Koniec Maduro

Wenezuelski satrapa wkrótce stanie przed obliczem nowojorskiego sądu. Po miesiącach wojny nerwów, doczekaliśmy się rozstrzygnięcia.


03-01-2026


To była bardzo szybka operacja. Oddział elitarnych sił specjalnych Delta Force wylądował śmigłowcami w pobliżu kryjówki Nicolása Maduro w stołecznym Caracas, po północy 3 stycznia 2025 roku. W tym samym czasie trwały naloty amerykańskiego lotnictwa na cele wojskowe: koszary, dowództwa, stanowiska obrony przeciwlotniczej, lotniska oraz port. W części miasta brakowało prądu. Tempo ataku było na tyle duże, że mimo trwającego miesiące napięcia siłom amerykańskim udało się osiągnąć efekt zaskoczenia.

Amerykanie mieli znakomite rozpoznanie. Znali dokładnie miejsce pobytu dyktatora, a także plan domu, w którym się znajdował. Wiedzieli, że w pobliżu sypialni znajduje się tzw. pokój bezpieczeństwa, w którym Maduro mógłby się schować w oczekiwaniu na odsiecz. Grube stalowe ściany i drzwi, miały zapewnić mu bezpieczeństwo. To dlatego żołnierze byli wyposażeni w odpowiednie palniki spawalnicze. Te jednak okazały się niepotrzebne. Maduro pojmany został gdy wchodził do pomieszczenia, ale nie zdążył jeszcze zamknąć drzwi. Razem z nim pochwycono także jego małżonkę.

Już ok 3.30 czasu lokalnego śmigłowce z nietypowymi jeńcami wracały na pokład USS Iwo Jima, a historia Nicolása Madura w roli nieuznawanego przez część państw świata prezydenta Wenezueli, dobiegła końca. Jak poinformował Donald Trump na konferencji prasowej zorganizowanej kilka godzin później, operacja przebiegła bez większych trudności. Nie utracono żadnego sprzętu (jeden uszkodzony śmigłowiec wrócił do bazy), żaden z amerykańskich żołnierzy nie zginął (kilku miało zostać rannych), a osiągnięty efekt wojskowy był na tyle zadowalający, że odstąpiono od planów wykonania niezwłocznego drugiego uderzenia.

J. Ratcliffe, D. Trump i M. Rubio obserwujący operację „Absolute Resolve” w Mar-a-Lago, 3 stycznia 2026. Źródło: WhiteHouse

Szerzej o historii presji na Wenezuelę i Maduro pisałem w październiku, w zbiorczym artykule „Atak na Wenezuelę”, dlatego chciałbym uniknąć powtórzeń. Dla porządku wspomnę tylko, że wenezuelskie władze oskarżone zostały o handel narkotykami, a amerykańska marynarka zaczęła gromadzić okręty na Morzu Karaibskim na początku września 2025 i już wtedy atak dekapitacyjny uważany był za bardzo prawdopodobny. Biały Dom jednak ciągle zwlekał z decyzją o bezpośrednim ataku, prowadząc z reżimem przedłużające się negocjacje na temat ustąpienia prezydenta z urzędu. W tym samym czasie US Navy polowała na motorówki przemytników narkotyków, lotnictwo symulowało naruszenia przestrzeni powietrznej, a CIA operowała na lądzie zbierając dane i przygotowując podstawy pod operację wojskową.

W grudniu Amerykanie przyznali się do ataku na niewielką przystań na wenezuelskim wybrzeżu, rzekomo należącą do kartelu. Był to jednak pierwszy potwierdzony atak na lądzie. Mniej więcej w tym samym czasie wprowadzono blokadę morską uniemożliwiającą Wenezueli eksport ropy. Zatrzymano kilka tankowców, co skutecznie zablokowało reżimowi możliwość jej sprzedaży. Według doniesień mediów, Donald Trump planował rozpoczęcie nalotów już 25 grudnia, ale ostatecznie postanowił najpierw uderzyć na dżihadystów w Nigerii. Nowy termin ataku wybrano ze względu na pogodę, oraz korelację czasową. Tego samego dnia, 3 stycznia 2020 roku Donald Trump wydał rozkaz zabicia wpływowego gen. Kasema Sulejmaniego, dowódcy irańskich sił Kuds. Trzydzieści lat wcześniej, 3 stycznia 1990 roku pojmano dyktatora Panamy Manuela Noriegę. Podobnie jak Maduro, oskarżany był o handel narkotykami.

Symbolika ta ma istotną rolę w budowaniu komunikatu. Waszyngton chciał udowodnić, że posiada zdolności do projekcji siły niedostępną innym państwom. Potrzebował pokazu, który najlepiej oddawałby sens hasła „pokój przez siłę” oraz nawiązywał do opublikowanej w minionych tygodniach Strategii Bezpieczeństwa Narodowego (NSS 2025). Niewątpliwie błyskawiczne pojmanie Maduro bez żadnych strat własnych należy uznać za ogromny sukces, niezależnie od tego czy w następstwie operacji dojdzie do obalenia całego wenezuelskiego systemu władzy, czy też nie.

Przede wszystkim jednak jest to komunikat wysłany do Iranu, Kolumbii, oraz wszystkich innych państw, które chciałyby wybrać konfrontację zamiast narzuconego dialogu. Sekretarz stanu Marco Rubio wyraźnie ostrzegł, że Waszyngton może rozmawiać z każdym i gotów jest składać oferty, ale nie będzie „grać w cudze gierki”. To silny i potrzebny komunikat, ponieważ chaotyczna amerykańska polityka zagraniczna, cechy charakteru i zachowanie Donalda Trumpa oraz brak skuteczności wobec Rosji i Chin, osłabiały amerykańską pozycję i wizerunek. Gdzie dochodzimy do kontekstu politycznego opisywanych wydarzeń.

Nie należy mylić sprawności amerykańskich sił zbrojnych, ze sprawnością administracji.

Maduro na pokładzie USS Iwo Jima. Źródło: Truthsocial

O ile amerykańska armia pokazała się od najlepszej strony, o tyle odpowiedź na pytanie o kolejne kroki nie jest już taka jasna. Donald Trump bez ogródek przyznał, że amerykańskie koncerny przejmą kontrolę nad wenezuelskimi surowcami i zaczną wydobywać zgromadzone w ziemi „bogactwa”, co będzie też z pożytkiem dla Wenezuelczyków.

W odpowiedzi na pytania dziennikarzy wyraził przekonanie, że USA kontrolują Wenezuelę i będą nią zarządzać aż do czasu dokonania się pełnej transformacji. Jednocześnie zaskakująco zdystansował się od laureatki pokojowej nagrody Nobla Marii Coriny Machado mówiąc, że nie ma ona poparcia wśród obywateli, a władzę sprawować będzie wiceprezydent Delcy Rodriguez. Ma ona współpracować z Waszyngtonem w przekazaniu władzy. Nie odniósł się także do Edmundo Gonzáleza Urrutia, który od 2024 roku uznawany jest za legalnie wybranego prezydenta.

Jednakże krótko po tych stwierdzeniach, Rodriguez zaprzysiężona została na głowę państwa i w publicznym wystąpieniu zaprzeczyła Trumpowi, domagając się uwolnienia porwanego Nicolása Maduro i jego żony. Według niej to Maduro pozostaje legalną głową państwa. Zapowiedziała walkę z amerykańską agresją aż do zwycięstwa, wprowadziła w kraju stan wyjątkowy oraz poszerzyła zakres kompetencji armii oraz służb.

Mimo spontanicznych wystąpień ludności cywilnej wyrażającej radość z obalenia dyktatury, szereg członków ścisłego kierownictwa potwierdziło swoją gotowość do walki, a wierne im oddziały deklarują swoją lojalność. Na razie więc nie widać pęknięcia reżimu. Możliwa jest kontynuacja konfliktu, tym bardziej że Trump nie wykluczył obecności amerykański sił lądowych. Gdyby tak się miało stać, Wenezuela z szybkiego triumfu, może przeistoczyć się w niekontrolowany i przedłużający się chaos. A to skomplikowałoby amerykańskie plany wobec zachodniej hemisfery.

Pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodriguez podczas rady bezpieczeństwa. 3/1/2026. Źródło: SA_Defense

W szerszym ujęciu geopolitycznym, wspomniany wcześniej kontekst siłowy, natychmiast wpleciony został przez Biały Dom w założenia NSS 2025. Donald Trump zasugerował, że podobny do Wenezueli los może czekać Kubę, prezydent Kolumbii powinien mieć się na baczności, a także że „coś będzie trzeba zrobić” z Meksykiem. Poza pierwszym z państw, pozostałe dwa wymienione zostały w kontekście walki z kartelami narkotykowymi, choć obraz ten jest bardziej złożony. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro jest zajadłym przeciwnikiem Trumpa, którego ten chce usunąć, a prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum traktowana jest jako „miła kobieta”, która nie panuje nad częścią swojego kraju, wobec czego trzeba jej pomóc niezależnie od tego czy wyraża na to zgodę.

Zarówno Trump jak i sekretarz Marco Rubio wyrazili przekonanie, że USA będą odtąd całkowicie dominować na zachodniej półkuli, podejmując interwencje według własnego uznania. To zdecydowanie najważniejsza informacja płynąca z wydarzeń w Wenezueli. Waszyngton odrzucił reguły prawa międzynarodowego powracając do brutalnego interwencjonizmu w swoim najbliższym otoczeniu. To polityka kolonialna, merkantylistyczna, która dotknie szereg państw regionu, od Wenezueli i Kolumbii, przez Kubę, Nikaraguę i Meksyk, aż po Grenlandię. USA nie są już protektorem ładu międzynarodowego, tylko jednym z uczestników koncertu mocarstw i gry o strefy wpływów. Biały Dom nie czyni z tego żadnej tajemnicy. To kolejna lekcja, którą należy dobrze odczytać. Szczególnie, że chaotyczna forma tych działań prowadzi do destabilizacji.

Na zakończenie warto zauważyć, że atak na Wenezuelę spotkał się z największym sprzeciwem ze strony Rosji, Chin i Iranu. Moskwa wezwała USA do poszanowania prawa międzynarodowego, rozwiązywania konfliktu poprzez dialog i uwolnienia prawowitego przywódcy kraju. Tymczasem podobną operację Rosjanie próbowali wykonać nie tak dawno w stosunku do Ukrainy i Wołodymyra Zełenskiego, ponosząc sromotną porażkę. Kreml ma się czego bać. Być może jednym z kolejnych państw na liście stanie się niedługo Iran, w którym wybuchły gwałtowne społeczne protesty, a to oznaczałoby kurczenie się antyzachodniej koalicji.

Na razie jednak Amerykanie są dopiero na początku tej drogi. Wiele zależy od tego czy sukces sił zbrojnych da się podtrzymać na poziomie politycznym. Każde potknięcie posłuży do konsolidacji oporu wobec amerykańskiego interwencjonizmu, co da efekt odwrotny od oczekiwanego. Zamiast dominacji, Waszyngton czekać będzie ograniczenie wpływów.


Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *