O dezinformacji w Polsce

Kogo werbują rosyjskie służby?


03-10-2025


W związku z ujawnioną wczoraj informacją o zatrzymaniu kuriera rosyjskiego wywiadu (sprawa trotylu w puszkach kukurydzy), oraz podejrzeniem sabotażu związanym z porzuconym na torach pustym wagonem węglowym w Katowicach, natychmiast pojawiła się narracja o „ukraińskich prowokacjach”.

Warto na bieżąco walczyć z rosyjską dezinformacją, bo tym w rzeczywistości jest ta narracja.

Jej kształtowanie przez źródła prorosyjskie oraz rosyjskie ma charakter dynamiczny, dostosowywany do aktualnych trendów medialnych, jednakże bardzo często oparte jest jedynie na niewielkim wycinku prawdy, który służy jako baza, swoisty wehikuł narracyjny. Celem jest przekonanie mało zorientowanego odbiorcy do konkretnego poglądu.

W powyższym przypadku argumentacja ta przekonuje, że zatrzymany był „Ukraińcem”, wobec czego w drodze uproszczonego wnioskowania – musiał być na „usługach ukraińskich”. Tak jak gdyby służby wszystkich państw nigdy nie werbowały obywateli państwa, w którym działają. A przecież to podstawa pracy wywiadu.

Rosyjskie służby nie są tu wyjątkiem. Więcej nawet, operowanie wśród ludności świata post-sowieckiego ułatwia im pracę na poziomie psychologicznym, co czyni werbunek dużo łatwiejszym.

Co ciekawe, w ostatnim czasie do zadań dywersyjnych werbowane są głównie dwie-trzy kategorie ludzi. Po pierwsze kryminaliści z kartoteką w której są wyroki i odsiadki, po drugie ludzie w tarapatach finansowych (zarobek jest główną pobudką, a nie względy ideologiczne), a wreszcie młodzież, którą łatwo manipulować (tutaj także chodzi o łatwy zarobek).

W przypadku ukraińskim, dochodzi nam jeszcze jeden element. Przed pełnoskalową wojną nawet ponad 17% obywateli Ukrainy było etnicznymi Rosjanami, a ponad 40% mówiło wyłącznie po rosyjsku. Te proporcje (a nawet z przewagą elementu rosyjskiego) przełożyły się na wojenną migrację.

Obywatelstwo ukraińskie nie jest więc tożsame z postawą proukraińską. Tak samo jak obywatelstwo polskie nie oznacza, że obywatel działa na korzyść swojego państwa. Przeciwnie, może działać na korzyść agresora jak Federacja Rosyjska. Znacie takie przypadki?

W historii zatrzymań za działania na rzecz służb rosyjskich mieliśmy Ukraińców, Białorusinów, Rosjan, a także Litwinów, Niemców czy Polaków(!). Żaden z nich nie przyznawał się do werbunku przez służby ukraińskie, przeciwnie, śledczy dość łatwo ustalali zleceniodawców i to nie tylko z zeznań, ale też pracy operacyjnej czy prześledzenia aktywności w komunikatorach, przepływów pieniężnych itd.

Wróćmy jeszcze do aktualnej dezinformacji i kierowania jej na trop „ukraińskiej prowokacji”. Za element pomocniczy w kształtowaniu przekazu służą rosyjskie oświadczenia z:

🔴26 września 2025: MSZ ostrzega przed „fałszywą flagą” w Rumunii i Polsce, twierdząc, że Ukraina planuje ataki dronami na cele NATO.

🔴27 września 2025: Siergiej Ławrow stwierdza, że doniesienia o ukraińskich prowokacjach w Europie „mają podstawy”, w tym ataki na Polskę i Rumunię z użyciem zmodyfikowanych rosyjskich dronów.

🔴28 września 2025: Rosja i Węgry koordynują narrację o ukraińskich planach ataków dronami na NATO, w odpowiedzi na rosyjskie naruszenia przestrzeni powietrznej Polski.

🔴30 września 2025: SVR oskarża ukraiński GUR o przygotowanie ataku fałszywej flagi na polską infrastrukturę krytyczną z użyciem rosyjskich i białoruskich najemników (z Legionu Wolności Rosji i Pułku Kastuśa Kalinoŭskiego), by obarczyć winą Moskwę i Mińsk.

Ważna jest tu chronologia. Na początku września (2/3) mamy incydent w Katowicach, a krótko później naruszenie przestrzeni powietrznej (9/10) przez 21 rosyjskich dronów (co oczywiste, ich pochodzenie jest tak samo kwestionowane przez te same prorosyjskie źródła). Naruszenią dotykają też Rumunii, Litwy, Estonii, ale w mniejszym wymiarze.

Od 22 września zaczynają się „incydenty” w przestrzeni powietrznej Norwegii, Szwecji i Danii, polegające na pojawianiu się niezidentyfikowanych dronów nad lotniskami cywilnymi i instalacjami wojskowymi. Poszczególne rosyjskie okręty i jednostki floty cieni kontrolowane są lub odnotowywane w różnych częściach Bałtyku, gdy zatrzymują się na trwające jakiś czas nieplanowane postoje (pod różnymi argumentami, np awarii). W kilku przypadkach kotwiczenie odbywa się w pobliżu podmorskiej infrastruktury krytycznej.

W dniu 26 września Ukraina informuję o węgierskich dronach naruszających przestrzeń powietrzną kraju na Zakarpaciu. Miały one latać w pobliżu zakładów i instalacji wojskowych. Węgierski MSZ gwałtownie zaprzecza, a szef resortu Peter Szjiarto nazywa nawet ukraińskie twierdzenia kłamstwem. Po czym Ukraińcy publikują odczyty radarów z dokładnie prześledzoną trasą. Krótko później Wiktor Orban przyznaje, że do naruszenia doszło, ale nie ma ono znaczenia ponieważ Ukraina „nie jest suwerennym państwem”.

To zresztą charakterystyczne. Wbrew powszechnemu przekonaniu wiele z incydentów da się w taki czy inny sposób przypisać sprawcy, który następnie całą sprawę bagatelizuje. Rosja lubi też obracać kota ogonem agresywnie oskarżając atakowanego o to, że sam jest agresorem. Ostatni przykład to zatrzymanie tankowca Pushpa, który podejrzewany jest o udział w wypuszczeniu dronów nad Danią.

Rosjanie nazwali zatrzymanie jednostki przez Francuzów i oskarżenie części załogi o udział w operacjach hybrydowych „aktem piractwa”, mimo że wśród dowodów znajdą się dane ze śledzących trasę przelotu dronów, a także ruchu samej jednostki, a francuskie wojsko postąpiło w zgodzie z art. 110 prawa morza.

No właśnie. Rosjanie zawsze znajdą punkt zaczepienia żeby wypierać się odpowiedzialności. A jeszcze lepiej jak pomogą im w tym ofiary. Tak było z dronami nad Polską i zniszczonym domem w Wyrykach, w który prawdopodobnie wpadła polska rakieta wystrzelona do rosyjskiego drona. Polskie władze pogubiły się w komunikatach z uwagi na własne nieprzygotowanie.

W ten sposób agresor rozmył fakt naruszenia przestrzeni i zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju jakie ono spowodowało, sugerując niekompetencję instytucji państwa (i wojska), a więc bagatelizując istotę incydentu i poważając zaufanie społeczne.

Sam dron Gerań miał być „styropianową zabawką” mimo, że od dawna Rosjanie montują w nim ładunki wybuchowe w działaniach wojskowych na Ukrainie, a nalot ponad dwudziestu bezzałogowców, z których część demonstracyjnie skończyła w pobliżu baz wojskowych i lotnisk nie pozostawia złudzeń, co do potencjału tego typu ataków.

Przywołuję powyższe fakty, tylko w celu opisania mechanizmu dyskredytacji i sposobu działania dezinformacji.

Tymczasem od początku roku mieliśmy już kilkadziesiąt zdarzeń, które wpisywane są w kategorię „wojny hybrydowej”, wymienię część z nich:

Sabotaż kabli podmorskich w Bałtyku, kampania dezinformacyjna „Doppelganger” i „Storm 1516” w niemieckich mediach społecznościowych, trwające nadal zakłócenia GPS (źródło w Królewcu, ponad 2700 incydentów zakłócenia lotów cywilnych i wojskowych w ciągu 2 lat), podpalenia sklepów IKEA na Litwie, cyberatak na tamę w Norwegii, cyberataki satelitarne na infrastrukturę lotniskową, cyberataki na Euroclear z próbą wyprowadzenia zamrożonych rosyjskich aktywów (183 mld euro), cyberataki na systemy cywilnych lotnisk w Berlinie, Londynie i Brukseli, podpalenie ciężarówek wojskowych w koncernie zbrojeniowym Rheinmetall, wysyłka fałszywych wezwań do poboru, uszkodzenie systemu wodociągowego na Gotlandii. Do tego doliczyć można przechwycenie i udaremnienie planów ataku na infrastrukturę krytyczną lub udaremnienie sabotażu, ingerencję w mołdawskie wybory, tutaj kłania się aresztowanie szkolonych w Bośni bojówek, dochodzi też granie informacyjne wokół ćwiczeń Zapad 2025 itp.

Prawda, że pokaźna lista? A mimo to, mamy w Polsce grupę, która nie tylko bardziej skłonna jest wierzyć służbom państwa agresora, niż krajowym instytucjom, ale także bierze czynny udział w propagowaniu tych niebezpiecznych dla ładu społecznego treści.

Bo też powiedzmy to otwarcie, nie wszystkie wpisy w internecie to boty (chociaż bardzo duża część – tak).

Czemu tak się dzieje? Pomińmy tutaj pobudki Kremla, skupiając się na mechanice społecznej.

Za jedną z podstawowych przyczyn uważam głęboką polaryzację uprawianą od lat przez dwie główne partie polityczne. Przygotowały one znakomity grunt do trybalizacji poglądów, wprowadziły emocje do debaty, wyeliminowały znaczenie faktów i wiadomości eksperckich.

Po drugie, administracją państwowa nie przykładała należytej uwagi do rozbudowy zdrowej polityki informacyjnej oraz świadomości społecznej. Na tej pierwszej im nie zależało, bo nie przynosiła korzyści politycznych, ta druga ulegała miarowej zapaści razem z zanikiem Obrony Cywilnej i abdykacji instytucji państwowych z ambicji tworzenia zrębów odporności obywateli na negatywne trendy niesione przez technologie cyfrowe i pojawienie się zjawiska społeczeństwa informacyjnego.

Trzecim powodem jest aktywność tej części sceny politycznej/informacyjnej, która albo jest bezpośrednią agenturą rosyjską (o co oskarżana była np. Partia Zmiana i Mateusz Piskorski) albo z różnych powodów, czasem dla korzyści indywidualnej (poparcie wyborcze) czy szeroko pojętej majątkowej (wykorzystywanie naiwności zwolenników), czasem ze względu na stan emocjonalno-psychiczny (zaburzenia), ewentualnie głębokie uprzedzenia natury szowinistycznej lub rasistowskiej (przeważnie zwyczajną nienawiść), szerzy dezinformację i wzmacnia prorosyjski przekaz propagandowy. Do powyższych kategorii zaliczam całe środowisko Konfederacji Korony Polskiej, choć okazjonalnie w bańce tej przemykają też osoby publiczne od lat obecne w mediach (tutaj wchodzi kategoria uprzedzeń i specyfiki charakterologicznej).

Charakterystyczne dla osób (ale także botów/trolli) szerzących dezinformacje jest działanie w grupie, silna zewnętrzna identyfikacja (flagi, gaśnice, podkreślenia typu „Polak” lub odwołania do deklarowanego patriotyzmu – co przypomina zakładanie owczej skóry) czy oparty o emocje/sensacje/inwektywy przekaz. Nie chodzi przecież o merytoryczną dyskusję, tylko o wywołanie polaryzacji, oburzenia, zdyskredytowanie przekazu stojącego w kontrze (np. oficjalnych oświadczeń albo opinii ekspertów).

Ważne, że tego typu działanie prowadzone jest możliwe szeroko, a wpisy niekoniecznie skupiają się na jednym tylko aspekcie danej sprawy. Zazwyczaj chodzi o to by mnożyć wątki, np.: rakieta polska a nie rosyjska, drony ukraińskie, prowokacja, nie nasza wojna, spisek eurokołchozu, Żydzi, banderowcy, narkotyki itd. Trochę to przypomina saturacyjny atak lotniczy mający przeciążyć obronę, wedle zasady że nie wszystkie środki napadu powietrznego można i należy zestrzeliwać. Strąca się tylko te najważniejsze.

Jednocześnie jednak, któraś z wyrzuconych w eter narracji, niczym zbłąkana rakieta trafi w cel. Czyli niedoinformowanego odbiorcę, który wpada pod wpływ tej konkretnej narracji i już w nim pozostaje zgodnie z logiką i mechaniką „baniek informacyjnych” kreowanych przez media i portale internetowe. Powodem może być jedno z zainteresowań lub oryginalnych poglądów jednostki. W tym konkretnym przypadku: antysemityzm (tradycyjny, a także oparty o aktualną wojnę w Gazie) czy resentyment ukraiński.

Wiadomo, najlepszą podstawą jest tutaj od lat Wołyń i per analogia „banderyzm”, co związane jest z wymieszaniem pojęć – ukraińskiego podziemia antykomunistycznego z pierwszej połowy XX w. będącego punktem odniesienia dla dzisiejszej Ukrainy w budowaniu oporu przeciwko rosyjskiej agresji, z odłamem i poglądami antypolskimi zbrodniczego OUN-UPA, które w ogóle nie funkcjonują w powszechnej świadomości dzisiejszych Ukraińców.

Co swoją drogą zakrawa na ironię, bowiem najzagorzalsi dzisiejszy ukraińscy nacjonaliści (np. Azow) są jednocześnie skrajnie propolscy. A poglądy prawdziwie i świadomie „probanderowskie” (przy świadomości czym był Wołyń) stanowią margines polityczny, dużo mniejszy niż skrajne postawy Korony Polskiej u nas.

Jak reagować i co robić? To zostawiam na inny wpis, niemniej należy się Wam jedno słowo podsumowania tego długiego tekstu. Musimy mieć świadomość, że każdy z nas jest aktywnym elementem środowiska informacyjnego i nasze zachowania, poprzez kumulację, mają wpływ na ład społeczny.

Wniosek jest więc taki, że jedną z najbardziej obywatelskich postaw jaką można prezentować w dzisiejszych czasach jest nieustępliwa walka z dezinformacją. Obnażanie i dezawuowanie propagandy. Zachowanie higieny informacyjnej, izolowanie się od przekazów skrajnych, emocjonalnych i sensacyjnych. Zachowanie spokoju i nie poddawanie się panice.

A także wymuszenie na administracji, tak państwowej jak i samorządach odpowiednich działań i polityki informacyjnej.


Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *