Krótki powrót Ameryki

Panika, chaos, tłumy zdesperowanych afgańskich cywili opanowujących teren lotniska, z którego amerykańscy żołnierze ewakuują zachodnich dyplomatów. Tak wyglądały ostatnie godziny Islamskiej Republiki Afganistanu w zajętym przez Taliban Kabulu.


18-08-2021



Podsumowanie:

  • Polityka Joe Bidena ponosi dotkliwą porażkę w Afganistanie
  • Niekompetencja Waszyngtonu zachwiała spójnością Zachodu
  • Okazana słabość ośmieli przeciwników do testowania USA
  • Reperkusje tych wydarzeń sięgną dużo dalej, niż tylko do Azji Centralnej


Spis treści:
1. Negocjacje.
2. Droga ku przepaści.
3. Katastrofa.
4. Konsekwencje.
– Koniec mitu „America is back”
– Ameryka okazała słabość
– Testowanie USA
– Sytuacja Azji Centralnej
5. Podsumowanie.
6. Filmy i opinie.


Na samym początku chciałbym odpowiedzieć na pytanie dlaczego Waszyngton postanowił wycofać się z Afganistanu, a także czemu była to w ogólnym założeniu słuszna koncepcja.

Dwie dekady wojny z terrorem doprowadziły do bezprecedensowego osłabienia Stanów Zjednoczonych. Ogromne koszty wojskowe, przestawienie armii na walkę z partyzantką zamiast równorzędnym przeciwnikiem, utrzymywanie sieci baz i logistyki, która miała obsługiwać całą potężną machinę, wszystko to osłabiło zdolności kraju do projekcji siły w innych rejonach świata. Amerykańska inwazja na Afganistan a następnie Irak, przebiegła bez większych przeszkód. Jednakże problemem okazało się zapewnienie w tych państwach stabilności i warunków rozwojowych. Wierzący w swoją dziejową misję cywilizowania Azji i Bliskiego Wschodu Amerykanie, podjęli się utopijnego zadania budowy nowych narodów na demokratyczno-liberalnych zrębach, całkowicie przy tym ignorując lokalną specyfikę. Ich próby inżynierii społecznej pochłonęły biliony dolarów, ale nie dały spodziewanych efektów. Tych wydanych pieniędzy zabrakło w budżecie gdy uderzył kryzys finansowy, a amerykański sen zaczął rozmywać się niczym miraż. W kilka lat później USA osłabły na tyle, by stracić kontrolę nad światowym porządkiem, co z kolei bezceremonialnie wykorzystały Chiny, Rosja oraz szereg pomniejszych graczy.

Negocjacje

W pewnym momencie Waszyngton zrozumiał, że wykrwawia się w wojnach, które nie mają większego znaczenia, a tymczasem prawdziwi konkurenci rosną w siłę. O wycofaniu się z Iraku i Afganistanu mówił już Barack Obama, choć okoliczności pokrzyżowały te plany. Amerykanie opuścili Irak ale z uwagi na Państwo Islamskie musieli doń wrócić. Tę samą próbę podjął Donald Trump, a w jego buty wskoczył Joe Biden. Każdy z nich szedł o krok naprzód, a amerykańskie wojska coraz mniej angażowały się w utrzymywanie bezpieczeństwa, cedując odpowiedzialność na lokalne rządy. Gdy w 2019 r. Trump ogłosił rozpoczęcie rozmów pokojowych z talibami, wątpiono w ich skuteczność zwłaszcza, że pominięto rząd w Kabulu. Jednocześnie jednak mało kto kwestionował potrzebę zakończenia zachodniego udziału w konflikcie. W lutym 2020 roku podpisano w Katarze amerykańsko-talibskie porozumienie, które w zamyśle miało powstrzymać wzrost przemocy, utrzymać w więzieniach terrorystów z Al-Kaidy oraz Państwa Islamskiego i dać czas na wycofanie wszystkich wojsk amerykańskich do maja 2021 roku. Pozostawiono jednakże bezpiecznik w postaci wstrzymania redukcji liczebności oddziałów, w razie gdyby Taliban łamał umowę. W międzyczasie miały trwać negocjacje między afgańskim rządem, a talibami w katarskiej Dosze, które powołałyby coś na kształt rządu jedności narodowej. W zasadzie najpoważniejszym punktem spornym było zobowiązanie do zwolnienia 5 000 talibskich wojowników z rządowych więzień, na co Kabul nie chciał się zgodzić.

Przez pewien czas wydawało się, że plan może się powieść, mimo że nie był on koordynowany ani z Kabulem, ani z postawionymi przed faktem dokonanym sojusznikami z NATO. Uwięzionych ostatecznie zwolniono. Niestety wybuchła pandemia, która zablokowała podróże zagraniczne, a tym samym spotkania negocjacyjne. Gdy w końcu do nich doszło, strony nie osiągnęły porozumienia. Decydenci w Kabulu dali się poznać jako ludzie skorumpowani i skłóceni. Ostatnie wybory prezydenckie w 2019 r. skończyły się dwuwładzą dwóch prezydentów (A. Ghaniego i A. Abdullaha), którzy nie chcieli uznać swojej wyborczej porażki. Ostatecznie kryzys zażegnano, ale ich siła polityczna została bardzo osłabiona. Poparcie społeczne malało, przysparzając zwolenników islamistom. Od września 2020 r. Taliban zaczął wywierać presję na rząd afgański, dokonując serii zamachów i ataków celowo destabilizując sytuację w kraju. Amerykanie grozili zerwaniem porozumienia, ale ponieważ wojska NATO co do zasady nie były atakowane (zgodnie z umową), pozostali przy werbalnych napomnieniach. Nic dziwnego, dla Waszyngtonu ważniejsze było zawarcie Porozumień Abrahamowych między Izraelem a państwami arabskimi. Krótko później, uwagę Trumpa w całości pochłonęła kampania prezydencka, a następnie problematyczne wybory. Talibowie doskonale zdawali sobie z tego sprawę, dlatego konsekwentnie ignorowali kabulski rząd. Nawet jeśli dochodziło do spotkań, nie kończyły się one żadnymi postanowieniami.

Droga ku przepaści

Na początku 2021 r. sytuacja w Afganistanie była trudna, ale jeszcze nie beznadziejna. Talibowie co prawda kontrolowali kilka prowincji ale w większości przypadków ich obecność ograniczała się do wiosek i miasteczek interioru. Po przejęciu władzy Joe Biden zlecił audyt polityki państwa i dopiero po nim był w stanie powziąć decyzję co do przyszłości Afganistanu. W tym czasie sekretarz stanu Anthony Blinken próbował wznowić rozmowy między rządem w Kabulu a Talibami. Szansa na to pojawiła się dzięki pośrednictwu Turcji.

Do spotkania miało dojść 24 kwietnia w Istambule. Jednakże dziesięć dni wcześniej prezydent Biden ogłosił całkowite wycofanie sił amerykańskich najdalej do 11 września 2021 roku. Tym samym przedłużył ustalony przez Trumpa termin, ale jednocześnie zaznaczył, że opuszczenie kraju nastąpi niezależnie od wszystkich okoliczności. Doradcy wojskowi, w tym szef połączonych sztabów gen. Milley i d-ca CENTCOM gen. McKenzie próbowali go od tego odwieźć. Podobnie doradcy cywilni i politycy (a także np. Hillary Clinton czy demokratyczna senator Shaheen). Poddawali w wątpliwość możliwości afgańskiego rządu, ostrzegali przed kompromitacją i ponownym wzrostem zagrożenia terrorystycznego dla USA ale zostali zignorowani. Talibowie odczytali ten komunikat jako przyzwolenie na bezkarną eskalację. Najpierw wycofali się z konferencji w Istambule, a następnie 1 maja rozpoczęli ofensywę mającą doprowadzić do wygrania wojny, choć mimo ich wcześniejszych gróźb nadal nie prowokowali sił NATO.

Przejęty przez talibów amerykański sprzęt wojskowy, lipiec 2021. Porównanie ze zdjęciami z Iraku i Państwem Islamskim w pełni uprawnione.

Z początku szła ona opornie. W pierwszym miesiącu Kabul utracił zaledwie 15 pomniejszych dystryktów. Od połowy czerwca sytuacja zaczęła się pogarszać, padło kolejnych 64 regionów. Siły rządowe utraciły w boju kilka jednostek komandosów, w tym popularnego pułkownika Sohraba Azimi. Brak było koordynacji między poszczególnymi dowódcami, centralą i lokalnymi siłami. Odbite przez komandosów tereny, po kilku dniach znów wpadały w ręce talibów ponieważ zdemoralizowana lokalna policja nie zamierzała ich bronić. Powtarzały się zasadzki. Okrążonym oddziałom nie dostarczano amunicji ani wsparcia, a w całej armii były permanentne problemy z wypłacaniem żołnierzom żołdu. Prezydent Aszraf Ghani odwołał szefa sztabu i ministra spraw wewnętrznych, co zamiast polepszyć komunikację, tylko ją pogorszyło.

Talibowie zajęli dwa ważne przejścia graniczne, dzięki czemu mogli kontrolować tranzyt. W ich ręce wpadło też sporo odebranego armii sprzętu. Lokalni dowódcy, widząc wycofujące się siły NATO i brak koordynacji ze strony Kabulu zaczęli negocjować kapitulację z miejscowymi watażkami. Już wcześniej morale armii było słabe, a teraz wisiało na włosku, choć miejscami nadal trwały zażarte walki. Chcąc powstrzymać narastający chaos, prezydent Ghani osobiście udał się pod koniec miesiąca do Waszyngtonu by prosić prezydenta Bidena o wsparcie. Otrzymał jedynie mgliste zapewnienia, że jego rząd będzie nadal wspierany, ale przyszłość kraju leży w afgańskich rękach i USA swoich planów nie zmieni. Kabul miał otrzymać materialną pomoc wojskową o wartości 3.3 mld USD oraz 3 mln dawek szczepionki Johnson&Johnson. Ghani wydawał się nieco uspokojony tą perspektywą.

W nocy 2 lipca, amerykańskie siły porzuciły największą w kraju bazę wojskową w Bagram. Zanim lokalny afgański dowódca zorientował się, że placówka została opuszczona minęło kilka godzin. W tym czasie szabrownicy plądrowali koszary oraz magazyny, rozkradając pozostawiony tam amerykański sprzęt. Dla afgańskich władz poważniejszym problemem niż brak koordynacji w planowanym przekazaniu infrastruktury było związane z zamknięciem Bagram wstrzymanie wsparcia lotniczego. Odtąd wojskowe samoloty mogły latać jedynie z baz na Bliskim Wschodzie. Z dnia na dzień afgańska armia została pozbawiona osłony lotniczej i precyzyjnych uderzeń dronów. Jej własne lotnictwo nie dysponowało takim potencjałem. Aszraf Ghani telefonował w tej sprawie do Białego Domu, ale Waszyngton obiecał jedynie pomoc humanitarną i działania dyplomatyczne, co w tej sytuacji nie stanowiło żadnej wartości. Amerykańskie naloty były dużo rzadsze, a konieczność kilkugodzinnego lotu nie pozwalała reagować na dynamicznie zmieniającą się sytuację na froncie. To negatywnie przełożyło się na nastroje. W lipcu morale afgańskiej armii sięgnęło dna. Coraz więcej było dezercji i lokalnych układów. W reakcji na talibskie egzekucje jeńców, także zdemoralizowana armia zaczęła dopuszczać się zbrodni, w tym na podejrzewanych o zdradę cywilach. Rozprężeniu próbowały przeciwdziałać powoływane ad hoc lokalne milicje, ale zanim udało im się skonsolidować padły pierwsze duże miasta.

Prezydent Ghani i w-ce prezydent Abdullah z gościną w Białym Domu. Czerwiec 2021.

Mimo wszystkich tych zdarzeń, prezydent Biden na spotkaniu z dziennikarzami uspokajał, że sytuacja jest trudna ale pod kontrolą. Bezpośrednio zapytany wykluczył możliwość powtórzenia wydarzeń z Sajgonu. Chodziło o ewakuację pracowników amerykańskiej ambasady w 1975 roku, gdy Wietnam Południowy padał pod naporem komunistycznej północy. Prezydent uznał, że taka sytuacja nie mogłaby się powtórzyć w Kabulu. Wtórował mu sekretarz stanu Anthony Blinken. Na tym etapie w Afganistanie pozostawało mniej niż 1 000 amerykańskich żołnierzy oraz około 15 000 obywateli.

Katastrofa

Jeszcze na początku sierpnia wywiad twierdził, że opanowanie kraju zajmie talibom trzy miesiące. W ledwie kilka dni sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać. Zmiany sojuszy i zawierane potajemnie układy błyskawicznie doprowadziły do utraty przez rząd pierwszych stolic prowincji, a następnie masowej rejterady korpusów wojskowych. Afgańscy żołnierze przedostawali się przez granicę do krajów ościennych, porzucali sprzęt i mundury. Natychmiast zmieniono wcześniejsze predykcje przewidując, że upadek stolicy nastąpi w ciągu następnych 72 godzin i tak też się stało. Miasto zostało zdobyte bez jednego wystrzału w niedzielę 15 sierpnia 2021 roku.

Wydarzenia potoczyły się zbyt szybko by zachodni dyplomaci w porę zdołali opuścić swoje placówki. Nie mówiąc nawet o ich afgańskich współpracownikach, którym w wielu wypadkach groziła śmierć z rąk szukających pomsty zwycięzców. Waszyngton nie zareagował w porę, a teraz było już na to za późno. Miasto zostało odcięte, nikt już niczego nie kontrolował. Dym z palonych dokumentów rozwiewały tylko łopaty lądujących na dachu amerykańskiej ambasady helikopterów. Jedyną drogą ucieczki pozostało cywilne lotnisko im. Hamida Karzaja. Słabo chronione i nie posiadające większych fortyfikacji, bardzo szybko zapełniło się uciekającym przed talibami tłumem przerażonych cywilów, którzy następnie zablokowali pasy startowe. Obecni na miejscu amerykańscy żołnierze nie byli w stanie opanować sytuacji. Dyplomaci z rodzinami, ich afgańscy współpracownicy, dziennikarze, tysiące zachodnich obywateli, zwykłych Afgańczyków, kobiet i dzieci pozostawiono na łasce zbliżających się talibów.

Pojawiały się doniesienia o ostrzeliwaniu z broni ręcznej lądujących w Kabulu samolotów rejsowych. Nawet gdy te chciały mimo to startować, na ich pokład wdzierały się setki pasażerów na gapę uniemożliwiając odlot. Do historii zapisały się dramatyczne nagrania pokazujące jak zdesperowani ludzie obsiedli podwozie startującego samolotu transportowego C-17A, po to by za chwilę spaść z wysokości kilkuset metrów. Na innych filmach żołnierze strzelali w powietrze by rozproszyć tłum, co przyniosło tylko taki efekt, że kilkoro ludzi zostało stratowanych. Na jeszcze innych, ci sami żołnierze mieli rzekomo strzelać do cywilów.

Wnętrze amerykańskiego C-17A podczas ewakuacji cywili z Kabulu.

Wszelkie loty w końcu wstrzymano do czasu, gdy przybyłe dodatkowe oddziały wojska nie zaprowadziły porządku. Ogółem, Amerykanie w trybie pilnym przerzucili do Afganistanu 5 000 dodatkowych marines i spadochroniarzy, a Brytyjczycy kolejnych 900. Na lotnisku pozostało też 600 żołnierzy tureckich. Niemniej, o wszystkim zadecydowała głównie dobra wola Talibanu, który postanowił nie doprowadzać do masakry. Zresztą o takie zachowanie apelowali (żeby nie powiedzieć „błagali”) amerykańscy dyplomaci. Islamscy mudżahedini wiele nauczyli się w ciągu ostatnich dwóch dekad. Wyraźnie starali się prezentować jako bardziej cywilizowani, co miało im zapewnić uznanie międzynarodowe. Na ulicach panował względny spokój, nie przeprowadzano masowych czystek, choć specjalne oddziały tropiły ukrywających się członków dotychczasowego rządu, niektórych dziennikarzy oraz działaczy społecznych. Jednak póki nie utrudniali ewakuacji, póty była ona możliwa, a USA przymykały oko na naruszenie umowy z Doha. Powtórka z Sajgonu była już faktem, ale nikt nie chciał aby powtórzyła się sytuacja z Teheranu (1979 r.), gdy pracownicy ambasady stali się na wiele miesięcy zakładnikami ajatollahów. W Afganistanie pozostało ponad 10 000 amerykańskich obywateli, którzy zostali odcięci od możliwości ucieczki.

Tymczasem prezydent Joe Biden przebywał na urlopie w Camp David, a pierwsze oświadczenie wydał dopiero po ponad dobie od upadku Kabulu. W transmitowanym przez wszystkie stacje wystąpieniu bronił swojej decyzji, obarczając całą winą za zaistniałą sytuację afgański rząd i armię, które nie chciały walczyć za swój kraj. Skupiał się na ogólnym sensie (a raczej jego braku) pozostawienia sił w Afganistanie wobec wyzwań jakie stanowią Rosja i Chiny. Obiecywał uważnie przyglądać się talibom i wyciągać konsekwencje, w razie gdyby łamali prawa człowieka lub sprzyjali terrorystom. Nie pozostawił złudzeń, Ameryka może pomóc ale nikogo nie wyręczy w walce o wolność. Po przemówieniu natychmiast zakończył konferencję nie dopuszczając do pytań od dziennikarzy, po czym wrócił do swojej rezydencji.

Treść wystąpienia była w zaistniałych okolicznościach zrozumiała. Poprzez pójście w zaparte starano się udowodnić, że prezydent jest konsekwentny, a realizując swój program kończy coś na co nie zdobyli się jego poprzednicy. Była to jednak narracja ryzykowna, bowiem mało kto kwestionował sens wycofania się USA z Afganistanu, za to wielu było wręcz zszokowanych sposobem w jaki się to odbyło. Na tę pominiętą w oświadczeniu różnicę zwróciła uwagę nawet bardzo przychylna Bidenowi Anne Applebaum. Peter Bergen z CNN był bardziej bezpośredni, obciążając prezydenta pełnią odpowiedzialności za porażkę. Podobnie wiele innych postaci dotychczas mu przychylnych.

Faktem bowiem jest, że polityka zagraniczna oraz informacyjna Joe Bidena przez wiele miesięcy osłabiała wizerunek rządu w Kabulu oraz pozycję negocjacyjną USA, a samo opuszczenie kraju przez wojsko zostało źle przygotowane i zabezpieczone. Błędy te naraziły życie bardzo wielu Amerykanów. Oddanie bazy Bagram było decyzją całkowicie niezrozumiałą, na co jeszcze tego samego dnia uwagę zwracali wojskowi komentatorzy. Nie tylko uniemożliwiło przeprowadzenie bezpiecznej ewakuacji, która zamiast tego przemieniła się w pandemonium na kabulskim lotnisku, ale też dodatkowo pozwoliła na jej wcześniejsze zajęcie przez talibów. Przesunięcie sił lotniczych na Bliski Wschód oznaczało zaś, że odsiecz przyjść mogła dopiero po kilku godzinach.

A w Bagram prócz koszar i lotniska, istniało też duże więzienie, w którym przebywali najbardziej niebezpieczni terroryści, w tym z Al-Kaidy. Naturalnie, zostali oni natychmiast uwolnieni, a przy okazji dozbrojeni w znalezioną w bazie broń. Tym samym Taliban złamał zawarte z Waszyngtonem porozumienie, w którym zobowiązał się do trzymania w ryzach wszystkich grup terrorystycznych. Mimo, że spodziewano się podobnego obrotu spraw, to jednak nie w sytuacji gdy tysiące zachodnich obywateli przebywało na ich łasce na kabulskim lotnisku. Poszczególne grupy, które od razu próbowały wedrzeć się na jego teren ostrzeliwując samoloty, trzeba było likwidować precyzyjnymi nalotami. O tym zdarzeniu było wiadomo już wtedy, gdy Joe Biden wygłaszał swoje przemówienie. Podobnie oczywisty był fakt, że nie może być mowy o poszanowaniu praw człowieka przez islamskich radykałów. Prezydenckie zapewnienia nie miały więc żadnej wartości. Podobnie jak te o miesiąc wcześniejsze, gdy twierdził, że wszystko jest pod kontrolą i nie dojdzie do powtórki z Sajgonu.

Joe Biden nie posłuchał ostrzeżeń doradców, uparcie prąc do jak najszybszego zamknięcia tematu Afganistanu. W efekcie Amerykanie stracili wszystkie karty przetargowe w relacjach z talibami, co zostało bezwzględnie wykorzystane. Pośpiech zniweczył wysiłek 20 lat, powodując oburzenie opinii publicznej, szczególnie środowisk weteranów. Co gorsza, podkopał pozycję USA na arenie międzynarodowej i relacje z odsuniętymi na boczny tor sojusznikami z NATO, którzy musieli zapłacić cenę za amerykańską niefrasobliwość. Dosłownie płacono talibom haracz by zapewnić bezpieczny transport zachodnim obywatelom.

Konsekwencje

Opisane wydarzenia będą miały przełożenie na politykę międzynarodową i amerykańskie wpływy. Oto dlaczego:

#1 – Koniec mitu „America is back”

Prezydent Joe Biden konsolidując Zachód wyraźnie postawił na wartości demokracji liberalnej, przestrzeganie praw człowieka i zawarcie sojuszu „dobra” przeciwko „złu”. Takie sformułowania pojawiały się co i rusz w jego wypowiedziach, mających odróżnić go od nastawionego transakcyjnie Donalda Trumpa i stanowiły oś niedawnej wizyty w Europie (patrz: „Biden w Europie”). Na podstawie tej narracji, jeszcze w czerwcu, ambasada amerykańska w Kabulu świętowała tzw. „pride month” wspierając środowiska LGBTI. Dwa miesiące później wszystkie liberalne wartości wrzucone zostały pod talibski walec, a ten przetoczył się też po Afgańczykach, którzy przyjęli je za swoje, a których potężne USA nie tylko nie były w stanie obronić, ale nawet zawczasu ewakuować. Do tej grupy należały emancypowane kobiety, liberalni dziennikarze, anglojęzyczni tłumacze i działacze społeczni. Ze zrozumiałych, choć niekorzystnych wizerunkowo względów, wywieziono najpierw obywateli Zachodu.

Ten cynizm, potwierdzony jeszcze wypowiedzią Bidena obarczającego winą samych Afgańczyków, oskarżającego ich o brak woli walki (w wojnie zginęło ponad 70 000 afgańskich żołnierzy) mocno nadszarpnął wiarę w hasło „America is back”. Joe Biden miał być, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, sympatycznym i kompetentnym prezydentem. Prawda jest jednak taka, że jego polityka nie odbiega (bo nie może) od merkantylnego pragmatyzmu Trumpa. Wyzwanie jakie stanowią Chiny i Rosja oraz słabnący potencjał USA są bezlitosne, a „wartości” mają tu – wbrew deklaracjom – znaczenie drugorzędne. Dlatego Waszyngton nie zamierza bronić słabszych w Kabulu, ani na dobrą sprawę nigdzie indziej, gdzie USA nie mają żywotnych interesów. Takiego stwierdzenia można było się spodziewać po Donaldzie Trumpie, ale Joe Biden wygrał kampanię wyborczą obiecując całkowicie inne podejście. Obnażenie tego fałszu i to w tak dramatycznych okolicznościach zszokowało opinię publiczną. Oczekuję, że to odbrązowienie wizerunku w sposób trwały przełoży się na odbiór społeczny prezydenta nie tylko w ojczyźnie, ale też na świecie. Pogłębi kryzys tożsamościowy Zachodu, który miał przecież na powrót stać się latarnią wolności.

#2 – Ameryka okazuje słabość

Brak przygotowania wojskowego, błędy dyplomatyczne, brak koordynacji z NATO podczas wycofywania żołnierzy, fatalna polityka informacyjna i szokująca prędkość wydarzeń a w efekcie chaos, zmusiły najpotężniejsze państwo świata do ukorzenia się przed góralami w sandałach. Ten obraz spowodował prawdziwy wstrząs wśród amerykańskich sojuszników. Ba, zadziwił nawet ich przeciwników. Nie tak to miało wyglądać. Talibowie postawili Waszyngton przed faktami dokonanymi. Zrobili co chcieli, często łamiąc wcześniejsze ustalenia i nie spotkały ich za to żadne konsekwencje. Co więcej, Joe Biden zapowiedział, że ewentualne kwestie związane z prawami człowieka i terroryzmem należy rozwiązywać na drodze dyplomacji i jeśli to tylko możliwe, unikać zaangażowania militarnego. Dowiódł tym samym swojej bezsilności, nie tylko braku sprawności działania w dobie kryzysu, ale też braku koncepcji co do minimalizowania jego następstw. Działania jego administracji to przygnębiający obraz niekompetencji.

Nie trudno zgadnąć, że na wydarzenia w Afganistanie natychmiast zareagowano w Chinach i Rosji. Rozpoczęto kampanię medialną mającą przekonywać, że USA nie są w stanie dotrzymać zobowiązań sojuszniczych. Propagandowy The Global Times opublikował artykuł, w którym ostrzegał Tajwan przed powtórzeniem błędów z Kabulu. Chińscy eksperci przekonywali, że amerykańska hegemonia należy już do przeszłości, a rządowa Xinhua im tylko wtórowała. Podobnie było w mediach rosyjskich. Narracja ta doskonale trafia w nastroje, bo dokładnie takie obawy pojawiły się nie tylko w bardzo wielu azjatyckich stolicach, ale też w Europie. Sytuacji nie poprawia fakt, że działania Joe Bidena często wymykają się logice a nawet stoją wbrew wcześniejszym deklaracjom, co czyni go mniej przewidywalnym. Znane jest też skupienie prezydenta na sprawach wewnętrznych, kosztem polityki międzynarodowej.

Minister obrony Łotwy Artis Pabriks stwierdził w audycji radiowej, że „To koniec pewnej ery. Zarówno Zachód jak i Europa pokazują jak bardzo osłabły w globalnej polityce”. Brytyjski szef MSZ Ben Wallace ze łzami w oczach kwitował „20 lat poświęceń na nic” i „wielu stamtąd nie wróci”. Armin Laschet, kandydat CDU na kanclerza Niemiec nazwał wydarzenia w Kabulu „największą porażką NATO od czasu powstania sojuszu”. W świetle polityki wobec rurociągu NordStream2 i Ukrainy, afgańską porażkę uznano za kolejny sygnał ostrzegawczy także w Kijowie. Tym samym wiara w amerykańskie możliwości wystawiona została na ciężką próbę, co przełoży się na relacje sojusznicze w przyszłości. Wielu przywódców dwa razy się zastanowi, zanim zgodzą się pójść z USA na wojnę przeciwko Chinom.

#3 – Testowanie USA

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt opisywanych wydarzeń. Amerykanie mogli opuścić Afganistan na swoich warunkach, zamiast tego zrobili to pod dyktando przeciwnika. Wobec czego uprawnionym wydaje się przypuszczenie, że są oni nawet słabsi niż się przypuszcza. A przynajmniej, tak mogą pomyśleć ich przeciwnicy. Stąd prosty wniosek, że w najbliższej przyszłości dojdzie do testowania amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Na dowód powyższego założenia warto przywołać reakcję Pekinu, który natychmiast zarządził manewry wojskowe (morsko-lotnicze) wokół Tajwanu, wyraźnie dając sygnał ostrzegawczy wobec jakichkolwiek tendencji niepodległościowych wyspiarzy. Podobnych działań należy spodziewać się ze strony rozpoczynającej ćwiczenia Zapad 2021 Federacji Rosyjskiej. Co szczególnie niebezpieczne, decydenci w Pekinie czy Moskwie mogą uznać, że ich ewentualna agresja nie tylko mogłaby się powieść, ale też nie spotkałaby się z większym oporem lub poważniejszymi następstwami.

Sprawdzanie amerykańskich zdolności nie ograniczy się tylko do działań tych dwóch konkurencyjnych mocarstw. Na wieść o zwycięstwie Talibanu nad USA (a tak to zostało odczytane) gratulacje popłynęły z całego świata islamskiego dżihadu. Świętował Hamas, cieszyli się zwolennicy Al-Kaidy w Gazie, Idlib, Pakistanie i Jemenie. Patrzcie, mówili lokalni liderzy, jak wiara w Allaha i determinacja pozwalają pokonać nawet największego wroga. To zachęta do podjęcia bardziej zdecydowanych działań przeciw amerykańskiej obecności w miejscach styczności ze światem islamu. A ponieważ US Army nie zdołało w porę zniszczyć pozostawionego sprzętu, talibski Afganistan ma wszelkie narzędzia ku temu by stać się znakomicie uzbrojonym rozsadnikiem terroryzmu. Potężniejszym niż przed rokiem 2001.

#4 – Sytuacja Azji Centralnej

Nie należy dziwić się nerwowym reakcjom sąsiadów Afganistanu – Turkmenistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu, Iranu, Indii, Chin i Rosji, które zawczasu postawiły w gotowości swoje wojska. Co prawda dwa ostatnie państwa postanowiły iść naprzód nawiązując już w lipcu relacje z Talibanem, a Pekin był pierwszą stolicą uznającą ich władzę w Kabulu, ale zrobiły to licząc na powstrzymanie przelania się islamskich terrorystów przez granice (do muzułmańskiego Sinciangu), razem ze spodziewaną falą uchodźców. Podobnie zresztą postępuje Turcja, która leżąc na migracyjnym szlaku wielokrotnie deklarowała swoją gotowość do ochrony kabulskiego lotniska nawet pod rządami talibów.

Poza kwestią bezpieczeństwa, wszystkie wymienione państwa posiadają istotne interesy w Azji Centralnej. Rosja w ramach WNP, Turcja turkmeńskiej unii, a Chiny inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI), której budowa w Afganistanie mogłaby połączyć kraj z Iranem dużo prostszym szlakiem niż pakistańskim CPEC. Otwarta pozostaje kwestia wydobycia złóż naturalnych (litu, chromu, żelaza itd.). W grze jest też Pakistan, który od wielu lat wspierał talibów finansowo i szkoleniowo. Niezależnie więc kto stanowić będzie rządy w kraju, jego sąsiedzi chcą pozostać na miejscu by trzymać rękę na pulsie i mieć wpływ na wydarzenia. Na podobną współpracę nie mogą jednak liczyć Indie, które spodziewają się nowej wojny w Kaszmirze, gdy tylko szukający zajęcia fundamentaliści znudzą się afgańskim pokojem. Biorąc pod uwagę, że New Delhi pozostaje pod nieustanną presją Chin i Pakistanu, kolejny przeciwnik stanowić będzie powód do bólu głowy dla indyjskich wojskowych, którzy także mają prawo wątpić w amerykańską pomoc. Niezależnie od tego jak potoczą się sprawy w samym Afganistanie, Azję Centralną czeka okres niestabilności. W efekcie fala migracyjna nią powodowana dotrze też do Europy.

Podsumowanie

W powyższym artykule celowo skupiłem się wyłącznie na perspektywie amerykańskiej oraz tego jak ostatnie wydarzenia wpłyną na porządek międzynarodowy. Są to kwestie w moim odczuciu dużo ważniejsze niż dalszy rozwój wypadków w samym Afganistanie. Co więcej, szkody jakie poczyniła opisana polityka Joe Bidena będą bardzo trudne do naprawy, a bez kategorycznej demonstracji siły i sprawności USA nie skonsolidują Zachodu. To dla nas bardzo złe, choć spodziewane wieści. Skupienie się Ameryki na problemach wewnętrznych i chaotyczność prowadzonej przez Waszyngton polityki międzynarodowej przewidywałem już w noworocznej prognozie „2021: Burza”.

Na koniec chciałbym jeszcze odnieść się do opinii, które bronią postępowania Joe Bidena oceniając, że w interesie Zachodu było jak najszybsze opuszczenie Afganistanu.

Siły amerykańskie (ale też NATO) były od 2010 roku stale redukowane. W ostatnich latach stacjonowało tam kilkanaście tysięcy żołnierzy. W ostatni miesiącach ledwie 2.5 tysiąca i nadal, łącznie z nielicznymi oddziałami sojuszniczymi, liczba ta wystarczała do podtrzymywania afgańskiego rządu. Koszty tej obecności były znacznie mniejsze niż przed laty, stąd ich redukcja nie musiała być aż tak pilna. Wojskowi sugerowali, by zaczekać z całkowitą ewakuacją na okres zimowy, gdy talibowie udaliby się na swoje leża czekając wiosny. Apelowano o lepsze skoordynowanie działań z sojusznikami. Na próżno. Warto było poczekać, rozegrać wszystko planowo zachowując kontrolę nad sytuacją, przy okazji nie tracąc twarzy. Nie stawiać się w sytuacji bez wyjścia. Nie odkrywać wszystkich kart i nie pokazywać słabości.

To jak postrzegane są Stany Zjednoczone, a nie los obywateli Afganistanu, ma największe znaczenie dla porządku światowego.

Nad wszelkimi aspektami praktycznymi przeważyła wola polityczna i determinacja idąca na przekór okolicznościom tak jak gdyby brakowało już czasu, albo jakby Bidenowi nie zależało na własnym wizerunku. Być może już myśli o przekazaniu władzy swojej następczyni (czysta spekulacja). Należy oczekiwać, że podobnie Waszyngton postąpi opuszczając Bliski Wschód. Myślę, że ta postawa została bacznie odnotowana w Tel Awiwie, który od początku roku bezsilnie starał się zmienić amerykańską politykę wobec Iranu. Czy państwo żydowskie postawi teraz na zmianę sojuszy? Jak zareaguje Tajwan nieustannie zastraszany chińską inwazją?

My także powinniśmy wyciągnąć właściwe wnioski z tej ważnej lekcji i powtórzyć jeszcze raz: Amerykanie nam pomogą ale nas nie wyręczą w obronie kraju czy naszych własnych interesów. Jest to ten sam komunikat, który przekazał nam Donald Trump ponad dwa lata temu. Dzisiaj widzimy już co taka deklaracja oznacza w praktyce. Na całe nieszczęście, kierunkowo słuszna decyzja USA o wycofaniu się z Afganistanu zrealizowana została w sposób, który wystawił na szwank bezpieczeństwo i spójność całego Zachodu. Za te błędy przyjdzie zapłacić nie tylko Afgańczykom, ale też prawdopodobnie nam wszystkim.

A jeśli chodzi o Afganistan, to jego obywatele będą musieli sami napisać nową historię. Talibowie wcale nie muszą utrzymać się u władzy. Nadal nie poddała się legendarna dolina Pandższiru, a marszałek Dostum zamierza powrócić do kraju na czele korpusu w sile dziesięciu tysięcy ludzi. Trwają protesty w miastach, których mieszkańcy nie popierają fundamentalistów. Talibowie na razie podtrzymują swój teatr obiecując amnestię i wolność w ramach szariatu ale mało kto wierzy, że wyrzekną się swoich brutalnych metod. Czy czeka nas nowa wojna domowa, a może jakaś forma porozumienia? Tego dzisiaj nie wiemy. Wiadomo jedynie, że minie jeszcze sporo czasu nim z całego tego chaosu wyłoni się nowy porządek.


Materiały:

Relacje z Kabulu (filmy) – Uwaga, niektóre obrazy mogą być uznane za drastyczne!:




Opinie:

Velina Czakarova (AIES) o Afganistanie i perspektywie Chin:
https://wszystkoconajwazniejsze.pl/velina-tchakarova-chiny-na-cmentarzysku-imperiow/
Prof. Zbigniew Lewicki (UW / UKSW) o podkopaniu wiary w amerykańską siłę:
https://wszystkoconajwazniejsze.pl/zbigniew-lewicki-usa-zachowuja-sie-tak-jakby-nie-przywiazywaly-wagi-do-zobowiazan-sojuszniczych/
Tomasz Otłowski (INE) o perspektywach dla Afganistanu i regionu:
https://ine.org.pl/afganistan-kleska-kolejnego-imperium
Aljona Getmanczuk (AC) o obawach Ukrainy:
https://www.atlanticcouncil.org/blogs/ukrainealert/afghanistan-collapse-sparks-wave-of-alarm-in-ukraine/
Peter Bergen (CNN) o odpowiedzialności i błędach Bidena:
https://edition.cnn.com/2021/08/12/opinions/afghanistan-president-biden-debacle-bergen/index.html
Laura Zhou (SCMP) o reakcji chińskich mediów:
https://www.scmp.com/news/china/diplomacy/article/3145248/afghan-chaos-left-us-should-be-warning-taiwan-chinese-media
The Financial Times o obawach w NATO:
https://www.irishtimes.com/news/world/asia-pacific/nato-allies-urge-rethink-on-alliance-after-biden-s-unilateral-afghanistan-exit-1.4649515
Bruno Macaes o powodach porażki:
https://www.info.cz/zpravodajstvi/svet/afghanistan-macaes-en


Niniejsza strona jest utrzymywana z wpłat darczyńców i dzięki wsparciu Patronów.

PayPal

PayPal



Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

https://patronite.pl/globalnagra

2 Komentarze

MateuszS · 2021-08-19 o 09:28

Dzięki Filip, wspaniała analiza !

    Filip Dąb-Mirowski · 2021-08-19 o 12:07

    Dzięki wielkie, miałem napisać krótko a wyszło jak zawsze kompleksowo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *