Prognoza na 2026

Świat znalazł się w szalenie niebezpiecznym momencie historii. Tkwimy w procesie przejściowym pomiędzy dotychczasowym porządkiem geopolitycznym, a jeszcze do końca nieokreślonym nowym.
09-01-2026
O ile stary ład pożegnaliśmy już jakiś czas temu, o tyle dopiero teraz możemy mówić o rozpadzie Zachodu, najpotężniejszej wspólnoty interesów w dziejach.
Konstatacja ta jest wnioskiem płynącym z wydarzeń minionego już roku 2025, co podkreśliła niepozostawiająca żadnych złudzeń, najnowsza Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA. Tak jak w ubiegłym roku, to działania Amerykanów zwiększają i ukierunkowują dynamikę zmian, dlatego to im poświęcam istotną część prognozy.
Spis treści:
I. Wstęp
II. USA – Polityka krajowa
1. Spór o ład konstytucyjny
2. Autorytaryzm
3. Narastający konflikt wewnętrzny
III. USA – polityka zagraniczna
1. Porażka polityki celnej
2. Rozpad sojuszu Zachodu
3. Porzucenie organizacji międzynarodowych
4. Wycofanie sił zbrojnych z Europy
5. Podbicie zachodniej hemisfery
6. Napięcia na Pacyfiku
7. Rozgrywanie Bliskiego Wschodu
8. Atak na Europę
9. Podporządkowanie Rosji
IV. Chiny
1. Twarda polityka zagraniczna
2. Podział Europy
3. Wspieranie Rosji
4. Izolacja Tajwanu
5. Przebudowa modelu gospodarczego
6. Rosnący nacjonalizm
7. Obrona organizacji międzynarodowych
V. Rosja
1. Kryzys finansowy – widmo recesji
2. Degradacja zdolności ofensywnych
3. Zarzewia buntu
4. Totalna wojna hybrydowa
5. Postawienie na Trumpa
6. Upadek przemysłu naftowego
7. Utrata sojuszników
VI. Ukraina
1. Małe szanse na pokój
2. Postawienie na reformy
3. Armia u władzy
4. Wojna dronów
5. Sojusz z Europą
6. Linia frontu
VII. Europa
1. Próba konsolidacji
2. Wojna handlowa
3. Wojna hybrydowa
4. Pokonanie słabości
5. Rola Polski
VIII. Bliski Wschód
IX. Afryka
Wstęp
Chaotyczna, merkantylistyczna polityka Białego Domu, doprowadza do rozbicia relacji transatlantyckich i niszczy sojusze, a rewolucja w polityce krajowej dodatkowo osłabia Amerykę wewnętrznie. To ośmiela przeciwników do działania. Szczególnie, że Donald Trump sam zachęca pozostałe mocarstwa do wyznaczania stref wpływów i podziału świata na części. To fundamentalna zmiana w polityce USA, która ze światowego policjanta przekształca się w neokolonialne imperium.
Postawa amerykańskiej administracji daje znakomitą okazję dla wszystkich aktorów polityki międzynarodowej o nastawieniu rewizjonistycznym, do zakwestionowania istniejących układów oraz zasad. Stare konflikty odżywają z nową siłą, a demonstrowany przez Waszyngton brak poszanowania dla prawa międzynarodowego znosi ryzyko poniesienia kary. To ogromne zagrożenie dla beneficjentów nieistniejącego już Pax Americana – głównie Unii Europejskiej oraz państw Azji.
Z hegemonii demokracji, świat powoli przekształca się w dyktat autorytaryzmu. Niezależnie od rzeczywistego potencjału poszczególnych państw, pojawienie się wśród światowych przywódców przekonania o własnej wyższości jest czynnikiem zwiększającym ryzyko konfrontacji. Tworzy bowiem nierównowagę w relacjach międzynarodowych, a zatem także pokusę by sięgnąć po dużo więcej niż są w stanie zdobyć.
Przekonane o własnej wyjątkowości Stany Zjednoczone kierują wzrok ku półkuli zachodniej, którą zamierzają podporządkować poczynając od Wenezueli, a na Grenlandii kończąc. Polityka ta może dotknąć wielu innych państw hemisfery, co zdestabilizuje Amerykę Południową i Środkową oraz dodatkowo skonfliktuje USA z Europą.
Dodatkowo, demonstrowane wielokrotnie brak profesjonalizmu amerykańskiej administracji, nepotyzm, osobiste przywary prezydenta, umacniają wśród innych przekonanie o słabości Waszyngtonu, co niweluje efekt odstraszania. Dzieje się tak mimo, iż sam Donald Trump uważa zgoła inaczej – USA nigdy nie były tak potężne! – mówi. W mojej ocenie to zakłamywanie rzeczywistości, które niesie bardzo poważne zagrożenia.
Efektywność amerykańskich sił zbrojnych nie oznacza równie dużej sprawności administracji Białego Domu.
Chiny, które wygrały ostatni epizod wojny handlowej z USA, skończyły rok śmiało ćwicząc blokadę Tajwanu. Nie boją się ani sankcji, ani kolejnych taryf, szczególnie że ich legalność może być zakwestionowana przez sądy. Dobrowolne zrzeczenie się roli hegemona oraz zachowanie Trumpa, brane jest za potwierdzenie ich niechęci do zbrojnej konfrontacji na Pacyfiku. Szczególnie, że znaczne siły US Navy stacjonują obecnie na Morzu Karaibskim. Co więcej, bezpardonowy amerykański atak na Unię Europejską wyraźnie osłabia zachodnią solidarność i zmienia globalną równowagę sił.
W takim scenariuszu, Chiny mogą czuć się predestynowane do odzyskania „historycznych” wpływów, a także do prowadzenia agresywnej polityki faktów dokonanych. Szczególnie, że mają w tym pełne poparcie Rosji, Korei Północnej i Iranu, wykorzystywanych do wywierania równoczesnej presji w różnych częściach globu. Taka polityka może doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji, mimo że w obiektywnym interesie mocarstw jest jej uniknięcie. Tym bardziej, że Biały Dom będzie chciał przywrócić efekt odstraszania poprzez szybkie operacje zbrojne, demonstrując swoją siłę sprawczą.
Z kolei przychylność Waszyngtonu, mniej lub bardziej rzeczywiste sukcesy frontowe i słabość polityczna demonstrowana przez państwa europejskie, zachęcają Putina do kontynuowania wojny z Ukrainą i dalszej ekspansji, mimo że od minionego roku prowadzona jest już wyłącznie na chiński kredyt. Ryzyko przekalkulowania własnych szans pozostaje dla Rosjan nadal wysokie.
Rosyjska gospodarka weszła w najgorszy od blisko trzydziestu lat kryzys, rośnie inflacja, ciążą koszty zniszczonej infrastruktury krytycznej, plajtuje przemysł cywilny, a z powodu spadających gwałtownie dochodów rośnie dziura budżetowa. Do tego wojna pociąga za sobą ogromne wydatki, a także przeszło milion ofiar doprowadzając do zachwiania struktury społecznej i deficytów pracowników. W tych okolicznościach wprowadzenie zawieszenia broni mogłoby dać Rosjanom upragniony oddech, tylko czy przekonany o rychłym zwycięstwie Putin to dostrzega?
Na tym tle Unia Europejska jawi się jako bezwolna ofiara polityki siły. Własna słabość polityczna przeszkadza jej w uzyskaniu podmiotowości. Ustawiona przez Waszyngton w roli wroga, skonfliktowana wewnętrzne, staje się przedmiotem rozgrywek trzech mocarstw, które chcą ją podzielić niczym zaborcy Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Wyzwania wewnętrzne, presja zewnętrzna i różnica interesów utrudniają wzięcie odpowiedzialności za własną przestrzeń.
Podsumowując, nadchodzący rok zdominowany zostanie nie przez siłę, ale przez słabości poszczególnych uczestników globalnej gry, które spróbują wykorzystać przeciw sobie. Będzie to czas konfliktów, zdrad, niepokojów społecznych oraz spektakularnych upadków. A co gorsza, żadna ze stron nie będzie chciała odpuścić. Nawet postawiona w sytuacji bez wyjścia.
Pierwszy raz od dziesięcioleci, losy świata zależeć będą w dużej mierze od osobistych zachowań kilku zaledwie ludzi. Ich namiętności, emocji i podjętych pod presją decyzji. Tak bowiem dzieje się, gdy autorytaryzm dominuje nad demokracją, a dyktat przywódcy przeważa nad konsensusem szerszych gremiów. To szalenie niebezpieczne dla świata, ale także osobiście dla tych ludzi.
W niniejszej prognozie staram się opisać aktualnie obserwowane trendy oraz określić najbardziej prawdopodobną sekwencję wydarzeń. Cześć z opisanych przewidywań na pewno się potwierdzi, część nie. Nie mają one charakteru porady inwestycyjnej i nie należy na ich podstawie podejmować decyzji finansowych. Prognozowanie to najtrudniejszy rodzaj analizy, który musi zawierać element spekulacyjny.
Traktuję go jako osobisty test sprawnościowy intelektualnej który powtarzam co roku od siedmiu już lat. Nie wszystkie opisane przewidywania wypełnią się w sztywnych ramach kalendarza, dlatego obecny opis jest logicznym następstwem wydarzeń opisanych w dość udanej „Prognozie na 2025”.
Stany Zjednoczone Ameryki
Ameryka kroczy ku autorytarnej władzy prezydenckiej, a nadchodzący rok rozstrzygnie na ile silny jest porządek konstytucyjny ustanowiony przez ojców narodu. Czy specyficzny amerykański ustrój wytrzyma próbę redefinicji narzucaną przez administrację Donalda Trumpa?
Tymczasem cele polityki zagranicznej są jasne. Ameryka ostatecznie abdykowała z roli jedynego hegemona na rzecz koncertu mocarstw. Odrzucenie ładu międzynarodowego, ma wyzwolić kraj z krępujących zasad konstruktywizmu, przywracając swobodę w polityce zagranicznej dyktowanej z pozycji siły. Wyznaczenie stref wpływów i posłużenie się lojalnymi sojusznikami ma znacząco zredukować koszty globalnej obecności.
To nowe podejście ma ustabilizować świat oddalając ryzyko wybuchu trzeciej wojny światowej oraz odbudować USA wewnętrznie, pozwalając na skuteczne konkurowanie z Chinami.
Polityka krajowa
1. Spór o ład konstytucyjny
Już pierwsze miesiące nowego roku rozstrzygną na ile legalne były taryfy importowe wprowadzone przez prezydenta w ramach tzw. „Liberation Day”. Na rozstrzygnięcie czeka także temat użycia armii do zadań policyjnych, swobody zwalniania urzędników niezależnych agencji federalnych jak FED czy FTC, legalności operacji wojskowych na Morzu Karaibskim itd.
Wszystkie te spory prawne dotyczą tak naprawdę kształtu amerykańskiego ustroju, tego czy prezydentowi wolno stosować teorię jednolitej władzy wykonawczej, w której w jednym ręku trzyma całą egzekutywę zachowując daleko idącą niezależność od sądów i Kongresu.
Wydaje się, że w większości przypadków rozstrzygnięcia będą dla Białego Domu niekorzystne.
2. Autorytaryzm
Tendencje autorytarne będą się w Białym Domu nasilać niezależnie od rozstrzygnięć sądów czy wyborców, a do ustalenia pozostanie czy będą one miały charakter trwały, czy też zakończą się razem z obecną kadencją. Postawa Donalda Trumpa zdeterminowana jest przez filozofię rewolucji. To on i jego ludzie mają zawsze rację, niezależnie od tego, co się o nich mówi. Ergo, zmiany przeprowadzić należy do końca i za wszelką cenę, czym zajmą się lojalne wobec Trumpa służby.
Obserwować będziemy kolejne próby cenzurowania i zastraszania mediów, którym towarzyszyć będzie agresywna walka z przeciwnikami politycznymi oraz wszystkimi, którzy odważą się na krytykę. Ten element nie ulegnie żadnej zmianie wzmagając polaryzację społeczną. Radykalizacja poglądów prowadzić zaś będzie do coraz częstszych przypadków lokalnego terroryzmu politycznego. Znacznie wzrośnie liczba protestów ulicznych, z których niektóre wyeskalują do zamieszek. Zwłaszcza te, które wybuchną samorzutnie w odpowiedzi na pogwałcenie praw obywatelskich.
Koniec końców przyszłość USA rozstrzygnie to, ile osób w strukturach państwowych będzie w stanie sprzeciwić się ewidentnie nielegalnym decyzjom prezydenta i jego administracji? Prawo bowiem jest tylko na tyle skuteczne, na ile panuje powszechna wola jego egzekwowania. To perspektywa na bunt Kongresu, bunt urzędników i bunt w armii, czego pojedyncze zwiastuny widzieliśmy jeszcze w ubiegłym roku.
3. Narastający konflikt wewnętrzny
Prezydencki radykalizm, ostra walka polityczna połączona z aktami nieposłuszeństwa, po których następować będą działania dyscyplinujące przełożą się zwiększenia chaosu wewnętrznego. To pogłębi widoczne już dzisiaj linie podziałów pomiędzy stanami rządzonymi przez Demokratów, a rządem federalnym, między lojalistami a państwowcami, którzy nie będą akceptowali poszerzonej interpretacji prezydenckich prerogatyw.
Obstrukcja lub jawny sprzeciw wyrażany przez legislaturę stanową i gubernatorów, kontrowany będzie zastosowaniem siły. Uważam, że dotychczasowe użycie Gwardii Narodowej miało charakter testu, a skłonność do „dyscyplinowania” władz stanowych za pośrednictwem armii pozostanie w Białym Domu na dłużej. Kolejnym narzędziem stanie się wstrzymywanie finansowania dla poszczególnych stanów (np. odmowa wypłaty tzw. grantów).
Lojalna ale często niekompetentna administracja, doprowadzi do pogłębienia erozji struktur państwowych, dalszego osłabiania służb i urzędów, a zatem na obniżenie sprawności działania administracji federalnej. Zdezorganizuje rządowe agencje, instytucje i służby, a to z kolei przełoży się na obniżony poziom bezpieczeństwa publicznego, zdrowotnego, socjalnego i mniejszą sprawność reagowania na kryzysy, czy to powodowane działalnością człowieka (np. zamachy), czy też naturalne (np. kataklizmy, epidemie).
***
Polityka zagraniczna
1. Porażka polityki celnej
Za bardzo prawdopodobne uważam zakwestionowanie legalności polityki celnej przez amerykański Sąd Najwyższy, co stanowić będzie kompromitację podważającą zasadność podpisanych dotychczas memorandów i umów handlowych. Jedynie kilka z nich zdołało wejść w życie do końca 2025 roku i istnieje szansa, że prace nad pozostałymi zostaną zarzucone w kolejnych miesiącach.
Prezydent może wykorzystać inną podstawę prawną oraz powrócić do szantażu handlowego, ale warunki na jakich zostaną zawarte pozostałe umowy mogą być mniej korzystne od spodziewanych. Siła „Liberation Day” wynikała w dużej mierze z zaskoczenia. Tego efektu nie da się powtórzyć drugi raz, także ze względu na reakcję rynków. Tym razem opór partnerów będzie większy.
2. Rozpad sojuszu Zachodu
Konfrontacyjna polityka wobec sojuszników, w tym uczynienie z Unii Europejskiej geopolitycznego przeciwnika, neokolonializm i sięganie po cudze terytoria jak dzieje się w przypadku Danii i Grenlandii, czy permanentne łamanie prawa międzynarodowego, doprowadzą do odwrócenia się niedawnych partnerów i osłabienia odstraszającego wymiaru amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
To fundamentalna zmiana czyniąca USA „fałszywym przyjaciela” (od ang. frenemy).
Co więcej, w moim przekonaniu konflikty te doprowadzą jeśli nie do podziału, to do osłabienia NATO. Nie przypuszczam aby doszło do formalnego opuszczenia Paktu przez USA, ale brak woli do przestrzegania reguł czy warunkowanie interwencji w interesie sojuszników, znacząco wpłyną na polityczną zdolność Sojuszu do reakcji nawet jeśli formalnie niewiele się zmieni.
Na znaczeniu zaczną zyskiwać organizacje o podobnej strukturze, ale niezależne od USA. Powstaną nowe sojusze obronne o regionalnym charakterze lub zacięśnią się stare. Pokłosiem tego stanu będzie narastająca proliferacja broni jądrowej, po którą sięgać zaczną najbardziej rozwinięte państwa świata, dotąd powstrzymujące się od takiego działania w ramach traktatu NPT.
3. Opuszczenie organizacji międzynarodowych
Amerykanie zagrożą opuszczeniem formatów międzynarodowych w rodzaju: G7, WTO, IMF, OECD itp. To szczególnie ważne w kontekście wojen celnych oraz ewentualnych kosztów ponoszonych na obowiązkowe składki. Jeśli cła okażą się nielegalne, USA czeka przegrana w sprawach wytoczonych przez inne państwa na za pośrednictwem WTO.
Donald Trump oskarży te organizacje o korupcję, sprzyjanie Chinom i element starego systemu działający na szkodę USA. Ponieważ wystąpienie ma charakter ostateczny, bardziej prawdopodobne będzie zawieszenie członkostwa, jakkolwiek efektywnie będzie ono tożsame. Proces ten posłuży za pretekst do stworzenia nowych formatów, ukształtowanych w węższym gronie, bez konieczności prowadzenia żmudnych negocjacji i układania się w ramach organizacji o charakterze multilateralnym.
4. Wycofanie sił zbrojnych z Europy
Na początku roku poznamy wynik przeglądu obecności wojskowej (force posture review), który prawdopodobnie potwierdzi wcześniejsze doniesienia mediów. Według nich USA ogłoszą redukcję obecności wojskowej w Europie, Afryce oraz na Bliskim Wschodzie.
Będzie to proces relatywnie szybki, którego zwieńczeniem stanie się wycofanie kilku tysięcy (maksymalnie do ok. 20 tys. ze względu na ograniczenia Kongresu) amerykańskich żołnierzy z baz w Europie, mniej więcej od początku 2027 roku. Oczekuje się, że redukcja dotyczyć będzie części sił lądowych, których najwięcej stacjonuje w Niemczech.
Z kolei wzmocnienie obecności nastąpi przede wszystkim na zachodniej półkuli, a następnie na Pacyfiku, w rejonie pierwszego łańcucha wysp. Mimo zapewnień polityków, nie wykluczam że docelowo dojdzie do zmniejszenia obecności w Polsce, na co pozwala jej rotacyjny charakter. Z podobnych powodów Amerykanie mogą wycofać się z państw bałtyckich.
5. Podbicie zachodniej hemisfery
USA zamierzają całkowicie zdominować zachodnią półkulę, wyrzucając z niej Chińczyków i Rosjan. Preferowane będą narzędzia presji handlowej i politycznej. Próby brutalnego zastraszania i szantażu, blokady morskie i handlowe, sponsorowanie partii i ugrupowań będących w opozycji do aktualnej władzy itp. Możliwe są jednak kolejne szybkie operacje zbrojne, ograniczone do działania lotnictwa, marynarki i sił specjalnych.
Prócz dalszych następstw ataku na Wenezuelę, spodziewam się podobnych nacisków na Kolumbię, Panamę, Nikaraguę, Kubę, Meksyk, Kanadę i Grenlandię. Deklarowanym celem tych działań jest bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości jest to często polityka neokolonialna i merkantylistyczna, oparta o wykorzystanie zasobów danego kraju. Użyte narzędzia, dostosowane będą do indywidualnych przypadków. Nie każdy nacisk będzie równie brutalny.
Kuba może stać się celem blokady morskiej połączonej z ofertą handlową, ustąpienie reżimu w zamian za zniesienie izolacji. W Kolumbii wsparty zostanie Abelardo de la Espriella – prawicowy polityk, przeciwnik znienawidzonego przez Trumpa urzędującego prezydenta Gustavo Petro (wybory maj/czerwiec). Meksyk czekają próby wymuszenia zgody na interwencję zbrojną w celu rozprawienia się z działalnością karteli narkotykowych.
Jednak z naszego punktu widzenia największe zagrożenie niesie ze sobą próba podporządkowania Grenlandii, która doprowadzi do ogromnych napięć między sojusznikami. Przewiduję, że Dania zostanie zmuszona do zwiększenia obecności wojskowej na wyspie, jednakże cały spór zakończy się przyznaniem koncesji wydobywczych amerykańskim koncernom surowcowym. Ewentualne zaangażowanie Kanady po stronie Danii skutkować będzie podniesieniem roszczeń terytorialnych w rejonie Wielkich Jezior lub pogranicza stanu Maine.
W trakcie opisanych przepychanek mogą pojawić się jeszcze inne amerykańskie roszczenia terytorialne w obszarze Arktyki. Zwłaszcza w rejonie norweskiego Svalbardu, być może temu służy podniesienie tematu Grenlandii. Mimo podpisania Traktatu Spitsbergeńskiego, USA dotąd nie korzystały z możliwości eksploatacji bogactw archipelagu. To się może zmienić, zarówno z pobudek komercyjnych, jak też związanych z bezpieczeństwem.
Niezależnie od ostatecznego zakresu działań, amerykańska polityka powodować będzie ogromny sprzeciw społeczny. Szczególnie w Ameryce Łacińskiej może on doprowadzić do powstania antyamerykańskich ruchów rewolucyjnych (partyzantki) i konsolidacji wokół najsilniejszych państw asertywnych wobec USA – takich jak Brazylia.
6. Napięcie na Pacyfiku
Priorytetowe zaangażowanie w zachodniej hemisferze oznaczać będzie początkowe ograniczenie zdolności do działania w pozostałych regionach świata. Problematyczna może okazać się zwłaszcza obecność na Pacyfiku, która wymagać będzie zdecydowanych demonstracji ze strony US Navy. Z początku USA pozostaną reaktywne, a Chiny agresywne, wykorzystujące „taktykę salami” (powtarzających się niewielkich naruszeń o rosnącej skali) do rozbudowy wpływów. To zmusi Amerykanów do porzucenia postawy deeskalacji.
Sytuacja zmieni się prawdopodobnie najwcześniej w drugiej połowie roku, gdy argumenty ekonomiczne staną się niewystarczające. Termin przerzucenia amerykańskich zasobów i uwagi na Pacyfik, będzie ściśle związany z ogłoszoną na początku roku redystrybucją globalnej obecności (force posture review) oraz powodzeniem działań w rejonie Ameryki Południowej. Do tego czasu amerykańska flota pozostanie nadmiernie zajęta realizacją zadań bliżej własnych wybrzeży. Być może cały proces rozpocznie się w związku z tym dopiero w 2027 roku.
Gdy jednak nadejdzie czas demonstracji na Pacyfiku, US Navy będzie chciała pokazać kontrolę nad pierwszym łańcuchem wysp, uniemożliwiając swobodną żeglugę chińskiej marynarce. Na tym tle dochodzić będzie do napięć. Mogą one polegać np. na agresywnym manewrowaniu i blokowaniu toru wodnego, wymuszaniu swobody żeglugi, naruszeniach przestrzeni powietrznej itp. Spodziewam się także wzrostu liczby sojuszniczych ćwiczeń, mających zwiększyć interoperacyjność sił amerykańskich, japońskich, koreańskich, filipińskich, australijskich itd. Niemniej, amerykańscy sojusznicy na Pacyfiku zaczną zacieśniać regionalne sojusze ze względu na osłabienie wiary w gwarancje bezpieczeństwa Waszyngtonu.
Niezmiennie za realne uznaję choćby krótkotrwałe wprowadzenie amerykańskiej blokady najważniejszych cieśnin Morza Południowochińskiego, co wyśle silny sygnał ostrzegawczy w ramach strategii odstraszania. Nowym elementem będzie natomiast polowanie na służącą Chinom „flotę cienią”, która transportuje ropę z Iranu na Ocean Indyjski. Przedsmak tego typu taktyki widzieliśmy na przykładzie Wenezueli.
7. Rozgrywanie Bliskiego Wschodu
Nieco inaczej wyglądają sprawy na Bliskim Wschodzie, gdzie odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu scedowana została na Izrael, Arabię Saudyjską oraz Turcję.
Kwestie Palestyny, Iranu, Syrii oraz Jemenu pozostają w obszarze amerykańskiego zainteresowania, ale tylko w formie wsparcia regionalnych „prymusów” w ich działaniach zbrojnych. To zasada, która teoretycznie pozwala Waszyngtonowi na zachowanie kontroli nad wydarzeniami, bez brania odpowiedzialności lub ponoszenia nadmiernych kosztów.
Założenie Białego Domu, że partnerów da się w pełni kontrolować, jest moim zdaniem nazbyt optymistyczne, co dobitnie pokazał przykład Izraela. Niemniej, czasami amerykańskie cele będą się pokrywać z tymi jakie mają partnerzy, a wśród nich jest np. doprowadzenie upadku reżimu ajatollahów czy całkowite podporządkowanie Strefy Gazy.
W obydwu przypadkach amerykańskie zaangażowanie powiązane będzie z koncesjami surowcowymi i działalnością komercyjną (tj. wymuszona obecność amerykańskich koncernów). Przypadek Iranu byłby szczególny, ponieważ wpięcie irańskiej ropy w legalny obieg przełożyłoby się na znaczny spadek cen surowca.
8. Atak na Europę
Waszyngton dążyć będzie do rozbicia europejskiej solidarności i osłabienia Unii Europejskiej, którą traktuje jako konstrukt konkurencyjny wobec własnej dominacji. W tym zakresie amerykańska polityka pokrywa się z celami Moskwy i Pekinu.Dlatego dojdzie do ostentacyjnego promowania państw i sił politycznych bliskich ideologicznie środowisku MAGA, przy jednoczesnym szantażowaniu tych uważanych za mniej przychylne lub zbyt samodzielne.
Spodziewam się permanentnej ingerencji w procesy wyborcze w poszczególnych krajach, używania narzędzi presji handlowej (cła), podważania legalności instytucji unijnych itp. Zasadniczą sprawą okaże się europejski stosunek do amerykańskich nacisków na Kanadę czy Danię. Sprzeciw wywoła złość, uprawdopodabniając ryzyko wybuchu amerykańsko-europejskiej wojny celnej.
Kwestionowaniu Unii Europejskiej towarzyszyć będzie wzmacnianie państw gotowych do wystawienia sił zbrojnych do obrony kontynentu, ale tylko w ścisłej zależności od amerykańskiego interesu. To spowoduje dużą rozbieżność pomiędzy racją stanu państw wschodniej flanki (a szerzej tzw. „koalicji chętnych”), a amerykańskim poszukiwaniem zbliżenia z Moskwą i próbą odgórnego wyznaczenia nowej strefy wpływów.
Amerykańskie próby przymuszenia Kijowa do ustępstw będą nadal kontrowane przez Europę, choć proces pokojowy zostanie podtrzymywany. Niemniej, państwa wschodniej flanki będą szantażowane wycofaniem amerykańskiej obecności wojskowej w razie braku podporządkowania.
9. Podporządkowanie Rosji
W miarę usztywniania się pozycji negocjacyjnej i przedłużającej się gry na czas Moskwy, rosnąć będzie skłonność Waszyngtonu do wymierzania kolejnych ciosów w rosyjską gospodarkę. Odcinanie od dochodów, stopniowa eliminacja rosyjskich wpływów w świecie (Wenezuela, Iran, Afryka, Bliski Wschód, Kaukaz) prowadzić będzie do coraz większej zależności od Chin, dla której jedyną alternatywą stanie się współpraca z USA.
Filozofia jaką wydaje się prezentować Donald Trump przypomina mi trochę próbę doprowadzenia do bankructwa podupadającego przedsiębiorstwa, by w odpowiednim momencie dokonać wrogiego przejęcia. Rosja ma dołączyć do „amerykańskiego koncernu” i wpisać się w określoną globalną politykę (najlepiej przeciwko Chinom). Na razie nie widać oznak aby Amerykanie zrezygnowali z tego planu, a to niestety oznacza, że nie będą chcieli wyrządzić Rosjanom zbyt dużej krzywdy. Moskwa odizolowana od partnerów w rodzaju Syrii, Wenezueli, Iranu, Węgier, Afryki, to Moskwa skazana na pełen dyktat Pekinu.
Długofalowo chodzi więc o zbudowanie alternatywnej propozycji, pozwalającej Rosji na realizację części jej interesów, ale bez zmiany reżimu. W obecnej chwili priorytetem pozostaje zakończenie rosyjsko-ukraińskiej wojny, niezależnie od tego jak miałoby wyglądać. Nawet jej krótkotrwałe zawieszenie stanowić będzie pretekst do zniesienia części amerykańskich sankcji. Zarówno Donald Trump jak i część jego otoczenia pozostaje pod przemożnym wpływem rosyjskiej dezinformacji, a to znacznie osłabia pozycję negocjacyjną i zwiększa ryzyko osiągnięcia jedynie krótkotrwałego/pozornego wstrzymania działań.
***
Chińska Republika Ludowa
Chińska Republika Ludowa wchodzi w nowy rok wzmocniona i pewniejsza siebie. Pekin zachował duży spokój, pozwalając Amerykanom na popełnianie wszystkich możliwych błędów i rozbijanie konstruktu Zachodu. Nie poddał się szantażowi wytrzymując presję celną. Program „Made in China 2025” został w wiekszości zrealizowany, czyniąc z Chin lidera w dziedzinie wysokich technologii. Nadwyżka handlowa sięgnęła rekordowych 1 bln USD (mimo wojny handlowej), a udział juana w w chińskich transakcjach transgranicznych wyprzedził dolara.
Ostatecznie uzgodniono, że wojnie handlowej zawarte zostanie zawieszenie broni, dając przestrzeń na prowadzenie negocjacji. Planowane na kwiecień spotkanie Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem ma prowadzić do zawarcia szerokiego porozumienia, które ureguluje rywalizację między stronami. Po tempie realizacji podjętych zobowiązań wydaje się jednak, że Chińczycy nie będą zainteresowani żadnymi większymi ustępstwami. Co więcej, możliwe że w ogóle nie będą realizować podjętych zobowiązań, wobec czego spór rogorzeje na nowo.
1. Twarda polityka zagraniczna
W optyce Pekinu, Chiny osiągnęły status równoprawnego globalnego mocarstwa, wobec czego będą otwarcie domagać się realizacji swoich strategicznych interesów. Zależność od chińskich dostaw metali ziem rzadkich oraz kontrola nad kluczowymi łańcuchami wytwórczymi hightech pozwala na swobodne szantażowanie odbiorców. Dlatego, mimo że w minionym roku chińska dyplomacja starała się unikać konfliktu z Europą oraz ze spokojem reagować na naciski USA, teraz zmieni swoją postawę na bardziej ofensywną.
Chiny będą ekspandować:
* Militarnie, w rozumieniu demonstracyjnego panowania nad przestrzenią w rejonie Pacyfiku.
* Gospodarczo, starając się zdominować kolejne rynki na zasadach dumpingowych.
* Technologicznie, poprzez restrykcje w postaci chińskich licencji i systemu powiązań.
Postawa Pekinu ulegnie znacznemu usztywnieniu, co znacząco zmniejszy pole do ewentualnych ustępstw, szczególnie w stosunku do USA.
2. Podział Europy
Szczególnym polem zainteresowania Pekinu jest Unia Europejska. Dlatego w kontrze do Waszyngtonu, Chińczycy zaprezentują się jako konstruktywni partnerzy, oferując umowę handlową i zwiększony import produktów. Mogłaby ona poprawić europejski bilans handlowy, rekompensując straty poniesione z powodu Amerykanów. Oczywistą ceną tego układu będzie utrzymanie dostępu do europejskiego rynku.
Problem w tym, że europejski przemysł nie wytrzyma chińskiej konkurencji bez wprowadzenia szeregu instrumentów ochronnych, nad czym od dłuższego czasu głowi się Bruksela. Po końcówce roku widać, że Pekin nie zawaha się wykorzystać ceł, a gotów jest do użycia licencji na dostawy metali ziem rzadkich, tym samym wymuszając korzystne dla siebie rozstrzygnięcia. Dla wielu europejskich gospodarek, szczególnie w krajach z wysokim deficytem, wojna handlowa z Chinami byłaby zabójcza.
Szantaż będzie się powtarzał ilekroć instytucje unijne podejmą się obrony rynku przed chińskimi wpływami. Niewykluczone więc, że presja odniesie skutek w stosunku do państw, które najsilniej uzależniły się od chińskiego rynku zbytu (np. Niemcy, Francja, Holandia), co automatycznie rozbije europejską solidarność, sabotując próby powstrzymania gospodarczej ekspansji Chin.
3. Wspieranie Rosji
Pekin wyraźnie nie zamierza pozwolić na nadmierne osłabienie Rosji, która wykorzystywana jest jako narzędzie wobec Zachodu. Jednocześnie, nie zależy mu na szczególnym jej wzmocnieniu. Koniec końców, Chińczycy będą wspierać wszystkie działania, które rozbijają europejską konsolidację oraz utrzymają kontynent w poczuciu zagrożenia przed rozszerzoną wojną, jednocześnie unikając bezpośredniego zaangażowania. To korzystne status quo, tym bardziej, że chińskie firmy swobodnie monopolizują rosyjski rynek, a Moskwa ustawiana jest w roli junior partnera.
W nadchodzącym roku Pekin będzie zmuszony pomagać Moskwie przede wszystkim finansowo – dostarczając narzędzi do omijania sankcji (system płatniczy, waluta), zakupem surowców, w tym wykupem rezerw złota, co z pewnością wykorzysta do uzyskania korzystnej ceny oraz pozyskania technologii. Dodatkowo, kryzys finansowy zmusi Moskwę do zaciągnięcia kolejnych chińskich pożyczek, które zostaną udzielone jako skuteczne narzędzie dalszego budowania podległości.
W drugiej kolejności zasadnicze znaczenie ma dostawa wszelkiego typu elektroniki i elementów potrzebnych do produkcji dronów i amunicji, oraz tzw. produktów podwójnego zastosowania. Chińskie komponenty utrzymują w ruchu rosyjski przemysł zbrojeniowy. Jakiekolwiek zachwianie tych dostaw mogłoby bardzo szybko zmusić Kreml do zaprzestania działań zbrojnych.
Czy Chińczycy mogą wstrzymać swoje wsparcie dla Rosji? Tak, szczególnie wtedy, gdy Waszyngton zgodzi się na szereg istotnych ustępstw na Pacyfiku. W tym kontekście, w ramach szerszego porozumienia nadal za możliwe uważam dyslokowanie chińskich oddziałów po rosyjskiej stronie linii frontu, czy to w działaniach doradczych, szkoleniowych, czy też w charakterze wojsk rozjemczych.
Co natomiast stanie się, jeśli Amerykanie zagrożą sankcjami i cłami, jeśli Pekin nie przestanie wspierać Rosji? Dotychczasowy szantaż odnosił skutek wobec rafinerii i podmiotów działających na rynku międzynarodowym. Nie będzie on jednak skuteczny wobec mały firm działających wyłącznie na rynkach chińskim i rosyjskim. Dlatego pomoc będzie trwać, co najwyżej w nieco mniejszej skali.
4. Izolacja Tajwanu
Pekin nigdy nie zaakceptuje niezależności Tajwanu. Wykorzysta więc chaos wprowadzany przez amerykańską politykę zagraniczną do wzmocnienia obaw o kruchość proamerykańskich sojuszy. Prowadzenie powtarzających się naruszeń przestrzeni powietrznej, ćwiczeń blokady wyspy czy różnorakich manewrów wokół terytoriów spornych właśnie temu służy. To podtrzymanie trendu z ubiegłych lat.
Mimo utrzymującego się napięcia i powtarzanych wciąż gróźb, nie spodziewam się w nadchodzącym roku bezpośredniej inwazji na Tajwan, a jedynie poszerzenia obecnych działań. Chińskie okręty będą coraz częściej wpływać za tzw. pierwszy łańcuch wysp, a ćwiczenia blokady Tajwanu przybiorą coraz ostrzejsze formy. Im częściej Chińczycy bezkarnie wdzierają się w przestrzeń sąsiadów, tym mocniej przesunięta zostaje granica tego, co dozwolone. Dopuszczam też czasowe zajmowanie niezamieszkanych terenów lub atoli.
Kolejnym stałym elementem z lat ubiegłych będzie wymuszane jurysdykcji na trasach żeglugowych, jak choćby w Cieśninie Tajwańskiej. Ryzyko, że któraś z kolejnych demonstracji doprowadzi do incydentów z wymianą ognia włącznie jest umiarkowane, choć może okresowo wzrastać. Nawet taki rozwój wypadków nie będzie tożsamy z rozpoczęciem otwartego konfliktu zbrojnego. Na tym etapie Pekin chce zastraszać, ale nie zamierza rozpoczynać wojny.
5. Przebudowa modelu gospodarczego
Rozwleczona w czasie konfrontacja z USA wymagać będzie dużej odporności wewnętrznej chińskiej gospodarki.
Z jednej strony Chiny zacieśniają więc sojusze oraz rozbudowują wpływy wśród państw Globalnego Południa, co ma im zapewnić ich przychylność lub choćby neutralność. Z drugiej, priorytetem pozostaje przebudowa modelu gospodarczego na bardziej zrównoważony, mniej zależny od eksportu. Chiny nadal zarabiają głównie na eksporcie, a wojna handlowa przyniosła im po raz pierwszy ponad 1 bln USD w nadwyżce obrotów handlowych, ale jest to etap przejściowy.
Pekin buduje własną samowystarczalność: surowcową, żywnościową, technologiczną i gospodarczą, choć spowalniający wzrost PKB, malejący popyt wewnętrzny i oznaki deflacji stanowią istotną przeszkodę. Strategicznym celem Xi Jinpinga jest pobudzenie konsumpcji wewnętrznej, ale starzejące się społeczeństwo, kryzys na rynku nieruchomości i rosnące zadłużenie konsumentów nie zachęcają do takich wydatków.
Podobnie jak w roku ubiegłym, partia stymulować będzie gospodarkę poprzez inwestycje. Pewną nowością staną się działania prokonsumenckie, choć szczegóły poznamy pewnie dopiero po przyjęciu wytycznych do planu pięcioletniego. Chodzi tu o różnego rodzaju dopłaty, ugli i subsydiowane. Będzie to motyw przewodni krajowej polityki następnych kilkunastu miesięcy.
6. Rosnący nacjonalizm
Wewnętrznej konsolidacji gospodarczej sprzyja fala nacjonalistycznego wzmożenia. Stąd ostrzejsza retoryka względem USA, Tajwanu, Japonii czy Korei będzie się powtarzać. Pewnym novum może okazać się pobudzenie negatywnych nastrojów wobec Indii. W ostatnim roku obserwowaliśmy próby zbliżenia na poziomie rządów, ale sprzeczne interesy obydwu państw, ich naturalna rywalizacja geopolityczna, nieuchronnie prowadzą do konfliktu.
Spodziewam się większej liczby propagandowych pokazów siły, z naciskiem na demonstrację chińskiej potęgi technologicznej i militarnej. Pekin od lat umiejętnie zarządza nacjonalistycznymi nastrojami, podsycając je głównie w następstwie wydarzeń na arenie międzynarodowej, np. sprawy Tajwanu. Tym razem jednak, po kilku latach przerwy, spodziewam się powrotu retoryki „wilczych wojowników”, a więc nacjonalizmu w dyplomacji.
Taktyka ta skierowana będzie przede wszystkim wobec USA i ich azjatyckich sojuszników (Japonia, Korea, Tajwan, Filipiny, Australia etc.).
7. Obrona organizacji międzynarodowych
W kontraście do neoimperialnej polityki amerykańskiej, Chińczycy będą prezentować się jako obrońcy multipolarnego ładu oraz prawa międzynarodowego na forum wszystkich organizacji międzynarodowych. Szczególnie wtedy, gdy ich działanie kwestionowane będzie przez USA.To konsekwencja strategii, która na własne potrzeby nazwałem „ostentacyjną racjonalnością” prezentowaną przez Pekin w 2025 roku.
Każde amerykańskie postępowanie szokujące opinię międzynarodową kontrowane było przez konstruktywną postawę Chińczyków i nawoływanie do współpracy. Gdy Waszyngton zechce opuścić WTO, IMF, UNESCO itp., Chiny wystąpią z potwierdzeniem swojego udziału, a także podkreślą rolę multilateralizmu. Z dużą chęcią zapewnią finansowanie, pokrywając tym samym lukę pozostawioną po Amerykanach.
Powstała w ten sposób chińska dominacja będzie wykorzystywana do rozbudowy wpływów politycznych i kształtowania międzynarodowej polityki w sposób zgodny z chińskim interesem. Dla przykładu, w ujęciu finansowym amerykańskie wycofanie wzmacniać będzie chińskie dążenia do dedolaryzacji, a obrona prawa międzynarodowego stworzy lewar w postaci deligitymizacji działań amerykańskich.
***
Federacja Rosyjska
Na koniec minionego roku Władimir Putin miał powody do zadowolenia. Polityka USA znacząco umocniła jego pozycję, dzieląc Zachód. Postępy na froncie nie były spektakularne, ale przewaga liczebna Rosjan pozwala na miarowe zajmowanie kolejnych kilometrów terenu. Ukraina mierzy się z problemami wewnętrznymi oraz presją USA. Na Kremlu rośnie więc przekonanie, że wojna może zakończyć się całkowitym rosyjskim zwycięstwem jeśli obecny kurs zostanie utrzymany. Tylko ile to potrwa?
Owładnięta kryzysem gospodarka woła o pomoc, a wojna nadal nie przyniosła szybkiego rozstrzygnięcia na polu bitwy. Kreml pokłada nadzieję w Donaldzie Trumpie i słabości Europy, ale z początkiem stycznia sprawy zaczynają się komplikować. Jedynym ratunkiem wydaje się przyspieszenie, wywarcie jeszcze większej presji na Europę i Ukrainę oraz przekonanie Amerykanów do zniesienia sankcji. Rosja musi doprowadzić do rozstrzygnięcia wojny zanim zostanie obezwładniona przez krach finansowy i zapaść w armii, inaczej Putin straci głowę. Zwycięstwo od porażki dzieli bardzo cienka linia.
1. Kryzys finansowy – widmo recesji
Według oficjalnych danych PKB Rosji wzrosło w 2025 jedynie o 1% i nie lepiej będzie w kolejnym roku. Powszechnie mówi się o stagnacji, ja natomiast skłonny jestem założyć, że z powodu rosnącego zadłużenia i mnożących się bankructw dojdzie do recesji, szczególnie że negatywne trendy zostaną znacząco wzmocnione przez spadające dochody z surowców. W nadchodzącym roku średnia cena ropy pozostanie niska, okresowo schodząc poniżej poziomu 50 USD za baryłkę Brent (w skrajnym przypadku krótkotrwale do ~40 USD).
W minionym roku budżet ratowany był przez sprzedaż złota, wykorzystanie środków Funduszu Dobrobytu Narodowego oraz operacje repo prowadzone przez Centralny Bank Federacji Rosyjskiej. Redukcja wydatków socjalnych i wzrost podatków, przy tak dużym obciążeniu kredytowym i wysokiej inflacji, będą silnie odczuwalne przez konsumentów. Już teraz nawet 40% Rosjan żyje na skraju ubóstwa wydając zarobki głównie na jedzenie. Rok 2026 strąci ich w finansową przepaść.
2. Degradacja zdolności ofensywnych
Kłopoty wewnętrzne przekładają się na miarową utratę zdolności do kontynuowania działań ofensywnych. Zgromadzone w magazynach zapasy posowieckich czołgów ulegną w tym roku całkowitemu wyczerpaniu, a to oznacza radykalny spadek liczby odtwarzanych/produkowanych pojazdów. Pozytywne trendy odnotowywane będą jedynie w rosnącej produkcji dronów i pocisków rakietowych.
Intensywność konfliktu powoduje dalszy wzrost strat ludzkich (w tym roku przekroczy liczbę 1.5 mln zabitych i rannych), które coraz trudniej uzupełniać. Wyczerpanie regionalnych budżetów prowadzi do znaczącego spadku wartości jednorazowych wypłat za podpisanie kontraktu, a duże straty i ryzyko śmierci lub kalectwa odstraszają chętnych. To oznacza, że armia będzie musiała w tym roku sięgnąć po zasoby zmobilizowanych, co jest bardzo ryzykowne politycznie, ale mogłoby się opłacić gdyby uznano, że wojna zmierza do końca.
Priorytetem będzie jak najszybsze rozstrzygnięcie konfliktu, dlatego zamiast spowolnić działania by oszczędzić potencjał, rosyjskie dowództwo tylko je zintensyfikuje, poświęcając wszystko na „ostatni szturm na Donbas”. Jeśli jednak założeń tych nie da się osiągnąć w toku następnych miesięcy, a intensywność walk nie spadnie, rosyjską armię czeka głębokie załamanie i kryzys zdolności ofensywnych.
3. Zarzewia buntu
Oczekiwania, że w Rosji może dojść do buntu przeciwko rządom putinizmu jak dotąd okazywały się nietrafione. Z jednej strony Rosjan cechuje wysoka odporność na trudy życia, z drugiej od lat budowany nacjonalizm i poczucie dumy narodowej utwierdza ich w przekonaniu o wyjątkowości własnego kraju i obowiązku ponoszenia osobistej ofiary na chwałę ojczyzny.
Dlatego klasycznie rozumiane masowe protesty antyrządowe obserwowane choćby pod koniec 2025 roku w równie autorytarnym Iranie, to poziom nadal nieosiągalny w rosyjskim społeczeństwie. Nawet pomimo faktu, że fatalna sytuacja gospodarcza oraz koszty wojny w oczywisty sposób pogarszają nastroje społeczne. Coraz więcej osób czuje zmęczenie i chce zakończenia walk (66% badanych wg. Centrum Lewada), ale poparcie dla Władimira Putina oficjalnie utrzymuje się na wysokim poziomie (ponad 80% we wrześniu 2025 – RIA Novosti). Sentyment ten ulegnie zmianie, dopiero gdy w przestrzeni publicznej pojawią się prawdziwe dane na temat kosztów wojny (strat frontowych).
Jeśli w nadchodzącym roku rosyjskie trudności nie tylko się utrzymają, ale jeszcze pogłębią, gwałtownie wzrośnie prawdopodobieństwo wstrząsu systemowego. Pogorszeniu nastrojów społecznych towarzyszyć będzie dużo groźniejsze niezadowolenie beneficjentów putinizmu rozumiejących, że przedłużająca się wojna prowadzi kraj ku katastrofie. To nasili walki wewnętrzne w ramach istniejącego sytemu władzy i zagrozi pozycji Putina. W skrajnym przypadku zagrozi jego życiu.
4. Totalna wojna hybrydowa
Kreml nadal będzie starał się doprowadzić do wstrzymania dostaw zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy poprzez powtarzające się operacje hybrydowe. Ma to nastąpić poprzez zaangażowanie europejskich zasobów do obrony własnego terytorium oraz wzmocnienie nastrojów antyukraińskich.
W minionym roku za sukces uznano zakończenie pomocy materialnej dla Kijowa ze strony Amerykanów. Wbrew nadziejom, Europa pozostała solidarna i proukraińska, biorąc na siebie pełen koszt wsparcia, mimo że ostatecznie Kremlowi udało się zablokować wykorzystanie zamrożonych przez Belgię rosyjskich aktywów. Będą podejmowane kolejne działania aby blokada miała charakter trwały, poprzez presję na belgijskich polityków.
Rosjanie będą prezentowali gotowość do rozpoczęcia konfliktu z Zachodem, mimo że w rzeczywistości nie tylko go nie chcą, ale nie mają w zasobów do mierzenia się z potencjałem NATO. To gra w tchórza, w której brutalna polityka Waszyngtonu ma być wykorzystywana jako atut. Podkopuje bowiem wiarę sojuszników w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa, pogłębiając podziały w relacjach transatlantyckich.
Podtrzymuję perspektywę rozszerzającej się „wojny na Bałtyku” oraz zagrożenia dla infrastruktury krytycznej. Użycie sił specjalnych, floty i lotnictwa jest dla Rosji dużo mniej problematyczne niż korzystanie z uwiązanej na froncie armii. Oliwy do ognia doleją też próby zatrzymywania przez okręty sojusznicze tankowców „floty cienia”.
5. Postawienie na Trumpa
W rosyjskim establishmencie panują ogromne nadzieje związane z przychylną Rosji polityką USA oraz chaosem jaki wprowadza wśród państw Zachodu. Pod koniec ubiegłego roku Władimir Putin usztywnił pozycję negocjacyjną, ponieważ przekonany był o kontrolowaniu sytuacji i swobodnym manipulowaniu Donaldem Trumpem, który doprowadzi do realizacji strategicznego celu Rosji jakim jest rozpad NATO i wyznaczenia nowej strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej.
Jednocześnie jednak zbytnia pewność siebie Putina doprowadziła do nałożenia nowych sankcji (Rosnieft i Łukoil) oraz zmuszenia Chin i Indii aby nie kupowały rosyjskich surowców. W nadchodzących miesiącach duże znaczenie będzie miał stosunek Federacji Rosyjskiej do amerykańskich działań na Morzu Karaibskim oraz wobec Iranu. Nadmierna wrogość wobec polityki amerykańskiej oraz odrzucanie kolejnych propozycji pokojowych, sprowokuje Waszyngton do zaszkodzenia Rosji lub demonstracyjnego wsparcia Ukrainy. Dlatego Rosjanie będą nadal intensywnie pracować nad dalszym zbliżeniem aby takiej ewentualności uniknąć.
Putin zapewne zaproponuje kolejne spotkanie z Trumpem, być może zaprosi go na majowe obchody do Moskwy albo da się namówić na zawieszenie eskalacji wobec Zachodu albo wojny z Ukrainą podczas negocjacji w Sankt Petersburgu. Byłaby to kolejna „zakończona wojna” Trumpa i powód, dla którego Rosjanie poparliby jego kandydaturę do pokojowej Nagrody Nobla. Taki lub podobny scenariusz, zaskarbiłby jego wdzięczność. Chwilę potem rozejm zostałby zerwany, naturalnie „z winy” Ukrainy.
Niemniej, Putin szalenie ryzykuje, jeśli nie ma absolutnej pewności, co do przychylności amerykańskiego prezydenta. Trwanie w stuporze jest niebezpieczne. Jeśli się pomyli w ocenie, miraż zwycięskiej wojny bardzo szybko się rozsypie.
6. Upadek przemysłu naftowego
Głębokie rosyjskie zaplecze będzie nadal atakowane w ukraińskich nalotach. W nadchodzącym roku będą one częstsze, prowadzone większą liczbą środków, a co za tym idzie bardziej efektywne. Celem jak dotychczas prawdopodobnie pozostaną rafinerie (wyłączenie nawet 50% mocy przerobowych), zakłady zbrojeniowe, energetyka, terminale, porty, lotniska. Spodziewam się znacznej intensyfikacji w niszczeniu składów ropy oraz polowania na statki floty cieni.
W efekcie Rosjan czekają powtarzające się przerwy w dostawach podstawowych mediów, zaostrzenie kryzysu paliwowego, kolejne przestoje w pracy lotnisk, portów i kolei. Zacieśnienie możliwości eksportu przełoży się na większą ilość zmagazynowanego surowca. Kurcząca się przestrzeń (niszczone przez drony zbiorniki) zmusi do jego sprzedaży z dużymi upustami, poniżej wartości wydobycia. Szczególnie, że ukraińskie ataki dronów dalej niszczyć będą zbiorniki, a także utrudniać eksport poprzez polowanie morskich bezzałogowców na tankowce tzw. floty cieni.
Efektem będzie zaostrzenie kryzysu paliwowego, możliwe zamykanie eksploatacji złóż oraz katastrofa przemysłu naftowego.
7. Utrata sojuszników
Tak jak w ubiegłych latach, Federację Rosyjską czeka miarowa utrata wpływów i sojuszników. Po Armenii i Syrii, z początkiem nowego roku przyszedł czas na Wenezuelę, a następnie Iran. Fiaskiem zakończyły się próby przejęcia kontroli nad Rumunią i Mołdawią. Kolejnym krajem, który odwróci się od Rosji będą prawdopodobnie Węgry. Największym ciosem byłoby jednak odsunięcie się Iranu, gdyby faktycznie doszło do upadku reżimu. To jeden z członków antyzachodniego sojuszu, który aktywnie wspierał Rosję uzbrojeniem. Taka ewentualność znacznie zmieniłaby proporcję sił na rosyjską niekorzyść.
Erozja rosyjskich zdolności do projekcji siły, przekłada się także na jej słabnącą obecność w bezpośrednim pograniczu. Rok 2026 przyniesie kolejne pęknięcia w relacjach z państwami Azji Centralnej (pomimo zbliżenia z 2025 roku), w tym tracenia wpływów na Kaukazie, z możliwością wybuchu islamskiej rewolty w Dagestanie. Uważnie spoglądać należy na wydarzenia w Gruzji, w której nieustają protesty oraz w separatystycznym Naddniestrzu.
Ta zbuntowana prowincja Mołdawii ogarnięta jest kryzysem energetycznym, odkąd odcięta została od dostaw gazu do jedynej elektrowni w Kuczurganie. Brak taniej energii bankrutuje budżet Tyraspola i przyczynia się do narastania kryzysu gospodarczego. Zmianę tego stanu rzeczy może przynieść zbliżenie z Mołdawią, na co jednak nie ma szans póki na miejscu stacjonują rosyjscy żołnierze wspierający prorosyjskie władze. Czy niezadowolenie społeczne narośnie na tyle aby to zmienić? Na razie sympatia wobec Rosji wyraźnie osłabła.
Ukraina
Ze względu na całkowitą zmianę amerykańskiej polityki miniony rok był dla Ukraińców szczególnie trudny. Brutalna presja Waszyngtonu, najpierw w sprawie umowy surowcowej, następnie próby zmuszenia do kapitulacji, a przy tym kilkukrotne wstrzymanie pomocy wojskowej, zdezorganizowało ukraiński wysiłek wojenny, pogorszyło pozycję negocjacyjną Kijowa oraz podkopało morale społeczne. Prysły marzenia na cud związany z odejściem zachowawczego Bidena.
Kryzys ten spotęgowany został przez nierozwiązane problemy narosłe w poprzednich latach – korupcję w administracji, problemy z dowodzeniem jednostkami, zaniedbane reformy systemu szkoleniowego i poboru. Pozytywna strona tej sytuacji jest jednak taka, że doszło do przesilenia politycznego, władze zmuszone zostały do redefinicji własnej polityki i stawianych celów. Ukraina wchodzi w nowy rok mądrzejsza o doświadczenia minionych miesięcy, oby wyciągnęła z nich właściwe wnioski.
1. Małe szanse na pokój
Przeciągający się proces pokojowy, brak amerykańskiej woli użycia siły wobec Federacji Rosyjskiej przy jednoczesnym usztywnieniu pozycji negocjacyjnej przez Władimira Putina oznaczają, że szybkie zawarcie rozejmu nie będzie możliwe. Szanse, mimo oficjalnych komunikatów o „uzgodnieniu 90% warunków” nadal pozostają w tym roku niewielkie, choć nieco większe niż w ubiegłym.
Wiadomo, że Kijów nie zgodzi się na oddanie terytorium, a Rosja nie zamierza rezygnować z podbicia reszty obwodu donieckiego. Zmiana mogłaby nastąpić tylko wtedy, gdyby jedna ze stron uległa całkowitemu wyczerpaniu. Taki scenariusz mógłby teoretycznie nastąpić pod koniec 2026 roku, ale pamiętać należy że Rosją dąży do podporządkowania całej Ukrainy, w związku z czym nawet zajęcie całego Donbasu posłużyłoby jedynie jako pauza.
2. Postawienie na reformy
Prezydent Zełenski zdecydował się na zmiany w swoim bezpośrednim otoczeniu i priorytetowe potraktowanie kwestii bezpieczeństwa. Podejrzewany o działania korupcyjne szef prezydenckiej administracji Andrij Jermak, zastąpiony został przez szefa wywiadu Kiryło Budanowa. Ministrem Obrony został Mychajło Fedorow, skupiony dotąd na rozbudowie przemysłu dronowego. Zmieniono także szefów SBU oraz DBR. Planowane są roszady w dowództwach jednostek. Wołodymyr Zełenski podkreśla, że chodzi o wzmocnienie pozytywnych trendów (produkcja dronów i pocisków, operacje specjalne, dyplomacja, walka z korupcją). Faktycznie jednak wzmacnia swoją osobistą pozycję polityczną.
Najważniejsze jednak aby nominacje te pozwoliły na konieczne reformy. Mimo trudów wojny, sytuacja finansowa kraju wydaje się po raz kolejny zabezpieczona, co daje przestrzeń do zmian. Zapowiedziano wprowadzenie ograniczonych czasowo kontraktów z armią (3-5 lat) oraz rotację najdłużej służących żołnierzy. Poszerzono sposób rekrutacji zmobilizowanych stawiając na cyfryzację, co ma zmniejszyć biurokracje i utrudnić uchylanie się od służby. Wprowadzono rozbudowę systemu szkoleniowego opartego na centrach szkoleń przy poszczególnych korpusach, dzięki czemu jeszcze bardziej zyskają na samodzielności. Wzrosnąć mają zachęty finansowe i żołd dla żołnierzy. Na pozytywny efekt reform trzeba będzie poczekać kilka miesięcy, stąd ewentualna poprawa może być widoczna najwcześniej w połowie roku. W ubiegłym roku podobne działania zakończyły się porażką.
3. Sojusz obronny z Europą
Niekorzystna polityka USA zmusza Kijów do jeszcze szybszego zbliżenia z Europą. W obecnej chwili najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest kontynuacja obrony kraju bez jakiegokolwiek amerykańskiego wsparcia. To oznacza konieczność maksymalnego zbliżenia z państwami o największym potencjale (niekoniecznie w tych samych kategoriach): Niemcami, Francją, Wielką Brytanią, Polską oraz państwami nordyckimi. To zalążek nowego, europejskiego sojuszu obronnego. Równolegle duży nacisk położony zostanie na integrację europejską, w tym pakiety reform.
Spokojny pod względem wyborczym rok 2026 gwarantuje, że w żadnym z tych państw nie dojdzie do przejęcia władzy przez siły prorosyjskie. Mimo to, nie ma możliwości bezpośredniego zaangażowania europejskich armii w obronę Ukrainy, a szczytem deklarowanego zaangażowania wydaje się zobowiązanie Francji i Wielkiej Brytanii do dyslokacji sił rozjemczych po zakończeniu konfliktu. Nie zmienia to jednak postępującego poszerzenia współpracy wojskowej i przemysłowej. Korzystną okolicznością będzie ewentualna przegrana wyborów przez Wiktora Orbana na Węgrzech.
4. Armia u władzy
Mentalne nastawienie na konieczność prowadzenia długiej wojny, wysokie zaufanie społeczne dla członków armii, mianowanie gen. Kiryło Budanowa szefem prezydenckiej kancelarii, spodziewany powrót do kraju gen. Walerego Załużnego (potencjalny kandydat na prezydenta) i coraz większa samodzielność korpusów oznaczają, że w nadchodzącym roku wojskowi mogą zacząć dominować na ukraińskiej scenie politycznej.
Proces ten był spodziewany, jako logiczne następstwo zakończenia wojny. Jest wielu dowódców cieszących się ogromną popularnością nie tylko wśród żołnierzy, ale też społeczeństwa. Poszczególne jednostki prowadzą swoje własne akcje propagandowe, rekrutację, mają zasady naboru i określony kodeks postępowania. Cała ta machina może zostać szybko przeszczepiona na potrzeby polityczne. Po wyborach Ukrainę czekać miała całkowita przebudowa sceny politycznej.
Tymczasem zmiana ta zaczyna się nieco wcześniej, na razie za pośrednictwem prezydenta Zełenskiego, który chce zneutralizować środowisko wojskowych i częściowo zaadaptować ich poparcie społeczne na własne potrzeby. Dzieje się tak, ponieważ afery korupcyjne i nienajlepsze zarządzanie pozbawiają ludzi złudzeń co do jakości ukraińskiej sceny politycznej. Jest jeszcze zbyt wcześnie by ocenić jak zmiana ta wpłynie na państwo, ale motywowani pobudkami patriotycznymi dowódcy mogą stanowić ożywczy powiew świeżego powietrza. W negatywnym scenariuszu, dominacja armii skończy się ukraińskim odpowiednikiem piłsudczykowskiej sanacji.
5. Wojna dronów
Ukraina mierzy się z nieustającymi atakami lotniczymi, które niszczą jej infrastrukturę krytyczną. Przerwy w dostawach prądu i ciepła podczas wyjątkowo ostrej tegorocznej zimy znacząco oddziałują na populację, ale mniej na armię lub przemysł zbrojeniowy, które pracują na własnych źródłach zasilania. W trudnej sytuacji będą za to przedsiębiorcy, szczególnie ci zajmujący się eksportem dóbr za pośrednictwem portów, które są stale bombardowane.
Masowe użycie dronów Szahid to istotny problem dla ukraińskiej obrony lotniczej. Opracowywane są nowe rozwiązania, które w ciągu nadchodzących miesięcy będą rozpowszechniane i ulepszane. Mowa tutaj przede wszystkim o całej gamie dronów przechwytujących. Podobnych rozwiązań jak na razie brak w rosyjskim arsenale. Z kolei Rosjanie dysponują dużą liczbą pocisków manewrujących, a nawet rakiet balistycznych, których używać będą do siania terroru wśród ludności cywilnej. Podkreślę, Rosjanie będą intensyfikować ataki na cele cywilne, tak aby nie tylko zastraszyć ale wręcz zszokować populację (co niestety oznacza dużą liczbę ofiar).
Zdecydowanie największe sukcesy sił ukraińskich odnotowywane są w zakresie budowy dronów i własnych pocisków rakietowych. Rok 2026 przyniesie kolejne zwiększenie skali ataków na głębokie rosyjskie tyły. Oczekuję częstszych i bardziej niż dotychczas niszczycielskich uderzeń na rafinerie i magazyny paliw, zakłady zbrojeniowe, elektrownie, lotniska, porty i budynki rządowe. Ponieważ służby ukraińskie nie odpuszczają, jak co roku spodziewam się prób zniszczenia Mostu Kerczeńskiego.
Na marginesie, wojna staje się coraz bardziej zrobotyzowana. Coraz więcej jest dronów powietrznych, lądowych i morskich, są coraz bardziej śmiercionośne. Jeśli potrwa jeszcze dłużej, możliwe że zobaczymy testy pierwszych bojowych robotów humanoidalnych. Natomiast w najbliższej perspektywie najciekawszych efektów spodziewam się po dronach morskich. W tym przede wszystkich tych, które atakować będą rosyjską flotę cieni i marynarkę.
6. Linia frontu
Rosjanie nadal będą przeważać na froncie zmuszając siły ukraińskie do oddawania kolejnych kilometrów terytorium. Priorytetem pozostaje dokończenie podboju Donbasu, które zapewne odbędzie się poprzez próbę oskrzydlenia Słowiańska i Kramatorska od zachodu, równoczesnymi uderzeniami od północy (Izium) oraz południa (Dobropilla). Szanse na zakończenie tej operacji jeszcze w tym roku uważam za niewielkie (30%).

Pierwszym celem będzie natomiast zajęcie Konstantynówki, poprzez ruch oskrzydlający od znajdującego się na północnym-wschodzie Czasiw Jaru, oraz położonej na północ od Myrnohradu ufortyfikowanej wsi Szachowe. Po zakończeniu manewru za prawdopodobne uznaję podejście Rosjan na przedmieścia Kramatorska w ciągu pierwszego półrocza. Dalsze postępy będą jednak mocno utrudnione ze względu na ufortyfikowanie terenu. Konstantynówka upadnie najdalej w drugiej połowie roku.
W pozostałym zakresie Rosjanie będą chcieli podejść jak najbliżej miasta Zaporoże, po to by niszczyć je ostrzałem artyleryjskim, co niestety jest w tym roku prawdopodobne. Polowanie na cywili za pomocą dronów pozwoli na ich sterroryzowanie i wyludnienie ważnego gospodarczo miasta, podobnie jak stało się z Chersoniem. Dalsze postępy nastąpią pewnie także w obwodzie dniepropietrowskim, ale bez przełomu. Kierunkowym celem jest dotarcie do Pawłohradu, jednak szanse na pokonanie takiego dystansu w ciągu następnych miesięcy oceniam na małe (15%). Realną perspektywą jest raczej przełom 2026/2027 (40%) jeśli ukraińska armia nadal nie będzie w stanie utrzymać linii.
W obecnej chwili nie widzę realnego zagrożenia desantem przez Dniepr, atakiem od północy w kierunku Kijowa, głębszym (np. na 50 km) wkroczeniem w kierunku Sum lub Charkowa. Na tym etapie wojny uważam siły rosyjskie za zbyt wyczerpane i pozbawione zasobów. Sytuację mogłaby zmienić powszechna mobilizacja w Rosji, która jednak jest bardzo ryzykowna. Jej częściowy charakter polegać będzie na uzupełnieniu dotychczasowych strat i utrzymaniu jakichkolwiek zdolności ofensywnych, a nie ich radykalnym zwiększeniu. A to byłoby konieczne do zbudowania odpowiedniej masy (150-250 tys.) do otwarcie nowego frontu.
Ukraińska armia przez większość roku nadal cierpieć będzie na krytyczne braki w uzupełnieniach osobowych. Uważam, że powtarzać się będą kryzysy frontowe, gdy poszczególne odcinki zaczną pękać krótkoterminowo przyspieszając rosyjskie postępy. W negatywnym scenariuszu, gdy Rosjanie wznowią częściową mobilizację, a dezercji po stronie ukraińskiej nie uda się ograniczyć, zagrożone będą większe odcinki frontu, dotyczy to wspomnianego manewru flankującego Donbas od zachodu, oraz terenu od miasta Zaporoża, po miejscowość Pokrowskie (obw. dniepropietrowski).
***
Europa
Unia Europejska stanie się celem ataku trzech mocarstw. Podczas gdy Rosjanom zależy na jej całkowitym upadku, Amerykanom i Chińczykom wystarczy powstrzymanie prób konsolidacji i uczynienie z niej rynku zbytu. Dla USA, surowców i usług cyfrowych. Dla Chin, głównie elektroniki, maszyn, samochodów elektrycznych, high-techu itp. Ma to być zasób, którym można swobodnie zarządzać, a nie konkurencyjny podmiot geopolityczny.
Dlatego nadchodzący rok stanie się dla wspólnoty największym testem w jej historii. Jego oblanie skończy się nie tylko jej rozpadem, ale także podziałem Europy na różne obozy.
1. Próba konsolidacja
Głównym zadaniem stanie się odparcie presji mocarstw zewnętrznych, amerykańskiego szantażu, chińskiej groźby gospodarczej i rosyjskiej agresji. Przewiduję, że spór o sposób reagowania rozgrywać się będzie między dwoma obozami. Jeden otwarty będzie na negocjacje i ustępstwa, drugi na twarde stawianie granic. Wielowymiarowy nacisk osłabi wolę oporu, a brak silnego lidera jedynie pogłębi podziały. Szok jaki powoduje amerykańska polityka, może jednak wyzwolić zmianę proporcji sił na korzyść obozu tzw. koalicji chętnych, który chcieć będzie podmiotowości Europy. Zwłaszcza jeśli problem Grenlandii stanie się krytyczny, to właśnie „dostarczyciele bezpieczeństwa” (Francja, Niemcy, Wielka Brytania, państwa skandynawskie, Polska) zyskają większe znaczenie w unijnych układankach.
Po tytuł lidera dalej sięgać będą zarówno kanclerz Fredrich Merz, jak też prezydent Emmanuel Macron. Ten drugi nie ma szans ze względu na bardzo słabą pozycję we własnym kraju. Z kolei Merz mógłby liczyć na większy posłuch, gdyby otrzymał wsparcie Polski i państw skandynawskich. Czy tak się stanie, zależy głównie od postawy kanclerza i tego czy uszanuje interesy wymienionych partnerów i nie będzie próbował ich zdominować. Interesującymi postaciami są Giorgia Meloni oraz Alexander Stubb. Jednakże premier Włoch pozostaje raczej na uboczu, a fiński prezydent mimo swojej popularności reprezentuje zbyt mały kraj by móc być rozgrywającym. Oboje wezmą na siebie rolę balansujących relacje z USA. Niezależnie od wszystkiego, zagrożenie bezpieczeństwa znacznie zbliży Wielką Brytanię z państwami Unii Europejskiej. Myślę, że Keir Starmer zmuszony do wyboru, stanie po stronie Europy przeciwko USA.
Państwa członkowskie nie będą też zgodne co do polityki bezpieczeństwa. Myślę, że coraz większa ich liczba będzie skłonna do podjęcia negocjacji z Rosją. Ogólnie, szeroka konsolidacja prawdopodobnie się nie uda. Zacieśnią się jedynie poszczególne grupy interesu, w tym ta odpowiedzialna za bezpieczeństwo. Pamiętajmy, że Amerykanie będą bardzo ostro mieszać się w wewnętrzną politykę, starając się doprowadzić do obalenia nieprzychylnych im rządów. Wiele pracy w ujednolicenie stanowiska państw członkowskich jak zawsze włoży Komisja, która jako instytucja unijna stanie się celem najbardziej zajadłych ataków USA i Chin. Jeśli umiejętnie poprowadzi swoją politykę nie bojąc się trudnych tematów, może stanowić skuteczną tarczę, za którą skryją się poszczególne państwa aby nie narażać się na bezpośredni odwet mocarstw.
2. Wojna handlowa
Zarówno USA, jak i Chiny będą na Unię Europejską naciskać aby otworzyła rynek tylko dla jednego z nich, a zamknęła dla drugiego. W tej rozgrywce wszystkie chwyty będą dozwolone stąd prawdopodobieństwo wybuchu wojny handlowej przeciwko Europie. Zamiast więc pisać jak to się skończy (szczerze mówiąc – nie wiem), napiszę jakie postępowanie uważam za właściwe z punktu widzenia Brukseli. Przede wszystkim nie wolno toczyć wojny na dwa fronty, chociaż nie należy się od niej za wszelką cenę uchylać. Przyciśnięta do ściany UE powinna reagować symetrycznie, ale ograniczać czas trwania konfliktu do minimum. Na cła odpowiedzieć cłami, a na szantaż szantażem. Prawdopodobnie do pierwszego starcia dojdzie z USA, jako pokłosie łamania prawa międzynarodowego i ataku na UE.
Narzędziami w europejskich rękach jest np. stosunek do amerykańskiego BigTechu, kwestia amerykańskich obligacji i dostępu do unijnego rynku. Agresywność USA, kontrować należy negocjacjami z Chinami. Po usztywnieniu Chin (co musi nastąpić w odpowiedzi na propozycje ochrony unijnego przemysłu), wrócić do Amerykanów z kontrpropozycją. Wiadomo, że zbliżenie Europy z Chinami nie byłoby mile widziane. Kluczowe jest więc utrzymywanie obydwu stron w niepewności i negocjacjach. Myślę, że istotnym parametrem wzmacniającym pozycję powinno być budowanie relacji ze wszystkimi pozostałymi państwami Azji (szczególnie Indiami), Ameryki Południowej oraz Afryki.
3. Wojna hybrydowa
W rozdziale o Rosji opisałem na czym polegać będą operacje hybrydowe przeciwko Europie. W niniejszym opisie odniosę się do europejskiego punktu widzenia. Wydarzenia minionego roku, szczególnie doświadczenia związane z zatrzymywaniem tankowców floty cienia, powinny zaowocować większym zdecydowaniem w nadchodzącym roku. Jeśli Europa będzie chciała odpowiedzieć na rosyjską wojnę hybrydową, najlepszym do tego miejscem będą wody Morza Bałtyckiego, na których siły sojusznicze posiadają całkowitą przewagę. W dodatku ewentualna eskalacja, inaczej niż w przypadku działań na lądzie, nie musi powodować szkód w infrastrukturze, czy stanowić zagrożenia dla cywili (tylko w ograniczonym zakresie).
Oczywiście, rosyjska marynarka i lotnictwo nie pozostaną bierne, jednakże ryzyko krótkotrwałej eskalacji powinno być wkalkulowane w koszta. Siły sojusznicze mogą ułożyć dowolną liczbę scenariuszy, w których Rosja będzie miała problemy z odpowiedzią. Przede wszystkim bezpośredniego abordażu powinny podjąć się państwa o najmniejszej ekspozycji na rosyjski szantaż, a więc te które nie mają z nią granicy. Najlepsza byłaby do tego celu Dania, która kontroluje przejście z Atlantyku. Powinny jej w tym asystować okręty marynarki brytyjskiej, niemieckiej i szwedzkiej. Niezmiennym zagrożeniem pozostają ataki na infrastrukturę podmorską, o czym należy pamiętać we wszystkich kalkulacjach.
Naturalnie, wszelkiego typu akty dywersji na lądzie będą intensyfikowane i mogą przynieść ofiary wśród ludności cywilnej co tylko podniesie napięcie. Powtórzyć się mogą naruszenia przestrzeni powietrznej, ale raczej w intensyfikacji pojawiania się niezidentyfikowanych dronów, a nie naruszeń przez rosyjskie lotnictwo, chociaż w szczycie eskalacji na Morzu Bałtyckim i taka ewentualność jest możliwa. Cała ta presja obliczona będzie na wymuszenie na Europie rozmów pokojowych na temat nowego środowiska bezpieczeństwa i układu z Rosją. Bez wątpienia wśród państw europejskich pojawią się zwolennicy szukający porozumienia z Kremlem w imię deeskalacji. Niestety, takie rozmowy są niemal pewne, także z uwagi na postawę Amerykanów. Nie należy ich unikać, tylko zadbać aby Europa miała w nich odpowiednie stanowisko.
4. Pokonanie słabości
Europa ma potencjał by stać się samodzielnym graczem na arenie międzynarodowej ale cierpi na krytyczny brak woli politycznej, solidarności, a przy tym sama rzuca sobie kłody pod nogi. Nie odzyska własnej podmiotowości jeśli nie zrezygnuje z polityk, które charakteryzowały miniony ład międzynarodowy. Polityka klimatyczna została uśmiercona przez USA i liberalnie do niej podchodzące Chiny. Utrzymywanie systemu ETS oraz forsownej dekarbonizacji w sytuacji egzystencjalnego zagrożenia dla kontynentu jest działaniem samobójczym. Europa musi postawić na obniżenie kosztów energii oraz reaktywację przemysłu, chroniąc go przed zagranicznym dumpingiem i szantażem technologicznym. Kołem zamachowym jest przemysł zbrojeniowy, ale to jeszcze zbyt mało. Pewną jaskółką nadziei na porzucenie starych idei jest fundamentalna zmiana jaka odbywa się w stosunku do problemu migracyjnego. W tym roku, europejskie rozwiązania zaczną iść w kierunku obserwowanym w USA, tylko z większą delikatnością. Za największy problem uważam brak konsolidacji wewnętrznej. Nadal twierdzę, że nie musimy się obawiać federalizacji, ani dominacji Niemiec w UE, nie w obecnej sytuacji geopolitycznej.
5. Rola Polski
Mogę tylko powtórzyć to samo, co pisałem w poprzedniej prognozie. Nie grozi nam w tym roku otwarta wojna, ale nadal będziemy celem poważnych operacji hybrydowych. Warszawa musi za wszelką cenę obudzić się do nowej rzeczywistości i wygasić wewnętrzny konflikt polityczny. Kohabitacja jest możliwa. Dwa przeciwne sobie pałace – prezydencki i premiera, mogą być atutem, ponieważ równocześnie realizują politykę zbliżenia zarówno z Amerykanami jak i UE – piszę o tym od dwóch lat. Istnieje niestety ogromna pokusa, która może pogrzebać wszelką współpracę. USA bardzo mocno zaczną grać na pogłębienie podziału polskiej sceny politycznej próbując wykorzystać obóz prezydencki obietnicą powrotu do władzy. Ceną tej oferty będzie gwarancja, aby po zmianie władzy Polska nie sprzeciwiała się układom zawartym z Rosją i Białorusią. Nie próbowała ich sabotować. Taką ofertę należałoby odrzucić, choć przekonany jestem, że zostanie przyjęta.
Postawieni pod ścianą w chwili sporu USA z UE, powinniśmy jednak wesprzeć Europę, ponieważ podważenie jedności terytorialnej czy wojna handlowa, będą dla nas szalenie niebezpieczne jako państwa frontowego. Szczególnie w kontekście państw bałtyckich. Jednocześnie bądźmy proaktywni politycznie, zacieśniajmy regionalne sojusze, ostro reagujmy (symetrycznie) na wojnę hybrydową. Pokazujmy, że sami gotowi jesteśmy do decydowania o sferze bezpieczeństwa. Wykorzystajmy naszą pozycję do zasiadania przy stole. Priorytetem powinno być wepchnięcie się do grona negocjującego przyszłość Ukrainy i Europy – pilnujmy rozmów z Rosją (najlepiej przy stole jako rzecznik regionu). Jeśli nie pójdziemy w tym kierunku, czeka nas marginalizacja, a w przyszłości utrata części suwerenności, ponieważ staniemy się przedmiotem w grze mocarstw.
**
Bliski Wschód
Bliski Wschód coraz szybciej zbliża się do wielkiego finału łańcucha wydarzeń, które rozpoczął atak Hamasu na Izrael dnia 7 października 2023 roku. Seria wojen jaka w kolejnych latach nastąpiła błyskawicznie rozbiła sieć proirańskich ugrupowań, zmieniając układ sił w regionie. Wydawało się, że dwunastodniowa wojna między Izraelem a Iranem była momentem kulminacyjnym. Jednakże została przedwcześnie wstrzymana przez Amerykanów. Tymczasem celem Izraela było doprowadzenie od upadku reżimu ajatollahów, a najlepiej śmierci Alego Chamenei. To się jednak nie udało. Chamenei przeżył ataki, a ludność nie była skora do buntu.
Jednakże zasiane wtedy ziarna wydały plon już pod koniec 2025 roku. Osłabienie reżimu w wyniku wojny, śmierć wielu osób ze ścisłego kierownictwa państwa i aktywność agentury nałożyły się na suszę, kryzys ekonomiczny i gwałtowne załamanie kursu irańskiego riala, co doprowadziło do hiperinflacji. W efekcie, pod koniec grudnia na ulice irańskich miast wyszli sklepikarze, nie mogący dojść do ładu z codziennie zmieniającymi się cenami, a wkrótce także liczne inne grupy społeczne, w których narosła złość stymulowana przez brak perspektyw życiowych. Protesty przerodziły się następnie w zamieszki, a te mogą doprowadzić do rewolucji. Czy reżim wkrótce upadnie?
Sytuacja nie jest aż tak prosta jak chcieliby to widzieć optymiści. O ile frustracja społeczna jest autentyczna i oddolna, o tyle lata represji i działalności bezpieki pozbawiły kraj jakiejkolwiek koherentnej opozycji, a zatem nie ma wśród protestujących żadnych przywódców, ani osób które w wyraźny sposób by do tego aspirowały. Przeciwnie, mające ogromną siłę i masę (największe od 2009 roku) demonstracje potrafią przegonić siły bezpieczeństwa i zajmować miasta, ale nie wiedzą jaki jest kolejny krok. Protestujący rozchodzą się więc do domów na noc, a następnego dnia cykl się powtarza. Dzięki temu w przeszłości reżim był w stanie dokonywać skutecznych pacyfikacji. Protesty były krwawo tłumione, a prowodyrzy wyłapywani. Nawet jeśli niepokoje, a było ich w ostatnich latach wiele, trwały długie tygodnie czy nawet miesiące, w końcu wygasały.
To główna przyczyna przez którą i tym razem mogą zakończyć się niczym. Jest jednak pewna istotna różnica. Obecny zryw jest aktywnie stymulowany przez obcą agenturę, co widać po ciągle pojawiającym się wezwaniach do powrotu Rezy Pahlawiego, syna obalonego w 1979 ostatniego Szacha Iranu. Pahlawi żyje na emigracji i nie jest szerzej znany lokalnie, poparcie dla niego ma charakter sztuczny, tym bardziej że nikt z biorących udział w zamieszkach dwudziesto czy trzydziestolatków nie może pamiętać życia w innym systemie niż islamistyczna teokracja. Jednakże ten właśnie parametr oraz nastawienie samego Donalda Trumpa, może być tym co będzie potrzebne by przechylić szalę i spowodować zawalenie się piramidy władzy.
Jeśli bowiem pojawią się liderzy, choćby przywiezieni z zewnątrz, a jednocześnie Amerykanie wznowią bombardowania (co Trump zapowiedział w odpowiedzi na krwawe stłumienie zamieszek) i zarządzą blokadę eksportu irańskiej ropy, kumulacja niekorzystnych czynników przeważy i reżim upadnie. Podejrzewam nawet możliwość usunięcia Alego Chamenei przez własne otoczenie. Urzędujący prezydent Masud Pezeszkian należy do łagodniejszego odłamu władzy. W wystąpieniach publicznych, zwracając się do rządu obarczał winą za kryzys tylko władze, a nie obywateli. Dał tym samym przestrzeń dla protestów. Nie wszystkie oddziały porządkowe z równą zaciętością przystąpiły do pacyfikacji, niektóre miały się przyłączyć do protestujących. W krwawym rozbijaniu demonstrantów udział biorą głównie oddziały Basidżu, oddziałów paramilitarnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Rozbicie potężnego IRGC będzie warunkiem załamania reżimu.
W obecnej chwili szanse na taki obrót spraw uważam za ok. 60%. Są więc prawdopodobne, a wskaźnik ten będzie rósł tym bardziej, im dłużej utrzymają się i rozszerzą demonstracje, przy jednoczesnej presji zewnętrznej (agentura i blokada ekonomiczna). Za prawdopodobne uważam wybuch rewolty w irańskim Kurdystanie oraz Beludżystanie, gdzie działa partyzantka i obecni są lokalni liderzy. Upadek reżimu ajatollahów całkowicie przebuduje bliskowschodnią architekturę doprowadzając do marginalizacji proirańskich bojówek – Hezbollahu w Iranie, Hamasu w Gazie, Huti w Jemenie gdzie możliwy będzie pokój. To także przypieczętowanie dominacji turkijskiej na Kaukazie, limitowanej w ostatnim czasie jedynie przez postawę Teheranu, utwierdzenie wojskowej hegemonii Izraela, uspokojenie sytuacji w Iraku i wzrost znaczenia Arabii Saudyjskiej.
Afryka
Ostatnim kontynentem o jakim chciałbym opowiedzieć w niniejszej prognozie jest Afryka, a tam sytuacja nadal nie wygląda najlepiej. Zacznijmy więc od jednej dobrej informacji. Wydaje mi się, że krwawa wojna w Sudanie powoli zmierzać będzie do końca. Obecnie kraj podzielony jest na dwie części, siły RSF (rebelianci) kontrolują zachód kraju, a SAF (rząd) wschód, co zwiastuje stagnację na froncie. W połączeniu z postawą sponsorów – Egiptu oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich i presją amerykańską, jest szansa na zaprzestanie walk i rozpoczęcie negocjacji pokojowych. To złagodzi największy kryzys humanitarny kontynentu, w którym cierpią miliony Sudańczyków.
Dużo gorzej ma się jednak sytuacja dalej na południe, w afrykańskim „jądrze ciemności” jak jest Sahel. W stosunku do ubiegłorocznej prognozy, niewiele się tam zmieniło, a jeśli już to na gorsze. Uważam że w najbliższym czasie bojówki islamistyczne zdobędą dwie regionalne stolice, Ouagadougou w Burkina Faso oraz Bamako w Mali. Będzie to ogromny cios, który doda ruchom islamistycznym skrzydeł i wstrząśnie regionem. Kwestia ogłoszenia powstania kalifatu będzie w zasadzie jedynie formalnością, a tymczasem większość terytoriów obydwu krajów żyć będzie już pod czarnymi sztandarami proroka.
Pojawi się konieczność wojskowej interwencji, ale siły ECOWAS są zbyt słabe. W obydwu wymienionych krajach, a także sąsiednim Nigrze, rządzą junty które w ostatnich latach obaliły lokalne rządy przy wsparciu Rosjan – pogrobowców grupy Wagnera nazywanych Afrika Korps. Jednakże Rosjanie nie posiadają potencjału do zwalczenia dżihadystów ograniczając się jedynie do obrony własnych interesów – utrzymywania junty oraz dostępu do surowców. Aby jakakolwiek operacja odbicia Sahelu z rąk islamistów miała sens, rosyjskie wpływy muszą zostać wyeliminowane. Dlatego uważam, że podjęte zostaną próby w tym kierunku i to przez nastawionych na zysk Amerykanów. Dokładniej rzecz biorąc, zainteresowani będą przejęciem z rosyjskich rąk kontroli nad złożami złota, litu i uranu. Gdzieś obok tej inicjatywy, większe zaangażowanie mogą zaoferować Francuzi i Włosi, głównie jako wsparcie lotnicze dla wojsk ECOWAS. Niemniej, destabilizacja Sahelu potrwa przez cały 2026 rok i ma potencjał na pogorszenie.
Ostatnim regionem o jakim chciałbym wspomnieć jest Róg Afryki. Bardzo prawdopodobny jest wybuch wojny pomiędzy Etiopią a Erytreą o dostęp tej pierwszej do morza. Wspomina o tym premier Abi Ahmed (laureat Pokojowej Nagrody Nobla) i to w dość kategorycznej formie. Armia etiopska jest obecnie dobrze uzbrojona, posiada doświadczenie zdobyte w walce ze zbuntowanym Tigrajem. Erytrea (która swego czasu dokonała secesji od Etiopii) zarządziła mobilizację. Gdyby konflikt ten rzeczywiście wybuchł byłaby to destabilizacja regionu, która wciągnie w działania Sudan, Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Co gorsza, dodatkowe napięcie powoduje uznanie niepodległości sąsiedniego Somalilandu, co oburzyło państwa arabskie i naturalnie samą Somalię, co osłabia jej rząd w chwili wewnętrznych trubulencji. Dzieje się to w czasie, gdy coraz groźniejsze są ataki wzrastającej w siłę Asz-Szabab, islamistycznej organizacji chcącej przejąć kontrolę nad Somalią. W nadchodzącym roku mogą wykorzystać okazję by sięgnąć po Mogadiszu.
**
Mam nadzieję, że powyższy bogaty opis wydarzeń okazał się dla Państwa interesujący. Gorąco dziękuje wszystkim tym, którzy wspierają Globalna Grę przyczyniając się do jej dalszego rozwoju. Z roku na rok jest Was coraz więcej. Dziękuję za słowa wsparcia, wszystkie lajki i udostępnienia. Pamiętajcie, że jeśli uważacie moje materiały za wartościowe, udostępniajcie je wśród swoich znajomych – zasięgi mają znaczenie.
Życzę nam wszystkim aby rok 2026 był dla Polski mimo wszystko dobry i żeby udało nam się przetrwać trwający sztorm w jednym kawałku.
Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.
Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ
Możesz też postawić mi kawę:

0 komentarzy