Trzeci kryzys Rosji

Kumulacja niekorzystnych czynników sprawiła, że rosyjska gospodarka mierzy się z widmem największego od ponad dwóch dekad krachu finansowego. A to tylko jeden z problemów stojących przed Putinem.


08-11-2025


Spis treści:
1. Powtarzające się kryzysy.
2. Widmo krachu finansowego.
3. Wojna powietrzna.
4. Stan armii – problemy kadrowe.
5. Podsumowanie.

Gdy w lipcu tego roku pojawiły się pierwsze konkretne przesłanki świadczące o traceniu przez Waszyngton cierpliwości wobec grających na czas Rosjan, w analizie „Fatalny błąd Putina” pisałem, że wszystko zależy od tego na ile Donald Trump dotrzyma słowa i faktycznie zrezygnuje z „marchewki” na rzecz „kija”. Po fiasku sierpniowego rosyjsko-amerykańskiego szczytu w Anchorage, odwołanego w październiku spotkania w Budapeszcie, Biały Dom w końcu nałożył na Rosję pierwsze w tej kadencji sankcje i odrzucił kolejne rosyjskie próby powrotu do rozmów o niczym i zbagatelizował rosyjski szantaż atomowy, oficjalnie wznawiając amerykańskie testy gotowości broni jądrowej. Otwarcie komunikowanym planem Waszyngtonu na następne pół roku jest odcięcie Rosji od dochodów.

Wychodzi więc na to, że Putin źle ocenił sytuację i zwyczajnie przelicytował. Mógł zyskać na czasie godząc się na zawieszenie lub zamrożenie konfliktu do momentu, w którym Rosja odbuduje siły, a jednocześnie zbliżeniem z USA wbić klin w relacje transatlantyckie. Zamiast jednak w drodze niewielkich ustępstw uzyskać korzystne dla siebie rozwiązania, odtrącił wszystkie amerykańskie propozycje, jeszcze bardziej eskalując żądania. Taka nieustępliwość sprowokowała Amerykanów do zmiany polityki i przejścia do nakładania presji mającej przymusić Rosję do ustępstw. Jednocześnie jednak nie można odmówić logiki postępowaniu Kremla. Putin czuje się pewnie ponieważ jego wojska zdecydowanie przeważają na froncie. Pod tym względem w minionych miesiącach niewiele się zmieniło. Jeśli już, to na gorsze dla Ukraińców.

Prezydenci W. Zełenski i D. Trump w Białym Domu. 18.10.2025. Źródło: Prezydent Ukrainy

Rosyjska strategia zwycięstwa opiera się złamaniu Ukrainy, a następnie wykorzystaniu zmęczenia Zachodu do osiągnięcia „zgniłego kompromisu”, zanim utracone zostaną zdolności do kontynuowania agresji. Putin wydaje się wierzyć, że jest bliski osiągnięcia celu dlatego z uporem gra na czas, najpierw godząc się na wstępne propozycje, a następnie im zaprzeczając. Obserwowane odwrócenie się Amerykanów w połączeniu z nałożeniem bolesnych sankcji może tę strategię całkowicie przekreślić przyspieszając rosyjski krach finansowy. Niemniej, prowadzona od półtora roku bitwa o Pokrowsk zbliża się do końca. Rosjanie atakują też w Kupiańsku, Łymaniu i Konstantynowce. Dokonują istotnych postępów na styku obwodów dniepropietrowskiego i zaporoskiego. Putin chce udowodnić Donaldowi Trumpowi, że nie da się pokonać rosyjskiej armii, a wobec tego przyjęcie jego warunków to jedyna możliwość zakończenia wojny.

Waszyngton postanowił poczekać. Trump zupełnie otwarcie tłumaczył dziennikarzom, że musi pozwolić stronom na rozstrzygnięcia na polu bitwy, zanim uda się usiąść do stołu rozmów. Rozpoczęła się walka z czasem. Co nastąpi pierwsze, podbój Donbasu czy załamanie się rosyjskiej gospodarki? Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie przyjrzymy się rosyjskiemu położeniu w pierwszych dniach listopada 2025 roku.

Powtarzające się kryzysy

Zacznijmy od kilku historycznych faktów. Rosja jest państwem, które wielokrotnie ulegało wewnętrznemu załamaniu. Z niektórych sytuacji wychodziła obronną ręką, z innych wręcz przeciwnie. W 1917 czy 1991 roku, za jej upadkiem stały niedające się utrzymać koszty wojny/zbrojeń, niewydolność państwa i załamanie się struktur władzy. Podobnie może być z wojną toczoną przeciwko Ukrainie, w której Rosjanie popełnili wiele poważnych błędów o włos unikając porażki. Z takiego założenia wychodzi Kijów (a także po części Waszyngton) starając się nałożyć na Rosję jak największe koszty, za cenę traconego miarowo terytorium.

Na początku pełnoskalowej inwazji Rosjanie musieli zmierzyć się z dwoma poważnymi kryzysami. Pierwszy wywołany został przez zderzenie z rzeczywistością związane z fiaskiem „specjalnej operacji wojskowej” zmierzającej do błyskawicznego złamania ukraińskiej armii i zdobycia Kijowa. Kreml przygotowany był na krótki konflikt, którego celem było przejęcie politycznej kontroli nad państwem i wchłonięcie jego potencjału. Jak wiemy, plany te oparte były na kompletnie mylnych przesłankach i zakończyły się rejteradą spod ukraińskiej stolicy. W kolejnych miesiącach role uległy odwróceniu. Obrońcy przeszli do kontrofensywy, która groziła kompletnym załamaniem rosyjskiej armii.

Siły ukraińskie wyzwoliły centralną i północną Ukrainę, następnie Charkowszczyznę i Chersoń. Na wczesną jesień 2022 roku wydawało się, że Rosjanie zostaną całkowicie pobici. Jednakże pod koniec września Kreml rozpoczął częściową mobilizację posyłając na front rezerwistów, niemalże bez jakiegokolwiek wstępnego przeszkolenia. Ich ofiara pomogła ustabilizować linię frontu, mówiło się o „zasypaniu go” masą mobilizowanych. Dowodzenie przejął gen. Siergiej Surowikin, który wycofał doborowe oddziały z zachodniej strony Dniepru, a następnie rozkazał armii wgryźć się w ziemię, budując fortyfikacje na długości ponad 1200 km. Do walki rzucono też siły najemników Wagnera, wraz z wyciągniętymi z więzień skazańcami. A co najważniejsze w kontekście Zachodu, Władimir Putin zaczął straszyć uderzeniem jądrowym, jak robi zawsze gdy czuje, że traci kontrolę nad wydarzeniami.

Wszystkie te działania pomogły uniknąć katastrofy. Ostatecznie jednak z pomocą Rosjanom przyszła pogoda i… Amerykanie. Załamanie aury i ulewne deszcze wyhamowały impet ukraińskiego natarcia, a strach jaki wywołał atomowy szantaż w Białym Domu, przełożył się na spowolnienie dostaw uzbrojenia oraz utrwalenie polityki zarządzania konfliktem, zniechęcającej Ukraińców do „nadmiernej eskalacji”. Jednym słowem, pod koniec 2022 roku obawiano się, że Ukraina pobije Rosję tak mocno, że ta zdecyduje się na użycie broni jądrowej, czego za wszelką cenę chciano uniknąć. Tym sposobem Putin uniknął pierwszego poważnego kryzysu, który był natury wojskowej. Rosjanie potrzebowali wielu miesięcy aby dostosować potencjał do skali konfliktu w jakim się znaleźli – zmobilizować rezerwy, uzupełnić straty i opracować nową strategię. To im się udało.

Drugi kryzys nadszedł w niecały rok później, gdy rozpoczęła się poprzedzona długimi działaniami przygotowawczymi ukraińska kontrofensywa na Zaporożu. Tym razem miał on charakter w dużej mierze polityczny, choć w bezpośrednim związku z wydarzeniami na froncie. W czerwcu 2023 roku rosyjska armia tkwiła w głębokiej obronie, nękana przez ukraiński ostrzał i działania dywersyjne prowadzone na bezpośrednim zapleczu. Ostrzeliwany był Krym, a oddziały „wolnych Rosjan” wkraczały na przygraniczne tereny Federacji Rosyjskiej. Gdy rozpoczął się bunt Jewgienija Prigożyna, świat wstrzymał oddech. Szef najemników z łatwością zajął milionowy Rostów nad Donem, a jego oddziały ruszyły na Moskwę. Mimo że ich głównym celem nie był Władimir Putin, a minister Siergiej Szojgu i gen. Walery Gierasimow, poparcie jakim cieszył się Prigożyn stanowiło zagrożenie dla całej struktury rosyjskiej władzy.

W tej pełnej napięcia chwili Amerykanie ponownie interweniowali na korzyść Putina. Znane są już dzisiaj konkretne fakty przedstawione na łamach szeregu publikacji potwierdzające, że Prigożyn współpracował z ukraińskim wywiadem, a w kluczowym momencie USA powstrzymały zarówno Ukrainę jak i sojuszników przed jakimkolwiek działaniem przeciwko Federacji Rosyjskiej na jej terytorium (U.S. Advised Ukraine Against Covert Attacks in Russia During Mutiny – The New York Times – 29.06.2023). Co więcej, szereg amerykańskich oficjeli (w tym szef CIA William Burns) zadzwoniło do swoich odpowiedników zapewniając, że Putin nie ma się czego obawiać ze strony Zachodu lub Ukrainy i bunt nie zostanie wykorzystany przeciwko niemu. Tyle wystarczyło aby Kreml wytrzymał presję i zdusił rebelię bez większego uszczerbku dla działań prowadzonych na froncie.

Na trzecią sytuację kryzysową musieliśmy czekać kolejne dwa lata. W przeciwieństwie jednak do poprzednich, tym razem problemy trapiące Rosję mają bardziej złożoną naturę. Podstawowym wyzwaniem jest stan gospodarki, finansów, wyczerpanie posowieckich zapasów oraz ogólne zmęczenie kraju prowadzoną wojną. Tym razem, po wielu miesiącach wahania, Amerykanie przyłączyli się do działania. Gdyby utrzymali ten kurs, co wcale nie jest takie pewne, mogliby bardzo szybko sprowadzić Rosję na kolana.

Widmo krachu finansowego

Szeroko rozumiane koszty prowadzonej wojny przytłaczają Federację Rosyjską. Fakt ten nie jest specjalnie zaskakujący, a narastanie niekorzystnych czynników było wielokrotnie opisywane w różnorakich analizach i opracowaniach. Nie jest to proces przebiegający w kategoriach zero-jedynkowych, dających efekty z dnia na dzień. Przeciwnie, jak każdy kryzys, ten także jest sumą kilku wzajemnie nakładających się na siebie zjawisk. Rosja nie może toczyć długiej wojny o obserwowanej intensywności. Nie bez poważnych konsekwencji.

Władze federalne, z szefową Centralnego Banku Rosji Elwirą Nabiulliną na czele, zrobiły w ostatnich miesiącach wiele aby niwelować niekorzystne tendencje gospodarcze, podczas gdy zgromadzone w ubiegłych dekadach zasoby (finansowe czy wojskowe) pełniły rolę rezerwy podtrzymującej rosyjskie zdolności do kontynuowania agresji. Jednak kreatywna księgowość, tak jak zawartość kont bankowych czy magazynów, ma swoje granice do których właśnie dotarła. Sytuacja ulega więc pogorszeniu, zmuszając do prawdziwej żonglerki dostępnymi zasobami. Wszystko po to by zyskać na czasie.

Oficjalne rosyjskie dane dostępne w chwili pisania niniejszej analizy świadczą o rosnącym deficycie finansów publicznych, a także szybko wzrastających kosztach obsługi zadłużenia (obecnie ok. 8% wydatków budżetowych). Dochody państwa z eksportu surowców gwałtownie spadają, a zniszczenia powodowane prowadzoną trzeci miesiąc intensywną ukraińską kampanią lotniczą porażają krajowy przemysł naftowy oraz energetykę. Zmniejszone dochody budżetowe zmuszają rząd federalny do kolejnych emisji obligacji, gwałtownego zwiększania zadłużenia wewnętrznego, podniesienia podatków (ostatnio VAT z 20 na 22%) oraz redukcji wydatków (spadły nakłady na zdrowie, badania, infrastrukturę, świadczenia społeczne). Warto pamiętać, że wojna pochłania ponad 50% rosyjskiego budżetu (oficjalnie ~40%), a utrzymanie wydatków jest podstawowym warunkiem kontynuacji dalszych postępów na froncie.

Sytuację pogorszyło październikowe wprowadzenie przez Donalda Trumpa pierwszych w tej kadencji sankcji. Objęto nimi koncerny naftowe Łukoil oraz Rosnieft, wraz z podmiotami zależnymi lub współpracującymi. Do 21 listopada firmy muszą sprzedać swoje zagraniczne aktywa, co w przypadku Łukoilu oznacza trzy rafinerie oraz kilka tysięcy stacji benzynowych. Rosjanie natychmiast podjęli próbę sprzedaży koncernu szwajcarskiej spółce Gunvor, ale 6 listopada Departament Skarbu zablokował transakcję, określając oferenta mianem „kremlowskiej marionetki”. Jednocześnie Waszyngton wymógł na Turcji i Indiach znaczną redukcję w zakupach rosyjskiej ropy i tego samego domaga się od Chin. Na morzu dryfuje w tej chwili ok. 200 tankowców floty cienia, nie mogących sprzedać swojego ładunku. Sytuacji nie poprawiają kolejne pakiety europejskich sankcji oraz spadające od początku roku ceny ropy, które utrzymują baryłkę Urals poniżej zakładanej w budżecie wartości.

Utrudniona sprzedaż oraz niskie ceny surowców przełożyły się na malejące o nawet 50% przychody rosyjskich koncernów (od stycznia do końca października to spadek o 30% w dochodach budżetu rosyjskiego – wiele na ten temat w kompleksowej analizie OSW, w oparciu o oficjalne dane), które notują rekordowe straty. Wysokie stopy procentowe (miarowo obniżane w tym roku z 21 to 16,5 pp) mające walczyć z galopującą inflacją (oficjalnie: żywność +9,5%, usługi +11,1%, benzyna +12,7% r/r) wygenerowały olbrzymie problemy z obsługą kredytów, wobec czego rośnie skala niespłacanych zobowiązań. Szacowany udział pożyczek konsumenckich ze spłatami opóźnionymi o ponad 90 dni, wyniósł w październiku 12,9% (o czym pisał Marek Meissner dla ISBiznes). Z kolei kredyty korporacyjne zaczynały rok z poziomu ok. 3,4% NPL (Non-performing loans), a na koniec roku szacunki dopuszczają niespłacalność powyżej 5% pożyczek. Według magazynu Forbes 13 z 78 największych rosyjskich koncernów ma problemy ze spłacaniem zobowiązań, a w czołówce dłużników znajdują się Gazprom, Rosnieft i Rosyjskie Koleje Żelazne RŻD. Łączne zadłużenie 10 czołowych dłużników wynosiło na początku roku 20,5 bln rubli (ok. 960 mld zł), a do dzisiaj jedynie wzrosło.

W rezultacie, w październiku rosyjska Duma złożyła poprawkę do budżetu podnosząc planowany deficyt do 5,7 bln rubli (ok. 250 mld złotych) czyli 2.6% PKB, z poprzedniej nowelizacji w maju wynoszącej 3,79 bln rubli (1.7% PKB). W tym samym czasie deficyt konsolidowanych budżetów regionalnych do końca września 2025 r. wynieść miał 724,8 mld rubli (wzrost o 82% r/r z 397,8 mld rubli w I półroczu). Jeśli ceny surowców będą nadal spadać rzeczywisty wynik za rok 2025 może okazać się dużo gorszy. Z kolei utrzymanie stóp procentowych na wysokim poziomie przy spadających dochodach przedsiębiorstw surowcowych wpycha je w jeszcze większą spiralę zadłużenia. Należy zauważyć, że w strukturze kredytów udzielonych przez rosyjskie banki, sektor naftowy ma udział ok. 30–40% portfela korporacyjnego.

To niebezpieczna sytuacja z potencjałem na ogłaszanie niewypłacalności nie tylko przez kredytobiorców, ale też rosyjskie banki. Dla porównania, udział kredytów NPL w trzecim kwartale 2009 roku w USA (czas kryzysu finansowego) wynosił ok. 5%, czyli tyle co w dzisiejszej Rosji. W szczytowym okresie problemy ze spłatą miało średnio 8-9% kredytów hipotecznych (subprime nawet 38%), co przełożyło się na upadek tak renomowanych banków jak Lehman Brothers (bankructwo) czy Merrill Lynch (przejęcie). Analogie nasuwają się same, choć oczywiście rosyjska specyfika rządzi się swoimi prawami. W tym ujęciu najlepszym punktem odniesienia będą rosyjskie kryzysy finansowy z 1998 roku nazywany rublowym (ogłoszenie niewypłacalności, bankructwa banków), czy późniejsze o dekadę załamanie z 2009 roku. Przy czym w tamtym okresie Rosja nie była objęta międzynarodowymi sankcjami i nie toczyła największego od drugiej wojny światowej konfliktu zbrojnego.

O scenariuszach kryzysu finansowego w Rosji, oraz istocie tego zagrożenia interesująco opowiadał Paweł Jeżowski.

Jakiego typu firmy mają problemy z wypłacalnością? Zapaść dotyka głównie sektor budowlany (z wyjątkiem kontraktów państwowych), transportowy oraz przemysł samochodowy. Wiele przedsiębiorstw przechodzi na czterodniowy tydzień pracy (przykłady: Awtovaz, GAZ, Kamaz, Cemros, Uralwagonzawod, Rosyjskie Koleje Państwowe, Rostselmasz) z powodu istotnego spadku zamówień i dochodów. Jednocześnie zwalnia efektywność w zakładach zbrojeniowych, co jest związane z wyczerpaniem posowieckich zapasów, brakiem komponentów i niedoborem siły roboczej.

Fabryka czołgów w Jekaterynburgu Uralwagonzawod. Zdjęcie z materiałów MON FR.

Pozostałe do renowacji skorupy wozów pancernych i czołgów są w tak złym stanie, że ich przywracanie do użytku jest dużo trudniejsze i zajmuje więcej czasu. W październiku 2025 roku w magazynach pozostaje jedynie 32% pierwotnego stanu czołgów oraz ok. 35% stanu bojowych wozów piechoty. Przy czym jest to sprzęt zniszczony trwającym dekady składowaniem pod otwartym niebem, pochodzący często z lat 60’tych XX wieku. Pojazdy te są kanibalizowane, po to by np. jeden „odrestaurowany”powstał z części zebranych z kilku innych egzemplarzy (dane podane za użytkownikiem Jompy). Wyjątek stanowi produkcja dronów oraz amunicji, która nadal rośnie.

Tabela stanów magazynowych – wszystkie opancerzone pojazdy bojowe (czołgi, BWP, transportery)
Typ20212025Redukcja
DobryZłyGorszyRazemUsuniętoZostało
dobry+
zły
Zostało
razem
Razem2618626474886253410067-1611929%38%
Pojazdy do użycia195701218262920295876-1369420%30%
CZOŁGI
Typ20212025Redukcja
DobryZłyGorszyRazemUsuniętoZostało
dobry+
zły
Zostało
razem
T-54/55313017105122-1915%39%
T-6218220518304822-100028%45%
T-6459404530453-14176%76%
T-72 Ural/A114221279157457-68526%40%
T-72B147821940196-128213%13%
T-80
B/BW
14860232649-14372%3%
T-80
U/UD
193082082-11142%42%
T-901120000-1120%0%
Nieznane092009292
Razem714011515665922273-486724%32%
BOJOWE WOZY PIECHOTY
Typ20212025Redukcja
DobryZłyGorszyRazemUsuniętoZostało
dobry+
zły
Zostało razem
BMP-1/2/3715573044811952373-478216%33%
BMD614798454217-39727%35%
Razem776980953212492590-517917%33%
TRANSPORTERY OPANCERZONE
Typ20212025Redukcja
DobryZłyGorszyRazemUsuniętoZostało
dobry+
zły
Zostało razem
BTR-60/70/80365454514822672294-136055%63%
MT-LB419436117666603-359113%14%
BTR-5012305813-1104%11%
BRDM-216342478081421197-43765%73%
MT-LBu16725703172101097-57553%66%
Razem11277172327886935204-607340%46%
ARTYLERIA
Typ20212025UsuniętoZostało
Moździerze3087156-29315%
Hol. OPL1099581-51853%
Hol. mał. kaliber60672591-347643%
Hol. śr. kaliber48002490-231052%
Hol. duży kaliber2420759-166131%
AHS47062449-225752%
MLRS1589300-128919%
Razem237689326-1444239%

Dane za @Jonpy99 z pracy zbiorowej, stan na 7/11/2025. Przetłumaczone na podstawie tabeli. Źródło.

Skład 61 Zakładu Pancernego w Strielnie pod Sankt Petersburgiem. Rok 2021. Źrodło: Jompy

Poza emisją długu na rynku krajowym, rosyjski budżet w zasadzie nie posiada narzędzi do pozyskiwania kapitału na rynkach finansowych, bowiem sankcje odcinają go od systemu międzynarodowego. Niedobory z ubiegłych lat pokrywane były przez uruchomienie środków z Funduszu Dobrobytu Narodowego, który stanowi rezerwuar przewidziany „na czarną godzinę”. Był on na bieżąco zasilany dochodami ze sprzedaży surowców i różnorakich inwestycji poczynionych w ubiegłych latach. Mimo to, z ok. 9.7 bln rubli w aktywach płynnych w lutym 2022 roku, w październiku 2025 roku pozostaje zaledwie ok. 4,1 bln rubli (~42%) – podaję za agencją Interfax. Z 405 ton złota w lutym 2022, w październiku 2025 zostało 168 ton.

Ratunkiem dla rosyjskich finansów mógłby być wzrost cen ropy, jednakże zgodnie z planami OPEC+ wydobycie będzie wzrastać, a analitycy oczekują dalszych spadków cen w 2026 roku, poniżej granicy 60 USD za baryłkę ropy Brent (np. Goldman Sachs, ING). W obecnej chwili bardzo pomaga wysoka cena złota (ok. 4000 USD za uncję), ale jeśli Kreml zamierza utrzymać poziom wydatków wojskowych w dłuższej perspektywie, musi szukać alternatywy pod postacią np. pożyczek pozyskanych z Chin, co jednak miałoby charakter doraźnego zyskania na czasie (bez rozwiązania istoty problemu) i zwiększyło uzależnienie Rosji od Pekinu. Być może łączyłoby się też z ryzykiem politycznym dla Chin, jeśli takie działanie nie spodobałoby się Stanom Zjednoczonym i Europie.

Niemniej, nawet tak niekorzystne rozwiązanie daje Kremlowi pole manewru, zwłaszcza jeśli presja sankcyjna, szczególnie ze strony Amerykanów, nie będzie kontynuowana w dłuższej perspektywie czasowej. Inaczej jest jednak ze szkodami powodowanymi przez ukraińskie naloty.

Wojna powietrzna

Rok 2025 okazał się szczególnie intensywny pod względem liczby ataków z powietrza, które obydwie strony wykonują na głębokim zapleczu przeciwnika. Jest pierwszym, w którym Rosjanie osiągnęli zdolności produkcyjne pozwalające na wystrzeliwanie nawet ponad 5 000 dronów Szahid/Gerbera miesięcznie (w rekordowym lipcu było to ponad 6400 dronów), a także pierwszym, w którym Ukraińcy osiągnęli odpowiednią skalę w zdolności do autonomicznego rażenia przeciwnika na jego tyłach.

Oprócz dronów o większym ładunku wybuchowym pojawiły się także drony odrzutowe. Zasięg ataków zwiększył się do ponad 2000 km. Według szefa SBU Wasyla Maliuka, od początku roku do końca października siły ukraińskie wykonały 160 udanych uderzeń na rosyjską infrastrukturę naftową. Według szacunków rosyjskich, w samym tylko październiku strącono dokładnie 3449 ukraińskich dronów nad terytorium Federacji Rosyjskiej (dane zebrane przez użytkownika John Felix z raportów Ministerstwa Obrony FR). Na podstawie powyższych danych widać, że w październiku strącone ukraińskie drony stanowiły ok. 64% wskazanej przez Sztab Generalny SZU raporty dzienne liczby ok. 5400 rosyjskich dronów. Jednakże pod względem efektywności, możemy mówić raczej o parytecie.

Budynek mieszkalny w Zaporożu zniszczony w rosyjskim ataku 29/30 października 2025. Źródło: DSNS Zaporoże / Prezydent Ukrainy

Rosjanie nieustannie atakują ukraińskie miasta, a z nadejściem jesieni celują głównie w system energetyczny i ciepłowniczy oraz budynki mieszkalne (czego najlepszym przykładem są ostrzały Chersonia czy Sum). Naturalnie, nierzadkie są ataki na cele wojskowe, różnego typu zakłady, magazyny czy nawet pociągi. Wniosek z tego taki, że ataki te są rozproszone i tylko raz na jakiś czas skupiają się na konkretnym typie celu, jak np. energetyce. Niemniej, jest to sytuacja z jaką mamy do czynienia nieustannie od jesieni 2022 roku. Nadchodzi właśnie czwarta zima podczas której Ukraińcy mają według rosyjskiej propagandy zamarznąć, tkwiąc w absolutnych ciemnościach.

Ukraina miała kilka lat na dostosowanie się do zagrożenia. Posiada dzisiaj wiedzę i zdolności do odbudowy infrastruktury po bombardowaniach, w czym wspierana jest przez Zachód. W społeczeństwie upowszechniła się praktyka posiadania własnych generatorów prądu, robienia zapasów, wspomagania się opałowymi źródłami ciepła itd. To oznacza, że zarówno ukraińskie służby jak i społeczeństwo zachowują relatywnie wysoką odporność na zniszczenia infrastruktury. Ponad to, stale podtrzymywana obrona przeciwlotnicza i nowe sposoby wykrywania oraz przechwytywania dronów i rakiet ograniczają skalę zniszczeń.

Inaczej jest z Rosją. O ile ukraińskie społeczeństwo zdołało przyzwyczaić się do wojennej niewygody, o tyle dla Rosjan zaniki zasilania, brak ogrzewania czy zamknięte stacje benzynowe stanowią nowość. Ma to swoje bezpośrednie przełożenie na nastroje w rosyjskim społeczeństwie, co nie jest bez znaczenia dla woli kontynuacji tzw. „specjalnej operacji wojskowej”. Przy czym sporadyczne badania pokazują, że większość zachowuje raczej optymistyczną wizję konfliktu z Ukrainą, ale jednocześnie rośnie niezadowolenie z powodu sytuacji ekonomicznej. Propaganda dba aby między tymi dwoma kwestiami nie nastąpiło sprzężenie zwrotne zapewniając o przejściowych, będących pod całkowitą kontrolą trudnościach. Ataki lotnicze mają tę percepcję złamać, wprowadzając stan permanentnych niedoborów.

Federacja Rosyjska jest ogromnym państwem. Większość ludności, a także przemysłu i infrastruktury krytycznej znajduje się w zachodniej części kraju. To oznacza, że jest ona w zasięgu ukraińskich uderzeń. Co więcej, duże rozproszenie instalacji utrudnia ich obronę, ułatwiając penetrację przestrzeni powietrznej przeciwnikowi. Środki przeciwlotnicze poza własnym terytorium, są zaangażowane w działania na Ukrainie. Jest ich zbyt mało by skutecznie chronić rafinerie czy elektrownie. Z powyższych powodów ukraińskie ataki wykazują się wysoką efektywnością, a poszczególne obiekty są regularnie atakowane na przestrzeni kolejnych miesięcy, co doprowadza do ciągłych przestojów mimo podejmowanych prac naprawczych.

Płonąca rafineria Afipskij pod Krasnodarem. 28.08.2025. Źródło: Кримський вітер

Według zebranych przeze mnie danych, tylko w październiku celem ukraińskich ataków były:

  • Rafineria w Jarosławiu (1.10)
  • Rafineria w Orsku (3.10)
  • Rafineria w Kiriszi (3/4.10)
  • Rafineria w Tiumeniu (7.10)
  • Rafineria w Ufie (12.10)
  • Rafineria w Wołgogradzie (15.10)
  • Rafineria w Kstowie (15/16.10)
  • Rafineria w Saratowie (16.10)
  • Rafineria Nowokujbiszewska (19.10)
  • Rafineria w Machaczkale (22.10)
  • Rafineria w Riazaniu (23.10)
  • Rafineria w Uljanowsku (28/29.10)
  • Rafineria w Tabaszino (republika Mari El – 28/29.10)
  • Rurociąg Kolcewoj wokół Moskwy (31.10) – choć tutaj bardziej prawdopodobne jest użycie jedynie ładunków wybuchowych, co uwidoczniono na opublikowanych zdjęciach.
  • Zakład przetwarzania gazu w Orenburgu (19.10)

A ponadto:

  • Zakład produkujący detonatory do materiałów wybuchowych w Dzierżyńsku (5/6.10)
  • Zakład produkujący materiały gumowe w Sterlitamaku (10-12.10)
  • Zakład produkujący miny w Sarańsku (17/18.10)
  • Zakład chemiczny produkujący składniki do prochu i paliwa rakietowego w Briańsku (21.10)
  • Zakład produkcji amunicji w Kopiejsku (22.10)
  • Zakład petrochemiczny (polietylen, polipropylen, benzen i inne) w Budionowsku (22.10)

Do tego uderzenia na obiekty energetyczne:

  • Elektrociepłownia w Smoleńsku
  • Elektrociepłownia w Orle
  • Kilkanaście (15-20) podstacji (500-750kV) w zachodniej Rosji, często takich o charakterze węzłowym, dystrybuującym prąd w regionie.

Trafiono także tamę na zbiorniku w Biełgorodzie (25/26.10), w wyniku czego doszło do zalania rosyjskich pozycji na charkowskim pograniczu. Stale nękany jest też Krym, którego jednak nie ujmuję w statystykach ponieważ ostrzał półwyspu trwa od początku wojny.

Uszkodzona elektrociepłownia w Woroneżu, po ukraińskim nalocie w nocy 8/9 listopada 2025. Źródło: Exilenova+

Jak widać z powyższego zestawienia, głównym celem ukraińskich ataków są rafinerie. Ocenia się, że trwale wyłączonych pozostaje przynajmniej 20% mocy produkcyjnych przemysłu rafineryjnego, z okresowymi zwyżkami nawet do 30-40%. Trafionych zostało 34 z 38 największych rosyjskich rafinerii, ale od początku listopada atakowane są też małe, lokalne zakłady. Po raz kolejny uszkodzono terminal naftowy w czarnomorskim Tuapse.

Każde takie uderzenie to przerwanie pracy, od kilku dni do tygodnia lub dwóch. Kluczem jest w tym przypadku utrzymywanie wysokiej intensywności ataków w dłuższym okresie czasu, co jak na razie się Ukraińcom udaje (np. rafineria w Wołgogradzie trafiana była w sześciu różnych atakach od początku roku). A wchodzimy już w czwarty miesiąc tak intensywnej kampanii.

Dlatego kryzys paliwowy w Rosji nadal narasta. Kilkadziesiąt regionów odnotowało poważne deficyty na stacjach paliwowych. W wielu z nich wprowadzono limity zakupowe wynoszące od 10 do 30 litrów na osobę/samochód. W ruch musiały pójść rządowe rezerwy, a mimo to deficytów nie udało się w pełni zlikwidować.

Kolejka na stację benzynową w krymskiej Teodozji, a w tle płonący skład paliwowy. 7/10/2025. Źródło: Telegram/Exilenova+

Ceny podskoczyły od początku roku o 40-50% (benzyna z ok. 47 RUB/0,55 USD za litr w grudniu 2024, do 70 RUB/0,86 USD w październiku 2025). Największy problem jest z naftą, co przekłada się na deficyty ropy oraz paliwa lotniczego. Szczególnie, że od października 2025 r. rząd złagodził normy produkcyjne, zezwalając rafineriom na mieszanie letniego oleju napędowego z naftą do wytwarzania zimowego diesla.

Uważny czytelnik z pewnością zauważył, że październik był miesiącem, w którym porażono aż sześć rosyjskich zakładów zbrojeniowych. To widoczna zmiana priorytetów w stosunku do minionych lat, gdy częściej atakowano arsenały i składy amunicji. Wynika ona ze wzrostu przenoszonych ładunków a także zasięgu środków rażenia.

Największa uwagą mediów cieszy się wprowadzony do użycia w drugiej połowie roku pocisk manewrujący FP-5 Flaming (zasięg do 3000 km, głowica bojowa 1000–1150 kg), oparty o konstrukcję emirackiej firmy Milanion Group. Jest on jednak produkowany w niewielkich ilościach, dlatego Kijów szuka rozwiązań we współpracy z Zachodem.

Jak na razie Biały Dom nie zgodził się na udostępnienie Ukrainie pocisków Tomahawk, choć rozmowy nadal się toczą. Nie wiadomo czy przyniosą efekt, czy też wykorzystane zostanie inne rozwiązanie. Faktem jest, że tego typu środek w ukraińskich rękach przyniósłby jeszcze więcej szkód na rosyjskim zapleczu. A przede wszystkim, Kijów samodzielnie decyduje o jego użyciu choć jeśli wierzyć doniesieniom mediów, otrzymuje odpowiednie koordynaty z rozpoznania zachodnich sojuszników, w tym USA.

Stan armii – problemy kadrowe

Mimo opisanych problemów gospodarczych oraz trwającej kampanii lotniczej nie da się ukryć, że rosyjska armia znajduje się w nieustannym natarciu, adaptując się do zmiennego charakteru prowadzonej wojny. Nie jest prawdą, że mówienie o zmianie zasad gry (tzw. game changerach) to tylko tani sensacjonizm. Konflikt rosyjsko-ukraiński miał wiele etapów, które zmieniały jego obraz. Tak było z masowo dostępnymi kierowanymi pociskami przeciwpancernymi, wprowadzeniem wyrzutni Himars, pojawieniem się dużej ilości dronów FPV, rozpoczęciem masowej produkcji Szahidów czy pojawieniem się połączeń światłowodowych. Za każdym razem strony musiały szukać środków zaradczych, a ich wprowadzenie trwało miesiące. W długotrwałym konflikcie na wyniszczenie nieustanne szukanie przewag nad przeciwnikiem jest warunkiem powodzenia prowadzonych działań.

Zgodnie z tą zasadą, już na wczesną wiosnę 2025 roku z frontu zniknął ciężki sprzęt w rodzaju czołgów i bojowych wozów piechoty. Przez kolejnych sześć miesięcy do użycia tych pierwszych dochodziło w sposób jednostkowy i niewielkiej skali, natomiast wszelkiego typu transportery gąsienicowe były zastępowane przez samochody osobowe, terenówki i motory. Dla porównania, na jesieni 2024 roku serwis WarSpotting.net odnotował stratę 273 rosyjskich czołgów i 932 bojowych wozów piechoty, a w lecie 2025 roku odpowiednio tylko 99 czołgów oraz 183 różnego typu BWP.

Rosyjski czołg wyposażony w polowe modyfikacje przeciwdronowe. Źródło: Ugolok_sitha

Obecnie wojna przyjęła charakter starć piechoty. Wysokie nasycenie pola walki wszelkiego typu dronami sprawiło, że używanie większych oddziałów pancerno-zmechanizowanych stało się nieefektywne i kosztowne. W dodatku, kurczące się posowieckie zapasy ciężkiego sprzętu wymogły ostrożność w jego stosowaniu. Rosyjskie zakłady nadal produkowały/remontowały kolejne wozy, ale już nie po to by wysyłać je bezpośrednio na front. Priorytetem stało się odbudowanie zasobów. Z powodu braku osłony, natarcia prowadzone wyłącznie z użyciem piechoty stały się bardzo krwawe, co było widoczne szczególnie w lecie. Ciężki sprzęt powrócił na front dopiero z początkiem października, po półrocznej przerwie. Kolejne szturmy z użyciem kolumn pancerno-zmechanizowanych obserwowaliśmy w rejonie Pokrowska i Siewierska, lecz kończyły one tak jak wcześniej, z dużymi stratami.

Opisane warunki spowodowały sytuację, w której straty stały się trudne do uzupełnienia, szczególnie że słabnie entuzjazm Rosjan do udziału w wojnie. Podstawowy motywator jakim były zachęty finansowe przestaje spełniać swoje zadanie i coraz trudniej o ochotników. Lokalne rządy, których kasy świecą pustkami, nie są w stanie wypłacać tak wysokich zapomóg jak dotychczas. Jednorazowe wypłaty wynoszące na początku tego roku nawet kilka milionów rubli (rekordową stawkę oferował region samarski płacąc 4 mln rubli / ok. 180 tys. złotych) zredukowano obecnie do kwot na poziomie kilkuset tysięcy rubli. Stąd liczba ochotników od wielu tygodni nie pokrywa strat generowanych działaniami na froncie, a te przekroczyły liczbę miliona zabitych i rannych. Nie jest to jeszcze problem krytyczny, ale tendencja spadkowe jest wyraźna i wymaga pilnego rozwiązania.

Dlatego Kreml postanowił wprowadzić zmiany w prawie obronnym, które pozwolą na powoływanie rezerwistów do służby wojskowej w czasie pokoju bez ogłaszania formalnej mobilizacji. Stosowne ustawy zostały podpisane przez Putina na początku listopada. Wprowadzono możliwość powoływania rezerwistów przez cały rok kalendarzowy, a nie jak dotąd jedynie dwukrotnie, na przełomie wiosny i lata oraz jesieni i zimy. Z kolei rezerwiści, którzy podpiszą kontrakt z wojskiem (tzw. BARS) będą kierowani do obrony infrastruktury krytycznej. Przy czym warto zaznaczyć, że „bojowa armia rezerwy kraju” (szacowana na ok. 100-120 tys. ludzi) brała już udział w walkach na Ukrainie, jednakże jej żołnierze podpisywali osobne kontrakty zgłaszając się na ochotnika. Być może warunek dobrowolności w przyszłości zniknie. Reforma pozostawia tę kwestię prezydenckim rozporządzeniom.

Rosyjskie natarcie wykonane za pomocą powracającego ciężkiego sprzętu. Pokrowsk. 25.10.2025. Źródło: Kriegsforcher

Zmiany te pozwolą na natychmiastowe wysłanie na front żołnierzy odpowiedzialnych dotąd za ochronę elektrowni i rafinerii. W dalszej perspektywie, zmiana umożliwi szybsze uzupełnienie braków kadrowych bez formalnego ogłoszenia powszechnej mobilizacji. Rosyjskie władze starają się zachować równowagę między potrzebami frontowymi, a mitem „specjalnej operacji wojskowej”, w której nie dochodzi do masowej mobilizacji rezerwistów. Przynajmniej oficjalnie. Zamiast tego, usprawnia się działanie komisji kwalifikacyjnych, które ograniczone do konkretnego terminu pozostawały niewydolne, nie mogąc przetworzyć wszystkich kandydatów w tak krótkim czasie. Faktyczne rozpoczęcie służby odbywać się będzie jak dotąd, dwa razy do roku.

Dodatkowym wsparciem osobowym nadal pozostają żołnierze północnokoreańscy, którzy w liczbie ponad 10 000 pilnują pogranicza w obwodzie kurskim. Część z nich to wojska inżynieryjne, odpowiedzialne za odbudowę lokalnej infrastruktury. Ich obecność pozwoliła na wycofanie niektórych oddziałów rosyjskich z obwodu sumskiego i wysłanie ich w rejon donbaskiego Pokrowska. Rejon Sum jest zresztą obecnie jedynym obszarem na całym froncie, w którym siły ukraińskie odzyskują teren. W pozostałej części, to Rosjanie napierają starając się wykorzystać przewagę liczebną nad obrońcami. Wsparcie Pjongjangu to nie tylko żołnierze, ale również sprzęt (armatohaubice Koksan, wyrzutnie BM-21, pociski balistyczne) i amunicja, nadal stanowiąca ok. połowę wydatków artyleryjskich. Ciekawą formą pomocy jest 50 tys. robotników pracujących w rosyjskim przemyśle.

Powyższe ruchy mają dać Putinowi czas do realizacji celu jakim jest opanowanie w ciągu najbliższych kilku miesięcy całości Donbasu. Bez spełnienia tego warunku Rosja nie zgodzi się na zawieszenie broni mimo rosnących kosztów i obserwowanych problemów.

Podsumowanie

Obserwujemy kluczowy moment, w którym trwa wyścig między podbojem Donbasu i rozbiciem ukraińskiej armii, a załamaniem rosyjskiej gospodarki i utraceniem środków do kontynuowania agresji. Zmiana polityki Stanów Zjednoczonych nadała mu nowej dynamiki znacznie utrudniając Putinowi zadanie, a jednocześnie narastająca ukraińska słabość frontowa (przede wszystkim braki kadrowe) utwierdza go w przekonaniu o słuszności przyjętej strategii.

Oczekiwany w najbliższych dniach lub tygodniach podbój Pokrowska i Myrnohradu, będzie największym rosyjskim zwycięstwem od czasu zajęcia Bachmutu przed dwoma laty. Od znaczenia wojskowego, ważniejsza będzie jego wartość propagandowa. Istotna nie tylko na użytek wewnętrzny. Spodziewam się, że posłuży za argument przedstawiony Amerykanom, mający przekonać ich o daremności dalszego wspierania Ukrainy.

Linia frontu w rejonie Pokrowska – 7/11/2025. Kolor niebieski – UKR, czerwony – RUS, żółty – walka o kontrolę. Źródło: Andrew Perpetua

To tłumaczy dlaczego Kijów decyduje się na przedłużanie jego obrony mimo niesprzyjających warunków. Sytuacja przypomina nieco obronę Torecka, w którym walki toczyły się jeszcze przez pół roku po oficjalnej rosyjskiej deklaracji zajęcia miasta (7 lutego 2025). Odwracając podaną wyżej argumentację, odmawianie Rosjanom zwycięstwa przy jednoczesnym generowaniu znacznych strat wzmacniać będzie narrację o daremności kontynuowania agresji, która pogrążą Rosję nie dając przy tym żadnych istotnych efektów, ewentualnie o osiąganiu „pyrrusowych zwycięstw” (koszty większe niż efekty).

Z punktu widzenia wojskowego, Pokrowsk stanowić będzie doskonałe zimowe leże dla rosyjskiej armii i okazję do pauzy operacyjnej. Na początku przyszłego roku stanie się punktem wyjścia do ataku na północ w kierunku Dobropola, obliczonego na okrążenie fortec Słowiańska i Kramatorska od zachodu, bez konieczności ich zdobywania. Aby to było możliwe, potrzebne jest jednak równoległe uderzenie flankujące od północy, przez Łymań i Izjum na Barwinkowe. Wszystkie te działania zajmą długie miesiące. Sytuacja wyglądałaby dużo lepiej, gdyby nie permanentne braki kadrowe w SZU, powodowane niskim morale wśród rekrutów. Mimo wprowadzanych reform, niekorzystne tendencje w tym zakresie nie tylko się utrzymują, ale wręcz pogłębiają. To krytyczny problem, który omówię w kolejnej analizie dotyczącej sytuacji na froncie.

Ukraińska kampania lotnicza skutecznie destabilizuje rosyjską infrastrukturę i gospodarkę, a nawet przynosi konkretne straty w potencjale/przemyśle zbrojeniowym, ale sama w sobie nie będzie wystarczająca do powstrzymania rosyjskiej agresji. Może ją co najwyżej spowolnić, w czym pomogą opisane deficyty rosyjskiej armii. W tej chwili najlepszą opcją dla Ukrainy jest zawarcie zawieszenia broni na obecnych liniach, co pozwoliłoby na odbudowę armii. Jednakże aby takie rozwiązanie było możliwe konieczne będzie utrzymanie, a nawet zwiększenie presji sankcyjnej na Rosję i pozbawienie jej jak największej części dochodów. Taka możliwość jest dla Putina śmiertelnie niebezpieczna.

Na tym właśnie opiera się zamysł Białego Domu. Strony mają usiąść do stołu, gdy Ukraina nie będzie zdolna do dalszej skutecznej obrony terytorium, a Rosjanie nie będą w stanie finansować wojny. Jednocześnie bliskie widmo porażki skłoni je do porozumienia. Uważam, że porażką Putina byłoby utracenie zdolności do kontynuowania agresji bez osiągnięcia jakichkolwiek jej celów. Donald Trump nie wydaje się dbać o to, czy pierwszy upadnie Donbas, czy rosyjska gospodarka. Efekt będzie ten sam – zakończenie tego etapu wojny bez rozstrzygania o winie i odpowiedzialności.

W powyższym kontekście, mimo że trzeci rosyjski kryzys jest faktem, tak naprawdę największą szansą dla Putina jest nadzieja, że Rosja w kluczowym momencie zostanie uratowana przed załamaniem przez USA.


Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *