Inwazja na Iran

Za nami trzeci tydzień wojny z Iranem, możemy więc pokusić się o podsumowanie. Jasnym jest, że pierwotny plan nie wypalił. Nie doszło do błyskawicznego obezwładnienia Iranu zakończonego upadkiem reżimu. Na razie.


20-03-2026


Mimo intensywnej kampanii lotniczej prowadzonej wspólnie przez siły izraelsko-amerykańskie, trafienia kilkunastu tysięcy celów, irańskie wojska rakietowe nadal zachowują zdolności ofensywne. Natomiast sumiennie prowadzona operacja eliminacji kolejnych ludzi władzy, na razie nie doprowadziła do rozpadu rządowych struktur. Co więcej, Teheran z powodzeniem realizuje taktykę nakładania kosztów wojny na cały region, oraz skutecznie blokuje żeglugę w Cieśninie Ormuz.

O problemie trwałość reżimu, wspominał w wywiadzie dla telewizji I24 premier Benjamin Netanjahu. Przyznał on, że pomimo znacznego osłabienia i widocznych pęknięć, należy liczyć się z możliwością jego przetrwania. Podobnego zdania była dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard, zeznająca przed senacką komisją (patrz: transkrypcja – strona 7). Podległy jej do niedawna dyrektor Narodowego Centrum Antyterrorystycznego Joe Kent, na znak protestu podał się do dymisji twierdząc, że nie istniało bezpośrednie zagrożenie ze strony Iranu dla USA, a wojnę rozpoczęto pod naciskiem Izraela.

Tymczasem, w minionych dniach zarówno Pete Hegseth, jak i Donald Trump wielokrotnie przekonywali, że cały potencjał wojskowy Iranu został zniszczony, a wojna mogłaby się zakończyć całkowitym zwycięstwem choćby zaraz. Kolejne uderzenia w infrastrukturę naftową państw Zatoki (wykonano ponad 3500 uderzeń) oraz ataki na statki w Ormuzie, a nawet zagrożenie amerykańskiej bazie na wyspie Diego Garcia, przeczą tym słowom. Administracja zareagowała na zarzuty Kenta oskarżeniem o niekompetencję i celowe ujawnianie poufnych informacji (toczy się śledztwo FBI). Jednakże kolejne działania Izraela, prowadzące np. do śmierci liberalnego odłamu irańskiej władzy czy eskalacyjnego ataku na pole gazowe Pars (tłumaczonego przez Trumpa „złością”), jedynie komplikują sytuację dodając autentyczności zarzutom podniesionym w oświadczeniu Kenta.

Strategia wyjścia

Tak naprawdę nie ma już mowy o szybkim zwycięstwie na jakie liczono po sukcesie operacji w Wenezueli. Pojawia się coraz więcej przesłanek o traceniu kontroli nad sytuacją przez Amerykanów. Donald Trump stanął przed trudną decyzją. W jaki sposób doprowadzić ten konflikt do korzystnego końca?

Po pierwsze, może natychmiast zakończyć działania ograniczając narastające koszty wojny, co przy odpowiedniej osłonie informacyjnej może być prezentowane jako sukces. Wszak nie da się ukryć, że reżim został faktycznie osłabiony. Zginęło wielu jego prominentnych przedstawicieli, zniszczone zostało irańskie lotnictwo i marynarka, liczne instalacje wojskowe, ministerstwa, składy i inne elementy struktur siłowych. Można udowadniać, że wstrzymany został program nuklearny, a wojna jaka toczona jest z proirańskimi organizacjami w Libanie (Hezbollah), Syrii czy Iraku (PMF), trwale zmieni regionalny układ sił. Co prawda, władze w Teheranie uznają własne przetrwanie za sukces, ale obiektywnie rzecz biorąc kraj pozostanie w głębokim kryzysie wewnętrznym, a odbudowa potencjału wojskowego potrwa przez długie lata.

Zakład produkujący drony zniszczony w amerykańskim nalocie. Źródło: CENTCOM

Druga opcja jest bardziej ryzykowna, ale jej udane przeprowadzenie pozwoli zrealizować pierwotne założenia. Trump może dostosować plany wojskowe do zaistniałej rzeczywistości, angażując siły odpowiednie do wypełnienia zadania. Sztab nie pozostawia złudzeń. Jedyną możliwością odzyskania kontroli nad Cieśniną Ormuz, jest bezpośrednie zaangażowanie w operację lądową. Zachowanie perspektyw na całkowite zwycięstwo, wymaga wysłania amerykańskich chłopców na irańską ziemię w celu przejęcia nad nią kontroli. To nie musi być duży teren (nie ma mowy o podbiciu całego terytorium Iranu!), ale jego znaczenie powinno być na tyle istotne, aby postawiło Waszyngton w pozycji siły w stosunku do Teheranu i Jerozolimy. Jeśli uda się odblokować Ormuz, uwolnionych zostanie ok. 3500 statków uwięzionych w Zatoce Perskiej, a 1500 kolejnych będzie mogło wpłynąć po odbiór towarów. Dwa tygodnie swobodnej żeglugi rozładują napięcia na światowych rynkach, zyskując czas potrzebny na dalsze osłabienie reżimu.

Właśnie o ten czas toczy się w tej chwili rozgrywka. Działania Iranu narzucające koszty wojny na państwa Zatoki, jest celową taktyką mającą zmusić napastników do zaprzestania bombardowań i przystąpienia do negocjacji. Szalenie drożejące ceny surowców (baryłka ropy Brent kosztowała nawet 120 USD), będą tym wyższe im dłużej trwać będzie blokada. To wprawia światową gospodarkę w drżenie. Rosnące ceny paliw, to wyższa inflacja, to widmo recesji, wzrost stóp procentowych i destabilizacja gospodarcza, a wszystko na kilka miesięcy przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu. Teheran ryzykuje, że doprowadzając swoich sąsiadów do ostateczności, skłoni ich do interwencji zbrojnej, co w kontekście takich państw jak Królestwo Arabii Saudyjskiej, Pakistan i Turcja, może być szalenie groźne.

Jeśli infrastruktura przetwórcza (tzw. upstream) państw Zatoki Perskiej (GCC) ulegnie zniszczeniu, jej odbudowa potrwa długie miesiące, jeśli nie lata. Przez cały ten okres rynek nie będzie w stanie odzyskać równowagi, nawet pomimo zakończenia działań zbrojnych. Co więcej, jeśli USA nie udowodni swojej dominacji w Zatoce Perskiej, pogrzebie sojusze z państwami arabskimi, które zgodziły się na wielomiliardowe inwestycje w amerykański przemysł. Następstwa tej wojny mogą przekreślić jakiekolwiek szanse na spełnienia hasła „Make America Great Again”. A pamiętajmy, że rodzina Trumpów przyjęła wiele osobistych korzyści od arabskich inwestorów, a sam prezydent otrzymał warty 400 mln USD samolot pasażerski od Kataru.

Iran liczy więc, że presją ekonomiczną wymusi zakończenie konfliktu na własnych warunkach, zanim wyczerpią się jego zdolności ofensywne, a sytuacja w niszczonym kraju wymknie się spod kontroli. To wyścig na wyczerpanie. Kto pierwszy utraci zdolności do zadawania strat oraz środki do obrony? Mimo to, Teheran przekonany jest o własnej odporności oraz słabości państw arabskich demonstrujących daleko posuniętą powściągliwość (ich działania ograniczają się jak na razie wyłącznie do obrony). Stawia warunki zaprzestania ostrzału, polegające na wypłacie reparacji za zniszczoną infrastrukturę oraz gwarancji bezpieczeństwa, że podobny atak nie powtórzy się w przyszłości. Zamierza także żądać koncesji od państw, których fracht przechodzić będzie przez Ormuz. Co ciekawe, używa dyspensy na tranzyt jako narzędzia do skłócenia amerykańskich partnerów (np. przepuścił statki z Indii czy Japonii).

Donald Trump próbował zmusić US Navy do odblokowania cieśniny, ale usłyszał od admirałów, że marynarka nie jest w stanie jednocześnie prowadzić działań zbrojnych przeciwko Iranowi i eskortować setek powolnych tankowców przez wrogie wody. Szczególnie gdy zagrożeniem są ewentualne miny morskie, które trudno jest zwalczać. W styczniu ze stanu spisano ostatnie cztery stacjonujące na Bliskim Wschodzie trałowce klasy Avenger. Można lamentować nad krótkowzrocznością amerykańskiego planowania, ale nie zmienia to faktu, że US Navy nie posiada obecnie zasobów do szybkiego udrożnienia cieśniny. Wobec tego prezydent zażądał powołania koalicji morskiej od swoich sojuszników z Europy i Azji, ale ci odmówili bezpośredniego udziału w działaniach zbrojnych. Dlaczego? Może ze względu na chaotyczną politykę Waszyngtonu wobec Iranu? A może z powodu utraty zaufania?

Wiele w tej kwestii wyjaśnia duński nadawca publiczny DR, który ujawnił jak dramatyczny przebieg miał styczniowy kryzys wokół Grenlandii. Okazuje się, że przerzuceni tam duńscy żołnierze, otrzymali rozkaz walki o wyspę. Mieli ze sobą zapasy krwi dla rannych oraz ładunki wybuchowe, którymi zamierzali wysadzić pasy startowe na lotniskach. Kopenhaga nie liczyła na zwycięstwo, a jedynie narzucenie kosztów Amerykanom. Podobnie operacja „Arctic Endurance” oficjalnie mająca budować interoperacyjność wojsk NATO w warunkach arktycznych, w rzeczywistości miała zniechęcić Waszyngton do przeprowadzenia desantu. Wszystko z powodu zapowiedzi Donalda Trumpa, że gotów jest zastosować siłę w celu przejęcia kontroli nad Grenlandią. Terytorium jednego z najwierniejszych sojuszników.

A przecież był to tylko epizod w długiej historii wrogości Białego Domu wobec najbliższych partnerów: nałożonych ceł, szantażu, wymuszeń, czy prostolinijnych afrontów, jak choćby umniejszanie roli NATO w poprzednich amerykańskich wojnach na Bliskim Wschodzie. Okazało się więc, że Amerykanie zostali sami z problemem, który stworzyli. Nikt nie spieszy się ze wsadzeniem palca między zamykane przez Iran drzwi a framugę Ormuzu. Tymczasem narastająca presja czasu zmusza Waszyngton do podjęcia radykalnych działań.

Wbrew buńczucznym komunikatom, amerykańskie zapasy amunicyjne nie są niewyczerpane. Dotychczas zużyto 500 pocisków Tomahawk, podczas gdy rocznie produkuje się ich zaledwie ok. 100 egzemplarzy (podjęto starania o zwiększenie produkcji do 1000 szt. rocznie). Szef koncernu Rheinmetal Armin Pappeger w wywiadzie dla stacji CNBC powiedział, że zapasy środków przeciwlotniczych w Europie, USA i na Bliskim Wschodzie ulegają kompletnemu wyczerpaniu. Amerykanie już zaczęli podbierać je z magazynów na Indo-Pacyfiku. Po stratach w pierwszych dniach kampanii, z Korei Południowej wycofano systemy THAAD aby wzmocnić obronę na Bliskim Wschodzie. Nie mogące doprosić się o zwiększenie amerykańskiego wsparcia państwa arabskie poprosiły Ukrainę o pomoc w zwalczaniu dronów kamikadze. Popyt znacznie przewyższa podaż.

Nagrania z uderzeń w irańskie wyrzutnie pocisków balistycznych. Źródło: CENCTOM

Niech ostatecznym dowodem na potwierdzenie tezy o braku amerykańskiego panowania nad sytuacją posłużą czasowe zwolnienia sankcyjne jakie amerykański Departament Skarbu ogłosił dla Federacji Rosyjskiej i Iranu. Sekretarz Scott Bessent argumentował, że zgoda na sprzedaż rosyjskiej ropy zgromadzonej obecnie na dryfujących po morzach i oceanach tankowcach, pozwoli ustabilizować cenę surowca w perspektywie kilku kolejnych tygodni. Wszystkie statki tzw. floty cieni, które przyjęły ładunek do dnia 12 marca, mogą przez okres 30 dni legalnie sprzedać go do azjatyckich rafinerii. Taką samą dyspensę otrzymał Iran, z którym USA prowadzą wojnę. To oznacza potężny zastrzyk gotówkowy dla obydwu tych państw (10-15 mld USD dla każdego z nich). W przypadku Rosji, która przeżywa głęboką zapaść finansową, jest to bardzo dobra wiadomość (podobnie jak wysokie ceny surowców). Wręcz cudowne zrządzenie losu.


Inwazja lądowa

Zastanówmy się więc nad perspektywą ograniczonej interwencji lądowej. Mimo oficjalnych zaprzeczeń płynących z Białego Domu, zarówno doniesienia mediów, jak też działania marynarki sugerują realne przygotowania do przeprowadzenia operacji desantowych.

W rejon działań wysłana została grupa śmigłowcowca-desantowego USS Tripoli, która wyruszyła z rejonu Morza Południowochińskiego w towarzystwie dwóch okrętów desantowych i kilku niszczycieli osłony. Okręt ten należy do wielozadaniowej klasy America, która stanowi podstawę amerykańskich misji ekspedycyjnych. Może z powodzeniem pełnić rolę lekkiego lotniskowca, przewożąc eskadrę samolotów pionowego startu F-35B i śmigłowce. Cała grupa przewozi do 2500 żołnierzy piechoty morskiej (marines) wraz z ciężkim sprzętem, zdolnych do wykonania desantu i zabezpieczenia miejsca lądowania dla kolejnych oddziałów.

USS America podczas rejsu z F-35B na pokładzie. Źródło: US Marines Corps

Dzień później pojawiły się informację, że w morze wyszła kolejna grupa desantowa, tym razem USS Boxer, który wyruszył na misje wcześniej niż planowano. Równolegle w mediach pojawił się przeciek o przygotowaniach prowadzonych w Pentagonie, w tym wydania instrukcji siłom szybkiego reagowania (IRF), m.in. zasad postępowania wobec jeńców. Dyżur w IRF pełni brygada z 82 Dywizji Powietrznodesantowej. Gotowa do działania już w ciągu 18 godzin, liczy ok. 5000 żołnierzy. Takie siły, wsparte działaniami marynarki i lotnictwa, będą wystarczające do przeprowadzenia punktowych operacji desantowych mogących zająć i utrzymać niewielki fragmenty irańskiego terytorium.

W przestrzeni publicznej toczą się obecnie dyskusje, w których wymienia się trzy możliwe scenariusze inwazji. Przyjrzyjmy się im bliżej:

1. Punktowe operacje w podziemnych instalacjach odpowiedzialnych za program nuklearny.

Mowa przede wszystkim o rejonach Isfahan – Natanz i Kom – Fordow (patrz mapa – nr 1), pozostałe jak Buszer – reaktor jądrowy (wybrzeże), mają mniejsze znaczenie. Chyba, że wybudowano nowe, tajne ośrodki o których wie tylko wywiad. Desant na te ośrodki miałby doprowadzić do ich zniszczenia lub przejęcia zasobów wzbogaconego uranu. Znajdują się one jednak w centrum kraju i trudnym terenie. Jakakolwiek dłuższa obecność amerykańskich wojsk skończyłaby się izolacją, okrążeniem i zniszczeniem bez możliwości ewakuacji. Ze wszystkich podanych opcji jest najbardziej ryzykowna. Trudno bowiem wyobrazić sobie spadochroniarzy lądujących z łopatami i koparkami, po to aby pod ogniem nieprzyjaciela wydobyć złoża uranu z zasypanych w czerwcu 2025 roku korytarzy ośrodka w Natanz. Tego typu operacja musiałaby odbyć się błyskawicznie, toteż dotyczyć innego celu niż prace górnicze w zawalonych, radioaktywnych szybach.

Od góry – ośrodek Fordow obok m. Kom. Ośrodek w Natanz (atakowany przez B-2 w 6/2025) obok Isfahanu.

2. Wyspa Chark – będąca największym terminalem naftowym kraju, z którego tankowce odbierają ropę na eksport (nr 2 na mapie).

W trzecim tygodniu działań amerykańskie lotnictwo przeprowadziło na wyspę nalot niszcząc instalacje wojskowe, ale celowo omijając infrastrukturę naftową. Zajęcie wyspy może stanowić istotną kartę przetargową, dzięki której uda się wynegocjować otwarcie cieśniny. Problemem pozostaje jej względna bliskość do irańskiego wybrzeża. Amerykańscy żołnierze byliby narażeni na ciągły ostrzał, przy jednoczesnej konieczności zapewnienia ochrony dla ok. 10 000 mieszkańców wyspy. Dowództwo może oczywiście liczyć na to, że Iran nie odważy się atakować ze względu na ryzyko uszkodzenia własnej infrastruktury. Takie kalkulacje nie musza być jednak uzasadnione, jeśli perspektywa śmierci kilkuset lub więcej amerykańskich żołnierzy, będzie dla reżimu atrakcyjniejsza od zapewnienia przyszłości ekonomicznej kraju.


3. Ormuz – odblokowanie cieśniny.

Zadanie to wymaga nie tylko przejęcia kontroli nad oboma jej brzegami (nr 5 na mapie), ale także monitorujących żeglugę wysp: Abu Musa, Wielkiego i Małego Tunbu (nr 3 na mapie), oraz rozległej Keszm (nr 4). Irańskie wybrzeże usiane jest klifami, znajduje się też w górzystym terenie. Posiada więc relatywnie niewiele plaż nadających się do desantu. Jednocześnie jednak uniemożliwia sprawne przemieszczanie się większych sił, których ruch skanalizowany zostanie w górskich wąwozach. To ważne, ponieważ kilka tysięcy marines nie może mierzyć się w otwartej walce z liczącą kilkaset tysięcy irańską armią i siłami Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Co innego, gdy topografia utrudni przeciwnikowi poruszanie. To klasyczna sytuacja znana z bitwy pod Termopilami, w której Spartanie długo blokowali wielokrotnie liczniejszych Persów.

Choć każda z wymienionych opcji wydaje się ryzykowna, zabezpieczenie Ormuzu jest mimo wszystko bezpieczniejszą i bardziej perspektywiczną możliwością. Teren ten jest na tyle duży aby uniknąć stłoczenia oddziałów na niewielkiej przestrzeni. Pozwala na szybkie i bliskie wsparcie lotnictwa oraz marynarki. Topografia ułatwi ewentualną obronę, a także ewakuację. Operacja może potrwać kilka tygodni, w czasie których rozładowany zostanie zator statków, a USA zyska czas potrzebny (jak uważają) na załamanie się reżimu. Kontrola ruchu pozwoli na zamknięcie frachtu dla irańskich tankowców. Z kolei nawet najmniejsza zajęta miejscowość, może stanowić podstawę do ustanowienia marionetkowego rządu, który stanie się polityczną alternatywą dla władz w Teheranie. Jeśli bowiem zrealizowany ma zostać scenariusz powszechnej społecznej rewolty, konieczne będzie ustanowienie jakiegoś ośrodka władzy, wokół którego mogłyby gromadzić się potencjalne siły opozycyjne.

**

Niemniej, operacja lądowa nieuchronnie łączy się z ogromnym ryzykiem politycznym. Bezpośrednie starcie oznacza ofiary wśród amerykańskich żołnierzy. Desant, może skończyć się katastrofą. Bliskie wsparcie okrętów wystawia je na ciosy przeciwnika. Ryzyko mogłoby się opłacać, gdyby panowała absolutna pewność osiągnięcia maksimum zakładanych celów.

Rozpad Iranu

Tak naprawdę jedynym państwem, które bezsprzecznie korzysta na tej wojnie jest Izrael. Wojna rozpoczęta 7 października 2023 roku stała się dla Jerozolimy dziejową okazją do rozbicia wrogów oraz zapewnienia regionalnej dominacji. Podczas gdy Amerykanie bombardują Iran, izraelska armia wkracza do południowego Libanu aż po rzekę Litani (a możliwe, że głębiej), zmuszając do ucieczki ok. milion mieszkańców. Celem jest ostateczne rozbicie proirańskiego Hezbollahu, którego zbrojna część została niedawno wyjęta spod prawa przez Bejrut. Operacje wojskowe toczą się także w Syrii oraz Iraku. W tym ostatnim celem są proszyickie milicje zrzeszone pod egidą PMF (Haszd asz-Szabi). Na razie nierozstrzygnięta pozostaje kwestia jemeńskich Huti, którzy wstrzymują swój udział w starciach, obiecując eskalację gdyby doszło do amerykańskiego desantu na Iran.

Z punktu widzenia Benjamina Netanjahu, to czy Bliski Wschód odzyska stabilność, ma dużo mniejsze znaczenie od faktu, że zarówno państwa arabskie jak i Iran zostaną w wyniku tego konfliktu mocno osłabione. Regionalna dominacja Izraela staje się już dzisiaj faktem. W przyszłości osłabione kraje Zatoki Perskiej będą bardziej skore do współpracy, chcąc odzyskać utraconą markę spokojnych rajów inwestycyjnych. Podobnie jest z samym Iranem. Przekonany jestem, że zanim dojdzie do zakończenia konfliktu społeczeństwo irańskie zostanie oficjalnie wezwane do rewolty. Deklaracja ta będzie miała dwie funkcje.

Wystrzelenie pocisku z mobilnej wyrzutni HIMARS. Źródło: CENCTOM

Po pierwsze, zarówno Netanjahu jak i Trump argumentowali, że wojna przeciw reżimowy zmierza do przywrócenia narodowi irańskiemu prawdziwej wolności. Sam Trump uprzedzał, aby Irańczycy byli gotowi na wezwanie, ponieważ władza będzie w zasięgu ręki. Takie postawienie sprawy znosi retoryczną odpowiedzialność państw-agresorów za wynik konfliktu, przenosząc ją na obywateli. Jeśli bowiem faktycznie dojdzie do obalenia władz w Teheranie, odbędzie się ono dzięki USA. Jeśli jednak Irańczycy zostaną w domach, lub kolejne protesty zostaną krwawo stłumione, wezmą winę za własną słabość na siebie. To diaboliczne zagranie, ale doskonale tłumaczy sposób myślenia Trumpa, który przedstawiał w licznych wypowiedziach.

Po drugie, to czy dojdzie do udanej rewolty nie ma znaczenia dla Izraela. Protesty wzmogą chaos wewnętrzny. Lądowanie US marines na wybrzeżach Ormuzu otworzy kolejny front wojny. Złamanie tabu interwencji zbrojnej, może doprowadzić do dalszej eskalacji, w wyniku której rozpoczną się powstania w Beludżystanie i Kurdystanie. Jakakolwiek szansa na niepodległość tych narodów natychmiast uruchomi interwencję zbrojną ze strony Turcji (a zatem Azerbejdżanu), oraz Pakistanu (a zatem także Arabii Saudyjskiej). Iran stanie się państwem atakowanym równocześnie z kilku stron, w tym od wewnątrz, co może być niezwykle trudne do opanowania przez mocno osłabiony reżim.

Nie zgadzam się bowiem z opiniami, że dla rozbudowanych struktur teherańskiej władzy, śmierć kolejnych jej przedstawicieli jest bez znaczenia. Przeciwnie, pamiętajmy o przykładzie gen. Ghasema Solejmaniego, który osobiście kierując siłami Kuds był autorem ogromnego rozrostu regionalnych wpływów Iranu, oraz rozbudowy tzw. osi oporu. Jego śmierć w styczniu 2020 roku, bardzo szybko doprowadziła do osłabienia sprawności organizacji. Podobnie jest dzisiaj, gdy giną ludzie wpływowi i kompetentni, o szerokich kontaktach i doświadczeniu. Ich następcy nie będą równie sprawnymi przywódcami. Ich umiejętności bezpośrednio przekładają się na sprawność państwa. To czyni scenariusz rozpadu bardziej, a nie mniej prawdopodobnym.

Podsumowanie

Nie podejmuję się rozstrzygnięcia w jaki sposób zakończy się ten konflikt. Uważam, że nadal wszystko jest możliwe, choć chaotyczna polityka Waszyngtonu czyni scenariusz udanej rewolty coraz mniej prawdopodobnym. Spodziewam się kontynuowania wojny przynajmniej przez kolejny miesiąc, w trakcie którego zaobserwujemy nowe etapy eskalacji, w tym bardzo prawdopodobną ograniczoną inwazję lądową. Wydaje się, że to wariant minimum zanim dojdzie do rzeczywistych szans na wynegocjowane zakończenie działań.

Najlepszym i najbardziej logicznym rozwiązaniem byłoby szybkie zakończenie konfliktu bez dalszego zaangażowania w długotrwałą wojnę. Amerykanie wsiądą na swoje statki i odpłyną z Zatoki. To, jak ułożone zostaną relacje między znajdującymi się tam państwami pozostanie w gestii regionu. Taki separatystyczny rozejm osłabi moim zdaniem strategiczną pozycję USA na Półwyspie Arabskim, ale dla Donalda Trumpa nie musi to mieć większego znaczenia. Przecież nie przejmuje się jak jego polityka wpływa na rozpad sojuszu Zachodu. Kontrakty zbrojeniowe będą mieć się świetnie.

Nie wykluczam jednak scenariusza (obecnie mniej prawdopodobnego) dalszego rozlania się konfliktu i rozpadu Iranu, który oznaczać będzie bliskowschodni konflikt trwający nawet dekadę. Obawiam się także, że ambicja i egocentryzm Donalda Trumpa może go skłonić do pogłębionego zaangażowania na wzór „wojskowej operacji specjalnej” prowadzonej przez Władimira Putina. Nie jestem pewien, czy amerykański prezydent jest w stanie przyjąć do serca naukę płynąca z wojny na Ukrainie.

A to oznacza, że wśród kolejnych etapów eskalacji, gdy Iran zachowa zdolności do zadawania strat, może dojść do sytuacji w której w grze pojawi się groźba atomowa. Narzędzia tego może użyć zarówno Izrael, gdyby np. doszło do ataku na reaktor jądrowy w pobliżu Dimony, jak też Donald Trump, chcący użyć ostatecznego argumentu przywracającego równowagę. Wyobraźmy sobie sytuację, w której USA ponoszą duże straty w ludziach, okrętach lub strategicznych zasobach wojskowych. To klasyczna deeskalacja poprzez eskalację. Nie mówię jednak o faktycznym uderzeniu jądrowym, a groźbie mającej zmusić przeciwnika do negocjacji. Miejmy nadzieję, że do tak skrajnego scenariusza jednak nie dojdzie.


Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.

Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ

Możesz też postawić mi kawę:

buycoffe.to/globalnagra/

suppi.pl/globalnagra/

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *