Kryzys w cieśninie

Tajwańska wizyta przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi stała się pretekstem do próby sił między Chińską Republiką Ludową a Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Czy Pekin szykuje się do inwazji na wyspę?



04-08-2022


Był wieczór, 2 sierpnia 2022 roku, gdy koła samolotu z Nancy Pelosi na pokładzie dotknęły płyty lotniska w Tajpej. Wiekowa Demokratka (82 l.) była najwyższym rangą amerykańskim politykiem jaki od ćwierćwiecza odwiedził wyspę. Jej przylot śledziło kilkaset tysięcy użytkowników serwisu Flightradar24, doprowadzając do jego przeciążenia. Sama wizyta, będąca przystankiem w długiej podróży po Azji, nie została oficjalnie potwierdzona, aż do faktycznego lądowania. Tajwańczycy wiwatowali, natomiast chiński internet wręcz „eksplodował” od wyrażających oburzenie komentarzy, armia zaczęła przemieszczać siły na wybrzeże prowincji Fujian leżącej vis 'a’ vis wyspy organizując przy tym manewry, a chińskie myśliwce miały naruszyć przestrzeń powietrzną Tajwanu.

Poza wspomnianą symboliką, przybycie przewodniczącej (speaker) w towarzystwie kilku innych parlamentarzystów nie niosło za sobą żadnej konkretnej wagi. Nie podpisywano umów, nie negocjowano porozumień i nie podejmowano żadnych oficjalnych ustaleń, bo też nie była to delegacja rządowa. Co prawda Pelosi, znana z krytyki Pekinu, publicznie zapewniła Tajwańczyków o amerykańskim wsparciu, ale było to zgodne z wcześniejszymi deklaracjami i polityką obecnej administracji.

Chińskie czołgi na plaży w prowincji Fujian, sierpień 2022. Źródło: @FREGMNT

Co więcej, podobno podróż nie była uzgodniona z Białym Domem, a Pelosi miała sprzeciwić się sugestiom płynącym z prezydenckiego otoczenia, by odwołać przylot. Być może chciała dodać swojej chylącej się ku naturalnemu końcowi karierze dodatkowego splendoru, a może było to tylko teatrum, w którym Amerykanie chcieli zademonstrować, że nie ulegną presji i nie dopuszczą do izolacji wyspy?

Stany Zjednoczone znajdują się w dość niekorzystnym położeniu powodowanym dużym zaangażowaniem w Europie. Wszelkie napięcia na Pacyfiku wydają się w tym momencie dość ryzykowne, być może jednak tkwi w tym jakieś głębsza logika na razie ukryta dla naszych oczu. Niezależnie od rzeczywistych powodów, waga tej zaledwie kilkunastogodzinnej wizyty była od samego początku celowo wyolbrzymiana przez samych Chińczyków, przynajmniej jeśli chodzi o percepcję ludzi Zachodu. Dlaczego?

Schizofrenia dyplomatyczna

Znaczenia omawianych wydarzeń nie sposób zrozumieć bez znajomości szerszego kontekstu. Poprzednia wizyta na tym szczeblu miała miejsce w 1997 roku. Złożył ją ówczesny republikański speaker Izby – Newt Gingrich. Było to na chwilę, po tzw. „trzecim kryzysie w cieśninie tajwańskiej”, w którym to Chiny przez kilka miesięcy prowadziły testy rakietowe na wodach wokół Tajwanu, a Amerykanie w pokazie siły defilowali swoimi okrętami przez środek spornej cieśniny. Wobec oczywistej dysproporcji potencjału, demonstracja ta wyraźnie zniechęciła Pekin do dalszej eskalacji, a z czasem oba państwa zbudowały relacje, które pozwoliły chińskiej gospodarce stać się „fabryką świata”. Wtedy Gingrich stawiał kropkę nad „i”, już po rozstrzygnięciu kto jest silniejszym graczem. Obecna sytuacja nie jest już tak klarowna, a chińskie media nazywają ją „czwartym kryzysem w cieśninie”

Speaker Nancy Pelosi na płycie lotniska w Tajpej. 02.08.2022. Źródło: Twitter

Dziś USA są dużo słabsze niż wtedy, a potencjał Chińskiej Republiki Ludowej znacznie urósł. Podobnie ambicje Pekinu. A ten od dawna powtarza, że zjednoczenie kontynentalnych Chin z Tajwanem (Republiką Chińską) jest tylko kwestią czasu. Co do zasady, Amerykanie uznają „jedność Chin”, ale nie chcą by unifikacja odbyła się pod przymusem, a już na pewno nie chcą wzmocnienia rywala. Nie tylko zdobycia „niezatapialnego lotniskowca” jak nazywa się wyspę, ale też całego, zlokalizowanego na nim przemysłu high tech. Póki więc ChRL pozostają , póty Tajwan musi pozostać demokratyczny i niezależny, niczym zachodni Berlin w czasach zimnej wojny.

Tymczasem w ostatnich latach Pekin postawił sprawę jasno. W czerwcu 2019 r. na forum konferencji Shangri-La, gen. Wei Fenghe powiedział (więcej o tym w artykule „Smok mówi: NIE!”):

„Jeśli ktokolwiek odważy się oddzielić Tajwan od Chin, chińska armia nie będzie miała innego wyboru jak tylko walczyć za wszelką cenę” <…>„…będziemy dążyć do pokojowego zjednoczenia, ale nie wyrzekniemy się siły by przywrócić jedność Chin.”

Dodatkowo, nawet jeśli kiedyś część wyspiarzy chciała zjednoczenia w ramach polityki „jednego państwa, dwóch systemów”, to pacyfikacja Hongkongu (patrz „Niebezpieczny stan”) skutecznie zniechęciła ich do dalszej normalizacji relacji z kontynentem, a nasilenie amerykańsko-chińskiej rywalizacji spowodowało miarowy wzrost wsparcia Tajwanu przez Waszyngton. Mimo, że od czasów Henry`ego Kissingera USA utrzymują formalne relacje z Pekinem, jednocześnie podtrzymują współpracę obronną z Tajpej, udając, że wyspa nie stanowi suwerennego państwa. Ta dyplomatyczna schizofrenia to tzw. strategiczna niejednoznaczność (strategic ambiguity), dzięki której Amerykanie mogą dostosowywać aktualną politykę wobec Chin do potrzeb chwili.

To dlatego amerykańscy urzędnicy jak ognia unikają składania oficjalnych wizyt na wyspie. Taki gest mógłby zostać zinterpretowany jako złamanie przyjętych zasad poprzez nawiązanie oficjalnych relacji dyplomatycznych między suwerennymi państwami, czym według Pekinu Tajwan nie jest i być nie może. Stąd podróż Nancy Pelosi potraktowano jak zachęcanie Tajwańczyków do ulegania tendencjom separatystycznym, a także przymiarkę Waszyngtonu do uznania tych dążeń.

Przy czym według amerykańskich standardów, Pelosi jest parlamentarzystką i będąc poza strukturami rządowymi ma prawo podróżować gdzie zechce. Natomiast dla Chińczyków jest to jedynie mydlenie oczu. Wskazują oni, że gdyby coś stało się z prezydentem i wiceprezydent, to faktycznie speaker Izby przejmuje władzę w kraju, ergo, jest trzecią osobą w państwie.

Niebezpieczne upokorzenie

Cała sprawa być może nie budziłaby aż takich emocji gdyby nie uznanie jej za osobistą potwarz dla Xi Jinpinga, który ostrzegł Joe Bidena, by nie igrał z ogniem.

Tak się składa, że na jesieni 2022 roku odbędzie się XX zjazd Komunistycznej Partii Chin, co ma zasadnicze znaczenie dla politycznego układu sił w kraju. Zjazdy te odbywają się co 5 lat i mają realny wpływ na to kto i w jaki sposób rządzi Chinami (więcej w analizie PISM pióra Marcina Przychodniaka).

Xi Jinping kończy właśnie swoją drugą kadencję. Stąd oczekiwanie, że potwierdzi swoją pozycję i zostanie wybrany po raz trzeci (konstytucyjny limit dwóch kadencji zniesiono w 2018 r.). Niektórzy sinolodzy twierdzą nawet, że istnieje szansa na pełnienie tej funkcji dożywotnio. Myli się jednak ten, kto uważa, że partia jest monolitem. Xi Jinping ma wielu przeciwników. Niektórzy są odsuwani od władzy, inni stają się ofiarami czystek (przeważnie o podłożu korupcyjnym), ale zdecydowana większość nadal pozostaje cichą częścią systemu. Wizerunkowa porażka przewodniczącego na takim czy innym polu, może pozbawić go władzy. Stąd nakręcenie burzy wokół wizyty Pelosi doprowadziło do sytuacji, w której Pekin zmuszony jest zareagować ostro i demonstracyjne, nawet jeśli sam nie jest gotowy do wojny z USA.

Wystąpienie Xi Jinpinga z okazji 70-leci Chińskiej Republiki Ludowej, w październiku 2019 r. Źródło: CGTN

W tym kontekście, stał się zakładnikiem własnej polityki. Chiny przechodzą powodowane bardzo ostrą polityką epidemiczną problemy społeczno-gospodarcze (więcej o tym pisałem w „#Shanghai”), na co nakłada się jeszcze kryzys na rynku nieruchomości oraz perturbacje finansowe obywateli. Stąd prowadzenie agresywnej polityki międzynarodowej, poza rzeczywistymi celami geopolitycznymi, używane jest jako narzędzie do odwrócenia uwagi społecznej od problemów wewnętrznych. Kreując się na wielkiego męża stanu, Xi Jinping obiecuje Chińczykom rzekomo należną im chwałę, zaspokajając hodowane przez państwową propagandę nacjonalistyczne resentymenty. To oznacza, że naprawdę nie może się cofnąć, a już na pewno nie może to nastąpić przed jesiennym zjazdem. Przynajmniej jeśli chodzi o demonstracyjne sprzeciwienie się USA. Można założyć, że duży sukces na arenie międzynarodowej umocni jego pozycję i dożywotnio przypieczętuje władzę nad krajem. Dopiero wtedy Chiny będą w stanie podjąć rzeczywistą konfrontację z Amerykanami.

Na dobrą sprawę nie można wykluczyć, że Xi Jinping sam postawił się w obecnej sytuacji właśnie po to by móc zademonstrować swoją stanowczość i tym samym zapewnić reelekcję na stanowisku.

Czy dojdzie do inwazji?

Komentatorzy często określają obecnego przewodniczącego mianem „cesarza”, ponieważ w bezprecedensowy sposób konsoliduje władzę w swoich rękach, budując jednocześnie wizję mocarstwowych Chin, których status ma być utrwalony jeszcze za jego życia. Elementem tego wizerunku jest nie tylko noszenie munduru na wzór ojca założyciela ChRL Mao Zedonga, ale przede wszystkim próba złamania ładu międzynarodowego, w którym globalnym hegemonem były Stany Zjednoczone Ameryki.

W zamyśle Pekinu, przywrócenie należnej Chinom roli w świecie musi odbyć się poprzez odzyskanie kontroli nad własnym sąsiedztwem. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że chodzi tutaj o dominację nad Morzem Południowochińskim oraz spacyfikowanie Tajwanu. Oba te cele wymagają jednak złamania amerykańskiej projekcji siły i systemu sojuszy.

Jedna z karykatur publikowanych przez propagandowy dziennik Global Times.

Dlatego wizytę Pelosi potraktowano jako pretekst do zademonstrowania chińskiej determinacji. Na długo przed nią, w reżimowych mediach pojawiły się artykuły i wypowiedzi straszące Tajwan i USA straszliwymi konsekwencjami. Sugerowano nawet zestrzelenie samolotu przez chińskie myśliwce, gdyby Pelosi miała się w końcu odważyć na wizytę. W zbliżonej sytuacji, w styczniu 2021 roku, takie straszenie przyniosło oczekiwany efekt. Wizyta ambasador Kelly Craft została odwołana dosłownie na chwilę przed rozpoczęciem. Chińscy propagandziści triumfowali. Tym razem nie wzięli jednak pod uwagę okoliczności. Na początku 2021 roku Waszyngton był na granicy wojny domowej, a dzisiaj na szali stoi amerykańska reputacja wiarygodnego sojusznika. W efekcie, Pelosi przyleciała na Tajwan, a rozbudzone apetyty nacjonalistów musiały obejść się smakiem. Chińskie media społecznościowe wypełniły się głosami oburzenia i niezadowolenia z „miękkiej” postawy rządu, co było do przewidzenia.

Natychmiast po przylocie Amerykanki, komunistyczne władze ogłosiły rozpoczęcie ogromnych, powietrzno-morsko-rakietowych manewrów wokół wyspy. Zaplanowano je w dniach od 4 do 7 sierpnia, w sześciu sektorach będących w bezpośredniej bliskości Tajwanu. Opublikowano nawet specjalną mapę. Zaznaczone na niej obszary w kilku miejscach naruszają wody terytorialne wyspy, a w całości strefę identyfikacji obrony powietrznej. Tym samym poważnym ograniczeniom ulegnie żegluga morska i powietrzna wokół wyspy. Takie działanie, poza złamaniem prawa międzynarodowego, może być potraktowane jako agresja.

Mapa sektorów w jakich prowadzone były manewry, kolor czerwony: 4-7.08.2022, kolor szary: 1995-1996, niebieska linia: wody terytorialne, przerywana linia: lotnicza ADIZ (strefa identyfikacji obrony powietrznej). Źródło: Focus Taiwan / CNA

Tylko czy to automatycznie oznacza, że obserwujemy przygotowania do chińskiej inwazji na Tajwan? Moim zdaniem nie. Z wielu przyczyn wydaje się to wątpliwe.

Wyspa posiada niesprzyjającą desantowi topografię co wymusza określoną specyfikę ataku (tylko kilka punktów), pora roku oznacza ryzyko sztormu, a siły i środki potrzebne do przeprowadzenia inwazji musiałyby być ogromne, dalece większe niż to, co Chińczycy zaprezentowali w związku z wizytą Nancy Pelosi. Pamiętajmy, że Tajwan żyje w cieniu wojny od przeszło 70 lat, posiada 2 mln rezerwistów i konkretne zdolności do obrony. Inwazja oznaczałaby konieczność zgromadzenia ogromnych środków, ludzi i sprzętu, przy jednoczesnym utrzymaniu blokady morskiej wyspy. Dodatkowo, wykonanie jej musiałoby odbyć się w sposób absolutnie skoordynowany, poprzedzony uderzeniem powietrzno-rakietowym. Zapewne także na amerykańskie okręty i bazy. Stąd moje przekonanie, że przeprowadzenie inwazji w tych warunkach skończyłoby się jedynie chińską porażką.

Sam jestem w gronie komentatorów uważających, że jakiekolwiek chińskie zakusy względem Tajwanu poprzedzone zostaną próbą złamania woli oporu w Tajpej, poprzez zajęcie jednej z pomniejszych wysepek. W ten sposób Pekin osiągnąłby cel (pokazał „kto rządzi”) z użyciem dużo mniejszych środków. Obrona odciętej od wsparcia jednostki jest niemożliwa, a lokalny garnizon zwyczajowo niewielki. Tego typu sukces można później ekstrapolować na cały Tajwan, przekonując że skuteczna blokada odetnie amerykańską pomoc. O taką demonstrację chodzi, moim zdaniem, tym razem.

O tym dlaczego uważam, że będzie to leżący blisko kontynentalnych Chin atol Dongsha pisałem obszernie w artykule pt. „Tajwańskie Westerplatte” w kwietniu 2021 roku. Zachęcam do jego lektury.

Czy taki ograniczony atak mógłby się odbyć pod osłoną tych lub innych manewrów wokół Tajwanu? To możliwe, chociaż w obecnych warunkach taka operacja byłaby dość ryzykowna. Amerykanie mają w rejonie grupę lotniskowca USS R. Reagan oraz tzw. helikopterowca USS Tripoli (mylna nazwa, bo na pokładzie ma 20 F-35B). Z Japonii dołączy do nich kolejny helikopterowiec – USS America.

Większość marynarki przebywa obecnie w rejonie Hawajów, gdzie bierze udział w międzynarodowych manewrach RIMPAC 2022. Jednakże kończą się one dzisiaj – 4 sierpnia, po czym kilkadziesiąt okrętów będzie mogło obrać kurs na Tajwan. Chińczycy muszą też liczyć się z reakcją Filipin i Japonii, których wody terytorialne wcale nie są tak odległe jak się sądzi. Dla przykładu, wyspa Yonaguni leży zaledwie 100 km od tajwańskiego wybrzeża, a archipelag Senkaku niewiele dalej. Strefy manewrów wyznaczono w relatywnie niewielkiej odległości od nich (kilkadziesiąt kilometrów). Można więc założyć, że jeśli doszłoby do jakichkolwiek starć, to raczej w wyniku przypadku i lekkomyślności tego lub innego żołnierza/marynarza, a nie planowanej operacji. Na pełnoskalową wojnę jest zbyt wcześnie.

Odległość między należącą do Japonii wyspą Yonaguni, a wybrzeżem Tajwanu.

Myślę jednak, że ważniejsze niż przeszkody natury wojskowej, są tu aspekty polityczno-ekonomiczne. Chiny nie stać w tej chwili na ryzyko sankcji lub perturbacji związanych z blokadą przepływu towarów i surowców, a tym skończyłaby się jakakolwiek rzeczywista agresja na tajwańskie terytoria lub nawet ograniczony konflikt na morzu. Co innego testowanie Amerykanów, a co innego rzeczywisty konflikt zbrojny. To pierwsze odbywa się w zasadzie bezkosztowo, a potencjalne korzyści mogą być duże. Nie tylko w polityce wewnętrznej, ale także w regionalnym układzie sił. Znakomitym przykładem jest tu użycie „milicji” na wodach Morza Południowochińskiego, gdzie uzbrojone kutry dokonują czasowego zaboru wód terytorialnych po to by potwierdzić chińskie roszczenia. Tego typu skuteczne podkopanie amerykańskiej wiarygodności, może rozbić antychińską koalicję, a to byłaby nie lada gratka.

Podsumowanie

Uważam, że obserwujemy podyktowane potrzebami polityki wewnętrznej próby badania jak daleko można się posunąć bez wchodzenia w konflikt zbrojny z USA. Chodzi też o zademonstrowanie (lub przećwiczenie) zdolności do przeprowadzenia blokady morskiej Tajwanu, która byłaby warunkiem koniecznym udanej inwazji wyspy w późniejszym terminie. Do tego czasu Pekin korzystać będzie mniej ze środków militarnych, a więcej z różnorakiej presji gospodarczo-politycznej, czego dowodem może być nałożenie embarga na import tajwańskich produktów spożywczych. Nie oznacza to jednak, że sytuacja nie jest poważna.

Bezkarne naruszenie tajwańskich wód terytorialnych będzie poczytywane za sukces Pekinu i może wprawić w konsternacje amerykańskich sojuszników. Stąd, choć nie grozi nam jeszcze wojna na Pacyfiku, Waszyngton powinien zareagować równie zdecydowanie.

Ta próba sił będzie bowiem obserwowana nie tylko w Tajpej, ale też Tokio, Seulu, Manili, Hanoi i w wielu innych pacyficznych stolicach. Okazanie słabości, zachęci Pekin do stosowania rozwiązań siłowych w przyszłości.

Wizyta Nancy Pelosi postawiła prezydenta Joe Bidena w trudnym położeniu. Jeśli chce dalej budować sieć azjatyckich sojuszy utrzymując swoją pozycję na Pacyfiku, musi zdać ten egzamin.


Niniejsza strona jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.