Punkt zwrotny

Zmagania w Donbasie osiągnęły punkt zwrotny, w którym trwająca wiele tygodni względna stabilność linii frontu została w końcu przerwana przez siły rosyjskie w miejscowości Toszkiwka. Od tej chwili akcja zacznie nabierać tempa.


29.06.2022


Kliknij aby odsłuchać w YouTube/Spotify/iTunes/Soundcould

Rosyjski sukces

Wydarzenie to zmusiło ukraińskie dowództwo do skrócenia linii frontu i opuszczenia niezdobytego od 2015 roku rejonu umocnionego w okolicy miasteczek Zołote oraz Hirskie. W efekcie, zdecydowano też o odstąpieniu od obrony Siewierodoniecka i położonych na lewym brzegu Dońca miejscowości Metołkine, Syrotyne i Boriwśke. Był to niewątpliwy taktyczny, rosyjski sukces.

Kremlowskie kanały informacyjne triumfowały, ogłaszając zamknięcie w kotle prawie 3 000 ukraińskich żołnierzy, zniszczenie dużej ilości sprzętu oraz wdarcie się czołówek na tyły pobliskiego Lisiczańska. W rzeczywistości nic podobnego nie nastąpiło, a sukces ograniczał się do wypchnięcia obrońców z zajmowanych terenów, jednakże bez wyeliminowania ich z dalszej walki.

Z otwartych źródeł wynika, że na tym etapie operacji (w dniach 19-23.06) prawdopodobnie wzięto do niewoli łącznie ok. 40-60 domniemanych obrońców ukraińskich. Zdobyto też kilka ręcznych wyrzutni plot i ppanc, ale bez jakiegokolwiek nadającego się do użytku cięższego sprzętu wojskowego. Hucznie ogłoszony kocioł okazał się pusty.

Zdecydowana większość obrońców, tak Siewierodoniecka jak i odcinka Zołote-Hirskie zdołała się w sposób zorganizowany wycofać na nowe pozycje, gdzie podjęto dalszą obronę. Było to o tyle łatwe, że zarówno sam Lisiczańsk jak i cały teren aż do położonego na zachód Siewierska znajduje się na wyżynie, co zmusza napastników do ataku w górę zbocza.

W kolejnych dniach rosyjskie natarcie straciło na sile, przez co przeszliśmy do powtarzającego się etapu skupionego na młóceniu pozycji obronnych przez zmasowany ostrzał artyleryjski, po którym następowały szturmy. Jednocześnie, siły rosyjskie podjęły kolejne próby flankowania przeciwnika, jako że wykonywane przez nie frontalne ataki są mało skuteczne. Pierwszym celem kolejnego etapu stało się zdobycie miejscowości Werchnokamianka, co odcięłoby Lisiczańsk od Siewierska, zamykając tym samym jedyną drogę zaopatrzenia lub ewakuacji.

W opinii wielu ekspertów, z którymi się zgadzam, prędzej czy później wojska ukraińskie opuszczą Lisiczańsk i przejdą na linie obronne oparte o rubież od Siewierska, po położony na południu obszar Bachmutu i Konstantynówki. Tam nastąpi uporczywa obrona wschodniego przedpola aktualnego celu rosyjskiej operacji, czyli miast Słowiańsk oraz Kramatorsk. Zajęcie ich, według Kremla, pozwoliłoby po 8 latach zmagań na „wyzwolenie” (czyt. okupowanie) całości terenów obwodów ługańskiego i donieckiego.

Realizacja tego planu zakończyłaby trwający od kwietnia drugi etap wojny i prawdopodobnie doprowadziła do wcielenia tzw. separatystycznych republik w skład Federacji Rosyjskiej.

Jak do tego doszło?

O położoną niedaleko pierwotnej granicy ATO (strefy działań wojskowych w Donbasie z lat 2014-2021) Toszkiwkę bezpośrednie walki toczono od końca kwietnia. W ciągu ostatnich kilku tygodni Ukraińcy skutecznie bronili się w jej północnej, położonej na wzgórzu części. W tym czasie główny ciężar rosyjskiego ataku wyprowadzony był z miast Izium (północ) oraz Popasna (południe). Więcej o tym napisałem w poprzednim podsumowaniu („Przesilenie w Donbasie”), ale przypomnę, że od wycofania się spod Kijowa Rosjanie zmienili taktykę, skupiając się na masowym wykorzystaniu środków artyleryjskich. Atakowany teren jest uprzednio równany z ziemią tak długo, aż przestaje nadawać się do obrony. W wyniku przerzucenia części sił ukraińskich do niszczenia przepraw na Dońcu w okolicach Biłohoriwki, Rosjanom udało się zająć miasteczko Popasna, z którego następnie próbowali wyprowadzić uderzenie odcinające drogę zaopatrzeniową z pobliskiego Bachmutu.

Sytuacja w Donbasie. 20.04.2022 – mapa Deep State
Sytuacja w Donbasie. 20.05.2022 – mapa Deep State
Sytuacja w Donbasie. 20.06.2022 – mapa Deep State

Mimo ogromnej przewagi ogniowej i powtarzających się po ostrzałach szturmach, napastnicy długo nie byli w stanie doprowadzić do przełomu na froncie. Utknęli na linii Dońca, nie byli też w stanie zająć drogi Bachmut-Lisiczańsk, ani nawet istotnie poszerzyć wybrzuszenia Popasnej. W początkach czerwca wydawało się, że utracili jakąkolwiek zdolność do ataku na tych kierunkach.

Wobec niepowodzeń, cała uwaga rosyjskiego dowództwa skupiona została na Siewierodoniecku. Według części komentatorów, Siewierodonieck powinien zostać opuszczony przez ukraińskich obrońców już pod koniec maja, z uwagi na ryzyko ich niepotrzebnego wytracenia w walkach miejskich. Argumentowali, że położona zaraz za rzeką wyżyna dawała dużo lepsze stanowiska do skutecznej obrony.

Rzeczywiście, w dniu 1 czerwca wydawało się, że taką właśnie decyzję podjęto. Po wdarciu się pierwszych oddziałów rosyjskich do miasta, obrońcy wycofali się do jego zachodniej, przemysłowej części. Jednakże następnego dnia ukraińskie dowództwo uruchomiło odwody, w tym jednostkę pancerną oraz złożony z ochotników legion cudzoziemski, które zaskoczyły atakujących, niemalże całkowicie wypychając ich z Siewierodoniecka i położonych na południu przedmieść. W ciągu następnych trzech tygodni, po wykorzystaniu własnych rezerw, Rosjanom ponownie udało się zająć znaczną część terenów miejskich, ale kosztem wysokich strat. Natomiast zachodni obszar przemysłowy pozostał poza ich zasięgiem, z uwagi na pokrycie tego terenu ogniem z położonych na prawym brzegu Dońca pozycji obronnych w Lisiczańsku.

Pojawiają się głosy, że uporczywe trzymanie się Siewierodoniecka osłabiło inne części frontu i utrudniło Ukraińcom obronę Donbasu angażując siły, które mogły zostać użyte w znacznie korzystniejszym terenie. Według tych komentarzy, decyzję o dalszej walce podjęto ze względów politycznych, a nie wojskowych (mówił tak np. Jarosław Wolski na kanale YouTube – Wolski o Wojnie). Nie wiem jak było w istocie, ale uważam, że zasadnicze znaczenie miało szwankujące morale nieprzerwanie walczących od wielu miesięcy żołnierzy, którzy nie mogli doprosić się o rotację. Wprowadzenie odwodów zmieniło ten stan rzeczy. Dodatkowo, trwające miesiąc ciężkie walki o miasto dały Ukraińcom bardzo cenny czas na przygotowanie się do letniej ofensywy (o czym później). Niemniej, być może faktycznie to właśnie tych oddziałów zabrakło w dniach 19-20 czerwca w Toszkiwce.

Mapa przedstawiająca kierunki rosyjskich ataków w celu okrążenia rejonu Zołote-Hirskie. Autor: @War_Mapper

Mniej więcej w tym czasie Rosjanie zajęli część zbocza, z którego obrońcy kontrolowali teren położony w nizinie na południe. To pozwoliło im przejść podstawą wzgórza na zachód, omijając pozycje obrońców zlokalizowane między kolejnymi pagórkami na północy, następnie przeciąć drogę na Lisiczańsk i z zaskoczenia wziąć słabo bronioną Myrną Dolinę. Później było już łatwiej, ponieważ szli dalej na zachód wzdłuż lokalnej drogi, biorąc w ciągu kilkunastu godzin wieś Pidlisne, Łoskitiwkę i wreszcie Raj-Ołeksandriwkę. W tym samym czasie rosyjskie oddziały w pobliżu drogi Bachmut-Lisiczańsk dostały rozkaz by skierować się na wschód na Mikołajiwkę, co było o tyle mało ryzykowne, że po wzięciu dwa tygodnie wcześniej Komuszywachy, miały zabezpieczoną flankę. W ten sposób powstał worek zamykany jednocześnie z dwóch stron. Jednakże, tak jak wspominałem, obrońcy zaczęli opuszczać zagrożony teren już kilka dni wcześniej. Według ukraińskich doniesień, odwrót rozpoczęto 17 czerwca.

Mapa przedstawia rosyjskie postępy w Donbasie w dniach 12-26.06.2022. Autor: @War_Mapper

Podstawowe pytanie brzmi, w jaki sposób, mimo wyczerpania ludzi i sprzętu, Rosjanom udało się uzyskać punktową przewagę, która w efekcie doprowadziła do przełamania linii?

Wobec kurczących się w wyniku strat sił i niewystarczających efektów tzw. cichej mobilizacji, wiosennego poboru (jedynie ok 30% rekrutów miało stawić się w jednostkach) i łapanek na terytorium separatystycznych republik, już jakiś czas temu rosyjskie dowództwo zmuszone zostało do gospodarowania zasobami w sposób bardziej dynamiczny. Nie rezygnując całkowicie działań na innych odcinkach frontu, maskowano brak zdolności ofensywnych wzmożoną aktywnością artyleryjską, a następnie przerzucano co lepsze jednostki na odcinki, które w danym momencie wydawały się najlepiej rokujące. Podczas gdy oczy wszystkich skupione były na trzech sektorach: Izium, Popasnej i Siewierodoniecku, przygotowano operację, która miała pozwolić na dokonanie niewielkiego, lokalnego okrążenia.

W ten sposób w rejon Toszkiwki sprowadzono najemników (tzw. wagnerowców) oraz mieszkańców północnego Kaukazu. Jak pisze analityk Marek Meissner, a o czym donosi Radio Wolna Europa, rekrutów ściągnięto z Dagestanu, Osetii, Kabardyno-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesji, Adygei, Czeczenii i Inguszetii. Podobno części z tych ludzi nie wlicza się w oficjalne statystyki, a dowództwo daje im wolną rękę w stosowanej taktyce, co jest prostą drogą do demoralizacji i zbrodni wojennych.

Od siebie dodam także, że w ramach koniecznych uzupełnień do armii ściągani są byli kontraktowcy w wieku 40-50 lat, a także żołnierze, którzy zostali z niej wyrzuceni za różnorakie przewinienia lub przestępstwa (pisał o tym jeden z rosyjskich blogerów – Jurij Kotjenok). Osoby skazane kiedyś w sprawach karnych, powracają jako najemnicy albo bojownicy separatystyczni. Dzieje się tak z uwagi na przepisy wykluczające możliwość służby przestępców. W efekcie, rezygnując z jakiegokolwiek przeszkolenia, Rosjanie w dość krótkim czasie pozyskali zbieraninę żołnierzy o różnym stopniu zaawansowania w rzemiośle wojennym, którzy uzupełnieni o niewielkie oddziały specjalsów byli w stanie stworzyć punktową przewagę na wyznaczonym odcinku frontu.

Wiadomo też, że w czerwcu po raz kolejny wymieniono rosyjskie dowództwo. Być może stąd wynikło dość nietypowe jak na dotychczasową rosyjską taktykę, przejęcie inicjatywy natychmiast po przełamaniu linii. Zamiast umacniać się na zdobytych pozycjach, atakujące czołówki podjęły marsz dalej na zachód wchodząc na ukraińskie tyły.

Znaczenie

Ponieważ przełamanie jak dotąd nie doprowadziło do zniszczenia sił ukraińskich, a jedynie zorganizowanego ich wycofania na bardziej dogodne do obrony pozycje, wpływ zajęcia Siewierodoniecka oraz rejonu Hirskie-Zołote na całokształt wojny jest niewielki. Inaczej niż w przypadku korytarza lądowego na Krym, poszczególne donbaskie miejscowości nie mają szczególnego znaczenia strategicznego. W ujęciu wojskowym, liczy się jedynie pozbawienie przeciwnika zdolności do kontynuowania walki, a to nie nastąpiło. Fundamentalnie nie zgadzam się z głosami takimi jak Marcina Wyrwała z Onet.pl („Budzimy się z pięknego snu”) twierdzącymi, że Ukraina przegrywa wojnę i czeka ją rychła katastrofa. Ukraińcy celowo(!) nie angażują większych sił w Donbasie. Prowadzą uporczywą obronę w oparciu o kolejne umocnienia, pozwalając na wykrwawienie agresora to jest ich taktyka w tym regionie, a nie dowód na ogólną słabość armii ukraińskiej!

Należy pamiętać, że cała operacja rozegrała się w sektorze, który można objąć kwadratem o bokach maksymalnej szerokości 15 km. Co prawda, pozwoliła ona na zajęcie kolejnego kawałka terytorium, ale po 2-3 miesiącach krwawych walk i nie w drodze zniszczenia przeciwnika, a manewru taktycznego. W spojrzeniu geograficznym, Rosjanie miarowo posuwają się w kierunku przejęcia kontroli nad całością obwodów ługańskiego i donieckiego. Jeśli jednak zdobycze te ustawimy w kontekście upływającego czasu oraz poniesionych kosztów, trudno jest uznać efekty tych działań za sukces militarny. Takiego zdania są zresztą także niektórzy komentatorzy w samej Rosji, jak choćby Igor Girkin (vel Striełkow).

Zwróćmy uwagę, że w tym samym czasie Ukraińcy prowadzili liczne, pomniejsze akcje zaczepne (propagandowo reklamowane jako wielkie ofensywy) w obwodach chersońskim i charkowskim. A w ostatnim tygodniu czerwca także w zaporoskim. Tymczasem priorytetowe potraktowanie Donbasu, znacząco osłabiło pozostałe odcinki rosyjskiego frontu. We wszystkich wymienionych obwodach, siłom ukraińskim udało się odbić po kilka pomniejszych miejscowości. Sądząc po doniesieniach, najwięcej obaw rosyjskiego sztabu wzbudziła sytuacja w Chersoniu, do którego przerzucono odwody z rejonu Melitopola, a także przysłane z magazynów uzupełnienia w postaci m.in. przestarzałych czołgów T-62. Te i inne działania Kijowa, ograniczyły rosyjskie możliwości przerzutu dodatkowych sił do Donbasu.

Dylemat przed jakim stanęło rosyjskie dowództwo, to pytanie w jaki sposób siłami niewystarczającymi do zadania (w kontekście całej linii frontu) doprowadzić do osiągnięcia celów politycznych, tak by jednocześnie nie doprowadzić do katastrofy wojskowej? Zajęcia największych miast – Kramatorska i Słowiańska, co pozwoli Kremlowi na ogłoszenie sukcesu? Według kremlowskiej propagandy, „wyzwolenie” republik jest jednym z podstawowych powodów prowadzonej wojny (vel „operacji specjalnej”).

Jeśli bowiem Ukraińcy rzeczywiście zdolni będą do przeprowadzenia szerokiej, letniej ofensywy, może się okazać, że zbytnio rozciągnięte linie pękną niczym napięta guma i cały wysiłek ostatnich miesięcy pójdzie na marne, a rosyjska armia zostanie po raz kolejny (po Kijowie) upokorzona.

Wydaje się, że Kreml chce uniknąć takiego scenariusza poprzez kolejną próbę wciągnięcia Białorusi do aktywnych działań zbrojnych. Chodzi tutaj o użycie armii, a nie tylko wykorzystanie terytorium jako zaplecza i rejonu, z którego prowadzony jest ostrzał Ukrainy. Na razie, wzdłuż białorusko-ukraińskiej granicy prowadzone są manewry, w mieście Homel planuje się utworzenie rosyjskiej bazy wojskowej, a transporty amunicji i sprzętu wysłane zostały eszelonami kolejowymi by wspomóc mocno nadszarpniętą rosyjską technikę.

Czy podczas jednego ze spotkań z Putinem, Aliksander Łukaszenka poprzestał tylko na takim wsparciu, czy też zgodził się na większe zaangażowanie? Mińsk używany jest przecież do szerszych rozgrywek: straszenia Litwy, pogróżek atomowych wobec NATO i oskarżaniu Polski o ludobójstwo uchodźców na granicy. Nie ma więc wątpliwości co do udziału Łukaszenki w rosyjskiej konfrontacji z Zachodem. Mimo tego, sami Białorusini są bardzo niechętni wojnie, co skutecznie uniemożliwia reżimowi pójście o jeden krok dalej, ku bezpośredniej konfrontacji z Ukrainą.

Perspektywy

Toczona w Donbasie wojna materiałowa (na wyniszczenie) bardzo szybko zużywa siły obydwu walczących stron. Rosjanom udało się doprowadzić do przełomu, ale jego skala pozostaje zbyt mała w stosunku do potrzeb. Na razie razie udaje się im utrzymywać intensywność działań, ale jedynie poprzez redukowanie obszaru na którym są prowadzone. To wyklucza realne zdolności do prowadzenia większej ofensywy w więcej niż jednym obszarze na raz. W atakach na drugorzędnych kierunkach używają niewielkich kombinowanych oddziałów, które nie są w stanie istotnie zmienić sytuacji na froncie. Odtwarzane na rosyjskich tyłach (Kursk, Biełgorod) jednostki nadal nie prezentują istotnej wartości bojowej, przez co rozumiem potencjał wystarczający do np. ponownego skutecznego zaatakowania północnych obwodów Ukrainy, o stolicy nie wspominając.

Teoretycznie więc, mamy punkt zwrotny, który zerwał ze stagnacją na donbaskim froncie. Jednakże w cieniu tych wydarzeń da się zauważyć powolny wzrost ukraińskiego potencjału.

Od początku wojny ogólna liczebność ukraińskiej armii przewyższa ogół zaangażowanych w wojnę żołnierzy rosyjskich, a dysproporcja ta stale rośnie na korzyść Ukrainy. Z kolei znaczna rosyjska przewaga sprzętowa została w trakcie prowadzonych działań zniwelowana i obecnie jedynym znaczącym polem, na którym Rosjanie dominują, jest artyleria. Jednakże sposób jej użycia oraz ograniczenia techniczne przekładają się na niską precyzję, co kompensowane jest intensywnością ostrzału. Najgorzej ma się sytuacja z tzw. precyzyjną bronią rakietową.

Pocisk rakietowy Ch-22 podwieszony pod bombowcem Tu-22M3. Autor: Jno / Wikipedia

W efekcie, nierzadko rosyjskie pociski trafiają w obiekty cywilne, jak np. w market w Krzemieńczuku, w który uderzył skonstruowany w latach 60’tych XX wieku przeciwokrętowy pocisk Ch-22 „Raduga”. Nie kwestionuję tutaj stwierdzonych już rosyjskich skłonności do popełniania zbrodni na cywilach, zwracam tylko uwagę, że częściej jest to zwyczajnie efekt marnej techniki i dezynwoltury. Rosyjskie dowództwo nie przejmuje się ryzykiem związanym z ostrzałem zamieszkanych terenów miejskich, jeśli celem jest położony tam np. magazyn lub węzeł kolejowy. Z kolei archaiczność stosowanej broni powoduje jej znaczny rozrzut w stosunku do wyznaczonego celu. To wyraźny sygnał kurczących się rosyjskich zdolności w zakresie ostrzału rakietowego. Precyzyjne, nowoczesne pociski w rodzaju rakiet Iskander, są prawdopodobnie zbyt nieliczne, a nie mogą być łatwo uzupełnione z uwagi na niewydolność rosyjskiego przemysłu i sankcje technologiczne.

Tymczasem wojska ukraińskie w ciągu ostatnich kilku tygodni znacznie poprawiły swoje możliwości ofensywne, a to dzięki przekazanemu przez Zachód uzbrojeniu. Mowa o nowoczesnych armatohaubicach, m.in. : polskich AHS Krab, niemiecko-holenderskich Pz2000, francuskich Ceasarach, słowackich Zuzanach 2 czy wreszcie amerykańskich systemach rakietowych HIMARS. Choć są dostarczane w relatywnie niedużej liczbie, ich wpływ na pole bitwy jest wyraźny. Ukraińskie wojsko zaczęło niszczyć cele zlokalizowane na rosyjskich tyłach i to czasem spoza zasięgu ognia kontrbateryjnego. W drugiej połowie czerwca głośno było m.in. o trafieniu sztabu 20 Armii w Izium (24.06), magazynów amunicji w Doniecku (25.06), Zymohirii i Alczewsku (27.06), ale do listy należy doliczyć także wielokrotne ostrzelanie Wyspy Węży (19, 20, 27.06), platform wiertniczych u wybrzeży Krymu (20 i 27.06) czy uszkodzenie rafinerii w Nowoszachtańsku w obw. rostowskim, za pomocą drona kamikadze (22.06).

Pierwsze egzemplarze amerykańskich systemów rakietowych HIMARS na Ukrainie. Autor: A. Fedosenko / Sztab Generalny UA

Skuteczność uderzeń oraz ich liczba, bardzo zirytowały Kreml. Stąd rosyjskie próby powstrzymania życiodajnego strumienia zachodniej pomocy, nawet jeśli w tym celu zmuszeni są używać pocisków zaprojektowanych do niszczenia amerykańskich okrętów w czasach, gdy ZSRR rządził Nikita Chruszczow. Jednakże im większa liczba ofiar cywilnych, tym większa skłonność zachodnich rządów do przekazywania kolejnych transz nowoczesnego uzbrojenia. Po zbombardowaniu marketu w Krzemieńczuku, Waszyngton ogłosił rychłe dostarczenie Ukrainie nowoczesnego systemu przeciwlotniczego średniego zasięgu NASAMS, co w sposób istotny zwiększy zdolności obrony przeciwlotniczej. Z czasem ilość dostarczanego Ukraińcom sprzętu będzie rosnąć, a razem z nią straty rosyjskie.

To jest właśnie mniej oczywisty punkt zwrotny, w którym siły ukraińskie nareszcie zaczynają osiągać istotną przewagę nad przeciwnikiem. Pamiętajmy, że jeszcze w marcu nikt na Zachodzie nawet nie chciał słyszeć o wysyłaniu ciężkiego sprzętu, a w kwietniu wzbraniano się przed dostawami systemów przeciwlotniczych. Kilka miesięcy później ich dostawy zmieniając sytuację na polu bitwy. A dlaczego tak jest, mimo relatywnie niewielkich liczbowo dostaw? Dlatego, że wystarczają one do pokrycia terenu na jakim toczy się większość zmagań! Tak jak pisałem wcześniej, Rosjanie redukują skalę operacji by zachować swoje zdolności ofensywne, co jest równoznaczne z ułatwieniem pracy ukraińskim artylerzystom. Co za ironia, prawda?

O wygranej w Donbasie zadecyduje czas. Jeśli Rosjanie nie będą w stanie zająć mocno ufortyfikowanych Słowiańska i Kramatorska w ciągu najbliższych kilku tygodni, wydaje się, że wyczerpią swoje zdolności ofensywne, a większa ilość zachodniego sprzętu (także osłony plot) zmusi ich do skupienia się jedynie na obronie. A tylko osiągnięcie tego celu pozwoliłoby kremlowskiemu kierownictwu na ogłoszenie sukcesu i wymuszenie, tak bardzo potrzebnej do odtworzenia zdolności bojowych, pauzy operacyjnej. Wtedy, dalszy etap wojny zostałby wznowiony najwcześniej w kolejnym roku (2023), już po uzupełnieniu strat i odbudowie przynajmniej części potencjału. Do tego czasu Moskwa będzie w stanie uzyskać konkretne wsparcie od Pekinu. Należy bowiem jasno powiedzieć, że bez chińskich technologii i maszynerii, rosyjski przemysł wojskowy (choć nie tylko) nie będzie w stanie sprostać zapotrzebowaniu wykreowanemu przez prowadzoną wojnę. Wyczerpująco pisze o tym zagadnieniu Kamil Galijew, którego tekst niniejszym polecam.

Pamiętajmy, Kijów nadal nie zdecydował się na wprowadzenie do walki większej liczby oddziałów uformowanych w oparciu o otrzymany z zachodu ciężki sprzęt wojskowy. Brak jak dotąd przekonujących zdjęć lub nagrań przedstawiających np. zniszczone lub zdobyte polskie T-72M1R, czy choćby ciężkie wozy bojowe jak np. pochodne M113. Wiadomo tylko o stratach wśród holowanych, nieruchawych M777, tych jest jednak jeszcze sporo. Łupem napastnika padają przeważnie ręczne wyrzutnie, lub lżej opancerzone wozy których jest w ukraińskim wojsku dużo. Brak udokumentowanych strat nie wyklucza ich istnienia, jednakże na podstawie dotychczasowego przebiegu działań i doniesień z frontu teza o budowaniu armii odwodowej, wydaje się wysoce prawdopodobna.

Z mniej oficjalnych doniesień można wywnioskować, że tworzonych (lub odtwarzanych) jest szereg jednostek na ukraińskich tyłach. Żołnierze nieustannie trenują, ale nie są wysyłani na front. W przypadku Donbasu, główny ciężar walk biorą na siebie lokalne oddziały i odwody, uzupełniane formacjami ochotniczymi i obroną terytorialną. Dowództwo celowo nie wzmacnia tego obszaru bardziej, niż wynika z założeń obrony opóźniającej: zdobycia czasu i zadania strat przeciwnikowi, kosztem powolnie oddawanego terenu. Równocześnie prowadzony jest ostrzał (HIMARS, ppokr Harpoon) istotnej infrastruktury na rosyjskich tyłach, także na terytorium Federacji Rosyjskiej. Z kolei na terenach okupowanych (Chersoń, Melitopol) coraz aktywniej działają grupy nazywane „partyzantami”, dokonując porwań rosyjskich żołnierzy, egzekucji kolaborantów i akcji sabotażowych na infrastrukturze.

Kijów będzie musiał w najbliższym czasie zdecydować się na kontrofensywę nie tylko z uwagi na sytuację wojskową. Nawet gdyby szanse na zajęcie tych miast przez Rosjan były niewielkie (jak uważa Michael Koffman), to szturm na nie zaangażowałby wszystkie dostępne im siły, co stworzyłoby okazję do przełamania na innych odcinkach frontu. Z kolei utracenie Słowiańska i Kramatorska byłoby dla Kijowa dużym ciosem propagandowym. Mogłoby zostać wykorzystane jako moment, w którym nie tylko Rosja, ale być może także niektóre państwa zachodnie będą upatrywać szansy na zawieszenie działań zbrojnych. Dopóki linia frontu w Donbasie pozostawała stabilna, dopóty Ukraińcy dysponowali względną swobodą czasową. Po upadku Siewierodoniecka i Lisiczańska pojawiła się szansa na dalsze postępy rosyjskiej ofensywy i przejęcia pełnej kontroli nad obwodami ługańskim i donieckim. To nie przesądzi jeszcze wyników całej wojny, ale na pewno postawi Ukrainę w trudnym położeniu. Szczególnie, że utracenie tych terenów zakończy się zapewne wcieleniem do Federacji Rosyjskiej i pokryje z fikcyjnymi referendami w Chersoniu i Melitopolu.

Dlaczego Zachód miałby dążyć do zawieszenia broni? Ponieważ wykreowany przez Rosję kryzys żywnościowy, surowcowy i energetyczny jest z pełną premedytacją używany jako narzędzie presji na europejskie stolice. Kumulacja tych problemów nastąpi w okresie jesienno-zimowym, co zdaniem Kremla doprowadzi do osłabienia poparcia dla Ukrainy wśród zachodnich społeczeństw, a co za tym idzie, pozwoli na zniesienie przynajmniej części sankcji. Nie wchodząc tutaj w próby oceny na ile te oczekiwania są realistyczne, stwierdzić należy, że Kijów musi poprawić swoją pozycję polityczną poprzez konkretne sukcesy wojskowe, zanim sytuacja gospodarczo-społeczna na Zachodzie postawi decydentów przed nie lada dylematem. Wsparcie Ukrainy, czy opanowanie kryzysu wewnętrznego? Na razie Ukraina posiada pełne poparcie wśród większości Europejczyków, ale gdy pojawią się deficyty, sympatia ta może osłabnąć. Wydaje się, że ukraińskie elity mają tego świadomość. Prezydent Wołodymyr Zełenski publicznie zapewniał, że wojna skończy się do końca roku i to ukraińskim zwycięstwem.

Mając powyższe na uwadze, jestem zdania, że niezależnie od końcowego efektu, rozpoczęcie dużej ukraińskiej ofensywy latem tego roku jest już przesądzone. Przypuszczam, że jej początek zaobserwujemy jeszcze w lipcu. Gdybym miał dziś obstawić kierunek w jakim pójdzie główna oś natarcia, wskazałbym obwód zaporoski w obszarze wyznaczonym trójkątem miast Zaporoże – Melitopol – Berdiańsk, gdzie siły rosyjskie są w tej chwili najsłabsze. Sukcesy w tym rejonie pociągnęłyby za sobą szansę na odzyskanie terenów w okolicach Chersonia, być może z samym miastem włącznie.

Czy tak się stanie? Wielu ekspertów uważa, że czeka nas dalsza stagnacja powodowana wyczerpaniem obydwu stron. Ja sam naszkicowałem scenariusz ukraińskiej kontrofensywy w Chersoniu i Zaporożu jeszcze w kwietniu („Druga faza wojny”). Dzisiaj widzę szansę na jego realizację.


Niniejsza strona jest utrzymywana dzięki hojności Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.