Lew i smok

To nigdy nie były i nie są wasze ziemie, wynocha stąd! – powiedział chiński major do indyjskich oficerów, na chwilę przed tym jak jeden z nich uderzył go pięścią prosto w nos rozpoczynając bójkę, w której udział wzięło łącznie stu pięćdziesięciu żołnierzy obu stron.



Podsumowanie artykułu:

  • Chiny i Indie są naturalnymi konkurentami, nawet jeśli starają się unikać otwartego konfliktu.
  • Aktualna geopolityka i pandemia, są dla New Delhi okazją do przejęcia części chińskiej produkcji i awansu cywilizacyjnego, ale też stanowią zagrożenie dla ich bezpieczeństwa.
  • Chińskie bazy otaczają Indie co powoduje, że Pekin posiada w tych zmaganiach inicjatywę.
  • New Delhi szuka równowagi w ostrożnej współpracy z USA, Japonią i Australią ale pandemia i oskarżenie Chin o jej spowodowanie może zmusić Narendrę Modiego do opowiedzenia się po stronie antychińskiego sojuszu.
  • A to m.in. mogłoby oznaczać zmuszenie Xi Jinpinga do przeprowadzenia próby podporządkowania Tajwanu, nie za kilkanaście lat ale nawet w ciągu kilku następnych tygodni (miesięcy).

Tak miał wyglądać kolejny z serii incydentów do jakich dochodziło na wiosnę 2020 roku, na chińsko-indyjskiej granicy. W gruncie rzeczy, tego typu próba sił ma miejsce zazwyczaj w rejonie Land of Actual Control (LAC), czyli linii demarkacyjnej ciągnącej się przez całe Himalaje. Wspomniana bijatyka miała miejsce w północnym Sikkimie, ale mogła równie dobrze zdarzyć się w położonym wiele kilometrów dalej na zachód Ladakh, terytorium z końcem 2019 roku oddzielonego od szerzej znanych w świecie Dżammu i Kaszmiru, w których do dużo poważniejszych starć dochodzi z kolei z Pakistanem.

Faktem jest, że podobne zdarzenia nie stanowią niczego niezwykłego. Chiny i Indie pozostają w trwającym wiele dekad sporze granicznym, który co pewien czas przeradza się w bardziej bezpośrednie starcia. W 1962 roku sytuacja ta doprowadziła nawet do wojny między stronami. Po roku 2013, w którym podpisano wstępne porozumienia potwierdzające ustanowienie LAC, intensywność sporu nieco zelżała. Jednak nie na długo. Zapalczywy indyjski porucznik, który posłał „na deski” chińskiego majora w Sikkimie, stał się bohaterem gazet i armii nie bez powodu. Przygraniczna próba sił to sposób na wojskową demonstrację oraz sygnalizację istnienia i narastania problemu regionalnej gry o wpływy. Innymi słowy, idzie o geopolitykę.

**

Trwa stymulowana przez USA, a wymuszona pandemią przebudowa łańcuchów produkcyjnych. Dodatkowy parametr pandemii przypomniał wszystkim zainteresowanym, że w razie nieprzewidzianych sytuacji kryzysowych, brak własnych zdolności wytwórczych w zakresie dóbr strategicznych jak leki, środki ochrony osobistej, testy medyczne itp. oznacza niebezpieczną zależność od dostawców zewnętrznych. W dodatku, w czasie globalnych deficytów towary te pozyskiwane są przez najsilniejszych, kosztem słabszych. Jasnym jest, że skoro dzisiaj chodziło o kwestie medyczne, to jutro może to być coś innego – procesory, komponenty silników odrzutowych, maszyny itp. Taka zależność od dostaw z jednego źródła jest więc niebezpieczna. Stąd proces wychodzenia części produkcji z Chin postępuje niezależnie od takiej czy innej polityki Waszyngtonu, choć ta może go przyspieszać. Międzynarodowe korporacje starają się dywersyfikować ryzyko wojen handlowych i nieprzejrzystych działań Pekinu niekoniecznie oglądając się na oferty różnorakich polityków. Naprawdę, trudno im się dziwić, że chcą stawiać na decentralizację produkcji minimalizując ryzyko, a jeśli to możliwe, lokować inwestycje w krajach, w których system prawny gwarantuje ochronę kapitału przed kleptokratami i korupcją.

Jeśli ktokolwiek miał w tym względzie jakieś złudzenia i traktował Pekin jako wiarygodnego partnera handlowego, mógł w ostatnim czasie zmienić zdanie. W zaledwie kilka tygodni chiński smok wyraźnie pokazał, że jest gotów wykorzystywać fakt kontroli światowej produkcji w toczącej się wojnie handlowej, używając jej jak dźwigni w relacjach z innymi krajami. Bardzo wyraźnie było to widać na przykładzie eksportu materiałów ochronnych w dobie koronawirusowego wzmożenia. Chiny mogły je eksportować, rozdawać lub sprzedawać, ale w zamian żądały publicznego głoszenia peanów pochwalnych na swoją cześć przez odbiorców. Alergicznie reagowały też na wszelką krytykę, nawet jeśli na nią zasługiwały za określone działania, jak ukrywanie faktów ws. epidemii czy jakość dostarczanych materiałów. Tak prowadzoną politykę zagraniczną nazwano stylem „wilczego wojownika” (bezkompromisowego bohatera najnowszych nacjonalistycznych filmów chińskich – specjalsa ChALW, który pokonuje anglosaskich antagonistów). Można ją skrótowo określić jako „ani kroku wstecz”. Boleśnie przekonały się o tym nie tylko państwa w Europie (np. Litwa czy Niemcy) ale też na Pacyfiku (Australia). Problem nie jest więc związany z samym tzw. „soft power”, budowaniu powiązań, pozytywnego wizerunku i liczeniem na wdzięczność, ale z agresywnym jej wymuszaniem co automatycznie czyni gest dobrej woli, transakcją handlową na którą jedna ze stron nie wyrażała zgody. W ten sposób pomoc, zamienia się w niepotrzebny ciężar.

Dlatego Japonia płaci swoim korporacjom za sprowadzenie produkcji z Państwa Środka z powrotem do kraju (tzw. reshoring, odwrotność offshoring). Podobnie liczne firmy o zasięgu globalnym przenoszą fabryki z kontynentalnych Chin albo do państw macierzystych albo do innych w regionie, niezależnych od wpływu Pekinu i stabilnych politycznie (proces ten już jakiś czas temu rozpoczęły Apple, Foxconn, Google i Microsoft, a w maju 2020 pojawiły się informacje, że dołączyć mają m.in. Intel i TSMC). Na całym procesie zyskuje wiele mniejszych krajów Azji, jak Wietnam czy Singapur.

Jest jednak jeszcze jeden największy, dający w dłuższej perspektywie czasowej porównywalne do Chin możliwości – Indie. Kraj ze stabilną demokracją, o ogromnym potencjale, już w części wpięty w globalną gospodarkę. Co ważne, posiada podobną bazę demograficzną co Chiny, a więc duży rynek wewnętrzny, a to szalenie ważne. Z jednej strony gwarantuje zbyt dla produkcji niezależny od wahań globalnej podaży i możliwości eksportu. Z drugiej, oferuje rzeszę tanich pracowników, a to kolejny atut. Świadom nadarzającej się sposobności rząd w New Delhi stara się zapewnić „korporacyjnym migrantom” jak najkorzystniejsze warunki inwestycyjne, np. oddając do ich dyspozycji tereny o łącznej powierzchni 461 tys. hektarów (dotąd był to problem – brak odpowiedniej infrastruktury, duże rozdrobnienie własności, utrudnienia biurokratyczne itp.). W przyszłości można spodziewać się kolejnych ułatwień. Im atrakcyjniejsza będzie oferta, tym gorzej dla Chin. Trwająca przeprowadzka nie nastąpi ani z dnia na dzień, ani nie będzie całkowita (to niemożliwe), ale skala tego ruchu jest wystarczająca by zaszkodzić chińskiej gospodarce zanim zacznie polegać na konsumpcji wewnętrznej oraz stanie się samowystarczalnym liderem nowych technologii (co należy do planów przewodniczącego Xi Jinpinga, m.in. „Made in China 2025”).

Donald Trump i Narendra Modi na stadionie w Gujaracie, Indie. Luty 2020, źródło: AP Photo/Alex Brandon

Stąd gospodarcza konkurencja w Azji splata się ze wspomnianą na wstępie geopolityką. Pozyskanie zainteresowania amerykańskich korporacji może oznaczać konieczność włączenia się Indii w globalną grę po stronie USA. New Delhi nie jest co prawda do końca po drodze ze Stanami, ale w średnim okresie perspektywa pozyskania choć części ze strumienia pieniędzy, jakie za chwilę opuszczą Chiny, jest dziejową okazją do podniesienia kraju na nowy poziom cywilizacyjny. To oferta w pewnym stopniu porównywalna do tej jaką otrzymały Chiny od Richarda Nixona, na której później zbudowały swoją potęgę gospodarczą. Oczywiście Indie są w zupełnie innym miejscu historii dzisiaj, niż ChRL w latach 70`tych XX wieku, choć tak jak one posiadają rzeszę ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie. Dlatego premier Narendra Modi po królewsku przyjął odwiedzającego go z oficjalną wizytą Donalda Trumpa w lutym 2020 roku i z tego samego powodu, nie dopuścił do podpisania umowy handlowej z Waszyngtonem na co amerykański prezydent bardzo liczył. To pozorna sprzeczność. Modi chce współpracować ze Stanami, ale na równych warunkach i tak by nie stawiać się w otwartym konflikcie ze swoim dużym sąsiadem. Z jednej strony chroni zacofane i mało wydajne indyjskie rolnictwo, z drugiej chciałby dalej korzystać z preferencyjnych zwolnień celnych (w przypadku USA tzw. GSP – Generalised System of Preferences, w przypadku Chin z preferencji w eksporcie żywności). Dlatego do pewnego stopnia wspiera USA, podpisując w lutym 2020 roku umowy wojskowe (bo na Indo-Pacyfiku konkurencją dla obu państw są Chiny) ale jednocześnie podtrzymuje relacje z Rosją (od której kupuje system plot S-400) i Chinami. Zresztą premier Modi i przewodniczący Jinping widywali się przy bardzo wielu okazjach, a w ramach jednego z tych spotkań (w chińskim Wuhan w połowie 2018 roku) zawarli porozumienie mające nie tylko swój wymiar handlowy ale też będący próbą zbliżenia politycznego. Czynioną głównie ze strony Xi Jinpinga. To delikatna gra i otwartym pozostaje pytanie, jak długo Modi będzie w stanie lawirować między stronami?

Putin, Modi i Jinping, szczyt G20 w Osace, czerwiec 2019. Źródło: MIKHAIL KLIMENTYEV/AFP

**

Tak Indie jak i Chiny to kraje dysponujące bronią atomową, wielką armią i flotą. Posiadają też zdolności do operowania w kosmosie. Wydaje się, że smok góruje nad czterema lwami (indyjskie godło), ale to się może zmienić. Chińska gospodarka jest czterokrotnie większa, posiada prężniejszy przemysł i nieporównywalnie większy eksport. Za to za Indiami stoi demografia, większy przyrost naturalny i młodsze społeczeństwo, które w ciągu kilkunastu lat prześcignie produktywność starzejących się Chińczyków. Dlatego trwałe przejęcie części „chińskiej” produkcji nie tylko wzmocni Indie, ale też przyspieszy proces wzrostu gospodarczego i gwałtownie zacznie zmniejszać dystans jaki dzieli oba mocarstwa.

Dane na podstawie globalfirepower.org (maj 2020) – mogą różnić się od rzeczywistych.

Dlatego rywalizacja o wpływy między nimi jest nieunikniona, ale póki co żadna ze stron nie chce antagonizować drugiej – a dokładniej przekroczyć linię, zza której nie będzie powrotu. Indie mają stały problem polityczno-wojskowy z Pakistanem i granicznymi Dżammu-Kaszmirem (chociaż Modi uczynił wiele by region ten spacyfikować, a mniejszość muzułmańską wyrzucić poza nawias społeczny). Muszą też mierzyć się ze skomplikowaną wewnętrznie sytuacją społeczną (różnicami etnicznymi i religijnymi), co nie jest rzeczą prostą w systemie demokratycznym. Chiny to doskonale wiedzą, dlatego wykorzystują Islamabad (przy okazji budowy tzw. CPEC) do wywierania presji na New Delhi, tak jak używają północnokoreańskiego reżimu do irytowania Waszyngtonu, Seulu i Tokio. Ten ostatni fakt świetnie ilustruje dlaczego Indie w sprawach wojskowych związały się bliżej właśnie z USA i Japonią. Bez nich nie byłyby w stanie balansować układu sił na Pacyfiku. Z historycznego punktu widzenia, takie lawirowanie między sojuszami wojskowymi, a współpracą handlową jest dla New Delhi naturalnym stanem rzeczy. Wszak w czasach zimnej wojny było na porządku dziennym, nawet jeśli kraj toczył szereg poważnych wojen. Wspominam o tym, ponieważ to właśnie gotowość (polityczna, wojskowa i społeczna) do ewentualnego przelania krwi hamuje Chiny przed konfrontacją. Smok zamiast stawać z lwami do otwartej walki, woli je ominąć.

Bazy morskie na Pacyfiku. Kolor czerwony: chińskie, szary: indyjskie, niebieski: amerykańskie. Link

Przez ostatnią dekadę Pekin prowadził przebiegłą politykę regionalną, która ostatecznie skumulowana została w inicjatywach typu „sznura pereł” (budowa baz wzdłuż morskich szlaków handlowych), BRI (geopolitycznego projektu handlowo-infrastrukturalnego) oraz ekspansji na Morzu Południowochińskim (zajęcie spornych wysp w archipelagu Spratly). To z kolei zaowocowało m.in.:

  • Zbliżeniem z Filipinami, które praktycznie zerwały sojusz wojskowy z USA dokonując wyłomu w łańcuchu obronnym ciągnącym się z zachodu na wschód Pacyfiku.
  • Spodziewanym podporządkowaniem Mjanmy (pakiet umów podpisano na początku 2020 roku), budową bazy morskiej w Kyaupkyu.
  • Faktycznym zdominowaniem Sri Lanki i Pakistanu, budowie baz w Hambantocie i Gwadarze.

Jeśli spojrzymy na mapę, łatwo dojdziemy do wniosku, że Chińczycy są w doskonałej pozycji na zachodnim Pacyfiku, nie tylko (tradycyjnie) odcinając Indie od północy i Azji Centralnej ale także posiadając możliwość użycia środków nacisku od zachodu, południa i wschodu. Mają więc inicjatywę i pełną dowolność w dozowaniu presji (np.: systemy A2AD, okręty podwodne, systemy rakietowe etc.). Stąd właśnie zwrot Modiego w kierunku Trumpa, mimo że jeszcze w 2017 roku wielu uważało amerykańsko-indyjskie relacje za stracone.

Dane na podstawie globalfirepower.org (maj 2020) – mogą różnić się od rzeczywistych.

Nadchodzi moment gdy mimo powściągliwości obie strony mogą być zmuszone do konfrontacji. Pandemia przyniosła nowe zagrożenia i nowe okazje. Kasta rządząca Komunistyczną Partią Chin popadła w wewnętrzne kłopoty, pozycja Xi Jinpinga i jego polityka jest otwarcie krytykowana przez przeciwne mu partyjne grupy. Oliwy do ognia dolewają też Amerykanie, którzy o wybuch epidemii obwiniają chińskie władze. Co ważne, do takiej optyki przychylają się też inne kraje regionu (np.: Australia i Japonia) nawołując do rozpoczęcia otwartego śledztwa w tej sprawie. Jego przeprowadzenie byłoby wielkim blamażem dla Pekinu, stąd opisywana wcześniej nerwowość. Szczególnie, że Indie mogą przejąć kierownictwo zarządu WHO pod koniec maja 2020 roku. Dlatego zarówno Waszyngton jak i Canberra wywierają dużą presję na New Delhi, by Indie wykorzystały swoją pozycję w zarządzie do podniesienia tematu śledztwa oraz reform WHO – oskarżanej o tuszowanie początkowej skali epidemii na wyraźne życzenie Pekinu. Jest jeszcze jedna kwestia, w ostatnim czasie istnieje coraz większa presja międzynarodowa by przywrócić Tajwan do WHO. Ten niewielki krok de facto oznaczałby formalne uznanie wyspy za podmiot niezależny od Chin. Narendra Modi musi więc wybrać, po której stronie stanie. Neutralność w tym sporze wydaje się niemożliwa i wiele wskazuje na to, że wybierze sojusz antychiński. Xi Jinping wydaje się być gotowy na taki scenariusz, jest bowiem jeden plan mogący odwrócić uwagę od problemu, zapewnić mu utrzymanie się przy władzy, mile połechtać chińskie poczucie wyższości i ambicje – opanowanie Tajwanu. Co oczywiste, przetnie wtedy wszelkie dalsze kroki ku emancypacji wyspiarskiej republiki. A okazja ku temu jest znakomita, ponieważ USA nadal ma swoje dwa pacyficzne lotniskowce w stanie kwarantanny, posiłkując się kolejnym ściągniętym z Bliskiego Wschodu, tymczasem Chiny osiągnęły gotowość bojową nie tylko dwóch pełnoprawnych lotniskowców, ale też zwodowały dwa ogromne helikopterowce-desantowe (typ 075). Nie ustają ćwiczenia, manewry i demonstracje wojskowe wokół wyspy.

Okręt desantowy typu 075 w porcie macierzystym na chwilę przed wejściem do służby. Hudong–Zhonghua Shipbuilding Company, Chiny kwiecień 2020.

Na ile realny jest konflikt zbrojny z Tajwanem? Wielu ekspertów uważa, że bardzo prawdopodobny jeśli Tajpej nie zechce podporządkować się pokojowo (sygnalizował to sam Pekin) ale nie w krótkiej, a średniej i długiej perspektywie czasowej (do 2049 roku, stuletniej rocznicy założenia komunistycznych Chin). Czy jednak obecnie Xi Jinping potrzebuje krwawej, otwartej wojny, czy też wystarczyłoby mu coś mniejszego? Na przykład szybkie zajęcie archipelagu Mazu Liedao albo Kinmenu, leżącego tuż przy kontynencie? Idealna demonstracja chińskiej determinacji i możliwości wojskowych. Dlatego wiele zależy od tego jak zachowają się Indie w najbliższych tygodniach.

Tymczasem Chiny starają się utrzymywać indyjskie lwy w miejscu, z jednej strony zapewniając sobie kontrolę szlaków handlowych, z drugiej dbając o to by sytuacja na pograniczu nie uległa do końca normalizacji. W tej rywalizacji wygrana zależy od ich skutecznej ekspansji w Azji, a na nią mogą mieć mniej czasu niż myśleli. Jeśli więc w Kaszmirze dojdzie do kolejnej wymiany ognia, albo w Sikkimie znów pobiją się żołnierze, wybuchnie muzułmańskie powstanie, pamiętajmy że jest w tym głębszy sens, który może objawić się kilka tysięcy kilometrów dalej, na wodach wokół Tajwanu.

Data: 15-05-2020


Materiały:

https://www.nytimes.com/2020/05/03/world/europe/backlash-china-coronavirus.html

https://www.lrt.lt/en/news-in-english/19/1167163/china-pressuring-lithuania-vilnius-needs-to-respond-opinion

https://hongkongfp.com/2020/04/12/beijing-tried-to-make-german-officials-praise-china-over-coronavirus-outbreak-report/

https://asia.nikkei.com/Editor-s-Picks/China-up-close/Xi-fears-Japan-led-manufacturing-exodus-from-China

https://www.telegraph.co.uk/technology/2020/05/11/trump-intel-talks-us-chip-manufacturing-plant/

https://www.financialexpress.com/industry/companies-exit-china-after-coronavirus-india-gets-ready-to-attract-them-offers-land-larger-than-luxembourg/1947825/

https://www.financialexpress.com/defence/delivery-of-russian-s-400-triumf-air-defence-missile-systems-for-india-not-to-be-hit-by-covid-19/1927888/

https://www.wionews.com/opinions-blogs/is-china-myanmar-economic-corridor-turning-out-to-be-another-cpec-275688

https://theprint.in/diplomacy/pressure-mounts-on-india-to-call-out-china-for-covid-as-it-readies-to-take-lead-role-at-who/413153/

https://foreignpolicy.com/2020/02/14/vfa-philippines-china-duterte-terminates-us-defense-pact-trump/

https://thediplomat.com/2020/04/chinas-worrying-military-exercises-near-taiwan/


Jeśli powyższy artykuł ci się podobał, proszę rozważ czy nie warto mnie wesprzeć.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

PayPal

PayPal



https://patronite.pl/globalnagra

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *