Putin straszy porwaniem i konfiskatą statków

Władimir Putin grozi państwom Zachodu. Rosyjski przywódca nazwał powtarzające się przypadki konfiskaty statków tzw. floty cieni „piractwem i rabunkiem” ostrzegając, że Federacja Rosyjska podejmie symetryczne działania, tam gdzie uzna to za stosowne.


12-08-2026


Słowa te padły w ostatnim dniu ćwiczeń Floty Pacyfiku, na dalekowschodnim Sachalinie.

Krótko później, podobną narrację powtórzył wykorzystywany w roli propagandowego harcownika Dmitrij Miedwiediew. Z typową dla siebie agresją namawiał do atakowania „wrogich” statków handlowych nie tylko na Morzu Czarnym, ale dowolnym akwenie, jeśli tylko istnieć będzie uzasadnione prawdopodobieństwo, że przewożą one ładunek dla „przeciwnika” (czyli dla Ukrainy).

W komunikatach Kremla nie ma przypadków.

Stanowią one kolejną przesłankę świadczącą o woli zademonstrowania przygotowań do konfrontacji z Zachodem. Nie w formule otwartej wojny, a maksymalnej eskalacji w granicach pozostających poniżej progu jawnej agresji, do czego jeszcze wrócę. Na razie przyjrzyjmy się wydarzeniom. Na dzień przed tym, jak Putin wygłosił swoje ostrzeżenie, rosyjska fregata „Admirał Kasatonow” wpłynęła na Morze Bałtyckie z bitewną banderą wciągniętą na maszt. Towarzyszył jej okręt zaopatrzeniowy „Akademik Paszin”, z którym zwyczajowo pływa w parze.

Chwilę wcześniej (31 lipca) Wielki Bełt przeszedł duży okręt przeciwpodwodny „Admirał Lewczenko”. Czy to jednak sygnał świadczący o nagłym gromadzeniu się rosyjskich okrętów na Bałtyku? Nie do końca. Lewczenko zastąpił siostrzany okręt tego samego typu – „Siewieromorsk”, który pod koniec czerwca wrócił do macierzystego portu Floty Północnej. Ich misją jest dozorowanie statków floty cienia, które płyną z rosyjskich portów w obwodzie leningradzkim. Wzmacnianie sił na akwenie postępuje miarowo od maja 2025 roku, łącznie z umieszczeniem uzbrojonej ochrony na pokładach wybranych tankowców.

W połowie sierpnia 2026 roku Rosjanie mieli na Bałtyku: niszczyciel, dwie fregaty, szesnaście różnego typu korwet (w tym małych okrętów rakietowych Bujan-M) oraz trzy okręty podwodne klasy Kilo (podaję za kontem OSINT @auonsson). Z zestawienia wykluczam kilkadziesiąt pomniejszych jednostek patrolowych lub pomocniczych, o znikomej wartości bojowej. Część z największych okrętów została w ciągu ostatniego roku przebazowana z innych akwenów, a kilka zwodowano w bałtyckich stoczniach. Oprócz tego niektóre jednostki działają wahadłowo, często przechodząc cieśniny duńskie jako eskorta.

Tymczasem od maja 2025 roku natowskie okręty zatrzymały na Bałtyku co najmniej dwanaście statków, w tym kilka w pierwszej połowie tego roku. Warto zauważyć, że w wielu innych przypadkach kapitanowie decydowali się na zmianę kursu z obawy przed kontrolą. Ostatnie zatrzymania miały miejsce u atlantyckich wybrzeży Europy lub na Morzu Śródziemnym, a jeden na Oceanie Indyjskim (w ramach Operacji „Atalanta”). Równolegle, ukraińska kampania lotnicza na Morzu Czarnym doprowadziła do uszkodzenia (w różnym stopniu) aż 218 rosyjskich statków handlowych.

Rosjanie mszczą się atakami na ukraińskie porty i nękaniem zmierzającego do nich frachtu, ale podobnej swobody nie mają na innych akwenach, ani wobec państw Zachodu. Morze Śródziemne, Atlantyk czy Ocean Indyjski to rejony, w których rosyjska flota nie posiada zdolności do projekcji siły. Tymczasem w 21. pakiecie sankcji Unia Europejska pozwoliła państwom członkowskim na konfiskatę oraz sprzedaż ładunków (ropy i zboża) z zatrzymanych na morzu, łamiących prawo statków. To zapowiedź całkowicie nowego etapu wojny z „flotą cienia”, którego Rosjanie mają prawo się obawiać.

Precedensy zostały już ustanowione. W lipcu i sierpniu 2026 roku rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki oficjalnie sprzedał na złom dwa zarekwirowane na początku tego roku rosyjskie tankowce („Bella 1” i „Galileo”). Z kolei 4 sierpnia szwedzki Sąd Najwyższy oddalił odwołanie armatora frachtowca „Caffa”, zatrzymanego przez Straż Przybrzeżną w marcu 2026 roku. Tym samym uprawomocniła się decyzja sądów niższych instancji o przekazaniu jednostki na rzecz Ukrainy. Ze względu na swoje relatywnie niewielkie rozmiary oraz aktualną sytuację geopolityczną, Morze Bałtyckie bywa nazywane wewnętrznym akwenem NATO i dlatego to ono pozostaje najważniejszą areną morskich zmagań. Szczególnie, że jest obecnie główną bramą eksportową dla rosyjskiej ropy (ok. 50% krajowego eksportu).

W styczniu 2026 czternaście państw (Wielka Brytania, Belgia, Holandia, Francja, Niemcy, Łotwa, Litwa, Estonia, Polska, Norwegia, Finlandia, Szwecja, Dania, Islandia) podpisało wspólną deklarację polityczną o zwalczaniu „floty cienia” na Morzu Bałtyckim oraz Północnym. Jej najważniejsze postanowienia mówią o uznaniu wszystkich jednostek pływających pod fałszywą banderą (lub bez niej) za bezpaństwowe. Co więcej, wszystkie statki powinny posiadać legalną dokumentację i aktualne ubezpieczenie. Z kolei wszelkie wyłączania lub manipulowanie sygnałem AIS pozwalającym na ustalenie lokalizacji, uznano za bezpośrednie zagrożenie dla ruchu.

Ostrzeżenie Putina jest więc reakcją na pętlę zaciskającą się wokół szacunkowej liczby 1400 statków, które pływając pod fałszywymi banderami z wyłączonymi lokalizatorami, pozwalają Rosji na omijanie zachodnich sankcji i sprzedaż surowców. Jest to jedno z najbardziej dotkliwych narzędzi dostępnych w arsenale państw Zachodu, które do niedawna nie było w pełni wykorzystywane. Zmiana nastąpiła dopiero pod koniec 2024 roku, kiedy to „flota cienia” użyta została do przerwania bałtyckich podmorskich kabli telekomunikacyjnych (BCS East-West oraz C-Lion1). Już w styczniu 2025 roku ruszyła misja NATO „Baltic Sentry”, która skupiała się na ochronie infrastruktury krytycznej. Jednakże w miarę upływu czasu, sojusznicy przeszli od pasywnej reaktywności, do działań proaktywnych.

Bardzo możliwe, że Kreml upatruje jedynej szansy na wstrzymanie tego procesu w demonstracyjnej konfrontacji. Być może licząc na to, że europejskim politykom nie wystarczy odwagi by jej sprostać. Inaczej niż w przeszłości, Rosja nie ograniczy się jedynie do eskorty frachtu świetnie rozumiejąc, że posiada flotę niewystarczającą do skutecznej ochrony z dala od własnych wybrzeży. Komunikat, jaki wysyła jest bardzo czytelny:

Jeśli będziecie zajmować nasze statki, zrobimy to samo w stosunku do waszych – mówi Putin.

To, o czym nie mówi, to brak równowagi między stronami. Państwa Zachodu działają w oparciu o zasady prawa międzynarodowego i morskiego, w stosunku do jednostek bezpaństwowych, często w złym stanie technicznym. Rosjanie zaś wydają się zapowiadać działania wymierzone w legalnie działających armatorów, wobec czego dopuściliby się aktów piractwa, o które sami oskarżają innych. W takim wypadku marynarki innych państw będą wręcz zobligowane do interwencji, jednakże pytaniem otwartym pozostanie, czy będą miały przyzwolenie na użycie siły, z wymianą ognia włącznie?

Z powyższych powodów, jedynymi obszarami nadającymi się do tego typu operacji, jest arktyczna część Morza Północnego, wschodni Bałtyk, względnie dalekowschodnie wybrzeża Pacyfiku. W każdym innym rejonie rosyjska flota działałaby w izolacji, bez realnych szans na odholowanie zatrzymanej jednostki do rosyjskiego portu i bez wsparcia własnych okrętów czy lotnictwa. Co ważne, nie musi wcale chodzić o frachtowce. W kremlowskiej optyce równie dobrym celem będą statki pasażerskie, w tym małe jednostki, np. prywatne jachty. Powód zatrzymania zostanie sztucznie wytworzony. Posiadając zakładników Kreml będzie mógł negocjować ich wymianę.

Polska, która bezpośrednio graniczy z obwodem królewieckim, musi być szczególnie uczulona na taką ewentualność. Przy czym zagrożenie dotyczy nie tylko Zatoki Gdańskiej czy Zalewu Wiślanego, ale także wyłącznej strefy ekonomicznej Litwy, Łotwy i Estonii. Zwłaszcza ta ostatnia, razem z Finlandią, mogą stać się polem ostrej konfrontacji. Niemniej to Polska i Szwecja posiadają zdolności mogące zamknąć Rosjan w portach, chociaż miejmy na uwadze, że blokada morska jest prawnie usankcjonowanym aktem wojny.

Gdyby chodziło tylko o rosyjskie straszenie, byłbym spokojny. W minionych latach Władimir Putin wielokrotnie odgrażał się bolesnymi konsekwencjami. Ostrzegał przed przekraczaniem czerwonych linii, prowokacjami, dostawami uzbrojenia na Ukrainie itp. Koniec końców były to czcze pogróżki. Jednakże w ciągu ostatniego roku sytuacja Federacji Rosyjskiej uległa znacznemu pogorszeniu. Na załamanie gospodarcze nakłada się wywołany nalotami kryzys paliwowy, kurczące się dochody, czemu towarzyszy jeszcze porażenie logistyki i brak znaczących sukcesów na froncie. Wśród Rosjan coraz częstsze są plotki o konfiskatach oszczędności i nowej mobilizacji.

Putin jednak ciągle przekonuje, że zwycięstwo jest już bliskie. Nie osiągnie go, jeśli nie pozbawi Ukrainy zachodniego wsparcia, do czego próbuje doprowadzić od początku pełnoskalowej inwazji. W ciągu minionych lat wielokrotnie mieliśmy do czynienia z aktami sabotażu i dywersji przeprowadzonych na terenie państw Unii Europejskiej. Do tego doszły jeszcze naruszenia przestrzeni powietrznej przez drony i pociski rakietowe. W ostatnich miesiącach prowadzona przez Rosję wojna hybrydowa zaczyna się nasilać.

Od maja trwają incydenty z dronami. Po raz pierwszy jeden z nich uderzył w budynek mieszkalny. Incydent miał miejsce w rumuńskim Gałaczu. W lipcu podpalono urządzenia sygnalizacyjne na linii kolejowej między Düsseldorfem a Kolonią. Na początku sierpnia, na lotnisku w Lipsku odnaleziono uzbrojonego drona, który nie eksplodował jedynie dzięki uszkodzonemu detonatorowi. Z kolei krążący w pobliżu lotniska samolot firmy DHL zderzył się z innym dronem. W tym samym miesiącu doszło do wysadzenia magazynu z amunicją bułgarskiej firmy EMCO. Ewentualne incydenty na morzu, wpiszą się więc w szerszą tendencję.

Dlaczego teraz? Cóż, poza wspomnianą pogarszającą się sytuacją samej Rosji, niewątpliwym czynnikiem zachęcającym Kreml do konfrontacji jest postawa Waszyngtonu. Kompromitująca porażka w wojnie z Iranem, której towarzyszą liczne doniesienia o wyczerpywaniu się efektorów do systemów przeciwlotniczych, oraz środków napadu powietrznego dalekiego zasięgu, znacznie zawężają pole działania amerykańskich sił zbrojnych. Do tego dochodzą informacje o redukcji obecności wojskowej, ograniczeniu wsparcia poprzez przekazanie konwencjonalnej obrony na ręce sojuszników, oraz skonfliktowaniu Donalda Trumpa z Unią Europejską.

Czy Europa będzie w stanie sama stawić czoła Rosji? Odpowiedź na to pytanie możemy poznać już wkrótce.


Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

suppi.pl/globalnagra/

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *