Niepokojące doniesienia napływają w ostatnich dniach z separatystycznego Naddniestrza. Eksplozje, sabotaże, destabilizacja. Co się dzieje i jakie znaczenie ma ten skrawek rzecznego brzegu dla reszty Europy?


26-04-2022


Najpierw, w prawosławny wielkanocny poniedziałek (25 kwietnia) siedziba służby bezpieczeństwa w Tyraspolu miała zostać ostrzelana z granatnika przez nieznanych sprawców. Następnego dnia poinformowano o dwóch eksplozjach, które uszkodziły wieże radiowe w miejscowości Majak. Na dostępnych zdjęciach widać powaloną na ziemię jedną z anten. Stacja odpowiedzialna była za odbiór rosyjskich rozgłośni radiowych. Wreszcie, podczas zwołanej narady, samozwańczy prezydent Wadim Krasnosielski poinformował o eksplozji w jednostce wojskowej w podtyraspolskiej wsi Parkany. W rezultacie wprowadzono stan zagrożenia terrorystycznego (kod czerwony), a na drogach wjazdowych do lokalnych miast wystawiono posterunki wojskowe.

Pilne zebranie mołdawskiej Rady Bezpieczeństwa zwołała prezydent Maia Sandu. Zdecydowano o zaostrzeniu środków bezpieczeństwa i wezwano do deeskalacji napięcia.

Prezydent Mołdawii Maia Sandu podczas konferencji po naradzie w dniu 26.04.2022. Transmisja państwowa.

***

Naddniestrze, to jedna z powstałych po rozpadzie ZSRR separatystycznych republik, które używane są przez Rosję do kontroli i destabilizacji państw pogranicza. Twory te nie są uznawane przez społeczność międzynarodową. Rządzą nimi skorumpowane kliki, które legitymację władzy czerpią ze wspierających je karabinów „mirotworców”, czyli pozujących na siły pokojowe rosyjskich żołnierzy. Jeśli zaś chodzi o gospodarkę, w dużej mierze opiera się ona na dostarczanej przez Kreml kroplówce finansowej. Poza bezpośrednimi transferami, najczęstszą formą wsparcia są dostawy surowców energetycznych po skrajnie zaniżonych cenach, lub wręcz niemalże darmo, w formie stale zwiększanego ale niespłacanego długu.

W tym przypadku kontrola nad Naddniestrzem pozwala Moskwie wpływać na Mołdawię, kraj który długo pozostawał zapomniany przez zachodnią Europę. To się jednak zmienia. Do władzy doszły siły proeuropejskie, które z wolna zaczęły zrywać z zależnością od Federacji Rosyjskiej. Razem z wygraną Mai Sandu w wyborach prezydenckich (listopad 2020), potwierdzonej spektakularnym zwycięstwem PAS w wyborach parlamentarnych (lipiec 2021), dla Mołdawii zaczął się okres zbliżenia z Europą, ale też kłopoty.

Na początku sezonu grzewczego (pod koniec września 2021 roku) wygasł długoletni kontrakt gazowy Kiszyniowa z Moskwą. Z początkiem października cena rosyjskiego gazu dla tego kraju wzrosła ponad pięciokrotnie do 790 USD / 1000 m3. Powrót do starej stawki warunkowany był określonymi koncesjami politycznymi. Niechcąca ulec presji Mołdawia poprosiła o awaryjne dostawy gazu w Brukseli, ale Europa sama nie posiadała zapasów, szczególnie że zaczynał się sterowany z Kremla kryzys surowcowy. Z pomocą szantażowanym Mołdawianom przyszły dostawy z Polski, Ukrainy i Rumunii, co nieco polepszyło ich pozycję negocjacyjną. Pod koniec października podpisano pięcioletni kontrakt na dostawy ok. 3 mld m3 gazu rocznie, z cenami powiązanymi ze wskaźnikami rynkowymi. Zyskany w ten sposób czas Kiszyniów będzie chciał spożytkować na uwolnienie się od rosyjskiej zależności poprzez import gazu i energii elektrycznej z Rumunii, który możliwy będzie od lat 2023/2024. Istnieje jednak pewien haczyk. Strona mołdawska zobowiązała się do przeprowadzenia audytu posiadanego długu wobec Gazpromu do końca maja 2022 roku. To się prawdopodobnie nie uda, co z kolei umożliwi Rosjanom zerwanie umowy, a to doprowadzi do kolejnego kryzysu energetycznego i podkopie pozycję prozachodniego rządu. Gorąco polecam analizę tematu napisaną niedawno przez Kamila Całusa z OSW, osoby od lat zajmującej się Mołdawią (link).

Anteny w m. Majak. Po lewej widoczny ślad po eksplozji, po prawej przewrócony maszt. 26.04.2022
Materiały lokalnych aktywistów (@smotri_media).

Sytuacja o tyle trudna, że narodowy operator MoldovaGaz, kontrolowany jest przez Gazprom, który posiada większość udziałów w spółce, przy czym kolejnych 13% posiada Naddniestrze. Ergo, rząd w Kiszyniowie dysponuje udziałami w wysokości jedynie 35%. Dodatkowo, część importowanego surowcowa przesyłana jest do Tyraspola, którego władze następnie sprzedają go mieszkańcom po minimalnych stawkach. Kolejne utrudnienie to fakt, że duża część importu przeznaczona jest dla naddniestrzańskiej elektrowni Kuczargan, dostarczającej energię także dla Mołdawii. Prawdę mówiąc, aż 80% krajowego zapotrzebowania energetycznego realizowana jest właśnie przez separatystów. Kompleksowo na ten temat wypowiedzieli się analitycy PISM Jakub Pieńkowski i Maciej Zaniewicz w raporcie z listopada 2021 roku (link).

Niemniej, szansa na zerwanie przez Mołdawię toksycznego uzależnienia od Moskwy wydaje się realna. Inwazja na Ukrainę zaktywizowała Unię Europejską, a także poszczególne państwa członkowskie (np. Rumunię i Polskę) do wsparcia Kiszyniowa i jak najszybszego wciągnięcia kraju w struktury europejskie. Szczególnie, że Mołdawię łączy bliska więź z Rumunią i coraz większą popularnością cieszy się tzw. unirea, czyli zjednoczenie obu państw (48,6% za zjednoczeniem, w badaniu z kwietnia 2021). A to oznacza, że przegrywająca wojnę Rosja nie tylko bezpowrotnie utraci Ukrainę ale też Mołdawię razem z Naddniestrzem. A na to Kreml nie chce pozwolić.

***

Z jakimi siłami miałyby walczyć separatystyczne władze? Mołdawianie pozbawieni są nacjonalizmu, nie posiadają też potencjału wojskowego. Od 1991 roku Tyraspol sprawuje całkowitą kontrolę nad położonym na lewym brzegu Dniestru terenem. Lokalna opozycja nie istnieje, a tym bardziej jakiekolwiek ruchy ekstremistyczne. Jest to niemożliwe w regionie, który nazywany jest przez nielicznych turystów „sowieckim skansenem”. Łatwo więc domyślić się, że chodzi o Ukraińców, których ok. 30 000 przybyło do Naddniestrza po 24 lutego 2022 roku. Na taką logikę wskazuje wypowiedź generała Rustama Minniekajewa, dowódcy rosyjskiego Centralnego Okręgu Wojskowego. Otóż, w wielki piątek 22 kwietnia zapowiedział on, że drugi etap rosyjskiej „operacji specjalnej” obok Donbasu, polegać będzie na zdobyciu całego ukraińskiego południa włącznie z Odessą i dojście do Naddniestrza, w którym według niego gnębi się ludność rosyjskojęzyczną.

Budynek służby bezpieczeństwa ostrzelany z ręcznego granatnika. Tyraspol 25.04.2022. (@smotri_media)

W odpowiedzi na taką deklarację, ambasador rosyjski w Kiszyniowe został natychmiast zawezwany do mołdawskiego MSZ, gdzie zażądano od niego wyjaśnień.

Wątek prześladowań jest znanym lejtmotywem w rosyjskiej polityce zagranicznej. Ta naczelna wymówka podbudowywana jest przez tzw. paszportyzację, czyli rozdawanie obywatelom obcych państw rosyjskich paszportów, w celu ich późniejszej „obrony” przed lokalnymi rządami. Dokładnie tak było z Donbasem i Ukrainą. Podobnie może być w przypadku Mołdawii, w której mieszka ponad 100 tys. „obywateli” rosyjskich. Warto przypomnieć, że na początku marca władze Naddniestrza wystąpiły do ONZ, OBWE i innych organizacji międzynarodowych z wnioskiem o uznanie jego niepodległości. Była to odpowiedź Tyraspola na złożenie formalnego wniosku o przystąpienie do Unii Europejskiej przez Mołdawię. Od mniej więcej tego samego czasu zaczęły się też doniesienia o rzekomo planowanych zamachach bombowych. Telefony z informacjami o podłożeniu bomby w szkołach, miały być nagminnie wykonywane do placówek powodując spore zaniepokojenie. Naddniestrzańskie służby winą za te działania obarczyły bliżej nieokreśloną grupę mołdawskich nacjonalistów, co brzmi jak oksymoron.

Aliksander Łukaszenka prezentujący mapę z zaznaczonymi kierunkami natarcia na Ukrainę, w tym z Naddniestrza. Obraz za Max Seddon 01.03.2022

Mimo wszystko wypowiedź gen. Minniekajewa nie może zaskakiwać. Zdobycie korytarza lądowego na Krym, a następnie poszerzenie go poprzez obwody chersoński i mikołajewski dalej w kierunku Odessy było jednym z celów rosyjskiej inwazji. Próbowano tego zresztą także w 2014 roku w ramach koncepcji tzw. „Noworosji”. Realizacja tego planu pozwoliłaby odciąć państwo ukraińskie od Morza Czarnego, co w rezultacie musiałoby doprowadzić do jego gospodarczo-politycznej marginalizacji. Podobnie jak Bałtyk dla II Rzeczypospolitej, Morze Czarne stanowi dla Ukrainy okno na świat, którym eksportowane są np. płody rolne, a importowane maszyneria i surowce. W nieco szerszym ujęciu, zajęcie przez Rosjan obwodu odeskiego byłoby równoznaczne z uchwyceniem ujścia Dunaju do morza. Rzecz ogromnie istotna dla geopolityki regionu z uwagi na szlak handlowy Chiny – Europa oraz znaczenie żeglugi rzecznej w tej części kontynentu.

Naddniestrze miało stać się punktem wypadowym do ataku na Odessę, w chwili gdy podchodzić pod nią będą siły rosyjskie. Do tego jednak nie doszło, ponieważ idące z Krymu oddziały pobite zostały pod Mikołajewem i cała ofensywa uległa załamaniu. Co więcej, po demonstracyjnym zatopieniu krążownika „Moskwa” przez ukraiński system Neptun, jakikolwiek desant morski na kierunku odeskim stał się misją wysoce ryzykowną. Jasnym stało się, że każdy okręt desantowy zbliżający się do wybrzeża może zostać zatopiony. Stąd sugerowanie przez Rosjan możliwości ataku na Odessę brzmi jak groźba bez pokrycia. Mimo że 26 kwietnia, równolegle do opisywanych wyżej wydarzeń, rosyjska rakieta uszkodziła most u ujścia Dniestru, będący jedynym bezpośrednim połączeniem ukraińskiej południowej Besarabii (inaczej Budziaku) z resztą kraju. To przez tę przeprawę dostarczana była pomoc wojskowa z Rumunii, a także transportowano ukraińskie zboże do portu w Konstancy.

***

Pojawiły się spekulacje, że uderzenie w most to przygotowanie do jakiegoś ruchu wojskowego, w którym Rosja zajmie te słabo zaludnione tereny i otworzy tym samym dostęp do „zamkniętego” Naddniestrza. W tej chwili Kreml nie posiada bowiem możliwości przerzucenia doń większej ilości wojsk, choć w Tyraspolu znajduje się lotnisko. Samolot musiałby przelecieć albo nad terytorium Ukrainy, albo nad Rumunią, na co nie ma przecież szans. Zostałby zestrzelony, lub w najlepszym wypadku niewpuszczony. Zajęcie Budziaku rozwiązałoby ten oczywisty problem i umożliwiło wysłanie bezpośredniego wsparcia wojskowego władzom w Tyraspolu.

W takim scenariuszu, ogłoszenie niepodległości przez separatystów zostanie wsparte przez Rosję i pozwoli jej na utrzymanie się w grze o Mołdawię. W ten sposób otwarty zostanie też drugi front, co zmusi Kijów do utrzymywania większych sił w rejonie Odessy. Oczywiście istnieje szansa, że pewna liczba dodatkowych żołnierzy została przerzucona jeszcze przed wybuchem wojny. Według ukraińskiego sztabu, łącznie może to być ok. 3 000 ludzi ale to nadal zbyt mało by w istotnym stopniu zaszkodzić Ukrainie. Z drugiej strony, takie siły prawdopodobnie wystarczyłyby do szantażowania Mołdawii.

Z uwagi na dotychczasową nieskuteczność rosyjskich działań oraz wyczerpanie wojną, bardziej prawdopodobne jest, że tego typu ruchami Kreml próbuje budować presję na władzach w Kiszyniowie. O możliwości rosyjskich prowokacji w Naddniestrzu, oskarżających o sprawstwo Kijów informowało ukraińskie SBU już kilka tygodni temu. Po południu 26 kwietnia w rosyjskim portalu RIA ukazał się artykuł, w którym autorka Irina Alksnis próbuje straszyć prezydent Maię Sandu wizją wciągnięcia Mołdawii i Naddniestrza w wojnę przez upadającą Ukrainę. Według niej, przygotowane przez Kijów prowokacje wymagają bezpośredniej rosyjskiej interwencji, a uleganie rzekomej presji Zachodu skończy się dla Kiszyniowa wojną na własnym terytorium i to nie za jakiś czas, ale już teraz. W sukurs tej narracji przychodzą oficjalne komunikaty płynące z rosyjskiego MSZ, które ostrzega o konieczności interwencji w obronie „rosyjskich obywateli”. Są to oskarżenia urągające logice i pozbawione widocznych dowodów na wsparcie tezy. Całość rosyjskich działań w formule tzw. „fałszywej flagi”, wraz z propagandową nadbudową, oceniam jako próbę zastraszenia, która będzie eskalowana ale w zasadzie nie powinna przerodzić się w faktyczne rozlanie się konfliktu na Ukrainie do Mołdawii. Nie wtedy, gdy straty rosyjskie nie są należycie uzupełniane i bardzo brakuje żołnierzy, a Odessa pozostaje poza zasięgiem rosyjskich sił zbrojnych.

Muszę jednak zastrzec, że wizja poniesienia porażki, jak dotąd nie odstraszała Kremla od decydowania się na ryzykowne ruchy. Jest więc pewna szansa, że Kreml porwie się na podpalenie kolejnego regionu i to jeszcze zanim ogłosi powszechną mobilizację, która w perspektywie miesiąca lub dwóch mogłaby poprawić nadwyrężony potencjał przetrzebionej w walkach armii. Być może oba komunikaty zbiegną się w czasie, razem z ogłoszeniem stanu wojny. Jeśli faktycznie taki jest zamysł Kremla, ogłoszenie tych informacji powinno nastąpić nie dalej niż w maju.

Maleńka, peryferyjna Mołdawia nagle stała się centrum wydarzeń. Warto się jej przyglądać.


Niniejsza strona jest utrzymywana z wpłat darczyńców i dzięki wsparciu Patronów.

PayPal

PayPal



Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

https://patronite.pl/globalnagra


Linki:

https://moldova-suverana.md/article/noi-provocari-in-transnistria_42534

https://www.themoscowtimes.com/2022/04/25/explosions-hit-security-ministry-in-breakaway-transnistria-a77485

https://www.eurointegration.com.ua/news/2022/04/26/7138415/

https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2022-04-07/moldawia-nadciagajacy-kryzys-energetyczny

https://www.pism.pl/publikacje/kryzys-gazowy-w-moldawii-przyczyny-i-konsekwencje

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.