Ocalić Europę

Porozumienie handlowe Unia Europejska – USA spotkało się z głośną krytyką. Powszechnie uważa się je za jednostronne, nakładające wysokie koszty na Unię Europejską. Na ile głosy te są uzasadnione?


31-07-2025


Musimy spojrzeć nieco szerzej, na czas i miejsce w jakim się znajdujemy. Tym razem, w ramach wyjątku, wezmę Ursulę von der Leyen w obronę.

Przede wszystkim, Unia Europejska pozostaje w strefie zgniotu pomiędzy dwoma żywiołami, merkantylnymi Stanami Zjednoczonymi Ameryki popadającymi w coraz większy protekcjonizm, oraz ekspansywną Federacją Rosyjską, która rozbija europejski ład bezpieczeństwa. Wspólnota Europejska, jako dziecko czasów pokoju, nie posiada narzędzi dzięki którym mogłaby stawić czoła tym dwóm zagrożeniom jednocześnie, zwłaszcza w świecie przechodzącym tak gwałtowną destabilizację jak obserwowana. Jest w stanie toczyć tylko jedną wojnę na raz i to przy optymistycznym założeniu utrzymania jedności decyzyjnej.

Wybór jest więc oczywisty. Rosyjskie zagrożenie objawia się codziennie w pełnoskalowej agresji na Ukrainie oraz bezpardonowej wojnie hybrydowej dotykającej poszczególne państwa wspólnoty. Jest rzeczywiste, bliskie i śmiertelnie groźne. Tymczasem konfrontacja z Waszyngtonem to widmo wojny handlowej i gwałtownego rozpadu sojuszy. A bez pomocy Stanów Zjednoczonych, zarówno wojskowej, jak i politycznej, konfrontacja z Rosją będzie trudniejsza, dłuższa i bardziej kosztowna. Ursula von der Leyen postawiona została w niewdzięcznej roli osoby, która musiała przywrócić stabilność relacjom transatlantyckim, a jednocześnie wziąć na siebie koszt zapewnienia osobistej przychylności amerykańskiego prezydenta. Podobnie musiał uczynić nieco wcześniej Mark Rutte, chowając swoją godność do kieszeni.

Nie jest żadną tajemnicą, że Donald Trump to zwolennik podejścia transakcyjnego, niemalże czysto biznesowego. Jego rozumienie polityki zagranicznej opiera się na XIX-wiecznych postulatach klasycznego merkantylizmu. Jest też łasym na komplementy egocentrykiem. Historia ostatnich kilku miesięcy dowodzi (przykład Ukrainy czy nawet Rosji), że im większa spolegliwość, im większy udział przysłowiowej „wazeliny” w kontaktach, tym lepsze rezultaty rozmów z obecną amerykańską administracją. To dlatego przewodnicząca Komisji Europejskiej nie szczędziła Trumpowi komplementów i określała porozumienie mianem „największej umowy”, chętnie operując przy tym kwotami idącymi w setki miliardów dolarów. To język, który przemawia do wyobraźni amerykańskiego polityka, pozwalający zaprezentować konkretny sukces jego wyborcom (a to bardzo ważne w kontekście tzw. „afery Epsteina”).

Von der Leyen wykazała się zresztą biurokratyczną sprawnością. W rzeczywistości bowiem porozumienie ma jedynie charakter ramowy, a do podpisania konkretnych dokumentów jeszcze daleka droga. Tygodnie, a raczej miesiące żmudnych negocjacji. Na razie spod amerykańskich ceł wyłączone zostały samoloty i części do nich, leki generyczne, niektóre produkty żywnościowe, półprzewodniki oraz surowce krytyczne. Ustalono także, że podobnie jak to było za Bidena, określony kontyngent taryfowy stali i aluminium będzie zwolniony z opłat. Na europejski rynek nie trafi amerykańska wołowina, a żadnej zmianie nie ulega też europejskie prawo cyfrowe, w tym (wbrew naciskom) nie porzucono prac nad podatkiem cyfrowym. Przewodnicząca kilkukrotnie użyła też frazesów o „szukaniu porozumienia w celu zbliżenia stanowisk”, co zwyczajnie oznacza brak konkretnych zobowiązań.

Co więcej, obiecane kwoty 750 mld USD na zakup surowców i 600 mld USD są atrakcyjnie medialne, ale nie korelują z rzeczywistością. Przy obecnym wolumenie amerykańskiej produkcji i europejskich potrzebach, tak duże zakupy są bardzo mało prawdopodobne, a Komisja ma bardzo ograniczone możliwości aby zmusić do nich europejskie państwa lub koncerny. Podobnie do jakichkolwiek inwestycji, które zapewne pochodzić będą głównie z niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego planującego przeniesienie części produkcji do USA. Mimo więc, że Trump dopiął swego nakładając relatywnie wysokie cła (15% w stosunku do średnie z ubiegłych lat na poziomie 2%), nie doprowadzając do odwetu, to jednak na tym dalsze sukcesy jak na razie się kończą.

Ursula von der Leyen zyskuje dla Europy święty spokój, oraz czas. Być może tyle wystarczy by relacje transatlantyckie nie rozleciały się w drzazgi, a w takim właśnie kierunku podążaliśmy przez ostatnie miesiące. Cła są więc ceną za utrzymanie Amerykanów w Europie, a to z kolei ma być sposobem na jej obronę i ocalenie. Jasnym jest dla wszystkich, że Unia Europejska nie przetrwa najbliższej dekady jeśli się nie zreformuje, ale żeby miała na to szansę potrzebuje czasu i odrobiny pewności pozwalającej na przeprowadzenie długotrwałego procesu przemiany, jaki już dzisiaj obserwujemy. Odbudowę przemysłu i sił zbrojnych. Zbudowanie „strategicznej autonomiczności”.

Nie zrozumcie mnie źle. Mam wiele krytycznych uwag do sposobu w jakim Unia działa. Jej biurokracji i szeregu całkowicie błędnych lub nieadekwatnych polityk, jak choćby migracyjna lub klimatyczna, które stają się przyczyną jej słabości, destabilizacji wewnętrznej (wzrostu przestępczości) czy dezindustrializacji. Irytują mnie też ciągoty federacyjne, które uważam za ślepą uliczkę w jej rozwoju. Nie zmienia to jednak zasadniczego faktu, że Europa jest obiektywnie najlepszym miejscem do życia na ziemi. Stąd zresztą wynika presja migracyjna. Zdecydowana większość państw świata boryka się z biedą, zacofaniem gospodarczym, czasami głodem, brakiem powszechnej opieki zdrowotnej, inne funkcjonują w systemach autorytarnych, dyktaturach lub religijnym ekstremizmie. Toczone są wojny. Przykłady można mnożyć.

Europa jest zamożna, ma silną gospodarkę, jest względnie bezpieczna, a jej obywatele cieszą się szerokimi swobodami, dostępnością usług, oraz rozwiniętą polityką socjalną. Ma też jeszcze duży potencjał intelektualny i gospodarczy, który jednak wymaga uwolnienia. Co ciekawe (ewenement w historii ludzkości), jest związkiem różniących się kulturowo i historycznie państw, które funkcjonują z otwartymi granicami, pozwalając na swobodny przepływ towarów i ludzi. Mimo różnic politycznych nie wojują, a wszelkie spory rozwiązują na płaszczyźnie politycznej. To jest moim zdaniem coś, co warto jest ocalić. W tym kontekście kibicowanie wszelkim ruchom i wydarzeniom prowadzącym do destrukcji europejskiego ładu uważam za przejaw, delikatnie mówiąc, skrajnej krótkowzroczności.

Niemniej rozumiem, że Ursula von der Leyen, jako uosobienie euroelit i postać generalnie nielubiana, także w tym przypadku srodze obrywa po głowie, mimo że akurat niekoniecznie powinna, bo robi to, co w tej chwili wydaje się najrozsądniejszym wyjściem. Być może jest dokładnie taką bohaterką na jaką Europa zasługujemy. Znienawidzoną eurokratką, która złożona zostanie na ołtarzu ocalenia Europy.



Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

1 komentarz

Tomwk · 2025-08-01 o 20:50

Musimy przeczekać aż ten pomarańczowy kretyn odejdzie – z urzędu albo szybciej z tego świata.

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *