Trzeci etap: Kontrofensywa.

Zakończyła się druga faza wojny rosyjsko-ukraińskiej, w której Kreml skupił siły na próbie zajęcia całości Donbasu. Zaczynamy kolejną, w której to Rosjanie będą próbowali utrzymać zdobyte terytorium, a Ukraińcy je odbić. Nadszedł czas kontrofensywy.



26-07-2022


Toczoną na Ukrainie wojnę dzielę na etapy. Pierwszy to okres od rozpoczęcia inwazji, aż do załamania się operacji rosyjskiej na północy kraju i odwrotu spod Kijowa (od 24 lutego do początku kwietnia). Drugi trwał od kwietnia do końca czerwca, kiedy to bitwa o Donbas zakończyła się dla Rosjan częściowym sukcesem polegającym na zajęciu całości obwodu ługańskiego, po zmuszeniu do taktycznego odwrotu sił ukraińskich z rejonu Zołote-Hirśke i Lisiczańska-Siewierodoniecka, o czym więcej pisałem TUTAJ. Wbrew panicznym artykułom ukazującym się w tamtym czasie w mediach, uparcie twierdziłem, że wkrótce Ukraińcy przejmą inicjatywę i staną się stroną atakującą.

Tak też się stało.


Moje bieżące, niemalże codzienne wpisy możecie śledzić na Twitterze, a osoby wspierające Globalną Grę także na zamkniętej grupie dyskusyjnej na Facebooku. O tematyce z artykułu pisałem tutaj, tutaj tutaj.


Rosjanom nie udało się zniszczyć jednostek ukraińskich, ani uniemożliwić im okopania na wcześniej przygotowanych pozycjach od Siewierska po Bachmut. Nie byli też w stanie zająć dalszej części obwodu donieckiego. W efekcie wyczerpania walką, tak ludzi jak i sprzętu, kontynuowanie natarcia okazało się bardzo trudne. W ciągu przeszło trzech tygodni lipca, siły inwazyjne nie dokonały żadnych istotnych postępów. Tempo i intensywność ataków znacznie spadła, a na niektórych odcinkach całkowicie je zatrzymano. Pauzę starano się zamaskować wzmożonym ostrzałem rakietowym, w tym cywilnej infrastruktury, ale te akty celowego barbarzyństwa nie poprawiły położenia w jakim znalazły się siły rosyjskie. Z powodów politycznych, po przysłaniu nieprzeszkolonych uzupełnień, wyczerpanym jednostkom nakazano dalszy atak. Jak dotąd bez powodzenia.

Dostarczony przez zachodnich sojuszników sprzęt, głównie środki artyleryjskie, dokonał ogromnego spustoszenia na rosyjskich tyłach. Zniszczone zostały dziesiątki magazynów amunicji, kilka sztabów dowódczych, składy sprzętu, infrastruktura drogowo-kolejowa, a w ostatnim czasie także stanowiska artyleryjskie. Destrukcyjna siła precyzyjnego ostrzału zmusiła rosyjskie dowództwo do rozśrodkowania składów, nie tylko na wiele mniejszych, ale także umieszczenia punktów rozładunku kolejowego z dala od linii frontu, poza zasięgiem ognia (czyli o ~100km dalej). Z tego powodu, tempo zaopatrywania jednostek frontowych wyraźnie spowolniło. Na trudności logistyczne nałożyło się ogromne wyczerpanie ludzi i sprzętu skutkujące np. odkształcaniem, a nawet rozrywaniem luf w armatach, czego nie dało się łatwo naprawić. Do roli artylerii rakietowej, zaczęto też wykorzystywać baterie przeciwlotnicze S-300.

W dniu 21 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski odbył naradę w gronie najbliższym współpracowników, a po jej zakończeniu poinformował opinię publiczną, że Ukraina posiada potencjał wystarczający do zadawania strat przeciwnikowi i przejścia do ofensywy. Była to kontynuacja komunikatu wydanego na początku miesiąca przez prezydenta i ministra Ołeksija Reznikowa, na temat opracowywania planów kontruderzenia. Kolejnego dnia o jego rozpoczęciu poinformował zastępca przewodniczącego chersońskiej rady obwodowej Serhij Chłań. Nieco później dodał, że spodziewa się wyzwolenia całego obwodu nie dalej niż do września (analiza w 151 dniu inwazji – OSW).

Taka deklaracja ma sens o tyle, że na początku jesieni intensywne deszcze zwiększą poziomy rzek utrudniając ich przeprawę, oraz rozmyją grunt uniemożliwiając sprawne poruszanie się ciężkiego sprzętu po rozległych równinach wschodniej Ukrainy, podobnie jak to było wiosną. W takich warunkach walka z użyciem szerokiego manewru stanie się dla obu stron niemożliwa, aż do nadejścia zimy.

Jednostki ukraińskie już od maja prowadziły punktowe operacje zaczepne, m.in. w obwodach charkowskim i chersońskim, nie była to jednak szersza kampania mogąca zmienić losy wojny. Właściwa, szeroka kontrofensywa zaczęła się dopiero teraz, w lipcu. Jej efektem będzie, w wariancie minimum – wyzwolenie prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego razem z miastem obwodowym Chersoń. W wariancie maksimum, uderzeniu temu towarzyszyć będą także operacje zaczepne w obwodzie zaporoskim oraz w Donbasie. Trudno dziś przewidzieć jaki ostateczny zasięg będą miały te działania, ponieważ zależeć to będzie od powodzenia na froncie (poniesionych strat) i zdolności oporu przeciwnika.

**

Czy oficjalne wypowiedzi płynące z Kijowa mają charakter czysto propagandowy, czy też sygnalizują rzeczywiste działania? Przyjrzyjmy się faktom.

Kijów zaczął wysyłać na front świeże jednostki i znaczne uzupełnienia, a szacunkowe dane na temat stanu w jakim znajdują się oddziały rosyjskie w Donbasie, świadczy moim zdaniem o tym, że strona ukraińska osiąga faktyczną przewagę na polu walki, tak pod względem ilości jak i jakości sprzętu. Niepotwierdzone informacje na temat liczebności tzw. armii odwodowej mówią o 40-50.000 żołnierzy.

Zarówno oficjele z Pentagonu jak i Kijowa poinformowali w lipcu, że w porównaniu z wcześniejszym okresem znacznie zmniejszył się rosyjski ostrzał artyleryjski pozycji ukraińskich na linii frontu. Dużą w tym zasługę miały wspomniane wcześniej uderzenia w magazyny amunicji wykonane systemem rakietowym HIMARS, których jest w ukraińskich rękach już 20 sztuk.

Brytyjski Stormer na ukraińskim froncie. Źródło.

Potwierdzono także otrzymanie przez armię ukraińską kilkudziesięciu polskich czołgów PT-91 „Twardy”, kolejnej partii armatohaubic Krab, wozów BWP-1, oraz zachodnich systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Gepard oraz Stormer. Wiadomo, że sprzęt ten dotarł do kraju już jakiś czas temu, a ujawnienie tej informacji oznacza jedynie, że zakończył się etap przyjmowania go w jednostkach, a zaczął użycia w boju.

Trwają rozmowy na temat przekazania hiszpańskich czołgów Leopard 2A4 wraz z wozami opancerzonymi, a wkrótce dostarczone zostaną (jeśli jeszcze ich nie ma) przeciwlotnicze zestawy NASAMS. Zarówno USA jak i UE zwiększyły w lipcu budżet pomocy wojskowej dla Ukrainy o odpowiednio 270 mln USD oraz 500 mln EURO. Zachodnie dostawy trwają więc nieustannie, dzięki czemu Kijów dysponuje wystarczającymi środkami do przejęcia inicjatywy.

Jednym z bardziej namacalnych dowodów na rozpoczęcie się poważnych działań na froncie w obwodzie chersońskim było ostrzelanie Mostu Antonowskiego dwie noce z rzędu (19-20.07) przez ukraińską artylerię. Most ten łączy miasto Chersoń z lewym brzegiem Dniepru oraz drogą na Krym. Stanowi główny szlak zaopatrzeniowy rosyjskiej armii.

Skutki ostrzału Mostu Antonowskiego w Cherosniu, w dniu 19.07.2022. Źródło: @smotri_media

Zniszczenie przeprawy byłoby dużym ciosem w logistykę Rosjan, ponieważ poza nienadającym się do ewakuacji części sprzętu mostem kolejowym (podobno także ostrzelanym), jedyna alternatywna droga przez Dniepr znajduje się w odległej o siedemdziesiąt kilometrów Nowej Kachowce, w której oba brzegi spina tama wykorzystywana przez elektrownię wodną.

Mapa przedstawiająca teren działań w obw. chersońskim, strzałki – spodziewane kierunku ukraińskiego natarcia. W czerwonym kółku przeprawa w N. Kachowce. Źródło: DeepStateMap.live

O wadze problemu niech świadczy fakt, że Rosjanie niezwłocznie przystąpili do gromadzenia sprzętu służącego do budowy mostu pontonowego. Zdjęcia satelitarne potwierdziły zgromadzenie barek, które można złączyć w przeprawę, lub wykorzystywać jako promy.

Tylko czy to rozwiąże problem? Wątpliwe.

Dniepr to szeroka i niepokorna rzeka. W miejscu, w którym stoi omawiany most odległość między brzegami to przeszło 800m. Tereny wzdłuż brzegu pokryte są licznymi rozlewiskami, ciekami wodnymi, stawami i podmokłymi łąkami. To czyni podejście do rzeki trudnym, mimo, że w najwęższym miejscu jej szerokość wynosi ok. 350m.

Ważniejsze jednak, że przy wysokiej precyzji ostrzału, most pontonowy będzie łatwy do zniszczenia dla ukraińskiej artylerii. Obwód chersoński jest płaski jak stół. Jeden krążący wysoko dron z nowoczesną głowicą obserwacyjną (jak Bayraktar TB2) może monitorować sytuację z odległości nawet kilkudziesięciu kilometrów.

Kolejnym sygnałem ukraińskich zamiarów, było ostrzelanie w dniu 23 lipca mostu na rzece Ingulec, w położonej na północny-wschód od Chersonia wsi Dariwka, co jeszcze pogorszyło rosyjskie położenie.

Transport jedzie z zachodu na wschód, czyli odjeżdża z Chersonia w kierunku Nowej Kachowki, być może dlatego, że wspomniany Most Antonowski był zamknięty. Ewakuacja? 23.07.2022 Źródło.

Droga krajowa E58 prowadząca z Chersonia do Nowej Kachowki wiedzie właśnie przez Dariwkę i most nad Ingulcem. Gdyby i ta przeprawa została zniszczona, żołnierze rosyjscy zostaliby praktycznie odcięci od reszty sił. Co prawda, od Chersonia po leżącą na północy Sznihuriwkę przed wojną istniało jeszcze kilka przepraw i jeden most kolejowy, ale im dalej na północ drogą T1505 tym większa szansa na natknięcie się na ukraińskie czołówki. Dlatego także w tym miejscu niezwłocznie zaczęto stawianie przeprawy pontonowej.

1. Most Antonowski, 2. Most kolejowy, 3. Most w Dariwce, 4. Tama w N. Kachowce. Autor: Globalna Gra

Równocześnie pojawiła się informacja o częściowym okrążeniu sił rosyjskich (rzekomo ok. 1000 ludzi) w niewielkiej miejscowości Wysokopilla, w północnej części obwodu. Z zamknięciem kotła przez Ukraińców nie mieliśmy do czynienia bodaj od kwietnia, gdy trwał odwrót Rosjan spod Kijowa. To zrozumiałe, ponieważ manewr ten jest możliwy jedynie w przypadku prowadzenia ruchu oskrzydlającego, stosowanego w operacjach ofensywnych.

Oczywiście, nie jest raczej tak, że siły ukraińskie po zdobyciu tej czy innej miejscowości przetoczą się dalej jak walec. Za jedną linią umocnień są kolejne. Czasem budowane z gotowych elementów jak na zdjęciu poniżej. Tendencja jest jednak jedna. Rosjanie słabną. Potwierdzają to doniesienia o zaminowaniu brzegów Ingulca na północ od Sznihuriwki, co należy łączyć z utrzymaniem przez wojska ukraińskie przyczółka na „rosyjskim” brzegu, w okolicy wsi Łozowe.

Co ciekawe, po Chersoniu i Dariwce, w ostatnich dniach lipca ukraińska artyleria uderzyła też w tamę w Nowej Kachowce. To nie był pierwszy taki przypadek, ale do tej pory uważałem, że ukraińskie dowództwo nie zdecyduje się na zniszczenie przeprawy z uwagi na potencjalnie ogromne szkody po jej przerwaniu. Nie tylko zalanie terenów nadbrzeżnych, ale także wyłączenie z użycia elektrowni. Być może są to działania na postrach lub obliczone na dalsze komplikowanie życia przeciwnikowi. W sieci pojawiły się zdjęcia przedstawiające prowizoryczne łatanie uszkodzeń w jezdni przez ekipy remontowe.

Reasumując. Chersoń to duże miasto. W zgodnej opinii analityków, frontalny atak, nawet z pomocą partyzantki i oddziałów specjalnych, przyniósłby najpewniej zniszczenie i ofiary wśród mieszkańców, a tego Kijów wolałby ze względów politycznych uniknąć. Stąd zamiast atakować frontalnie, sensowniej jest odciąć miasto od linii zaopatrzenia.

W najgorszym razie, skuteczne zniszczenie mostów i tymczasowych przepraw bardzo utrudni Rosjanom zaopatrzenie i długofalowo uniemożliwi skuteczną obronę w obwodzie, w najlepszym zmusi ich do opuszczenia miasta. Byłoby to uzasadnione z punktu widzenia wojskowego, ale może okazać się zbyt trudne do przełknięcia dla Kremla, który planował ogłoszenie kolejnej, tym razem chersońskiej separatystycznej „republiki” na początku września.

W chwili pisania tego artykułu wszystkie przeprawy nadal stoją choć prawdopodobnie nie nadają się do użytku przez ciężką technikę wojskową z powodu uszkodzenia konstrukcji. Nie zostały jednak zniszczone na tyle, by uniemożliwić ewentualną ewakuację lżejszymi środkami transportu (lub na piechotę). Być może jest to celowe. Mimo nasycenia okolicy systemami przeciwlotniczymi, zniszczenie mostów pozostaje w zasięgu potencjału, którym dysponują ukraińscy artylerzyści i może nastąpić w każdej chwili.

Kontynuowanie ostrzału przepraw ma najwięcej sensu, jeśli w tym samym czasie trwa ofensywa na froncie. Szansa na jej powodzenie rośnie z każdym dniem, w którym rosyjscy żołnierze pozbawieni są dostaw z drugiego brzegu Dniepru.

Muszę też wspomnieć, że równolegle doszło do wysadzenia węzła kolejowego w Melitopolu, oraz torów kolejowych w wielu punktach obwodu zaporoskiego, co jeszcze bardziej utrudni Rosjanom przerzucanie sił na zachód.

Według tego wpisu, morale rosyjskich żołnierzy stacjonujących w Chersoniu jest bardzo złe.

Jeśli mam rację, w najbliższym czasie zaczniemy otrzymywać informacje o wyraźnych postępach ukraińskiej armii i wyzwoleniu kolejnych obszarów kraju. Bierzmy pod uwagę, że jeśli sytuacja Rosjan w Chersoniu stanie się bardzo zła, rolowanie frontu nie ograniczy się jedynie do południa Ukrainy, ale może dotyczyć też innych obszarów w związku z koniecznością przerzucenia dodatkowych sił na zagrożone odcinki frontu.

**

W drugiej części spróbuję opowiedzieć, w jakim położeniu znajduje się Federacja Rosyjska.

Wywiad amerykańskie twierdzi, że na Ukrainie zaangażowanych jest 85% wszystkich rosyjskich batalionowych grup taktycznych.

Zapowiedź dołączenia Białorusi do bezpośrednich działań zbrojnych po raz kolejny okazała się mrzonką. Niektóre białoruskie jednostki jeżdżą od jednej granicy do drugiej, starając się stworzyć wrażenie gromadzenia większych sił wojskowych. W rzeczywistości, przerzucanie z miejsca na miejsce uniemożliwia przygotowanie ich do ewentualnych operacji zaczepnych wobec Ukrainy. Co nie może dziwić, skoro Mińsk nakazał budowę umocnień obronnych przy ukraińskiej granicy. Najwyraźniej Aliksander Łukaszenka sam boi się ataku, np. złożonego z walczących po stronie Ukrainy Białorusinów, czyli pułku im. K. Kalinowskiego.

Nie zmieniła się też sytuacja z brakiem wystarczającej liczby uzupełnień. Według Wadyma Skibickiego, z-cy szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego, Rosjanie zmobilizowali 16 batalionów ochotniczych. Każdy z nich ma składać się z ok. 600 żołnierzy. Należy jednak zauważyć, że są to ludzie bez właściwego przeszkolenia, a nie brak wśród nich osób rekrutowanych w więzieniach i koloniach karnych. Wartość bojowa tych oddziałów może być więc dyskusyjna.

Wydaje się też, że wycofane z boju jednostki (np. w obwodach biełgorodzkim i kurskim), nie stanowią zwartej rezerwy, a raczej na bieżąco uzupełniają straty poniesione na froncie. Tymczasem według szacunkowych danych, wiele z frontowych jednostek rosyjskich posiada poniżej 55% stanów wyjściowych.

Mapka z zaznaczonymi jednostkami. Kolor oznaczeń pokazuje szacowany potencjał. Autor: @JominiW

Dodatkowe oddziały wysyłane do obwodu chersońskiego i zaporoskiego, które w ostatnim czasie miały liczyć ok. 3-4 tyś. ludzi, przewiezione zostały z innych odcinków frontu, co w naturalny sposób je osłabiło. Nie wiadomo, czy Rosjanie posiadają większe odwody na wypadek niekorzystnych zmian na froncie powodowanych ukraińską kontrofensywą. Logika wojny nakazuje, by sami rozpoczęli atak w dogodnym dla siebie punkcie (np. w Donbasie lub okolicach Charkowa), w chwili gdy siły ukraińskie przejdą do ofensywy w Chersoniu. W ten sposób mogliby ulżyć atakowanym liniom i zmusić Ukraińców do podziału uwagi. Sam jednak powątpiewam czy w ogóle stać ich na taką operację. Podejrzewam, że po raz kolejny wyczerpali swoje zasoby, podobnie jak wcześniej pod Kijowem.

Nie lepiej ma się sytuacja na rosyjskim zapleczu. Wbrew oficjalnej propagandzie, rosyjska gospodarka boleśnie odczuwa skutki nałożonych sankcji. Porównując rok do roku oficjalne statystyki za maj, widać wyraźny spadek w produkcji i sprzedaży.

Według analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w kwietniu dochody z podatku VAT tego państwa były o 54 proc. mniejsze niż w 2021 r. (spadły do 192 mld rubli). Lukę w dochodach starano się uzupełnić innymi źródłami, np. w lipcu jednorazową daniną obciążony został Gazprom.

Do tego dochodzą np. problemy z serwisowaniem floty Airbusów i Boeingów, którymi lata państwowy przewoźnik Aeroflot. Brak zachodnich części uniemożliwił bieżącą naprawę maszyn. By jakoś podtrzymać ich sprawność, zaczęto kanibalizować samoloty. Sytuacja doprowadziła do zagrożenia bezpieczeństwa pasażerów, co skłoniło Radę UE do złagodzenia podejścia w siódmym pakiecie sankcji (o czym więcej w artykule Rzeczpospolitej). Ale nie lepiej jest w przemyśle zbrojeniowym, który nie daje rady z remontami.

Na początku lipca Władimir Putin podpisał ponad setkę dekretów (analiza OSW) wprowadzając gospodarkę w tryby wojenne, równoznaczne ze stanem powszechnej mobilizacji. Zapewnił sobie możliwość zmuszenia pracowników do pracy na trzy zmiany, w nocy i dni wolne, a także odwoływania urlopów. Do współpracy zmuszono też przedsiębiorstwa, pozbawiając je prawa do odmowy realizowania kontraktów niezbędnych do prowadzenia „kontrterrorystycznych i innych działań Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej za granicą”. Nie wierzę jednak w powodzenie tej polityki, z uwagi na zmiany w mentalności Rosjan. To już nie są dziewiętnastowieczni robotnicy przemysłowi pracujący kilkanaście godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu, tylko społeczeństwo wychowane na prawach pracowniczych. Podobnie trudno oczekiwać by prywatny biznes w całości poświęcił się kremlowskiemu idée fixe.

Symptomatyczne, że wobec słabości własnego przemysłu i braku dostępu do zachodnich technologii, Rosja podjęła działania zmierzające do zakupu dronów bojowych od Iranu (NTimes).

Wojna wyczerpie rosyjskie zdolności wojskowe na tyle, że bez pomocy z zewnątrz nie da się ich przywrócić do stanu sprzed jej rozpoczęcia. W artykule poniżej autor liczy min.10 lat, ale to pod warunkiem zakończenia działań zbrojnych już w tej chwili.

Oczywiście, istnieje całkiem realna możliwość, że w sprzyjających okolicznościach Rosjanie odbudują swój potencjał w ciągu zaledwie kilku lat, potrzebować będą jednak do tego korzystnego rozstrzygnięcia wojny na Ukrainie, chińskich technologii i wsparcia przemysłowego, oraz kapitału. Na razie nic nie zapowiada by tak miało być. Do wygrania wojny bardzo daleka droga, zaś Pekin na razie nie spieszy się z pomocą sojusznikowi. Z ostatnim elementem też jest problem, nawet mimo rekordowych przychodów z węglowodorów.

Poza wskazanymi już objawami recesji i zmniejszonymi wpływami podatkowymi, należy zauważyć, że wojna kosztuje, a sporo środków zamrożono na zachodnich rachunkach bankowych. Podobnie kosztowne jest sztuczne podtrzymywanie kursu rubla. Wobec powyższych problemów, budżet kraju trzeba było zredukować o ok. 29 mld USD.

W dłuższej perspektywie, problemy gospodarcze przełożą się na problemy społeczne.

Analitycy specjalizujący się w Rosji zwracają uwagę, że główną ofiarą recesji będzie społeczeństwo, w którym nastąpi radykalne obniżenie i tak niskiej stopy życiowej. Bezrobocie i bieda przełożą się na wzrost przestępczości, do której dołoży się jeszcze powrót weteranów z frontu. Analogiczna sytuacja miała miejsce pod koniec lat 80`tych XX wieku, gdy powracający z Afganistanu żołnierze zakładali grupy przestępcze (komentarz K. Galijewa).

Trudno także uwierzyć, aby nastroje społeczne mogły zostać opanowane przez nachalną propagandę. To działało, gdy Rosjanie mogli liczyć na mała stabilizację i jakiekolwiek perspektywy rozwojowe, co dało się zauważyć od pierwszej dekady XXI w. Poniżej opis sposobu wieloletniego formatowania świadomości Rosjan przez literaturę i kinematografię (komentarz Sergieja Sumlennego).

Powyższa analiza przekonuje mnie, że w perspektywie kilku następnych miesięcy Federacja Rosyjska nie będzie zdolna do zakończenia wojny z Ukrainą, poprzez rozstrzygnięcie jej na swoją korzyść. Co więcej, wątpliwe jest nawet to, czy będzie w stanie utrzymać dotychczasowe zdobycze terytorialne.

***

Podsumowując. Federacja Rosyjska z całą pewnością utraciła inicjatywę na froncie i w chwili obecnej będzie musiała zmierzyć się z ukraińską kontrofensywą na południu.

Jej siły wojskowe są wyczerpane i do wznowienia poważniejszych działań ofensywnych będą potrzebowały dłuższej przerwy przeznaczonej na odnowienie zdolności. Wątpliwe by nastąpiła ona wcześniej niż na jesieni, być może jednak do tego czasu ukraińskie sukcesy całkowicie zmienia sytuację.

Sytuacja wewnętrzna w Rosji jest coraz trudniejsza, ale nie beznadziejna ponieważ negatywne skutki wojny nie są jeszcze tak bardzo odczuwalne przez rosyjskie społeczeństwo. Kreml wykorzystuje więc jedyne, skuteczne narzędzie wpływu jakim dysponuje, czyli uzależnienie Europy od swoich surowców, po to by uzyskać określone koncesje polityczne. Na tym polu notuje pewne sukcesy.

W dniu 22 lipca w Stambule podpisano nadzorowane przez ONZ porozumienie, na mocy którego zarówno Ukraina jak i Rosja będą mogły eksportować płody rolne przez Morze Czarne. Dla Kremla to poważne źródło dochodu (przeszło 10 mld USD w 2020 r.), szczególnie, że wolumen zwiększony został przez grabieże na Ukrainie. Dla Kijowa, w którego magazynach zalega ponad 20 mln ton, eksport to „być albo nie być” budżetu. Stąd za pośrednictwem Turcji wynegocjowano układ, w którym rosyjskie frachtowce nie będą musiały obawiać się aresztowania w Bosforze (pod warunkiem, że nie będą przewozić broni), a statki odwiedzające ukraińskie porty, nie będą ostrzeliwane przez Flotę Czarnomorską. Umowa obowiązywać ma przez 120 dni.

Można przypuszczać, że ukrytym kosztem układu, było wymuszenie na Unii Europejskiej ustępstw, m.in. skłonienia Litwy do odblokowania tranzytu towarów do Królewca, czy poluźnienia części sankcji w tzw. siódmym pakiecie (części do samolotów, wyjątki dla transakcji z produktami rolnymi, transportem ropy oraz zakupem sprzętu medycznego i leków z Rosji do krajów trzecich). Jednocześnie jednak wprowadzono nowe (np. na złoto i biżuterię) oraz zacieśniono cześć poprzednich.

Faktem jest, że niektóre państwa europejskie są bardziej podatne na rosyjską presję niż inne. Dotyczy to szczególnie Niemiec, których gospodarka opierała się dotąd na dostawach tanich, rosyjskich surowców, a których elity spenetrowane zostały przez agenturę. Głośna stała się sprawa serwisowanej w Kanadzie turbiny, która rzekomo była przyczyną redukcji wolumenu przesyłanego gazu przez rurociąg Nordstream 1. Mimo, że Berlin uległ presji, doprowadzając do jej zwrotu Rosji, przesył pozostał na poziomie 20% możliwości. Być może jest to „kara”, za dostarczenie na Ukrainę pierwszych zestawów przeciwlotniczych Gepard.

Kreml z premedytacja dąży do stworzenia jesienno-zimowego kryzysu gazowego, którego zażegnanie wymagałoby dalszego łagodzenia sankcji, a być może nawet zmniejszenia kierowanej na Ukrainę pomocy wojskowej, co dałoby mu tak potrzebną chwilę oddechu i znacznie poprawiło perspektywy wojenne. A jak pokazuje wizyta węgierskiego szefa MSZ w Moskwie, oraz oficjalne wypowiedzi Wiktora Orbana, Rosja nadal posiada kilku sojuszników, którzy wspierają ją w tym dążeniu. Biorąc pod uwagę, że w tym gronie znajduje się Serbia pod przewodnictwem Aleksandra Vucića, oraz serbscy separatyści pod przewodnictwem Miroslava Dodika w Bośni i Hercegowinie, należy spodziewać się dalszych prób odwrócenia uwagi Europy wizją wzniecenia kolejnego konfliktu na Bałkanach. Szczególnie, że w ten scenariusz wpisuje się też granie Naddniestrzem.

Im trudniejsza będzie sytuacja sił rosyjskich na ukraińskim froncie, tym większej presji poddana zostanie Europa. Do szantażu gazowego i wizji rozchwiania na Bałkanach, dojdą też z pewnością inne elementy, np. sabotowanie europejskiej infrastruktury energetycznej, strasznie inwazją, wzmożona działalność agentury podburzającej społeczeństwa do buntu z powodu inflacji i deficytów energetycznych, próba destabilizacji rządów itp.

Ten okres trzeba po prostu z zaciśniętymi zębami przetrwać. Z powyższych powodów, na powodzeniu ukraińskiej ofensywy powinno zależeć całemu Zachodowi. Jedynie zdecydowane przechylenie szali zwycięstwa na korzyść Kijowa, przybliży perspektywę zakończenia wojny w sposób dla nas akceptowalny. Uważam, że to możliwe i dlatego staję się coraz większym optymistą.


Niniejsza strona jest utrzymywana dzięki hojności Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

3 komentarze

Przemek · 2022-07-27 o 20:58

Chwilowe obniżenie stylu życie kontra długofalowe bezpieczeństwo. Bardzo ciekawa rozgrywka, koledzy, Europejczycy. Powodzenia !

AdamK · 2022-07-26 o 16:09

Trochę się lżej czlowiekowi robi po przeczytaniu Twojego komentarza do obecnej sytuacji, tym bardziej, że jak się posłucha Jacka Bartosiaka, to czlowiek ma ochotę budowac bunkier w piwnicy ;). Liczę jednak, że Twój scenariusz się sprawdzi i kacapy nie będą w stanie zakończyć wojny z pomyślnym dla siebie rezultatem.

    Filip Dąb-Mirowski · 2022-07-27 o 16:03

    będzie dobrze 😉

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.