#Shanghai

Sceny jakie rozgrywały się na wiosnę 2022 roku w Chinach przypominają fragmenty dystopijnych filmów katastroficznych. Polityka Pekinu próbująca mierzyć się z wysoko zaraźliwym patogenem taktyką stosowaną przed dwoma laty, przyniosła opłakane skutki dla społeczeństwa i gospodarki.


13-04-2022



Skupieni na wydarzeniach dziejących się na Ukrainie przestaliśmy spoglądać na Azję. Tymczasem sytuacja w Chinach, a szczególnie w największym mieście kraju – Szanghaju – wymknęła się spod kontroli. Począwszy od lutego 2022 roku władze chińskie zaczęły donosić o coraz większej liczbie zakażonych. Z powodu upowszechnienia się pochodzącego z południowej Afryki wariantu omikron koronawirusa SARS-CoV-2, w zaledwie trzy tygodnie liczba wykrytych infekcji zwiększyła się z setek do kilku, a następnie kilkudziesięciu tysięcy dziennie.

Doniesienia te, same w sobie, nie mogły budzić zdziwienia ponieważ już od zeszłego roku wiadomo było, że chińskie szczepionki są wobec niego nieskuteczne, a większość obywateli nie wytworzyła naturalnej odporności na wcześniejszym etapie pandemii. Jednocześnie, jak pokazały doświadczenia Europy, nowy wariant okazał się wielokrotnie bardziej zaraźliwy utrudniając kontrolę łańcucha zakażeń.

Pocieszające było to, że nowa mutacja okazała się mniej śmiertelna od poprzednich. Łatwość przenoszenia w połączeniu z przechorowaniem i szczepieniami bardzo szybko wygasiły pandemię, a w każdym razie zmniejszyły do rozmiarów akceptowalnych przez wydolność systemu zdrowotnego. Podczas gdy w Europie czy USA dostosowano politykę epidemiczną do nowych okoliczności znosząc obostrzenia, dużo mniej podatny na zmiany totalitaryzm chiński pozostał niewzruszony. Pekin postanowił poradzić sobie z kolejną falą w dokładnie taki sam sposób w jaki stłumiono jej pierwszą odsłonę, czyli poprzez masowo stosowany „lockdown”, obejmujący swoim zasięgiem nie tylko budynki, dzielnice czy miasta, ale i całe prowincje, najostrzejszą formą kwarantanny oraz powszechnym testowaniem na obecność patogenu.

Jednakże koszty takiego podejścia najwyraźniej dalece przewyższyły ewentualne następstwa epidemii COVID-19.

W chwili gdy piszę te słowa różnymi formami lockdownu dotkniętych jest ponad 370 mln obywateli Chin. W większości mieszkają w północno-wschodnich prowincjach odpowiedzialnych za wytwarzanie ok. 40% krajowego PKB. Zamknięcie łączy się ze wstrzymaniem produkcji oraz jakiegokolwiek ruchu towarowego i ludzkiego, co ma natychmiastowe skutki gospodarcze. Odczyt wskaźnika PMI za marzec dla sektora przemysłu spadł do 48.1 pkt (wobec 50.4 w lutym), dla sektora usług do 42 pkt (wobec 50.2 w lutym), oraz do 43.9 pkt (wobec 50.1) dla Composite PMI (średnia ważona dla produkcji i usług). Są to najniższe od dwóch lat wskazania. Z kolei ruch transportowy spadł w pierwszym tygodniu kwietnia o 25%, a sprzedaż samochodów o 10%. Przerażeni perspektywą izolacji Chińczycy masowo wykupywali żywność doprowadzając do krótkotrwałych deficytów i wzrostu cen.

Kolejne porażenie wytwórczości nałożyło się też na skutki wojny na Ukrainie, rosnącą inflację, ceny surowców i zmniejszony popyt na chińskie towary, przez co inaczej niż w roku 2020 straty gospodarcze mogą okazać się trudniejsze do odrobienia. Nadal nierozwiązana jest sytuacja na rynku nieruchomości, gdzie chińskie władze starają się zmusić deweloperów do koniecznej restrukturyzacji i osłabić spekulacyjny charakter obrotu mieszkaniami. Trudno także o kompensowanie strat poprzez inwestycje infrastrukturalne, ponieważ wprowadzany w różnych częściach kraju lockdown utrudnia ich prowadzenie. Ludowy Bank Chin starał się interweniować na rynku tnąc stopy procentowe, a system finansowy zasilono zwiększeniem wolumenu pożyczek (490 mld USD) udzielanych przedsiębiorstwom z najważniejszych sektorów gospodarki. Mimo, że Chiny posiadają potencjał do poradzenia sobie z kryzysem, to nieumiejętna i kontrproduktywna polityka przeciwepidemiczna przeciąga jego trwanie powodując poważne turbulencje o trudnych do przewidzenia następstwach. W efekcie, po raz pierwszy od ponad dekady, chińskie 10 letnie obligacje skarbowe stały się dla inwestorów mniej atrakcyjne niż amerykańskie.

Aby zrozumieć z czym mierzą się chińskie władze, przyjrzyjmy się bliżej Szanghajowi, w którego porcie, będącym na pierwszym miejscu na świecie pod względem wolumenu towarów, gromadzą się nieobsługiwane frachtowce. Miasto znajduje się w całkowitej izolacji, toteż praca portu została wstrzymana. Nie lepiej jest z transportem kołowym i lotniczym. Powstały zator logistyczny zaczyna być odczuwalny w całym regionie. Jednak jeszcze gorzej wygląda sytuacja humanitarna ponad 24 mln mieszkańców. W tak dużej metropolii, dodatkowo nasyconej obcokrajowcami, blokada informacyjna jest niemożliwa do wprowadzenia, stąd mamy sporo materiałów i doniesień, z których spróbuję naszkicować obraz wydarzeń. Ludzi o stalowych nerwach zachęcam do sprawdzenia hasztagu #Shanghai na platformie Twitter. Ostrzegam jednak, że znajdowane tam zdjęcia i nagrania są często bardzo drastyczne.

Lockdown wprowadzono w mieście 27 marca, początkowo tylko na dziewięć dni. Po upływie tego okresu, przedłużony został na czas nieoznaczony. Poza pełną izolacją, obywatele zmuszeni są do testowania się na obecność patogenu. Brak zgody lub stawienia się w punkcie powoduje wykluczenie społeczne. Cyfrowy system kontroli oznacza takiego delikwenta kolorem czerwonym, który uniemożliwia dostęp do jakichkolwiek usług, może też prowadzić do zamknięcia np. całego bloku mieszkalnego. Status ten pozostaje w mocy aż do chwili skutecznego przetestowania.

W sposób charakterystyczny dla wariantu omikron, wielu testowanych okazuje się zakażonych choć nie zdradzają objawów choroby. Chorzy kierowani są od razu do szpitali lub częściej, ośrodków izolacyjnych powstałych w budowanych naprędce barakach lub innego rodzaju adaptowanej przestrzeni: magazynów, hal sportowych, choć widziałem też przypadek basenu i wnętrza jakiegoś rodzaju budynku przemysłowego, którego podłożem było klepisko. Jeśli zakażone okazywało się dziecko, było ono odseparowywane od zdrowych rodziców. Co prawda, czytałem oficjalną informację, że stworzono miejsca gdzie opiekun mógł towarzyszyć małemu pacjentowi, ale sądząc po opowieściach wrzucanych do sieci przez zainteresowanych, najwyraźniej nie było to regułą.

Z oczywistych względów wywożenie ludzi do ośrodków nie zawsze odbywało się za ich zgodą. Zastosowano więc techniki, które mogliśmy obserwować w ubiegłych latach. Służby porządkowe używały przymusu, czasem brutalnej siły połączonej z katowaniem opornych. Pozostawione przez domowników zwierzęta, zwłaszcza psy i koty, były w niewyszukany sposób eksterminowane. Znane są przypadki zabijania zwierzęcia na oczach właściciela. Czyniono tak z uwagi na przekonanie władz co do możliwości niekontrolowanego przenoszenia przez nie wirusa. Bardziej przezorni wypuszczali swoje czworonogi z domu, co z kolei doprowadziło do dużej liczby bezpańskich watah błąkających się po pustych ulicach, które i tak były tropione i wybijane przez służby miejskie.

Największym problemem okazała się jednak niewydolna logistyka. Zamknięcie kilkudziesięciu milionów ludzi w domach oznaczało konieczność dostarczenia im jedzenia, wody oraz leków, na co mimo przygotowania towarowego (pełnych magazynów), po prostu nie starczyło sił i środków. Towary o krótkim terminie przydatności gniły, ponieważ nie miał ich kto rozwieźć. Państwo próbowało wykorzystać prywatne firmy do świadczenia usług logistycznych (np. Meituan), ale nawet one okazywały się niewydolne. Szalenie restrykcyjne obostrzenia bardzo utrudniły dostawy obniżając ich sprawność do 10-20% normy, a konieczność przeprowadzania nieustannych testów i zapewnienia hoteli dla pracowników, radykalnie zwiększyły koszty przy i tak minimalnym zarobku.

W efekcie, zależnie od dzielnicy i zamożności, wielu obywateli zostało pozbawionych jakichkolwiek dostaw, a samowolne opuszczenie domów było surowo karane (czasem niemożliwe np. z uwagi na zaspawane drzwi wejściowe). Kogo było stać, mógł z pomocą sowitego napiwku zamówić dostawę do domu ponieważ dla obsługującej ją osoby było to finansowo opłacalne. Pozostali musieli liczyć na dostawy rządowe, które były nieregularne i przypadkowej jakości. Przykładowa sytuacja mogła wyglądać tak, że ktoś otrzymywał jedną marchewkę i pół rzepy, a jego sąsiad piętro niżej mleko i paczkę krewetek. Dostawy pojawiały się co 2-3 dni, ale znane są przypadki, że nie docierały nawet przez tydzień i dłużej.

Po dwóch tygodniach życia w takich warunkach, bez możliwości świadczenia pomocy rodzinie, np. starszym i niedołężnym jej członkom pozostającym bez jakiejkolwiek opieki, sytuacja w mieście stała się wybuchowa. Służba medyczna przestała reagować na prośby o pomoc w przypadkach innych niż zakażenia. Potrzebujący nie byli wpuszczani do szpitali. Nie pomogły latające drony i kroczące po ulicach roboty, z których głośników nawoływano mieszkańców do zachowania spokoju. Pojawiły się masowe protesty, zamieszki, a nawet zbiorowe rabowanie zamkniętych supermarketów. Zdesperowani ludzie wdawali się w bijatyki ze służbami porządkowymi lub personelem medycznym. Przynajmniej w jednym przypadku doszło do pożaru magazynu żywności.

Popularną metodą desperackiego protestu stało się krzyczenie z okien i balkonów mieszkań. Niestety, odnotowano także liczne informacje o samobójstwach. Skakaniu z budynków lub powieszeniach. W obliczu nabrzmiewającej katastrofy humanitarnej, do miasta sprowadzono wojsko oraz kilkadziesiąt tysięcy lekarzy z całego kraju. Od drugiego tygodnia kwietnia pojawiły się doniesienia o poprawie jakości dostaw, a władze ogłosiły mglistą perspektywę łagodzenia obostrzeń. Dany budynek lub dzielnica miały zostać zwolnione ze ścisłej izolacji jeśli przez okres 14 dni nie pojawi się w niej żaden nowy przypadek zakażenia. Natomiast ewentualne poruszanie się musi być ograniczone do bezpośredniego sąsiedztwa. Dopuszczono także możliwość krótkiego spaceru albo wyjścia po zakupy w przypadkach braku nowych zakażeń przez okres 7 dni, ale tylko w miejscu i czasie ściśle wyznaczonym przez władze.

Podsumowanie

Drakońska polityka przeciwepidemiczna stosowana była przez Chińską Republikę Ludową od samego początku. W 2020 roku przyniosła szybkie zduszenie pierwszej fali i powrót gospodarki do pełnych zdolności produkcyjnych. Ostre obostrzenia były utrzymywane przez cały okres trwania pandemii, co mimo oczywistych niedogodności, pozwoliło państwu i jego obywatelom na jako takie funkcjonowanie. To, w kontraście z całą resztą świata, zapewniło z kolei spokój społeczny i puściło w niepamięć cierpienia powodowane egzekwowaniem masowej izolacji. Należy pamiętać, że opisane wyżej skandaliczne sytuacje, zdarzały się już wcześniej.

Sytuację zmieniło pojawienie się wariantu omikron, którego rozniesienie przyspieszyła organizacja zimowej olimpiady w Pekinie. Mimo mniej groźnej specyfiki nowej mutacji, Xi Jinping pozostał zwolennikiem całkowitego lockdownu, czego dał publiczny wyraz na początku 2022 roku. Taka postawa Pekinu zdeterminowała podejście władz lokalnych doprowadzając do opisywanej powyżej szanghajskiej tragedii. Trudno podać jakąkolwiek liczbę ofiar spowodowanych tą fatalną polityką, mogą to być setki osób, a być może tysiące. Prawdopodobnie nigdy jej nie poznamy. Możemy jednak oszacować ładunek emocjonalny i traumę jaką wydarzenia te spowodowały w chińskim społeczeństwie. Miejscowi internauci porównywali je z klęska głodu czasów „wielkiego skoku” Mao Zedonga, albo represjami „rewolucji kulturalnej”.

Na razie jednak nie przeceniałbym szans na przełożenie się cierpień mieszkańców Szanghaju na większą skłonność Chińczyków do buntu przeciw władzy. Mówimy o dużym, ale tylko jednym mieście i to w państwie totalitarnym nakierowanym na narodowy szowinizm. Na tym etapie nie wiadomo jeszcze jak poradzi sobie reszta kraju. Epidemia musi się wypalić, trudno jednak powiedzieć jak szybko. Można przypuszczać, że uparte utrzymywanie obostrzeń wydłuży cały proces. Być może polityka przeciwepidemiczna zostanie dostosowana do okoliczności i nie spowoduje aż takiego spustoszenia w innych prowincjach. W każdym razie, nie wiązałbym niezadowolenia społecznego z wielkimi rewolucjami, bardziej prawdopodobne wydaje się zachwianie pozycji Xi Jinpinga. To byłoby zresztą charakterystyczne dla chińskiego systemu. Prędzej czy później winni zostają wskazani (niekoniecznie ci prawdziwi) i dochodzi do przetasowań na szczytach władzy. Jak głębokich, to zależy od skali popełnionych wcześniej błędów.

Okazję ku temu mógłby stanowić planowany na jesień 2022 roku zjazd krajowy Komunistycznej Partii Chin. Dla Xi Jinpinga większym zmartwieniem niż nastroje obywateli powodowane izolacją, są problemy gospodarcze. Gdyby sytuacja miała ulec dalszej destabilizacji podkopując tym samym jego pozycję w partii, być może znowu chętniej spojrzy na perspektywę eskalacji w relacjach z USA na tle Tajwanu. W warunkach napięcia wojennego trudniej będzie o przetasowania polityczne, a ewentualny sukces ugruntuje jego status wielkiego przywódcy narodu. Z tego punktu widzenia, dodatkową korzyścią byłaby możliwość skierowania frustracji społecznej na zewnętrznego wroga. Gdyby taki pomysł zdobył akceptację kierownictwa, eskalacja musiałaby nastąpić na kilka miesięcy przed zjazdem. Obserwujmy rozwój wydarzeń pod tym kątem.

Tymczasem szanghajskie perturbacje przełożą się na płynność dostaw kierowanych do reszty świata (głównie Europy) powodując trwające wiele tygodni opóźnienia. A to z kolei wpłynie na dalszy wzrost cen produktów opartych o chińskie komponenty i rosnące deficyty w bardzo wielu branżach.


Niniejsza strona jest utrzymywana z wpłat darczyńców i dzięki wsparciu Patronów.

PayPal

PayPal



Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

https://patronite.pl/globalnagra

1 komentarz

M · 2022-04-16 o 09:33

Dzieki za jak zwykle świetny materiał 🙂

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.