Najlepsi przyjaciele – Trump i Zełenski

Wizyta Zełenskiego w Waszyngtonie pokazała, jak bardzo zmieniły się jego relacje z Donaldem Trumpem. Zrządzeniem losu, amerykański prezydent zaczął lepiej rozumieć ukraińską perspektywę.


29-07-2026


Niemiecki „Bild” napisał dość prowokacyjnie, że w obecnej chwili Zełenski jest „ulubieńcem” Trumpa. Coś w tym jest. Trudna lekcja jaką Amerykanin otrzymał w wojnie z Iranem, zrozumienie czym tak naprawdę jest walka z przeciwnikiem, który masowo używa bezpilotowców w połączeniu z pociskami balistycznymi, dały ukraińskiemu prezydentowi drugą szansę w kontaktach z Białym Domem. Zełenski zyskał w oczach Donalda Trumpa. Okazało się, że wytrzymanie trwających od kilku lat nalotów godne jest szacunku, a wypracowanie w takich warunkach zdolności do zadawania strat wielokrotnie większemu przeciwnikowi, to cenny know how, na jakim zależy amerykańskiej armii.

Gdy rok temu Ukraińcy próbowali zainteresować Amerykanów technologiami dronowymi, spotkali się z chłodną odmową. Ich ofertę zbagatelizowano jako niewiele wartą. Konfrontacja z Iranem pokazała jednak na czym polega ekonomika nowoczesnego pola walki. Środki rażenia kosztujące grosze dokonują zniszczeń idących w grube miliony. Pozbawieni tanich systemów obrony przeciwlotniczej Amerykanie, zmuszeni zostali do użycia drogich pocisków do systemów Patriot. Saturacyjne naloty dronami w połączeniu z masowym ostrzałem rakietowym to kombinacja, do której odparcia nie byli przygotowani. A w każdym razie nie wtedy, gdy naloty trwają przez wiele tygodni. Dopiero odpowiednia perspektywa pokazała, jak powolny proces produkcyjny kosztownych efektorów przegrywa wobec masowej produkcji tanich środków rażenia. Ukraina oferuje więc coś, co jest Amerykanom wręcz niezbędne. A przynajmniej tak ma uważać Trump.

Zełenski przyjechał do Waszyngtonu (28.07.2026) na pogrzeb zmarłego niedawno Lindseya Grahama, w bardzo konkretnym celu. Chciał upewnić się, że ustawa sankcyjna zostanie przegłosowana. Tak też się stało. Po spotkaniu z senatorami, aż 86 zagłosowało za jej przyjęciem, a jedynie 12 wstrzymało się od głosu. Zełenski opowiadał politykom o sytuacji Ukrainy, o potrzebie uzyskania efektorów do systemów Patriot i planach zmuszenia Rosji do negocjacji. Komentarze osób zaznajomionych z kuluarami amerykańskiej polityki sugerują, że do czasu spotkania z Zełenskim spodziewano się maksymalnie 70 głosów popierających ustawę. Przekonanie kolejnych ma być zasługą ukraińskiego prezydenta. Jednocześnie wizyta w Kongresie była elementem szerszego planu. Ukraińcy spotkali się również z przedstawicielami koncernu Lockheed Martin, producentami Patriotów, pocisków ATACMS i systemów HIMARS. Całe to uzbrojenie leży w obrębie ukraińskiego zainteresowania i wszelkie kooperatywy lub potencjalne umowy licencyjne są na wagę złota.

Najważniejszym punktem wizyty było jednak spotkanie z Donaldem Trumpem, na którym poruszono wszystkie tematy, od licencji przez dostawy środków przeciwlotniczych, szeroko rozumiane kwestie bezpieczeństwa, aż po wznowienie negocjacji z Rosją. A przynajmniej tyle wiemy z lakonicznych komunikatów, bowiem rozmowy miały charakter zamknięty. Ze strony ukraińskiej udział w nich wzięli: Kiryło Budanow, Rustem Umerow, Andrij Sybiha oraz Pawlo Palica. Ze strony amerykańskiej obecni byli: Marco Rubio, Scott Bessent, Pete Hegseth, gen. Dan Caine oraz Steve Witkoff. Rozmawiano nieco ponad godzinę, więc trudno przypuszczać aby tak ograniczony czas wystarczył do omówienia szczegółowych planów. Wydaje się raczej, że w kontekście przyjętej ustawy i rozmów o obiecanych przez Trumpa licencjach, chodziło raczej o przypieczętowanie procesu oficjalną aprobatą. Myślę także, że prezydent Zełenski (co zapowiadał), faktycznie przekazał Trumpowi jakieś informacje wywiadowcze mające potwierdzać rosyjski udział we wsparciu Iranu, oraz m.in. atakach na amerykańskie wojska.

Wpisanie się w bliskowschodni konflikt jest zresztą interesującą okolicznością. Kilka dni temu ukraińskie drony zaatakowały należący do Iranu frachtowiec na Morzu Kaspijskim, który według Kijowa miał przewozić uzbrojenie dla Rosji. W wyniku eksplozji jeden z marynarzy zginął a kilku zostało rannych. Teheran nie krył oburzenia. Doszło nawet do groźby wystrzelenia pocisków balistycznych na jeden z ukraińskich portów. Ostatecznie sytuacja została załagodzona przez ministrów spraw zagranicznych Andrija Sybihę oraz Abbasa Aragcziego. Sygnał został jednak wysłany. Ukraińcy włączyli się w działania przeciwko Iranowi w chwili, gdy wymiana ognia na linii USA-Iran nadal trwała. Traf chciał, że chwilę później Trump postanowił o wstrzymaniu trwających trzynaście nocy nalotów. Ukraińcy więc szybko deeskalowali napięcie. Stworzony został jednak precedens. Okazuje się, że Waszyngton mógłby liczyć na nieoczekiwanego sojusznika, w chwili gdy Europa i NATO (jak twierdzi Trump) się od niego odwróciły. Zapewne właśnie takie wrażenie chciał wywołać Zełenski.

Ewentualne poszerzenie konfliktu, a najlepiej wpisanie rosyjsko-ukraińskiej wojny w bliskowschodnią specyfikę, unaoczniłoby bliskie powiązania między Chinami, Rosją i Iranem, które z dodatkową pomocą Korei Północnej wspólnie pracują nad detronizacją USA. Na razie Donald Trump zapewnia, że nie wierzy aby Pekin czy Moskwa działały przeciwko niemu, ze względu na rzekome obietnice złożone mu przez Xi Jinpinga i Władimira Putina. Oczywistym jest, że Zełenskiemu zależy na przekreśleniu tego obrazu. Ewentualne zagrożenie irańskim ostrzałem balistycznym jest w tej perspektywie niewielką ceną, którą Kijów chętnie zapłaci jeśli tylko oznaczać to będzie większe zaangażowanie USA w pomoc Ukrainie lub nałożenie dodatkowych kosztów na Rosję. Obie te możliwości są równie atrakcyjne. Niemniej na razie, mamy do czynienia z innego rodzaju przełomem, dużo mniejszego kalibru. Według kuluarowych doniesień, w ciągu najbliższych dwóch tygodni do Kijowa mają pojechać Steve Witkoff i Jared Kushner. Mimo że od początku 2025 roku kilkukrotnie bywali w Moskwie, ani razu nie zajrzeli jeszcze do Kijowa.

Ta zmiana optyki u samego Trumpa, przekłada się także na rewolucję w narracji MAGA. Jej najwyraźniejszym przykładem jest przypadek Laury Loomer, wpływowej publicystki środowiska radykałów, mającej bezpośredni dostęp do wszystkich ludzi z prezydenckiego otoczenia. Pani Loomer, która do niedawna była zagorzałą krytyczką Zełenskiego i Ukrainy, słowo w słowo powtarzając rosyjską propagandę, nagle zmieniła front. Publicznie oświadczyła, że tkwiła w błędzie, omamiona rosyjską dezinformacją, a następnie wyruszyła na Ukrainę, aby dać swoim odbiorcom świadectwo jak sprawy mają się w rzeczywistości. Od kilku tygodni pojawiają się więc jej reportaże z Ukrainy. Rozmawiała m.in. z prezydentem Zełenskim czy Andrijem Biłeckim, d-cą Azowa. Odwiedziła elektrownie D-TEK, niszczone w rosyjskich nalotach, była w Charkowie, czy zakładach produkujących drony (Skyfall). Jest w swoich działaniach szalenie konsekwentna, a nawet wykorzystując swoje kontakty, stara się obecnie wpływać na prezydencką administrację aby bardziej pomagała Ukrainie, którą uważa za ważnego amerykańskiego sojusznika.

Ukraina ma dzisiaj swoje kolejne „5 minut” w amerykańskich mediach. Podczas pogrzebu sen. Grahama, będący w bliskiej komitywie ze zmarłym dziennikarz Sean Hannity, istotny fragment pochwały zmarłego poświęcił jego relacji z Zełenskim, którego podziwiał, zwracając uwagę na fakt jak wielkim był zwolennikiem pomocy Ukrainie. W tym też duchu ukraiński prezydent wystąpił w Fox News, przekonując Amerykanów co do konieczności zapewnienia środków przeciwlotniczych oraz zmuszenia Putina do pokoju, którego chce on sam i Europa. Wyraził przy tym przekonanie, że Ukraina zyskuje strategiczną przewagę nad Rosją, co widać dzięki prowadzonej kampanii lotniczej oraz wydarzeniach na froncie, gdzie nie tylko udaje się w wielu punktach Rosjan powstrzymać, ale także odbić utracone terytoria. Podsumowując, Trump, Senat, Lockheed Martin, telewizja – Zełenski wycisnął tę okazję jak cytrynę, do samego cna.

Jednocześnie nie zapominajmy, że do pełni szczęścia jeszcze daleka droga. Sfinalizowanie umów licencyjnych i uruchomienie produkcji to dzisiaj perspektywa wielu miesięcy, a nawet 2-3 lat. Przegłosowanie ustawy sankcyjnej w Senacie, to dopiero początek. Akt czekają jeszcze poprawki i kolejne czytania, głosowanie w Izbie Reprezentantów mającej wakacje do końca sierpnia. Wreszcie podpis prezydenta. Wszystko to w najkorzystniejszych okolicznościach oznacza, że ustawa mogłaby wejść w życie najwcześniej we wrześniu. Tymczasem rozpalający się na nowo bliskowschodni konflikt wysysa zasoby efektorów (wg analiz CSIS w magazynach zostało tylko ok. 800 pocisków PAC-3) oraz amerykańską uwagę. Pakiet pomocowy w wysokości 400 mln USD nadal jest blokowany w Pentagonie, a dodatkowo jego wydatkowanie wpisano w perspektywę budżetową roku 2029. Gdzieś w tle krząta się Izrael, którego premier również przybył na pogrzeb senatora.

Jak łatwo zgadnąć, Benjamin Netanjahu przekonywał Trumpa do konieczności kontynuowania wojny z Iranem. Premier miał przedstawić w Białym Domu dowody na rozbudowę instalacji nuklearnych przez reżim, posiadanie nadal ok. 1500 rakiet balistycznych oraz potwierdzić, że Motjaba Chamenei żyje i ma się dobrze. Netanjahu miał nawet okazję zamówić kilka słów z Zełenskim podczas pogrzebu, jednakże mowa ciała świadczy o raczej napiętych relacjach między oboma politykami. Przyczyną tego stanu rzeczy może być nieporozumienie do jakiego doszło przy okazji wizyty. Strona ukraińska starała się umówić spotkanie ze stroną izraelską, ale po wstępnym potwierdzeniu została ostatecznie zignorowana. Co jest zastanawiające, szczególnie w kontekście ukraińskiego ataku na irański frachtowiec. Zostawmy jednak te rozważania na inną okazję.

Czy Donald Trump i Wołodymyr Zełenski zostali najlepszymi przyjaciółmi? To celowe przerysowanie, a jednak nie da się ukryć, że panowie mają dzisiaj o niebo lepsze relacje niż w ubiegłym roku. Zełenski przetrzymał najtrudniejszy dla Ukrainy (i jego samego) okres, czym zyskał sobie szacunek Trumpa. Z kolei twarda lekcja amerykańskiego realizmu, nauczyła stronę ukraińską dużej pokory i przemawiania językiem korzyści, a nie wartości. Obie strony wynoszą coś z obecnych relacji i obu zależy aby kontakty pozostały na przyjacielskiej stopie. Tylko tyle i aż tyle. Ukraina nie zamierza odpuszczać relacji z Europą, do której jest finansowo przyspawana, a która jest na trumpowskiej czarnej liście, a w odwrócenie się Trumpa od Rosji także trudno na razie uwierzyć.

Prawdziwy sprawdzian przyjdzie za kilka miesięcy, gdy ukraińskie pociski balistyczne zaczną niszczyć rosyjską infrastrukturę, a amerykańskie sankcje będą mogły objąć osobiście Władimira Putina, rosyjską elitę władzy, oraz szereg najważniejszych instytucji finansowych (w tym np. Bank Centralny). Czy wtedy Biały Dom zada decydujący cios, czy raczej uratuje Kreml od upadku? Kogo Trump darzy większą sympatią, Putina czy Zełenskiego? Zanim jednak poznamy odpowiedź na to pytanie Trump i Zełenski pozostaną przyjaciółmi, z konieczności.


Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

suppi.pl/globalnagra/

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *