Koniec hegemonii Ameryki

Stany Zjednoczone abdykują z roli hegemona, dobrowolnie godząc się na koncert mocarstw. To fundamentalna zmiana o dalekosiężnych konsekwencjach.
05-12-2025
Biały Dom nareszcie opublikował najnowszą Strategię Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Strategy). Już tylko pobieżna jej lektura nie pozostawia żadnych złudzeń. Potwierdzają się wszystkie obawy z ostatnich miesięcy. Administracja Donalda Trumpa ostatecznie przekreśla powojenny ład międzynarodowy wyrzucając do kosza całą amerykańską politykę zagraniczną z kilku ostatnich dekad. Robi to w sposób obcesowy, wręcz antagonizujący w stosunku do sojuszników. Co ciekawe, pozostaje wyjątkowo retorycznie łagodna w stosunku do niedawnych przeciwników – Chin i Rosji.
Stany Zjednoczone – abdykacja z hegemonii
Waszyngton oficjalnie rezygnuje z roli światowego hegemona, wycofując się na półkulę zachodnią. Świat podzielony zostaje na trzy strefy wpływów, z mocarstwami oddzielonymi bezpiecznymi oceanami. Europa staje się ważnym, ale pobocznym teatrem działań, który wymaga odgórnie narzuconej stabilizacji ponieważ w założeniach dokumentu, nie jest zdolna do zadecydowania o sobie. Chiny pozostają wyzwaniem, jednakże ich status zostaje deklaratywnie zdegradowany z głównego wroga, na rywala z którym należy konkurować utrzymując obecną strefę wpływów na Indo-Pacyfiku, bez doprowadzania do bezpośredniej konfrontacji.
Bliski Wschód zostaje zmarginalizowany, z maksymalnie ograniczoną amerykańską obecnością, zaś Afryka całkowicie pominięta, wspominana jedynie jako źródło eksploatacji surowców. W przeciwieństwie do strategii z 2022 roku i dokumentów NATO, Rosja wymieniana jest jako zagrożenie jedynie w kontrze do błędnej (w opinii autorów) polityki Europy. Jednocześnie dość obszerny fragment dokumentu kreuje Unię Europejską na główne zagrożenie wobec państw europejskich, a także całej „europejskiej cywilizacji”. Za podobnie wrogie uznaje się organizacje i instytucje międzynarodowe. Waszyngton otwarcie zapowiada ingerowanie w politykę krajową sojuszników, wspieranie partii i organizacji „patriotycznych”, dążących do rozbicia europejskiej solidarności.
USA będą unikać zaangażowania na wielu frontach, skupiając się na odstraszaniu i zapobieganiu konfliktom. Pokój z Rosją ma być Europie narzucony, ponieważ niezdolna jest do samodzielnego porozumienia. Sojusznicy powinni wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu, a Amerykanie będą im pomagać głównie poprzez udostępnienie technologii oraz preferencyjną sprzedaż uzbrojenia. Mimo braku bezpośredniego zakwestionowania sensu istnienia NATO, pewne wątpliwości pojawiają się w kontekście przyszłości sojuszu. Jedna ze wzmianek hipotetycznie zakłada, że niektóre państwa mogą stać się wewnętrznie niekompatybilne ze względu na zachodzące w nich zmiany społeczno-kulturowe.
Publikacja ta zbiegła się w czasie z ujawnieniem przez agencję Reuters informacji, że USA dają Europejczykom czas do 2027 roku na przejęcie większości konwencjonalnych zdolności obronnych NATO, od wywiadu po rakiety. Jeśli termin nie zostanie dotrzymany, Pentagon grozi wstrzymaniem niektórych mechanizmów koordynacji obronności NATO. Nie wiadomo jakich, ale jest to postępowanie tożsame z tym jak traktowana jest Ukraina (w jej przypadku było to czasowe wstrzymywanie dostaw uzbrojenia i pomocy wywiadowczej), o czym NSS wydaje się kilkukrotnie wspominać.
Reasumując. Dokument ten powinien stanowić ostatni zimny prysznic, szczególnie dla państw naszego regionu. Przesłanek było wystarczająco wiele, aby w minionych miesiącach dostrzec symptomy niedobrej dla nas przemiany Stanów Zjednoczonych z idealizowanego protektora, w wyrachowanego szantażystę. Amerykanie odchodzą, zarówno w sensie geograficznym wycofując się do zachodniej hemisfery, jak i w sensie politycznym. Przestają być strażnikiem praw i porządku. Nie tylko opuszczają, ale całkowicie palą gmach świata zachodniej powojennej demokracji, opartej na wspólnych interesach, kulturze i solidarności.
Istnieje wyłącznie merkantylizm i interesowność. Sojusze są jedynie tak dobre, jak długo pozostają kontrolowane przez Waszyngton realizując amerykańskie interesy narodowe. Więcej nawet, Waszyngton zachęca do rywalizacji uznając ją za normalną kolej rzeczy i akceptuje ryzyka jakie niesie. Występuje jednak z pozycji jednego z najsilniejszych państw świata, tymczasem większość pozostałych jest na tyle słaba aby obawiać się o swoją suwerenność.
Przekonany jestem, że jeszcze długo będzie się mówić o znaczeniu tych zapisów, a na temat amerykańskiej polityki pojawi się setki opracowań i artykułów. Pozwólcie więc, że spróbuję omówić treść tego naprawdę przełomowego dokumentu, mimo że kwituje on jedynie obserwowane status quo. Przynajmniej mamy to czarno na białym, nie może być więc żadnych wątpliwości co do intencji Białego Domu.
Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA – 2025
publikacja: 5/12/20205
Podzielona na cztery rozdziały: Wstęp, Cele, Narzędzia, Strategię. Liczy 33 strony. Dla porównania, poprzednia strategia z 2022 roku liczyła 48 stron oraz pięć rozdziałów podzielonych na kilka zagadnień (łącznie kilkadziesiąt). Najbardziej rozbudowany jest ostatni rozdział – czyli ten przedstawiający strategię wobec poszczególnych regionów. Dokument, w przeciwieństwie do wcześniejszych wersji, nie definiuje przeciwników geopolitycznych ani nie wskazuje na zagrożenia. Skupia się raczej na określeniu celów, a następnie opisaniu jak narzędzi służących ich realizacji.
Co znamienne, brak jest końcowego podsumowania, co sprawia trochę wrażenie jakby tekst nie był skończony.
Wstęp
Pierwsza część ma charakter reinterpretacji amerykańskiej polityki zagranicznej ostatnich dekad. Jest wobec niej zdecydowanie krytyczna. Powtarzają się stwierdzenia, które w minionych miesiącach wielokrotnie słyszeliśmy z ust wiceprezydenta JD Vance’a i innych polityków obozu rządzącego.
Autorzy stwierdzają, że USA nie stać na to żeby być wszędzie. Co więcej, celem polityki zagranicznej jest wyłącznie obrona interesów narodowych rozumianych jako całkowite podporządkowanie relacji międzynarodowych osiąganiem korzyści materialnych. Ich dotychczasowa forma miała być wbrew amerykańskiej racji stanu, a ponadto niezrozumiała dla przeciętnych Amerykanów. Sojusznicy mieli zrzucać odpowiedzialność za bezpieczeństwo na USA, które nie czerpało żadnych korzyści. Co więcej, system ten umożliwiał rozwój instytucji i organizacji międzynarodowych, które są w swoim charakterze antyamerykańskie, a nawet dążą do ograniczenia suwerenności poszczególnych narodów.
Czego powinny chcieć Stany Zjednoczone?
Kolejne dwa rozdziały dokonują przeglądu celów zarówno w odniesieniu do samych Stanów Zjednoczonych, jak i reszty świata. Nadrzędnym jest:
„Dalsze przetrwanie i bezpieczeństwie Stanów Zjednoczonych jako niezależnej, suwerennej republiki, której rząd chroni nadane przez Boga prawa naturalne swoich obywateli i stawia na pierwszym miejscu ich dobrobyt i interesy”.
W tym kontekście wymieniane się bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, gospodarcze i terytorialne. Poruszone są kwestie przeciwdziałania szpiegostwu, przestępczości, migracji, subwersji kulturowej i propagandzie. Wiele uwagi poświęca się wewnętrznej reformie mającej wzmocnić państwo na wielu szczeblach: społeczeństwa, kultury, bezpieczeństwa wewnętrznego, silnej gospodarki, rozbudowanej armii, oraz daleko posuniętej samowystarczalności. To połączenie postulatów MAGA z wizją izolacjonizmu, oraz wprowadzenia popartego siłą merkantylizmu w polityce międzynarodowej.
Dość zaskakujący jest fragment o amerykańskiej „soft power” rozumianej jako kolejną wersję „amerykańskiej wyjątkowości” (american exceptionalism). Pozytywny wkład USA w rozwój świata ma polegać nie na krzewieniu demokracji (jak było dotychczas) tylko na poszanowaniu innych kultur, religii i systemów politycznych. Wizja ta kłóci się z naszym wyobrażeniem amerykańskiej polityki w jej tradycyjnym wydaniu, ale wbrew pozorom jest zgodna z przeprowadzoną na początku roku całkowitą likwidacją wszystkich narzędzi miękkiej polityki, które dotychczas pozostawały w amerykańskiej dyspozycji. Należy je interpretować poprzez aktualny stosunek do Rosji lub Arabii Saudyjskiej.
Amerykanie zamierzają deeskalować poprzez akceptację roszczeń aktorów o polityce rewizjonistycznej godząc się na przynajmniej część ich postulatów i żądań, tak długo jak nie będą w bezpośredniej sprzeczności z amerykańskim interesem (tj. nie przyniosą bezpośrednich szkód USA, co niekoniecznie łączy się ze szkodami sojuszników lub partnerów). Pokrótce omówienie założeń objawia nam się w pełnej krasie dopiero w ostatnim, najbardziej rozbudowanym rozdziale dokumentu.
Nowa Ameryka
Na początek przytoczę główne zasady amerykańskiej polityki, które są pieczołowicie wyliczone w treści dokumentu. Ich oryginalne brzmienie posiada krótka interpretację mojego autorstwa umieszczoną w nawiasie. W dokumencie opisy te są dłuższe i nieco bardziej zniuansowane.
* Zawężenie celów interesu narodowego (wycofanie się do izolacjonizmu)
* Pokój przez siłę (odstraszanie przeciwników)
* Zasada odejścia interwencjonizmu (stwierdza się, że całkowite jest niemożliwe, ale jego maksymalne ograniczenie będzie pożądane)
* Elastyczny realizm (wspomniane wcześniej porzucenie zasad zachodniej cywilizacji w wizji stosunków międzynarodowych, mówiąc inaczej – prymat silnych nad słabymi bez zmuszania do przestrzegania norm)
* Pierwszeństwo narodów (stosunki bilateralne ważniejsze od relacji z organizacjami międzynarodowymi)
* Suwerenności i szacunek (USA dbać będą wyłącznie o własną niezależność sprzeciwiając się organizacjom międzynarodowym – w tym kontekście podaje się cenzurę, wolność słowa, operacje wpływu, migrację, konflikty zbrojne – potencjalnie bardzo groźny sygnał -> vide NATO/ONZ/UE)
*Równowaga sił (USA odrzuca własną rolę hegemona, ale nie pozwoli aby inne mocarstwo po nią sięgnęło – mówiąc inaczej, koncert mocarstw)
*Polityka propracownicza (odbudowa gospodarki w oparciu o prymat amerykańskiej wytwórczości)
*Uczciwość (USA wymagać będą wzajemności w relacjach z sojusznikami, rozumianej jako branie na siebie podobnego ciężaru wydatków i obowiązków. Co więcej, sojusznicy powinni wydawać nawet więcej by wyrównać trwające dekady „nierówności” na niekorzyść USA. Co rozumiem jako politykę płacenie haraczu za ochronę)
*Kompetencje i zasługi (wyeliminowanie radykalizmu i ideologii, postawienie na rzeczywiste kompetencje i zasługi w odbudowie infrastruktury, bezpieczeństwie narodowym, technologii, przemyśle, obronie i innowacjach. Przy czym z pierwszeństwem Amerykanów nad innymi nacjami)
*Koniec ery masowej migracji (swobodna migracja jest niedopuszczalna i niebezpieczna)
*Ochrona praw i wolności (prawa amerykańskich obywateli muszą być chronione, dlatego agencjom dano „straszliwe” uprawnienia, ale ich nadużycie musi być bezwzględnie karane, podobnego postępowania oczekuje się od sojuszników – tutaj mamy dwie kwestie, poszerzenia uprawnień służb ale deklaratoryjnym zapewnieniu, że nie wolno ich nadużywać. Jednocześnie jest to wygodny pretekst do dyscyplinowania sojuszników)
*Dzielenie się ciężarami (rozumianymi jako ponoszenie większych wydatków przez sojuszników, którzy wezmą odpowiedzialność za własny region i będą mogli liczyć na amerykańskie wsparcie w postaci korzystniejszych umów handlowych, kontraktów obronnych i dostępu do technologii)
*Reorganizacja przez pokój (rozumiana jako próba zakończenia konfliktów poprzez oferty intratnej współpracy bez oglądania się na przyczyny danej wojny – w tym kontekście wyraźnie podkreślona rola Trumpa)
*Bezpieczeństwo ekonomiczne (wyrównana wymiana handlowa, dostęp do surowców krytycznych, reindustrializacja, odbudowa przemysłu zbrojeniowego, dominacja energetyczna, dominacja sektora finansowego).
*
Po określeniu podstawowych zasad, dokument przechodzi do opisania polityki wobec poszczególnych regionów świata. Rozbudowują one w szczegółach to co napisano w poprzednich fragmentach. Przede wszystkim wprost podkreśla się, że USA nie stać jest na rozciąganie sił i uwagi. Dlatego Amerykanie jasno określają, że priorytetem będzie bezpośrednio sąsiedztwo – zachodnia półkula. W pozostałych regionach (z wyjątkiem Azji) Amerykanie wycofają się albo całkowicie, albo w określonym zakresie.
A. Zachodnia Hemisfera
Podkreśla się, że Donald Trump wprowadza własne poprawki do doktryny Monroe’a. USA nie będą tolerować żadnej zewnętrznej ingerencji w tym regionie. W tym celu wzmocnią relacje z sojusznikami, których wykorzystają do kontroli migracji, walki z biznesem narkotykowym oraz zaprowadzenia bezpieczeństwa na lądzie i morzu.
USA zamierza wzmocnić swoją obecność wojskową w regionie, także poprzez wycofanie się z innych, odległych teatrów. Wspomina się o wzmocnieniu straży przybrzeżnej i marynarki, obciążeniu ich zadaniami kontroli migracji, przeciwdziałania handlu ludźmi i narkotykami oraz utrzymywaniu bezpieczeństwa żeglugi.
Głównym narzędziem politycznym będą cła oraz umowy handlowe, co oznacza tyle, że sojusznicy zostaną wzmocnieni finansowo (vide Javier Milei w Argentynie), a przeciwników będzie się dusić cłami tak długo aż poddadzą się dyktatowi USA (np. Wenezuela). Waszyngton chce aby Stany stały się dominującą potęgą gospodarczą i najważniejszym partnerem handlowym państw regionu. Ich relacje z partnerami spoza regionu będą zaś zwalczane.
Podsumowując, Amerykanie będą używać narzędzi gospodarczych w sposób długofalowy, oraz militarnych tam gdzie będzie to możliwe, w krótkich odcinkach czasu. Za powód do interwencjonizmu posłuży pretekst istnienia organizacji przestępczych i i karteli narkotykowych. Schemat ten obserwujemy już teraz w przypadku Wenezueli.
Co prawda dokument zakłada, że zachęty gospodarcze same w sobie wystarczą do zbliżenia z państwami regionu, jednakże monopolizacja relacji źle wróży nastrojom w Ameryce Południowej. A ta ma zdecydowanie złe skojarzenia z imperialną polityką Amerykanów, podobną zresztą do tego jak my sami myślimy o Rosji.
B. Azja
Wygrać gospodarczą przyszłość, zapobiec konfrontacji militarnej. To hasło przewodnie dobrze oddaje charakter fragmentu o rywalizacji z Chinami. USA dostrzegają gwałtowny wzrost potęgi Chin (pada sformułowanie „prawie równorzędna”) i zamierzają przywrócić równowagę handlową. Rejon Indo-Pacyfiku nazywają „polem bitwy”, ale nie w sensie dosłownym tylko strategicznej rywalizacji o wpływy i profity, w którym USA wspierane będą przez sojuszników.
Dokument zwraca uwagę, że Chiny zareagowały na pierwszą fazę wojny handlowej (2017) mocniej uzależniając od siebie gospodarki państw o niskich lub średnich dochodach per capita (13,800 USD lub mniej). W efekcie chiński eksport do tych państw jest dzisiaj czterokrotnie wyższy niż do USA, a rynku amerykańskiego w chińskim PKB spadł z 4% do 2%. Państwa te, poprzez budowę chińskich fabryk oraz utworzenie sieci dystrybutorów, stały się pośrednikami w eksporcie chińskich produktów do USA (w domyśle ukrywając tożsamość chińskiego producenta).
Waszyngton zamierza temu zaradzić przywracając równowagę i wzajemność w relacjach. Handel może być kontynuowany ku obopólnej korzyści, ale tylko w zakresie niedotyczącym kwestii wrażliwych (w domyśle technologii dających Amerykanom przewagę). Natomiast wspomniane państwa małe i średnie nęcone będą wizją współpracy gospodarczej i amerykańskimi inwestycjami. Amerykańska gospodarka musi też zachować „żywotność” i wzrost gospodarczy, aby utrzymać się na czele wyścigu.
W kontekście budowania „równowagi” wymienia się ogólne zasady, rozumiane jako walkę z:
*Drapieżnymi strategiami przemysłowymi i dotacjami państwowymi
* Nieuczciwymi praktykami handlowymi
* Niszczeniem miejsc pracy i deindustrializacją
* Kradzieżą własności intelektualnej i szpiegostwem przemysłowym
* Zagrożeniami dla łańcuchów dostaw, które narażają Stany Zjednoczone na ryzyko dostępu do kluczowych zasobów, w tym minerałów i pierwiastków ziem rzadkich
* Eksportem prekursorów fentanylu
* Propagandą, operacjami wpływu i innymi formami subwersji kulturowej.
(wszystkie te cele można przypisać Chinom, choć nie są oskarżane wprost o stosowanie tych praktyk)
Wśród sojuszników mających stanowić przeciwwagę dla Chin wymienia się: Indie, Japonię i Australię (Quad), ale włączenie w równoważenie chińskiego bilansu handlowego w zakresie dóbr konsumenckich wymagane jest także od Europy, Korei Południowej, Kanady i Meksyku, oraz wszystkich innych „znaczących” państw. Tak swoją drogą zapisy w tej części są dość chaotyczne i sprawiają wrażenie tekstu publicystycznego a nie dokumentu strategicznego. W skrócie, chodzi o to aby Amerykanie wykorzystali przewagę technologiczną (można dyskutować na ile ona faktycznie istnieje) do odzyskania światowych rynków zbytu i utrzymania (ponownie, to raczej wątpliwe) prymatu gospodarczego. Mowa o inwestycjach w Globalne Południe, dających alternatywę dla chińskiego kapitału. Przytomnie zauważa się jednak, że takowy plan obecnie nie istnieje a jedynie zgłaszana zostaje potrzeba jego utworzenia.
USA widzi swoją przewagę w technologiach wojskowych i podwójnego zastosowania. Przede wszystkim w domenach podwodnej, kosmicznej i jądrowej. Dodatkowo uważa, że dominuje w AI, komputerach kwantowych, systemach autonomicznych oraz energetyce koniecznej do zasilenia tych technologii. Przewagi te mają w przyszłości posłużyć do umocnienia pozycji i nawet zwiększyć dystans do konkurentów. Co więcej, ich rozwój ma być ściśle powiązany ze współpracą z kapitałem prywatnym (w domyśle, ma on się włączyć w politykę państwa) oraz wesprzeć przywrócenie (ważne – to oznacza, że wg autorów USA są w gorszej pozycji w regionie) korzystnej, regionalnej równowagi militarnej.
Z punktu widzenia współpracy międzynarodowej, USA określane są jako atrakcyjna konkurencja dla Chin ze względu na to, że Amerykanie są „otwarci, transparentni, wiarygodni, oddani wolności i innowacyjności, oraz mają za sobą wolny rynek (kapitalizm)”. Określenia te brzmią pięknie, ale obawiam się, że dokładnie taki wizerunek Amerykanów został z dużą sumiennością zniszczony w trakcie zaledwie kilku miesięcy 2025 roku. Trudno dzisiaj mówić o wiarygodności czy transparentności, jeśli sojusznicy są traktowani gorzej niż wrogowie a polityka Białego Domu potrafi się zmieniać o 180 stopni w ciągu kilku dni.
W pozostałej części autorzy skupiają się na kwestii zagrożenia bezpośrednią konfrontacją zbrojną. W dłuższym okresie, duża przewaga gospodarcza i technologiczna USA mają zniechęcać przeciwników do rozpoczęcia dużego konfliktu. Jednakże aby stan ten był możliwy do utrzymania konieczna będzie równowaga militarna w regionie. USA zamierzają utrzymać otwartą żeglugę na Morzu Południowochińskim oraz w Cieśninie Tajwańskiej, oraz zabezpieczyć tzw. pierwszy łańcuch wysp. Dlatego polityka wobec Tajwanu pozostanie taka jak dawniej, a żadne jednostronne zmiany statusu Cieśniny Tajwańskiej nie będą akceptowane.
Najważniejsze w tym zakresie jest stwierdzenie, że Amerykanie nie zamierzają brać na siebie pełnej odpowiedzialności i wymagać będą od wszystkich regionalnych sojuszników (przede wszystkich tych z pierwszego łańcucha) znaczących nakładów zbrojeniowych i zwiększenia zdolności wojskowych. Mówiąc inaczej, USA wydają się warunkować w ten sposób swój udział w ich obronie.
C. Europa
Z naszego punktu widzenia najbardziej kontrowersyjny rozdział. Przede wszystkim stanowi on bardzo mocną krytykę Unii Europejskiej. Autorzy raportu wspominają problemy z odpowiednio wysokimi wydatkami na obronność i kurczący się potencjał gospodarczy, jednakże jako główne zagrożenie wskazując „wymazanie” cywilizacji.
Cytując:
„Do najważniejszych problemów stojących przed Europą należą: działania Unii Europejskiej i innych organizacji transnarodowych, które podważają wolność polityczną i suwerenność, polityka migracyjna, która przekształca kontynent i wywołuje konflikty, cenzura wolności słowa i tłumienie opozycji politycznej, spadający wskaźnik urodzeń oraz utrata tożsamości narodowych i pewności siebie”.
Trzeba przyznać, że to dość radykalna diagnoza, w dodatku mająca charakter publicystycznej opinii. Niekoniecznie zgodnej z rzeczywistością, a ponieważ wiem jak nośna jest ta narracja chciałbym ją od razu skomentować.
Bez wątpienia problem migracji nie jest wymyślony i został zauważony już wiele lat temu. Od tamtej pory trwały różne próby jego uregulowania, tak na poziomie krajowym jak i unijnym. Wiemy co ostatnio robiła Polska, jak reagują Niemcy, czym jest pakiet migracyjny – wszystko jedno czy oceniamy te działania dobrze czy źle, faktem jest że politycy reagują na nastroje społeczne starając wprowadzić zmiany, a sam problem jest dla wszystkich oczywisty i ma charakter długoterminowy.
Natomiast mówienie o „cenzurze” i „tłumieniu opozycji” to kalka rosyjskiej narracji, bo też jedyne tego typu działania, które mogłyby choćby zbliżać się do podanych definicji dotyczą walki z dezinformacją i agenturą Federacji Rosyjskiej, która próbuje destabilizować wewnętrznie państwa Europy. Dokument całkowicie pomija wątek wojny hybrydowej. Nie ma też przecież mowy o tym, aby wybory nie były wolne i pluralistyczne. Europa cieszy się dużą swobodą i większym rozhermetyzowaniem partii politycznych niż USA.
Zarzucając europejskim demokracjom praktyki autorytarne, mimo że to właśnie w USA wprowadza się państwową cenzurę ograniczającą wolność mediów, a sam prezydent Trump mści się na dziennikarzach zadających niewygodne dla niego pytania jest dowodem albo na oryginalne poczucie humoru, albo daleko posunięty cynizm. Wzmianka o spadającym wskaźniku urodzeń, osłabieniu tożsamości narodowej i braku pewności siebie (objawiającym się w relacjach z Rosją) to z kolei zabieg propagandowy, którego cel staje się jasny w kolejnym akapicie.
Cytat:
„W wyniku wojny Rosji na Ukrainie relacje europejskie z Rosją uległy znacznemu osłabieniu, a wielu Europejczyków postrzega Rosję jako zagrożenie egzystencjalne. Utrzymanie relacji europejskich z Rosją będzie wymagało znaczącego zaangażowania dyplomatycznego Stanów Zjednoczonych, zarówno w celu przywrócenia warunków strategicznej stabilności na obszarze Eurazji, jak i w celu ograniczenia ryzyka konfliktu między Rosją a państwami europejskimi.”
Mówiąc inaczej, Amerykanie uważają że Europejczyków należy zmusić do nawiązania relacji z Rosją ponieważ sami są do tego niezdolni, a nierozwiązanie tej sprawy destabilizuje Euroazję i prowadzić może do bezpośredniej konfrontacji. Przywołana wcześniej argumentacja ma tę wizję uprawdopodobnić. Skoro Unia Europejska jest konstruktem całkowicie upadłym, nie może o sobie decydować. To ta sama narracją jaką Rosjanie stosują wobec Ukrainy.
Autorzy słowem nie wspominają o praprzyczynie konfliktu z Rosją, czyli rosyjskim imperializmie i powtarzającej się agresji terytorialnej trwającej cyklicznie od 2008 do 2022 roku. Mało tego, w całym dokumencie nie ma słowa o tym jak powstrzymać Rosję, czy też jakim zagrożeniem jest polityka tego kraju. Pomija się także dekady jakie państwa europejskie poświęciły na zbliżenie przez „ucywilizowanie” Rosji, z Niemcami i Francją na czele i jaki efekt działania te przyniosły.
Mowa o Ukrainie.
Dokument podkreśla, że w podstawowym interesie Stanów Zjednoczonych leży wynegocjowanie szybkiego zakończenia działań wojennych, aby ustabilizować gospodarki europejskie, zapobiec niezamierzonej eskalacji lub rozlania się wojny. Ma to przywrócić strategiczną stabilność z Rosją, a także umożliwić odbudowę Ukrainy po zakończeniu działań wojennych i jej przetrwanie jako funkcjonującego (a nie upadłego) państwa. Nie ma wzmianki o suwerenności lub integralności terytorialnej.
Jednocześnie stwierdza się, że amerykańska administracja pozostaje w konflikcie z europejskimi politykami, którzy mają „nierealistyczne oczekiwania” wobec wojny, co ma być w sprzeczności z dążeniem ogółu do jej zakończenia. Politycy ci mają reprezentować mniejszościowe, niestabilne rządy i działać wbrew woli społeczeństwa. Stwierdzenie to jest zasadniczo sprzeczne z rzeczywistością bowiem różnorakie wsparcie Ukrainy popiera większość obywateli UE, co potwierdzają najnowsze badania opinii publicznej (średnia ok. 60%), natomiast relatywnie niewielka ilość rządów europejskich ma charakter mniejszościowy. Jest to więc kolejne stwarzanie narracji pod fikcyjne przesłanki.
Dalej czytamy, że USA zamierzają pomagać Europie w odzyskaniu konkurencyjności i „korekcie” kursu, ponieważ chcą aby była stabilnym i mocnym sojusznikiem, jednakże nie w rozumieniu zrzeszenia w jednym organizmie politycznym, tylko jako wiele pojedynczych, suwerennych państw. W całym tekście wybrzmiewa przekaz stawiający Unię Europejską w roli wroga większego niż Rosja. USA zamierzają ingerować w politykę wewnętrzną tych państw tak aby doprowadzić do korzystnych dla siebie wyników wyborów, a także zablokować możliwość samodzielnego rozstrzygania relacji z Rosją, w tym dalszego rozszerzania NATO.
Reasumując, cele amerykańskiej polityki wobec Europy to:
* Przywrócenie warunków stabilności w Europie i stabilności strategicznej z Rosją
* Umożliwienie Europie stanięcia na własnych nogach i działania jako grupa sprzymierzonych suwerennych państw, w tym poprzez wzięcie na siebie głównej odpowiedzialności za własną obronę, bez bycia zdominowanym przez jakiekolwiek wrogie mocarstwo
* Kultywowanie oporu wobec obecnej trajektorii Europy w państwach europejskich
* Otwarcie rynków europejskich na towary i usługi ze Stanów Zjednoczonych oraz zapewnienie sprawiedliwego traktowania pracowników i przedsiębiorstw ze Stanów Zjednoczonych
* Budowanie zdrowego społeczeństwa państw Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej poprzez powiązania handlowe, sprzedaż broni, współpracę polityczną oraz wymianę kulturalną i edukacyjną
* Położenie kresu rozszerzaniu NATO
* Zachęcanie Europy do podjęcia działań w celu zwalczania „merkantylistycznej nadwyżki mocy produkcyjnych, kradzieży technologicznej, cybernetycznego szpiegostwa i innych wrogich praktyk gospodarczych” (czyli wobec Chin).
D. Bliski Wschód
Amerykanie wycofują się z Bliskiego Wschodu w rozumieniu obecności militarnej i angażowania się w długotrwałe konflikty. Powody tej decyzji są według autorów dwa. Po pierwsze USA stały się samowystarczalne energetycznie, a po drugie największe regionalne konflikty miały zostać zażegnane. Osłabiono Iran oraz jego wpływy (zniszczenie programu nuklearnego), zawarto rozejm w konflikcie izraelsko-palestyńskim, osłabiono głównych sponsorów Hamasu, ustabilizowano Syrię.
Wobec powyższego region przestaje być „wiecznym problemem”, a staje się partnerem inwestycyjnym (nie tylko ropa, ale też energia jądrowa, AI, technologie obronne) i polem współpracy gospodarczej (łańcuchy dostaw, rynki w Afryce itp.). Konkluzja jest taka, że podstawowe interesy Ameryki (bezpieczeństwo dostaw ropy, otwartość Cieśniny Ormuz i Morza Czerwonego, walka z terroryzmem, bezpieczeństwo Izraela, rozszerzanie Porozumień Abrahamowych) da się realizować bez wielkich wojen i demokratycznego „budowania narodów”.
Amerykanie cedują stabilizację na lokalne państwa i odstępują od ingerowania w ich sprawy wewnętrzne lub narzucania ścieżek rozwoju politycznego (jaka zmiana w stosunku do Europy!). W razie potrzeby będą interweniować wojskowo, ale nie zamierzają już angażować się tak dalece jak w minionych dekadach. Warto zauważyć, że w tym bardzo krótkim fragmencie kilkukrotnie wymienia się zasługi Donalda Trumpa dla stabilizacji regionu, co ociera się o hagiografię i to w dokumencie, który ma być przecież strategiczną sygnalizacją dla świata, a nie panegirykiem.
E. Afryka
Afryce poświęca się jeszcze mniej uwagi, zaledwie trzy akapity. Podobnie jak w przypadku Bliskiego Wschodu amerykańska polityka odstąpi od szerzenia „liberalnej ideologii” (czyli demokracji) na rzecz pragmatycznej współpracy gospodarczej w postaci amerykańskich inwestycji. Jakich? W surowce naturalne, w tym przede wszystkim pierwiastki rzadkie oraz energetykę. W zamian USA oferować będą technologię energetyki nuklearnej, skroplonego gazu oraz eksploatacji metali ziem rzadkich. Do współpracy zaproszone zostaną wszystkie państwa otwarte na amerykańskie inwestycje. W zaledwie jednym zdaniu wspomina się o problemie islamskiego terroryzmu, ale jednocześnie podkreślone zostanie, że Amerykanie unikać będą długotrwałych zobowiązań i obecności zbrojnej.
Innymi słowy, Afryka ma być przedmiotem gospodarczego kolonializmu z pominięciem jakichkolwiek działań mających stabilizować kontynent.
Wnioski
W dokumencie brak jest zakończenia. Strategia z 2022 roku uwieńczona była konkluzjami i podsumowaniem, mającym trochę charakter deklaracji ideowej. Wersja ta miała daleko bardziej uporządkowany charakter. Aktualny dokument jedynie z początku zachowuje oficjalną formułę, która przystoi tego typu opracowaniu. W największym, czwartym rozdziale opis wydarzeń przywodzi na myśl artykuł w prasie lub robocze opracowanie na potrzeby wewnętrzne. Jest chaotyczny i często łączy różne wątki, co utrudnia jego lekturę. Niektórym zagadnieniom poświęca zdecydowanie więcej miejsca niż innym. Wtręty publicystyczne, w tym czysto spekulatywne na temat możliwego rozwoju wydarzeń, oparte na nieprawdziwych przesłankach wyglądają niepoważnie.
Jeśli dosłownie traktować treść NSS 2025 jako komunikacji strategicznej, najbardziej powinni się obawiać amerykańscy sojusznicy, a szczególnie Unia Europejska. Rosja może czuć się bardzo komfortowo, ponieważ przyznano jej rolę mocarstwa, którego dążenia należy uszanować. Nieco mniej zadowolone mogą być Chiny, ponieważ amerykańska polityka pozostaje w sprzeczności z celami Pekinu, jednakże w sposób który teoretycznie pozwala na utrzymanie rywalizacji w dających się przewidzieć ramach. Moim zdaniem utwierdzi to Pekin w przekonaniu przewagi nad USA. Jeśli z konfrontacji uda się wyłączyć kwestię arsenału nuklearnego, Chińczycy mogą poczuć się ośmieleni do rozwiązania kwestii Tajwanu w sposób siłowy. Szczególnie jeśli Amerykanie skonfliktują się z Europą. To wymarzony scenariusz zarówno dla Rosji, jak i Chin.
Dla Polski jedyną pozytywną przesłanką może być zapewnienie o oparciu się o stosunki bilateralne z państwami, które mają potencjał do wzięcia odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. Przynajmniej w warstwie deklaratoryjnej Warszawa idealnie wpisuje się w amerykańskie oczekiwania i prawdopodobnie nie będzie pierwszym celem amerykańskiej presji. Z drugiej strony rozbicie Unii Europejskiej i wyraźna zapowiedź koncertu mocarstw radykalnie pogorszą nasze środowisko bezpieczeństwa. O podejściu Waszyngtonu do Rosji nie wspominając.
Nie powinniśmy się jednak cieszyć. Nie jesteśmy gotowi na zmiany, które nadchodzą oraz konsekwencje jakie ze sobą niosą. Na początek przyjmijmy jednak do wiadomości, że mamy do czynienia z definitywnym końcem ładu transatlantyckiego i nic go już nie przywróci. Nawet ponowne dojście do władzy Demokratów. Szkody jakie obecnie są wyrządzane bezpowrotnie niszczą dotychczasowy ład geopolityczny i nie wiadomo co powstanie na jego zgliszczach. Europa albo podejmie się bardzo trudnych reform, biorąc odpowiedzialność za własną przestrzeń, albo stanie się ofiarą koncertu mocarstw, ulegając rozbiciu. Przetrwają tylko silni.
Materiały:
NSS 2025
https://www.whitehouse.gov/wp-content/uploads/2025/12/2025-National-Security-Strategy.pdf
NSS 2022
https://bidenwhitehouse.archives.gov/wp-content/uploads/2022/10/Biden-Harris-Administrations-National-Security-Strategy-10.2022.pdf
Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.
Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ
Możesz też postawić mi kawę:

1 komentarz
oparek777 · 2025-12-07 o 12:10
Oj ciężko było czytać. Ciężko porzucić swoje wyobrażenia o sojuszu z wielkimi stanami zza oceanu, które dawały komfort i spokój. Wydawało się że zawsze, w razie potrzeby, przyjdą z pomocą ze swoimi F-35. Ale trzeba stanąć na własnych nogach i w/g starego przysłowia liczyć na siebie. Europa przejrzała na oczy, więc ma czas do działania, a czas kupiła nam Ukraina. Musimy być przygotowani do obrony, niestety nawet bez USA.