Preludium

Czy wyizolowana grupa kilkudziesięciu koczujących na naszej wschodniej granicy osób stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej? Oczywiście sama w sobie nie. Liczy się jednak szerszy kontekst, a to już istna beczka prochu. Dlaczego?


31-08-2021



Podsumowanie:

  • kryzys migracyjny jest operacją specjalną wymierzoną w Litwę, Łotwę i Polskę
  • wpisuje się w scenariusz szeregu działań, których zwieńczeniem staną się wrześniowe manewry Zapad 2021
  • obecni na granicy ludzie to w ogromnej mierze migranci ekonomiczni, bezdusznie wykorzystywani w roli narzędzia agresji
  • realne zagrożenie bezpieczeństwa państwa
  • niedopuszczalne jest zachowanie prezentowane na granicy przez poszczególne organizacje i polityków

Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy budzi w naszym społeczeństwie skrajne emocje, dlatego chciałbym podejść do tego tematu na spokojnie i rzeczowo. Zacznijmy od status quo.

Obóz

W ostatnich tygodniach spór o to jak reagować na wzmożenie migracyjne na zielonej granicy ogniskuje się koło niewielkiej podlaskiej miejscowości Usnarz Górny. To tam, na skraju rosnącego po białoruskiej stronie wąskiego pasa lasu koczuje grupa kilkudziesięciu osób próbujących przedostać się z terenu Republiki Białorusi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Polska Straż Graniczna wspomagana przez wojsko oraz policję uniemożliwia jej przekroczenie. Funkcjonariusze mają pozostawać głusi na wszelkie próby złożenia wniosku o azyl. Powstrzymują też osoby postronne, w tym polityków, lekarzy i działaczy społecznych, od zbliżenia się do koczowiska. Z początku pozwalano im podejść na kilka metrów, później odległość zwiększono do 200 metrów. Po drugiej stronie, za plecami migrantów, stoją pogranicznicy i żołnierze białoruscy. Obozowisko początkowo miało liczyć ponad 50 osób, w tym prócz mężczyzn także kobiety i dzieci. Ostatecznie ich liczba spadła do 24 (według SG) lub 32 (według Fundacji Ocalenie) na koniec miesiąca.

Fakt, że obóz umieszczony jest po białoruskiej stronie granicy, potwierdziły służby tego kraju, m.in. informując stronę polską, że wszelka konieczna opieka jest koczującym dostarczana, a oferowana przez Warszawę pomoc humanitarna nie zostanie wobec tego przyjęta.

Sytuacja prawna

Na pozostałej liczącej 418 km granicy, a szczególnie na odcinku od wsi Rudawka po miejscowość Krynki, gdzie obu państw nie oddziela żadna rzeka, notowanych jest dziennie od kilkudziesięciu do nawet ~150 prób nielegalnego przekroczenia granicy. Wiele z tych osób jest wyłapywanych, a następnie przewożonych do specjalnych ośrodków dla migrantów, gdzie zgodnie z procedurami składają oni wnioski o azyl i oczekują na ich rozpatrzenie.

Naturalnie, nie wszystkich udaje się zatrzymać. Pojawiają się też doniesienia, że zatrzymani wśród poleskiego interioru migranci, są następnie wyrzucani przez polskich pograniczników z powrotem na Białoruś. Jednakże poza zeznaniami samych zainteresowanych, na razie brak innych dowodów. Wiadomo jednak, że wszystkie trzy objęte obecnym kryzysem migracyjnym państwa (Litwa, Polska i Łotwa) stosują tzw. push back, czyli wypychają migrantów z powrotem za linię graniczną. Jest to działanie uznawane przez wiele organizacji za nielegalne. W praktyce zarzut ten jest trudny do udowodnienia.

Po pierwsze, granica nie jest łatwo dostrzegalna (to nie biała kreska na ziemi), w przypadkach gdy idzie o kilka lub kilkanaście metrów w trudnym terenie, nie ma realnych szans na udowodnienie czy dana osoba rzeczywiście przekroczyła tzw. pas linii granicznej liczący według ustawy 15m (Dz.U.2019.1776. Art 9). Funkcjonariusze pełnią tym samym rolę „żywego płotu” i zawsze mogą tłumaczyć, że nie mogli przyjąć wniosku azylowego od kogoś pozostającego poza terytorium RP. Tym bardziej jeśli osoba ta próbowała dokonać nielegalnego przekroczenia, często bez dokumentów, a funkcjonariusze nie musieli rozumieć kierowanych doń komunikatów w obcym języku. Właściwym miejscem do przekroczenia granicy jest wszak dedykowane przejście, wraz z przeszkoloną obsługą i możliwością pozyskania tłumaczy. Dopiero w takich warunkach trudno o skuteczne utrudnianie złożenia wniosków azylowych, co zresztą miało miejsce kilka lat temu na przejściu w Bobrownikach. Wtedy Europejski Trybunał Praw Człowieka nie miał wątpliwości i ukarał Polskę za nierealizowanie umów międzynarodowych. W obecnej sytuacji sąd wydał jedynie postanowienie zabezpieczające, nakazujące pomoc osobom migrującym na ile to będzie możliwe w zaistniałych okolicznościach. A byłoby możliwe gdyby władze białoruskie, na których terytorium przebywa grupa, wyraziły na taką pomoc zgodę (m.in. stąd wypływa polska inicjatywy wysłania konwoju humanitarnego). Analogicznie postępują władze Litwy, a sam fakt pozostawienia alternatywy w postaci wyznaczonego przejścia, praktycznie legalizuje te działania w oczach ETPCz. Mówił o tym Dominik Wilczyński w rozmowie przeprowadzonej przez Klub Jagielloński.

Po drugie, gdy do zatrzymania dochodzi po przekroczeniu granicy, zaczyna obowiązywać tzw. zasada non-refoulement. To instytucja prawa międzynarodowego zawarta w wielu traktatach, która zabrania państwom odsyłania migrantów (nawet takich, którym odmówiono azylu) do kraju, w którym grozi im niebezpieczeństwo. Jednakże dla obywateli Afganistanu lub Iraku Białoruś nie jest takim krajem, a to z jej terytorium weszli do Polski. To właśnie w Mińsku winni są szukać azylu, a nie podróżować do kraju, który im bardziej odpowiada. W UE na podobne wędrowanie po wewnętrznych granicach do preferowanej destynacji (najczęściej Niemiec), nie pozwala np. konwencja dublińska. W obu przypadkach jest to oczywiście wygodne interpretowanie przepisów i rzeczywistości, w celu osiągnięcia konkretnych efektów – zamknięcia szlaku migracyjnego, poprzez zniechęcenie kolejnych śmiałków. Podobną taktykę stosują z powodzeniem wszystkie pozostałe państwa zewnętrznej granicy UE: Hiszpania, Grecja czy Węgry. Żadne z nich nie sąsiaduje z krajami uznawanymi za niebezpieczne. Co więcej, po kryzysie 2015 roku push back odbywa się za cichym przyzwoleniem Brukseli, stosuje ją m.in. unijny FRONTEX, co spotyka się z medialną krytyką.

Szerszy kontekst

Straż Graniczna odnotowała w sierpniu łącznie ponad 3200 prób nielegalnego przekroczenia polsko-białoruskiej granicy, a zatrzymano blisko 1000 osób (do dnia 29.08.2021). Przez cały rok 2020 podobnych przypadków forsowania „zewnętrznej granicy UE” (czyli z Rosją, Białorusią i Ukrainą) zanotowano łącznie 2361(!). Znaczący wzrost przekroczeń w sierpniu notuje też Łotwa. Dane te pokrywają się z informacjami udostępnionymi przez służby litewskie, które zarejestrowały 4146 przypadków (do dn. 30.08.2021), podczas gdy w całym roku 2020 było ich zaledwie 81(!).

Oficjalne statystyki władz litewskich. Zwraca uwagę spadek liczby przekroczeń od początku sierpnia (na dole). Ciekawy jest również podział na kraje pochodzenia zatrzymanych migrantów (po lewej). Źródło.

Litwa zmagała się z ogromną presją migracyjną już od czerwca. Sprawa była zresztą szeroko komentowana, ponieważ z początku zaskoczone władze w Wilnie nie były przygotowane do zabezpieczenia granicy. Wielka liczba przekraczających ją migrantów została dostrzeżona dopiero na terytorium kraju i skierowana do organizowanych naprędce ośrodków. Mimo podjętych doraźnie działań napływ nie malał. W szybko zapełniających się obozach dochodziło do zamieszek i podpaleń, protestowali też okoliczni mieszkańcy. Władzom brakowało środków (ludzi i sprzętu), a ład społeczny dodatkowo destabilizowały gwałtowne protesty pod parlamentem oraz ataki cybernetyczne, których ofiarą stał się resort spraw zagranicznych. Skradziona przez hakerów korespondencja mailowa, została fragmentarycznie ujawniona a następnie wystawiona na sprzedaż. Operacja ta przypominała incydent z tzw. „mailami Dworczyka” w Polsce. Sytuację opanowano dopiero z pomocą międzynarodową (m.in. Łotwy, Estonii, Polski, innych państw UE za pośrednictwem komisji i procedury European Civil Protection Mechanism, wsparcia FRONTEX`u oraz Europolu) uszczelniając granicę (m.in. poprzez rozciągnięcie drutu kolczastego oraz budowę ogrodzenia), adaptując procedury i wreszcie zmieniając prawo. W Wilnie bardzo szybko uznano wszystkie wymienione wyżej działania za element wojny asymetrycznej (inaczej hybrydowej) prowadzonej przez Białoruś, a także pośrednio przez Federację Rosyjską. Z tego powodu w dniu 21 lipca prezydent Gintanas Nauseuda podpisał uchwaloną większością głosów Seimasu ustawę w praktyce zamykającą możliwość uzyskania azylu przez osoby nielegalnie przekraczające granicę – uznano ich za narzędzie wojny hybrydowej.

Wprowadzono stan wyjątkowy, który w duchu nowych regulacji ograniczył prawa migrujących do minimum, przyspieszając i maksymalnie upraszczając procedury azylowe, ograniczając możliwość apelacji, oraz zapewniając władzom możliwość aresztowania migrantów przez okres sześciu miesięcy, a nawet ich deportowania w trakcie rozpatrywania wniosku. Pomogła także Unia Europejska, która przyłączyła się do presji dyplomatycznej wywieranej na Irak, co przełożyło się na czasowe zawieszenie lotów pasażerskich do Mińska. W odpowiedzi na tak zdecydowane działania, z końcem lipca szlak migracyjny został przekierowany na Łotwę i Polskę, a Białoruś wypowiedziała bilateralną umowę o readmisji uchodźców (mimo, że de facto jeszcze w pełni nie obowiązywała). Spadek naporu migracyjnego na litewskie granice, jaki nastąpił po tych wydarzeniach wyraźnie widać w statystykach.

Geneza kryzysu

Tak dochodzimy do źródeł całej sytuacji, o których zdecydowanie zbyt mało się mówi. Otóż przyczyną wzmożenia migracyjnego na wschodniej granicy UE jest tylko i wyłącznie polityka Aliksandra Łukaszenki i wspierającej go Federacji Rosyjskiej. W maju 2021 r., krótko po incydencie z uprowadzeniem samolotu RyanAir z Ramanem Protasiewiczem, białoruski watażka zapowiedział, że nie zamierza dłużej powstrzymywać przemytników i migrantów przed dostaniem się do Unii Europejskiej. Wypowiedź została wzmocniona przez rządową telewizję wieszczącą nową falę migracyjną zmierzającą ku Europie. To nie tylko akt zemsty wobec europejskich sankcji i wspierania białoruskiej opozycji, ale także stworzenie dźwigni negocjacyjnej. Dokładnie taką samą taktykę dyktator zastosował 10 lat temu, zmuszając Brukselę do wyasygnowania grantów. Podobnie postępowała później Turcja stosująca „broń migracyjną” wobec Grecji, Libia wobec Włoch oraz Maroko wobec Hiszpanii. W wersji białoruskiej cały proceder ma nosić nazwę „Operacja Śluza” i został obszernie opisany przez byłych funkcjonariuszy białoruskiego MSW i SG, co potwierdziło później dziennikarskie śledztwo prowadzone m.in. przez media litewskie, białoruskie i niemieckie. Całą sprawę obszernie opisuje Tadeusz Giczan w artykule „Operacja Śluza. Co naprawdę dzieje się na polsko-białoruskiej granicy”, który serdecznie polecam.

Poniżej przedstawię pokrótce na czym polega polityka Mińska, opierając się m.in. na śledztwie portalu reform.by i dossier.center wraz z Der Spiegel.

Wypowiedź A. Łukaszenki o otwartej drodze dla migracji miała swoją konkretną wartość medialną. Była masowo cytowana w mediach irackich oraz tureckich. Bardzo szybko (przełom maja/czerwca), z inspiracji białoruskich władz, a także kontrolowanych przez nie biur podróży, w ofertach skierowanych do irackich odbiorców (później także tureckich) pojawiły się wycieczki na Białoruś. Tygodniowy wyjazd wraz z przelotem kosztował do ok. 1000 USD na jedną osobę. Z czego za lot należało zapłacić od 560 do 950 USD, a za noc w hotelu od 27 do 125 USD za osobę. W pakiecie otrzymywało się także tygodniową wizę, czasami badania PCR i transport do hotelu. Ofertę można też było dobierać pod indywidualne potrzeby, np. wykupić tylko lot, a resztę formalności załatwić na lotnisku (wizy wydawano od ręki w cenie ~20 USD). Bardzo szybko wszystkie loty z Bagdadu do Mińska zostały wykupione. Zwiększono więc liczbę samolotów, także tych o największej ładowności, dodano szereg nowych połączeń z innych miast, w tym kurdyjskiego Erbilu. W lipcu klienci wykupili bilety na wszystkie rejsy aż do listopada włącznie.

Ofercie turystycznej towarzyszyła kampania informacyjna prowadzona w mediach społecznościowych. Powoli, pocztą pantoflową, poprzez wiadomości i zamknięte grupy na Facebooku lub kanały Telegram kierowano przekaz innej natury. O tym, że Białoruś leży na granicy Unii Europejskiej, że można z niej łatwo dostać się na terytorium Litwy a następnie do Niemiec. Zapewniano, że białoruskie władze nie będą przeszkadzać. Wkrótce przekaz wzbogacono o dokładne instrukcje podzielone na konkretne etapy. Jak dostać się na Białoruś, dojechać do hotelu, jak przemieścić się w pobliże granicy i gdzie dokładnie ją przekraczać, co robić po jej przejściu i dokąd jechać dalej. Każdy etap miał też konkretną wycenę. Dla przykładu, przemytnik przeprowadzający ludzi z Białorusi aż do Niemiec, łącznie z załatwieniem dokumentów miał brać 85.000 USD od osoby (45.000 USD od dziecka). Jeśli dany „klient” sam przekroczył granicę litewską, przemyt do Wilna kosztował „jedyne” 1500 USD. Do Niemiec, między 30 a 40.000 USD. Wobec ogromnej skali zainteresowania, cała historia zaczęła żyć własnym życiem. Informacja o niebywałej okazji dostania się do Europy rozchodziła się samorzutnie, a sami zainteresowani na bieżąco relacjonowali swój pobyt na Białorusi, a nawet próby przekroczenia granicy(!). Najczęściej przedzierali się w większych grupach, tak by mogli sobie wzajemnie pomagać. Pojawiły się różnorakie rady, np. że należy podrzeć dokumenty aby utrudnić identyfikację w razie zatrzymania na granicy i ustalić wcześniej jedną wersję wydarzeń co do swojego pochodzenia. Wyjątkową popularnością w tym kontekście cieszył się Uniwersytet Grodzieński, za którego studentów mieli podawać się zatrzymani. A to dlatego, że docelowym regionem do przekroczenia granicy był obszar pomiędzy Grodnem a Lidą.

Wiadomo też dokładnie jakie dalsze działania prowadziły władze białoruskie. Przede wszystkim określone odcinki granicy przestały być kontrolowane. Zwierzchnicy wyraźnie instruowali funkcjonariuszy by nie reagowali na „luki” w kontrolach, co stanowiło całkowitą przeciwność dotychczasowego sposobu pracy. Wcześniej pogranicznicy otrzymywali premię w wysokości 200 rubli od każdego złapanego na granicy uchodźcy, teraz najwyżej 20 rubli od grupy, albo zgoła nic. Ewentualnych zatrzymanych przestano deportować, w zamian wprowadzając krótki areszt lub najniższą dopuszczalną grzywnę. Stąd zresztą doniesienia o kilkunastu czy kilkudziesięciu próbach przekroczenia granicy przez jedną osobę. Ostatecznie, odpowiedzialność za kierowanie migracją i nadzór nad przekraczaniem pasa granicznego przejęły specjalne jednostki SG tzw. OSAM (pol. ASAM), funkcjonariusze KGB, rosyjskiego FSB oraz wojsko. Istnieją nagrania, na których służby te transportują migrantów na granicę, a następnie asystują im w jej przekraczaniu. Co więcej, odnotowano przypadki, w których funkcjonariusze OSAM z użyciem siły przepychali opornych na drugą stronę na wskazanych odcinkach. Przynajmniej w jednym przypadku strzelano w powietrze na postrach.

Przy tym wszystkim nie należy zapominać, że reżim czerpie z całego procederu wyraźne korzyści. Poprzez kontrolowane przez siebie biura pobiera „kaucję” w wysokości ok 1500 USD od każdej osoby, która przepada jeśli ta nie wróci z wycieczki w określonym terminie. Pieniądze te, jeśli delikwent ich nie wpłacił, są ściągane także od krewnych.

Reakcja w Polsce

Obrońcy praw człowieka, opozycyjni politycy i różnoracy działacze (NGO) podnieśli alarm, oskarżając polskie władze o brak humanitaryzmu, łamanie prawa poprzez odmowę przyjęcia wniosków o azyl, oraz narażanie koczujących na utratę życia i zdrowia. Według nich, w prowizorycznym obozie mają przebywać osoby ciężko chore, które nie mają dostępu do jedzenia, picia ani lekarstw. Janina Ochojska w wywiadzie dla Krytyki Politycznej powiedziała, że „tam umiera kobieta, której my odmawiamy pomocy”. Podobnie wyrażała się przybyła na miejsce lekarz internista Paulina Bownik dla TVN24 jeżeli profesjonalna pomoc nie dotrze do nich szybko, to po prostu umrą”. Oczywiście komunikacja jak i ocena stanu zdrowia odbywała się każdorazowo na odległość, nie było możliwości bezpośredniego kontaktu z „badanymi”. Jedynie w pierwszych dniach istniała możliwość zbliżenia się do obozu na odległość kilku metrów, później do komunikowania używano megafonów i napisów na tablicach. Stąd brak jasności co do faktycznej liczby przebywających w obozie osób, ich pochodzenia, rzeczywistego stanu zdrowia itd.

Tablica trzymana przez osobę z obozu z napisem „Jesteśmy ledwie chorzy, nie mamy wody, jedzenia, umieramy. Pomocy!” – błąd w pisowni i znaczeniu słów hard/hardly prawdopodobnie niezamierzony. fot. Mikołaj Kiembłowski

Fundacja Ocalenie, która wiedzie prym w kreowaniu medialnej narracji krytycznej wobec rządu, poinformowała, że jest całkowicie pewna tożsamości wszystkich przebywających w obozie osób. Posiada udzielone przez nich pełnomocnictwa oraz dokumenty. Podchodzę jednak z rezerwą do tych doniesień ponieważ są wyraźnie niekonsekwentne, a często mijają się z danymi służb polskich i białoruskich. Nie zgadza się liczba osób (10, 19, 24, 32 – zależnie od okresu), ich płeć (kobiety i dzieci, de facto wg informacji SG 20 mężczyzn i 4 kobiety) oraz inne okoliczności. Np. ta, że migrujący znajdują się w potrzasku pomiędzy służbami obu państw i nie mogą opuścić koczowiska. Tymczasem już 19 sierpnia miejsce opuściły kobiety z dziećmi, Białorusini oferowali też wywiezienie pozostałym, ale ci mieli odmówić. Według polskich służb, mieszkańcy obozu byli wymieniani na innych. Trudno też mieć pewność co do ich pochodzenia. Według statystyk litewskich, spośród 4146 zatrzymanych tylko 83 pochodziło z Afganistanu, a ponad 90% w ogóle nie było obywatelami państw uznawanych za „niebezpieczne”. Przewaga Afgańczyków w Usnarzu Górnym, jak twierdzą przedstawiciele fundacji, byłaby więc dość nietypowa. Zdecydowanie najwięcej jest bowiem Irakijczyków, co jest logiczne biorąc pod uwagę skąd przylatują.

Nie zgadzają się też informacje o dostarczaniu wody i jedzenia. Według Fundacji Ocalenie ludzie ci byli głodzeni przez kilka dni, podczas gdy na nagraniach oraz według informacji służb białoruskich, są oni regularnie karmieni. Być może brak żywności (choć nie intencjonalny) miał miejsce w kilku pierwszych dniach, na pewno jednak nie gdy powstała medialna wrzawa. Mińsk urządza też regularne wizyty dziennikarzy białoruskich, z aparatami fotograficznymi i kamerami, pozwalając na przeprowadzanie wywiadów. Dzięki temu buduje korzystną dla siebie narrację na użytek wewnętrzny. Nie bez przyczyny dwukrotnie odmówił wjazdu polskiego transportu z pomocą humanitarną, argumentując, że sam jest w stanie zaopiekować się przebywającymi na granicy ludźmi.

Nie wiemy na pewno czy tak jak mówi fundacja, obozowiczom grozi śmierć z chorób i wycieńczenia, jednakże wątpliwe by Mińsk do takiej sytuacji dopuścił, ponieważ byłoby to dlań wyraźnie obciążenie utrudniające dalsze prowadzenie operacji. Warto zauważyć, że jak dotąd jedyną ofiarą całego regionalnego kryzysu migracyjnego stał się pobity na litewskiej granicy (prawdopodobnie przez służby białoruskie) 39 letni Irakijczyk, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł. W tamtym przypadku nie było jednak świadków. Nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością opowieści o „uchodźczym” charakterze wędrowców. Jak pokazuje przytoczony cennik, są to ludzie posiadający zasoby finansowe, na bieżąco komunikujący się telefonami komórkowymi (choć to żaden luksus) w celu koordynacji działań i nie są uciekinierami przed prześladowaniami (Irak, mimo trudności, nie jest uznawany za państwo niebezpieczne), a podręcznikowymi migrantami ekonomicznymi.

Z uwagi na powyższe, nie ma co ukrywać, że działania osób deklarujących chęć niesienia pomocy uchodźcom w pobliżu Usnarza Górnego oceniam negatywnie. Szczególnie, gdy prowadzą one do tak nieracjonalnych zachowań jak próba demontażu granicznego drutu kolczastego przez grupę 13 osób, do której należał też znany z kontrowersyjnych działań Bartosz Kramek (Fundacja Otwarty Dialog). Tak jawny atak na infrastrukturę państwa poprzedzony został trwającą długo nagonką na funkcjonariuszy SG, policji oraz żołnierzy, wyzywano ich od „faszystów” i „psów”. Notorycznie dochodziło też do prób ich zastraszenia, lub przebicia się przez kordon w celu dotarcia do obozowiska. Nieracjonalność takiego zachowania można tłumaczyć nie tylko emocjami budowanymi napędzaną histerią, ale też być może w pewnym zakresie (nie)świadomym wpisywaniem się w wykreowany przez rosyjskie i białoruskie służby scenariusz destabilizacji sytuacji wewnętrznej w kraju. Jak wspomniano wcześniej, takie działania nie mają miejsca tylko w Polsce. Stanowią stały element operacji destabilizującej ład społeczny i z tego powodu, wzorem Litwy, także na polskim obszarze przygranicznym uzasadnione jest wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Podsumowanie

Niezależnie od odruchu serca, empatycznej chęci niesienia pomocy poszkodowanym ludziom, która jest zjawiskiem pożytecznym i społecznie pożądanym, nie możemy doprowadzać do sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa państwa i jego obywateli. Nawet jeśli działania rządu wydają się moralnie lub prawnie wątpliwe (patrz rozporządzenie MSWiA), co może ale nie musi być prawdą w stanie wyższej konieczności. Podobne dywagacje zostały odłożone na bok w dużo mniej spolaryzowanym Seimasie, ponieważ litewskie partie polityczne rozumiały powagę zagrożenia. U nas na podobne zrozumienie sytuacji nie zawsze można liczyć. Co prawda poszczególni politycy opozycji mający doświadczenie w temacie poparli działania zmierzające do uszczelnienia granicy, jak choćby Marek Biernacki czy Tomasz Siemoniak, ale nadal wielu wykorzystuje go dla prywatnych zysków politycznych. To nie do zaakceptowania.

Kryzys migracyjny jest bowiem sztucznie wykreowany i nosi wszelkie znamiona agresji jednego państwa na drugie. Za element wojny hybrydowej został uznany nie tylko przez członków Unii Europejskiej, ale też brukselskich oficjeli (patrz wywiad z komisarz Ylvą Johansson). Co gorsza, stanowi jedynie preludium do kolejnych działań destabilizujących na granicy, których zwieńczeniem może być nawet ostrzejszy konflikt, łącznie z wymianą ognia między stronami. Dyspozycję swobodnego użycia broni palnej przez służby, miał według Pawła Łatuszki wydać sam Aliksander Łukaszenka, a zbrojnej konfrontacji obawiały się jeszcze w lipcu litewskie władze. Pamiętajmy o już prowadzonych ćwiczeniach poprzedzających i przemieszczaniu się wojsk w rejony koncentracji w związku z wrześniowymi manewrami Zapad-2021, o których pisałem tutaj wielokrotnie. Przebiegać będą one m.in. na poligonach w Brześciu, Baranowiczach i na całej grodzieńszczyźnie. To nie tylko ćwiczenia żołnierzy ale też całe spektrum działań – ataki cybernetyczne (doświadczone przez Litwę i Polskę), operacje psychologiczne i różnego rodzaju presja, w opisywanej sprawie – migracyjna.

Jeśli więc obserwujemy działacza jednej z fundacji szturmującego policyjny kordon na granicy, miejmy świadomość, że gdyby skutecznie przekroczył białoruską granicę mógłby zostać przez tamtejsze służby aresztowany, albo nawet zastrzelony.

W opisywanych okolicznościach przerzucanie pakunków przez granicę może zostać w niedalekiej przyszłości wykorzystane przez Federację Rosyjską. Może bowiem chodzić o wykreowanie kazusu, który pozwoli na podobne graniczne interwencje przez FR, mające na celu pomoc „poszkodowanej” mniejszości rosyjskiej na Litwie lub Łotwie, w tym na bezpośrednie naruszenie terytorium tych państw w imię niesienia pomocy humanitarnej. W istocie rozchodzi się więc o scenariusz graniczący z klasyczną wojną, a wtedy na szali stać będzie cała spójność Zachodu i gwarancje bezpieczeństwa NATO.

To jest realne i bardzo poważne zagrożenie, którego nie wolno nam zignorować. Przesada? Być może, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej nie stać nas na podejmowanie ryzyka.


Niniejsza strona jest utrzymywana z wpłat darczyńców i dzięki wsparciu Patronów.

PayPal

PayPal



Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

https://patronite.pl/globalnagra

6 Komentarzy

JSC · 2021-09-06 o 19:22

Dzisiejsze wydanie Wiadomości Polsatu pokazała, że nie bardzo umiemy w wojnę informacyjną… Z jednej strony straszenie migrantami-w_żadnym_wypadku_uchodźców, a z drugiej strony nasi się chwalą przyznaniem azylu Safranowej czym i nie tylko podważayli tezę, że Białoruś to terytorium bezpieczne, co jest główną przyczyną do odmówienie statusu, to jeszcze pochwalili się PRZEMYTEM koni tejże sportmenki… co poniekąd sugeruje, że Polacy bardziej cenią zwierzęta niż ludzi z innego kręgu kulturowego.

Mistrzowie sprzecznej narracji.

JSC · 2021-09-06 o 14:22

No to zostaje kwestia powiązania tematu z Talibanem… oni tam nie mają rezerw walutowych z prawdziwego zdarzenia tylko góra heroiny się ostała. A zanim Chiny wejdą tam na poważnie i wleją do systemu tyle yuanów, że sytuacja się ustabilizuje to minie jakiś czas, w którym trzeba coś wykombinować. W ich sytuacji zostaje tylko sprzedawać tą heroinę Rosji bez targowania się.
Po takich zakupach rozgrywającym staje się Putin… w destabilizację samymi narkotykami za bardzo nie wierzę, zatem trzebaby szukać potencjału w innym kierunku. Możliwe, że będzie to uderzenie walutowe… wystarczyło, że Salwador uchwalił ustawę legalizującą BTC i już amerykańskie organy ścigania* ogłosiły, że będą dawać nagrody w BTC, rzekomo za hakerów, ale kto to ma uwierzyć. Jedyne rozsądne wyjaśnienie, że chodzi tu o potencjalną ofensywę legalizacyjną w krajach latynoskich, gdzie silną pozycję mają kartele, dla których oparcie ekonomii na petrodolarze jest skrajnie szkodliwe.

* https://digitalassets.pl/rzad-usa-oferuje-nagrody-w-btc-w-nowym-radykalnym-podejsciu-do-walki-z-cyberprzestepczoscia/

Dla Rosji powstanie systemu ekonomicznego, który roboczo nazywam narcoBTC ma istotne zalety. Tu nie chodzi o uderzenie w strefę EURO, aczkolwiek ten ruch ma potencjał destrukcyjny. Tu chodzi o kontrakcję wobec wprowadzenia przez Chiny e-CNY i uruchomienie wielkoskalowej sieci blockchain BSN, który ma być dla ekosystemem dla tej waluty, co zapowiada ekspansję tegoż systemu na cały region, w którym ma funkcjonować NJS.
Warto wspomnieć ostatnio Chiny pokazują, że na prawdę umieją w informatykę… jakiś czas temu wypuścili system operacyjny Harmony OS, który sam w sobie jest kawałem dobrego oprogramowania… jedyny feler to jest taki, że ma on obsługiwać sprzęty certyfikowane przez Huwaei, ale biorąc pod uwagę, że jest on open source to istnieje realna szansa, że zostanie on wyczyszczony z tych zależności, zwłaszcza, że to leży w interesie amerykańskich producentów sprzętów elektronicznych, bo tak się składa, że w systemie tym jest wdrożono idea łączenia rozproszonych w urządzeń w stylu komputery, komórki, wearables, komputery samochodowe i smart home itp. w tzw. superurządzenie.

JSC · 2021-09-06 o 02:28

Ciekawe co Łukaszenka zamierza właściwie z tymi ludźmi zrobić… Ja widzę 3 opcję:
1) Najprostsza zakłada, że nia żadnych planów… Wtedy należy się spodziewać się, że jak cała ta sytuacja go znudzi to po prostu pozabija całe to towarzystwo (…)polskimi(…) kulami.
A nasze żadania dostępu do śledztwa będzie ekstremalnie podeprzeć wiarygodnymi argumentami.
2) Można masową migrację wykorzystać do przygotowania do uderzenia na Ukrainę poprzez związanie północnych sił Flanki Wschodniej oraz znaczącą część armii ukraińskiej na (…)Froncie Białoruskim(…).
3) Najbardziej makiaweliczna zakłada sprowokowanie nas do zbudowania muru i następnie rozpocząć operację (…)Podkop(…). Fakt zbudowania muru wyśmienicie skanalizuje ruch migracyjny do tuneli* wykopanych przez podmioty związane z białoruskimi służbami i mafią, która wykorzysta ich jako żywe tarcze dla przemytu heroiny z Afganistanu, którego najnowszy reżim pilnie potrzebuje gotówki.

* To jest problem, z którym nie radzą sobie nawet wygi jak USA i Izrael:
https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/gdzie-sredniowiecze-laczy-sie-z-xxi-wiekiem-czyli-przemyt-narkotykow-do-usa/
https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-najdluzszy-tunel-do-przemytu-narkotykow-odkryty-na-granicy-m,nId,4298289#crp_state=1
https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/izrael-podziemnego-muru-strefy-gazy-walke-w-terenie-miejskim/

Swoją drogą wczoraj w programie (…)Studio wschód(…) trochę panikowano przed tą destabilizacją narkotykami.

    Filip Dąb-Mirowski · 2021-09-06 o 11:31

    Kiedy przestaną być potrzebni zapakuje ich w samoloty i odeśle z powrotem do Iraku. Wątpliwe, żeby takie wzmożenie migracyjne utrzymało się po jesiennym pogorszeniu pogody (druga połowa października).

    Na razie moja robocza hipoteza jest taka, że migracja ma doprowadzić do takiej lub innej granicznej prowokacji. Zależnie od rozwoju sytuacji, łącznie z ograniczonym konfliktem zbrojnym (wymiana ognia pograniczników, wzajemne oskarżenia o prowokowanie i naruszanie terytorium itd.). Faktycznie siły wschodniej flanki zostaną tym sposobem zaabsorbowane.

    Jednocześnie dziać się będą dwie inne rzeczy co już widać. Po pierwsze kontynuowane będzie ograniczanie dostaw gazu z Rosji do Europy, z ewentualnym wyłączeniem tranzytu przez Ukrainę i Polskę. Takie „duszenie” w okresie jesienno-zimowym będzie miało zmusić decydentów do ceryfikowania NS2 po jego ukończeniu.

    Po drugie, manewry POW (trwające równolegle do Zapad w obw. rostowskim) ostatecznie mogą przerodzić się w scenariusz wojenny na Ukrainie, z którego jednostki obecne ZOW przejdą do inwazji z terenu Białorusi (już podporządkowanej), częściowo będą też przerzucone do ustanowionych na wiosnę punktów zbornych na płn-wsch granicach ukraińskich.

    Realizację takiego scenariusza uzależniam od kilku czynników: 1) korzystnego rozstrzygnięcia niemieckich wyborów parlamentarnych – ewentualnego wpłynięcia na nie poprzez eskalację 2) warunków pogodowych (duże ochłodzenie zwiastujące wcześniejszą i ostrzejszą zimę może ograniczyć plany) 3) skuteczności prowadzonych działań destabilizacyjnych w Polsce, Ukrainie itd., postawie NATO 4) ewentualnym niespodziewanym wydarzeniom na Pacyfiku (chińską eskalację w okół Tajwanu).

Maciek · 2021-09-01 o 19:14

Kontekst i cała sytuacja jest oczywiście dobrze opisana i prawda jest ze jest to działanie Lukaszenki.

Ale jak przeciw działać tak aby nie łamać prawa to inna rzecz.

A) to ze Litwa zrobiła ustawę ma małe znaczenie bo oczywiście jest to nielegalne.
Aby prawnie się zabezpieczyć tylko wypowiedzenie konwencji jest opcja bo ustawa jest prawem niższego rzędu więc w sądzie i na Litwie ale też międzynarodowych to będzie oczywiste że działanie nielegalne.
Do tego trzeba jednak uznać że mogą tam sie znaleźć też prawdziwi uchodźcy i to trzeba wiać na klatę i ich przyjąć.

B) Polska tak jak zresztą Litwa przyjmuje tych migrantów i to cały czas bez znaczenia czy legalnie przekraczających granice czy nie. Bo prawo konwencji jest jasne nawet jak nielegalne przekroczenie to jest to niekaralne a deklaracja chęci azylu skuteczna. Nie ma żadnej przesłanki uważać ze te 32 osoby są zagrożeniem a te 1000 idące kilka km dalej już nie są.

C) jest wiele rozwiązań gdzie spokojnie opozycja by poparła rząd w tym uszczelnienie granic co do płotu czy zasiłków ale też co do szybkiej ścieżki weryfikacji i deportacji.
Rządowi natomiast zależy na konflikcie i sterowaniu tym konfliktem bo z natury Polski naród jest ksenofobiczny i boi się obcych wiec PiSowi rośnie.

D) rzad mógłby dużo więcej zdziałać ale nie ma tam fachowców od dyplomacji i dlatego jest jak jest. Jak US dała sankcje na firmę ukaldajacą rury do NSII to wszyscy wiedzą że każda współpraca z tą firmą to ściąga na siebie kary.
Czemu nie mamy takich sankcji dla firmy lotniczych z Bialorusi, dla firm turystycznej co ściąga uchodźców. Jakby lotniska w Turcji czy Iraku zostały zagrożone ze zostanie objęte sankcjami za współpracę z firmami z Bialorusi to odrazu transport by się skończył.
Jest wiele akcji do zaciskania ale trzeba umieć.

E) Ryzyka z działalności rządu
– jak napisałem wyżej rządowi zależy aby trzymać te 32 osoby tam gdzie są bo w mediach pokazuje się że rzad broni Polski ale to jest strasznie krótkowzroczne. A jak tam ktoś umrze to będzie ze na granicy polskiej osoby które zgodnie polskim prawem skutecznie złożył chęć azylu zmarły przetrzymywane przez polskie i białoruskie służby razem w potrzasku.
– teraz nielegalnie codziennie wydalamy migrantów przez zielona granicę na Białoruś.
Podjeżdża kilka SUVów wyskakują ludzie w mundurach z bronią(SG) przy granicy w lesie i wyprzedzają uchodźców za granice na stronę Białoruska. Tak pięknie poprowadzona prowokacja służb Bialruskich (rosyjskich?) Mzoe być początkiem konfliktu zbrojnego.
Spokojnie nagranie takie w nocy mzoe byc dowodem ze Polska „zaatakowała ducha winna Białoruś” i Rosja musiała im pomóc.
To jest rzeczywiste ryzyko i rzad dla słupów w sondażach gra naszym bezpieczeństwem.

Musimy się obrobić przed akcją Bialorusi i Rosji ale niestety zarządzają nami dyletanci i to się zaraz może skończyć źle.

Przeciąć problem wciągnąć 32 dwie osoby zrobić szybką ścieżkę weryfikacji 100% pewnych uchodźców przyjąć resztę wydalić jak najszybciej do nich własnych krajów.

    Filip Dąb-Mirowski · 2021-09-01 o 22:46

    Dzięki za obszerny komentarz. Ogólnie rzecz biorąc masz rację co do sposobu prowadzenia polityki przez rząd i dyletanctwa osób decyzyjnych. Dobry artykuł na ten temat opublikował dziś M. Kozubal w Rzepie (o braku polityki informacyjnej). Na tym etapie sytuacja w Usnarzu G. jest patowa, ponieważ stała się medialnym symbolem. Z początku pewnie chodziło o słupki. Teraz los tych osób ma (podejrzewam) w założeniu zniechęcić naśladowców. To zresztą tylko jedna grupa, a podobnych obozów ma być więcej. Z litewskim ustawodawstwem to jeszcze zobaczymy, będziemy mieli do czynienia z nową wykładnią prawa. Na razie problem skutecznie rozwiązali. Tak jak pisałem, przekazanie przez funkcjonariusza informacji o możliwości złożenia wniosku azylowego na przejściu granicznym, w dotychczasowym orzecznictwie traktowane było jako wystarczające uczynienie zadość prawu w sytuacji kryzysu migracyjnego. U nas punktu zaczepienia pewnie trzeba by szukać np. w Art. 28. [Deklaracja zamiaru złożenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej] oraz Art. 87. [Zatrzymanie cudzoziemca] ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony, Art. 17 ustawy o ochronie granicy państwowej, oraz przepisach KK dotyczących nielegalnego przekroczenia granicy. Natomiast obowiązki związane z respektowaniem praw człowieka nie mogą stać w sprzeczności z prawem kraju do ochrony granic w czasie agresji – właśnie dlatego Litwini, poparci zresztą przez Brukselę, stosują określone nazewnictwo – „agresja z użyciem środków wojny hybrydowej”. Owszem, mamy konwencje genewskie i kwestię wypowiedzenia słowa „azyl” ale tak jak pisałem w praktyce może być ona nieskuteczna i nie do udowodnienia w warunkach polowych. Stąd funkcjonariuszom łatwo wykorzystywać tę lukę wobec osób, które skutecznie nie przekroczyły granicy. Sytuacja z wyłapywaniem migrantów i wywożeniem ich z powrotem na granicę uważam za łamanie prawa. Nie wspominając już o złożeniu przez nich wniosku i „zagubieniu” dokumentów przez SG. To jasne. Naturalnie, że pewien procent będzie rzeczywistymi uchodźcami, nie mam z tym problemu. Jeśli już dojdzie do skutecznego przekroczenia granicy należy wnioski procesować w przewidziany prawem sposób umieszczając wnioskodawców w ośrodkach do czasu rozpatrzenia podań. Mam nadzieję, że w udowodnionych przypadkach „wywózki do lasu” sprawy zostaną złożone w sądzie. W artykule nie poświęcam temu zagadnieniu większego opisu, bo na razie sprawa jest rozwojowa (widziałem jedną informację, że „mamy dowody” – poczekam na potwierdzenie). Martwią głupie pomysły na zmianę ustawodawstwa, które jawnie łamałyby prawo międzynarodowe. Twoje propozycje wydają mi się ciekawe, natomiast uważam, że dla skuteczniejszej ochrony należy traktować te sytuację w kategoriach quasi-wojennych, stąd pilna potrzeba wprowadzenia stanu wyjątkowego (co moim zdaniem wkrótce nastąpi) i dopiero WTEDY rozpoczęcie procesowania wniosków azylowych. Po pierwsze, bo uszczelniona zostanie granica, po drugie bo opanowana musi być sytuacja społeczna, po trzecie cały proces zostanie przyspieszony, po czwarte bo takie działanie będzie wyraźną sygnalizacją – tak wobec potencjalnych migrantów jak i Łukaszenki, po piąte – bo nie wiadomo jaką jeszcze niespodziankę szykują nam przyjaciele ze wschodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *