt taki osiągnięto poprzez dywersyfikację dostaw, uruchomienie dwóch pływających gazoportów (FSRU), importowi z Iranu i Azerbejdżanu, ale w dłuższej perspektywie Erdoğan liczy na pozyskanie własnych złóż nie tylko gazu ale i ropy. Import zaspokaja aż 92% zapotrzebowania kraju czyniąc go podatnym na zewnętrzną presję surowcową. Dlatego priorytet mają złoża na Morzu Czarnym oraz wokół wspomnianego Cypru. W dalszej perspektywie istotny będzie import gazu z Libii oraz ze wspomnianych Turkmenistanu i Kazachstanu zanim w 2026 roku zakończą się obecne kontrakty z Algierią i Nigerią (gazociąg Trans-Saharyjski).

Turcja zarabia na transferze gazu, prócz kaspijskiego także rosyjskiego poprzez rurociąg TurkStream. Niemniej, rola regionalnego huba gazowego napotyka na wiele trudności, do których należą niewystarczające zdolności magazynowania, zbyt niska przepustowość infrastruktury i niedomagania rynku związane z monopolem krajowego konsorcjum BOTAŞ. Osiągnięcie pełnego potencjału tej branży z pewnością zajmie władzom jeszcze wiele lat. Ankara zaś chce działać szerzej już teraz. Tranzyt towarów między Wschodem a Zachodem może być porównywalnie dochodowym zajęciem co redystrybucja surowców. Dlatego postanowiono o budowie bazy w Somalii i portu handlowego w Dżibuti w Rogu Afryki. Temu służy utrzymywanie niezależności Kataru w Zatoce Perskiej, czy wejście na Kaukaz. To wpływ na trasę przebiegu trzech, z przynajmniej pięciu dróg przebiegu Nowego Jedwabnego Szlaku.

Wydaje się, że ich uchwycenie wskazuje kierunek dalszej ekspansji Ankary. Być może w przyszłości zobaczymy żołnierzy z czerwoną flagą i półksiężycem pilnujących porządku na zaproszenie lokalnych rządów w Sahelu? Na Bałkanach? Na Krymie i w Dagestanie? Kto wie.

Turcy mówią o sobie, że są ludźmi z pogranicza dwóch światów. Odpychani przez Europejczyków i znienawidzeni przez Arabów. W żadnym z nich nie znaleźli swojego miejsca. Stąd panturkizm nie jest jedynie nacjonalistyczną fanaberią mogącą zniknąć po zmianie partii rządzącej, a raczej próbą wykrojenia dla siebie miejsca, która realizowana będzie nawet wtedy gdy Erdoğana zabraknie. To kwestia większa niż życie jednego człowieka, ponieważ odwołuje się do resentymentów tkwiących w społeczeństwie. Taka zaś determinacja pozwala nakreślić ogólny zarys rozwoju państwa tureckiego, jako niezależnego od indywidualnej woli takiego czy innego polityka.

Wydaje się, że w ciągu następnych dwóch dekad wpływy tureckie będą stale rosnąć. Uważam za prawdopodobne skonsolidowanie się Azji Środkowej w turańską unię, co uruchomiłoby pełne zdolności regionu, łącznie z wzięciem udziału w wyścigu kosmicznym (kosmodrom Bajkonur w Kazachstanie, opracowanie technologii rakietowej przez turecki Roketsan etc.).

W najbliższym czasie priorytetem Ankary pozostanie uregulowanie statusu wschodniego M. Śródziemnego i Cypru. Okazję ku temu mogłaby dać postępująca destabilizacja Libanu, w którym zamieszkuje ludność turecka. Równolegle nie mniej ważne będzie także Morze Czarne i ekspansja wzdłuż wybrzeża Morza Kaspijskiego. Obserwujmy jak Ankara zareaguje na możliwe prozachodnie sympatie Kiszyniowa albo próby unifikacji Mołdawii z Rumunią. Co zrobi jeśli Federacja Rosyjska wykorzysta swoją pozycję w Donbasie lub Naddniestrzu do presji na Mołdawię i Ukrainę.

Swoją drogą, tak zakończyć się może partykularny, krótkoterminowy sojusz Turcji z Federacją Rosyjską, a zacznie wojna stoczona (jeszcze?) w ramach NATO. Dopiero po jej zakończeniu i ewentualnym wypchnięciu Rosji poza Zakaukazie Turcja mogłaby stać się głównym partnerem Chin, strzegącym zachodniego odcinka NJS i bramy wejściowej do Europy. W tym jednak oprócz sytuacji gospodarczej przeszkodzić mogą inne rozgrywki. Ekspansja Iranu, pozycja Stanów Zjednoczonych, Arabii Saudyjskiej i stan relacji między Chinami, Pakistanem a Indiami.

Wiadomo jedno. Ankara jak dotąd zawsze gotowa była wykorzystać już istniejące konflikty, unikając samodzielnego wzniecania nowych. Teren jej działania najczęściej już był zdestabilizowany w chwili gdy wkraczali na niego tureccy żołnierze. Nie ma powodów by przypuszczać, że w przyszłości będzie inaczej, a kraj zrezygnuje z taktyki przynoszącej mu wyraźne korzyści.

Na naszych oczach kształtuje się nowy podział świata. Tam gdzie słabną wpływy dotychczasowych mocarzy polityki międzynarodowej, tam pojawiają się nowi pretendenci kształtujący przestrzeń na swoją modłę. Robią to często według klucza historyczno-kulturowego, o którego istnieniu zglobalizowany świat wolnego handlu starał się zapomnieć w ciągu ostatnich dwóch dekad, a który z chwilą złamania istniejących reguł gry stał się podglebiem do ekspansji wzrastających regionalnych potęg.

Jednym z tych pretendentów jest Turcja. Czy właśnie obserwujemy świt jej potęgi?


V. Materiały:

https://data.worldbank.org/indicator/NY.GDP.PCAP.CD?locations=KZ-UZ-TM-AZ-TR

https://en.wikipedia.org/wiki/Camp_TURKSOM

https://www.nordicmonitor.com/2020/03/turkey-aiming-to-take-over-the-management-of-a-strategic-port-in-djibouti/

https://en.wikipedia.org/wiki/2020_Balyun_airstrikes

https://special-ops.org/wagner-group-in-libya-heavy-casualties/

https://thekootneeti.in/2020/07/16/chinese-investments-in-central-asia/

https://zw.lt/opinie/radczenko-moze-przestanmy-myslec-cyrylica/

https://www.krzysztofwojczal.pl/analizy/azja-srodkowa-chinski-magazyn-surowcow-analiza/

https://dailynewshungary.com/the-increasing-geopolitical-importance-of-the-turkic-council/

https://ec.europa.eu/poland/news/180612_EU_Turkey_migration_pl

https://www.dailysabah.com/politics/news-analysis/greece-militarizing-aegean-islands-close-to-turkeys-mainland-poses-national-security-threat

https://www.nordicmonitor.com/2020/03/turkey-aiming-to-take-over-the-management-of-a-strategic-port-in-djibouti/

https://en.wikipedia.org/wiki/Turkic_Council

https://uk.reuters.com/article/uk-turkey-cyprus-erdogan/turkeys-erdogan-says-its-time-for-two-state-solution-in-cyprus-idUKKBN27B28D

https://www.atlanticcouncil.org/blogs/energysource/trans-caspian-pipeline-still-a-pipe-dream/

https://jamestown.org/program/turkey-makes-strides-in-diversifying-its-natural-gas-imports/

https://asiatimes.com/2020/06/turkeys-blue-homeland-doctrine-takes-shape-in-libya/


Niniejsza strona jest utrzymywana z wpłat darczyńców i dzięki wsparciu Patronów.

PayPal

PayPal



Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

https://patronite.pl/globalnagra

4 Komentarze

JSC · 2020-11-24 o 18:57

(…)Owszem, coś tam będzie można podrzucić czy odebrać z Gdańska i okolic, ale upadnie mit polskiego huba transportowego, wrót Europy.(…)
Zapewne tak… ale nasz potencjał surowcowy jest na tyle poważny, żeby rozważyć zamiar tzw. wykupienia Polski.

(…)Nas by pewnie urządzało połączenie Bałtyku z Morzem Czarnym drogą wodną E-40, ale to na razie także.. palcem na wodzie.(…)
To można powiedzieć o całym użeglugowieniu… bo ile się orientuję to ostatnia edycja Ministerstwa Gospodarki i Żeglugi Śródlądowej przez czas swojego istnienia, który trwał ponad całą kadencją (która nie była tym razem, za krótka) jedyne co osiągnął to rozpoczęcie przekopu Mierzei… co jest przedsięwzięciem, którego wartość realna jest raczej ujemna. A na dobrą najwięcej rozgłosu (tego pozytywnego) można się chyba spodziewać po inwestycji nazwijmy ją port feederowy Warszawa (co jak co, ale okolice stolice są medialne), ulokowany w regionie Legionowo-Nowy Dwór Mazowiecki, gdzie aż prosiłby się o ścisłą integrację z CPK, który też powinien mieścić się w tamtym regionie.

A wracając do szlaku, który roboczo nazwę brakującą nitką to chodzi mi o trasę spinającą:
Irkuck, Jakuck, Krasnojarsk, Nowosybirsk i Omsk. Rzeki, nad którymi leżą wydają się na tyle duże, żeby można nimi pchać statki pełnomorskie co ma istotne znaczenie dla połączenia tamtejszych okręgów przemysłowych, zwłaszcza przetwórstwa metalowego, z obszarami wydobywczymi w Arktyce.

    Filip Dąb-Mirowski · 2020-11-25 o 11:39

    Osobiście uważam przekop Mierzei za inwestycję ze wszech miar uzasadnioną. Co do wykupywania zasobów przez Chiny.. wydaje mi się to niemożliwe politycznie. Przynajmniej na razie. Wszelkie tego typu próby będą blokowane chociaż na dobrą sprawę można byłoby podjąć grę w tym zakresie po to żeby pozyskać współpracę i technologię od naszych zachodnich partnerów.

    A skomunikowanie rzek na Sybirze docelowo byłoby świetnym rozwiązaniem, tyle że Rosja nie będzie w stanie tego sfinansować. Może Chiny, ale za jaką – prawdziwą – cenę?

JSC · 2020-11-24 o 16:19

Jak jesteśmy przy NJS to intryguje mnie brak jednej nitki, która biegłaby przez Syberię rozpostarta na tzw. Wielkich Rzekach. Te rzeki są wycelowane w Arktykę co powinno dawać potencjał na pozostanie poważnym hubem surowcowym, ponadto daje potencjał na mini hub w San Petesburgu, który za pośrednictwem Kanału Białomorskiego łączyłby Bałtyk z Morzem Arktycznym.
Polska też ma zasoby, które powinne zainteresować Chiny:
– Śląsk, który jest ważnym z zagłębi surowcowych Europy
– Depozyt Suwalski, który w przyszłości może stać się istotnym źródłem surowców polimetalicznych
– w związku z powyższym warto wspomnieć o KGHM, która będąc potentatem w sektorze wydobycia metali szlachetnych jest predysponowana do bycia członkiem istotnego konsorcjum w przyszłej branży górnictwa kosmicznego… jeszcze znajdzie się parę pomniejszych potencjałów, które na potrzeby tego komentarza pominę
– poważne połacie systemu transportowego, które niczym Afryka czeka na kolonizację chińskiego kapitału… a najważniejsze jego sektory to kolejowy sektor transportu intermodalnego i użeglugowienie rzek, które są podpięte pod jedne istotne porty w tej części Bałtyku no i CPK, gdy inwestycja ruszy na poważnie (chociaż w tym względzie mam już takie wątpliwości, że jak do Sylwestra nie ogłoszą wykupu gruntów to położę na temacie przysłowiową lachę)

Biorąc to wszystko pod uwagę, dziwi mnie fakt, że trasa ta nie jest brana na przynajmniej balancera… tu jednak upierałbym się, że taki potencjał zasługuje na dużo więcej.

    Filip Dąb-Mirowski · 2020-11-24 o 17:53

    Faktycznie pierwsze konwoje z frachtem po Morzu Arktycznym już pływają. W chińskich stoczniach powstają lodołamacze i sporo atencji idzie w tym kierunku. Przebicie (dostosowanie/pogłębienie) z M. Białego do Pitera i na Bałtyk uczyni jednak przystanek w Polsce zbędnym. Tak mi się wydaje. Owszem, coś tam będzie można podrzucić czy odebrać z Gdańska i okolic, ale upadnie mit polskiego huba transportowego, wrót Europy. Na razie jednak, mimo niezłych perspektyw, byłaby to spora inwestycja, nie do zrealizowania w obecnej rzeczywistości gospodarczej.

    Nas by pewnie urządzało połączenie Bałtyku z Morzem Czarnym drogą wodną E-40, ale to na razie także.. palcem na wodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *