Globalne drgawki

Efekty wybuchłej w początkach 2020 roku epidemii koronawirusa wywołującego chorobę COVID-19 nie ograniczają się jedynie do kwestii medycznych. Choć troska o życie i zdrowie jest nieodmiennie największym powodem do obaw na wszystkich szerokościach geograficznych, równie ważny jest jej wymiar gospodarczy (łańcuchy produkcji i dostaw), a w dalszej perspektywie także polityczny (stabilność rządów). Wiele wskazuję na to, że czeka nas pod tym względem prawdziwy globalny wstrząs. Zainicjowanego już efektu domina nie da się zatrzymać, dlatego warto zastanowić się czy Polska mogłaby na tym kryzysie skorzystać?

Nie masz czasu na czytanie? Posłuchaj!

Podsumowanie artykułu:

  • Chinom nie udało się w porę ograniczyć epidemii COVID-19.
  • Gospodarka CHRL jeszcze przez wiele tygodni nie podejmie normalnej pracy,
  • to oznacza zatrzymanie lub ograniczenie eksportu towarów i wszelkich komponentów.
  • Niedobory produktów i półproduktów wkrótce dotkną rynki na innych kontynentach.
  • To może oznaczać wielotygodniowe zastoje, w skrajnych przypadkach bankructwa oraz duży wzrost cen (nawet hiperinflację).
  • Przestawienie produkcji na nowe źródła nie będzie łatwe, w tym czasie brak płynności finansowej grozi pęknięciem bańki kredytowej.
  • Nowe łańcuchy dostaw premiują wytwórczość lokalną, to wielka okazja dla polskich producentów.
  • Możliwa okresowa recesja (jej długość zależy od czasu trwania epidemii).
  • Niepokoje społeczne (panika) wraz z kłopotami gospodarczymi przełożą się na przesilenia polityczne.
  • Liczy się czas, każdy kolejny tydzień trwania epidemii to większe ryzyko kolapsu.

>>> Poprzedni artykuł dotyczący epidemii koronawirusa w Wuhan dostępny TUTAJ (Wirus strachu) <<<


Spis treści:
I. Początek pandemii.
II. Chiński problem.
III. Reakcja łańcuchowa.
IV. Wielka szansa.
V. Bezpieczeństwo ponad wszystko.
VI. Materiały.


Początek pandemii

Nie udało się.

To jedno proste stwierdzenie dobrze podsumowuje wydarzenia z lutego 2020 roku. Chińskim władzom nie udało się opanować epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 (znanego wcześniej jako 2019-nCoV) na wystarczająco wczesnym etapie. Podjęto co prawda bezprecedensowe działania następcze. Kwarantannie poddano dziesiątki milionów ludzi, zamknięto miasta i wioski, praktycznie zamrożono życie w całym kraju ale zrobiono to zbyt późno by uniknąć długookresowych następstw gospodarczych. Mimo nakazu powrotu do pracy (poza prowincją Hubei) i teoretycznie funkcjonujących firm, nie przywrócono łańcuchów dostaw. Produkcja stoi. Podobną porażkę poniesiono w skali globalnej, gdy nie zdołano powstrzymać dalszego rozprzestrzenienia się infekcji przez co pandemia stała się nieuniknioną perspektywą.

Nie bez winy jest tu Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO), która zbagatelizowała zagrożenie ufając chińskim (nieprawdziwym) zapewnieniom co do skali epidemii i skuteczności działań kontrolnych, przeciwepidemicznych podjętych przez tamtejsze władze. Podobną opieszałością wykazało się wiele rządów i instytucji zdrowotnych, nie podejmując odpowiednich działań (choćby błyskawicznego przerwania komunikacji i przedłużonej izolacji podejrzanych przypadków, odpowiedniego przygotowania materiałowego, kampanii informacyjnych itp.). A to właśnie dynamika działania i radykalność podjętych środków mogła zdecydować o sukcesie.

Stawiam taką tezę z pełną odpowiedzialnością mimo, że w chwili pisania niniejszych słów brak potwierdzenia pandemii przez źródła oficjalne – WHO czy władze państwowe. Nie trzeba jednak specjalnych zdolności analitycznych by zauważyć, że liczba zakażonych w Korei Południowej, Japonii, Iranie i Włoszech, sięga każdorazowo już setek, a nawet tysięcy chorych (stan na 26.02.2020). Do połowy miesiąca, pojedyncze infekcje wykryto w kilkudziesięciu krajach świata. Nosicielami okazywali się najczęściej obywatele chińscy, którzy jeszcze w styczniu opuścili ojczyznę, a więc osoby i tak będące na liście ryzyka, pod stałym nadzorem służb sanitarnych. Zgodnie z przewidywaniami epidemiologów do zwiększania skali zachorowań poza Chinami zaczęło dochodzić mniej więcej w 3 lub 4 tygodniu od umownej granicy wybuchu epidemii w Wuhan (circa 11-20 stycznia), to jest tyle ile zajmuje średni czas inkubacji koronawirusa. Wtedy też coraz częściej zaczęli pojawiać się chorzy drugiego rzutu, mieszkańcy innych państw, którzy nigdy w Chinach nie byli. Od tego momentu wiadomo było, że powstają nowe ogniska epidemiczne poza Chinami, co przy tak wysokiej zakażalności zwiastowało zalążek światowej pandemii.

Naturalnie, na początku brak było rzetelnych informacji na temat sposobów przenoszenia, działania czy skutecznego leczenia nowego koronawirusa. Dane te spływały przez wiele tygodni, w miarę postępów czynionych w badaniach i doświadczenia nabieranego przez lekarzy. Jednakże od początku wiadomo było, że Chiny stoją przed naprawdę ogromnym wyzwaniem, co wkrótce potwierdziły publikacje naukowe. W jednej z nich wskazano, że najwyżej co piąty zainfekowany był prawidłowo zdiagnozowany. Większość infekcji miała wymykać się kontrolom ponieważ patogen potrafi pozostawać w uśpieniu nawet trzy tygodnie (potwierdzony rekord mówi o 27 dniach), a u części zarażonych brak był jakichkolwiek objawów choroby (jej przebieg może być bezobjawowy lub bardzo łagodny).

J-IDEA Imperial College London, dr Neil Ferguson o predykcjach w rozwoju epidemii.

Dlatego wszelkie działania służb i organów państwowych obliczone na powstrzymanie rozprzestrzeniania patogenu podejmowane dopiero po wystąpieniu pierwszych potwierdzonych zakażeń były spóźnione i skazane na porażkę. SARS-CoV-2 pozostaje trudno wykrywalny (asymptomatyczność), przenosi się drogą kropelkową ale też przez np.: fekalia (źródło), krew, inne wydzieliny ciała. Wirus może pozostawać aktywny poza ciałem nosiciela (np.: na powierzchni klamek, szyb etc.) nawet przez 9 dni. Choć trwają prace nad skuteczną szczepionką, to jej wprowadzenie do użytku nie będzie możliwe wcześniej niż w drugiej połowie 2020 roku. Nawet zakładając, że uda się opracować jej skuteczną odmianę, działającą także na kolejne zmutowane szczepy tego wyjątkowo żywotnego beta koronawirusa.

Jak dotąd śmiertelność COVID-19 utrzymuje się w średniej ok 3.4%. Wiele zależy tutaj od jakości opieki medycznej – jej niska jakość lub jej brak z pewnością pogorszy statystyki. Szczególnie narażeni są ludzie po 60 roku życia (80% wszystkich zgonów), przewlekle chorzy (np. na serce), choć nie brak też przesłanek na występowanie anomalii w przypadku ludzi zdrowych i silnych (prawdopodobne występowanie hipercytokinemii). Choć pojawiają się powikłania (uszkodzenia płuc, serca itp.), to wywoływana przez SARS-CoV-2 choroba pozostaje w „normalnych” warunkach relatywnie mało zabójcza. Dużo bardziej niż grypa ale dużo mniej niż SARS czy MERS. Okres, w którym infekcja przebiega w sposób aktywny trwa od jednego do trzech tygodni. Większość zgonów następuje w drugim tygodniu od zarażenia. Stąd prawdziwym zagrożeniem nie jest przebieg choroby ale niewydolność systemu opieki medycznej przytłoczonej liczbą chorych (przypadki ciężkie stanowią jak dotąd 18% ogółu). W żadnym państwie świata nie istnieje wystarczająca liczba szpitali mogących przetworzyć taką liczbę chorych, jaką COVID-19 może dostarczyć w zaledwie 2-3 dni (mowa o tysiącach).

Prawdopodobieństwo śmierci w przypadku infekcji koronawirusem z podziałem na przedziały wiekowe. Wg danych na 25.02.2020, źródło: Worldmeters.info

Ekspansji patogenu sprzyja zglobalizowanie gospodarczo-komunikacyjne, wpływające na wysokie przepływy podróżnych pomiędzy różnymi państwami czy kontynentami. Prowincja Hubei, w której leży miasto Wuhan stanowi duży węzeł komunikacyjny połączony z największymi miastami Chin i światem, stąd rozprzestrzenienie się wirusa na inne kraje było od początku bardzo prawdopodobne. Warto także pamiętać, że o ile w samych Chinach drakońskimi metodami ograniczono skalę epidemii w pozostałych prowincjach (przynajmniej w porównaniu do Hubei), to nie wszystkie państwa dysponują podobnymi środkami. Każde nowe źródło epidemii może teoretycznie doprowadzić do fali zachorowań nawet większej od tej chińskiej (vide Iran). WHO obawia się zwłaszcza wysokiej śmiertelności w krajach rozwijających się, gdzie jakość opieki medycznej jest na niskim poziomie. Każde nowe ognisko zakaźne oznacza konieczność podjęcia kolejnej walki i dalsze rwanie łańcuchów dostaw oraz sieci komunikacyjnej w kolejnych krajach.

Wobec powyższego można śmiało założyć, że pandemia już trwa, a jedyne co możemy zrobić to starać się ograniczać jej skutki.

Czy należy panikować? Absolutnie nie. Najbardziej obawiajmy się nie samego wirusa, który przy notowanych (R0 ~4%) parametrach reprodukcji może dotknąć nawet 60% ludzkości i stać się równie pospolitą przypadłością co kolejne odmiany grypy, ale niewydolności służby zdrowia przytłoczonej ilością przypadków.

Dużo mocniej mogą dotknąć nas skutki gospodarcze i społeczne koronawirusa niż jego wymiar medyczny.

Dlatego zasadnicze znaczenie ma sprawne działanie służb i administracji, jako że wszelka panika może znacznie pogłębić skalę kryzysu.

Chiński problem

Tego nikt nie przewidział. Cios, który powalił Chińską Republikę Ludową na kolana pochodził z jej terytorium. Niefrasobliwość higieniczna powodowana w dużej części specyfiką kulturową była też powodem wybuchu epidemii SARS w 2002 roku. Podobnie jak wtedy, na przeszkodzie dynamicznego przeciwdziałania skutkom „zarazy” stała gensekowa administracja.

Statystyki pokazujące wpływ epidemii na gospodarkę. Od lewego górnego rogu: Podróżujący pociągami, podróżujący w nowy rok, sprzedaż samochodów, konsumpcja węgla.

O niewydolności autorytarnej władzy w Chinach wiedziano od dawna, niemniej nie chodziło tylko o skostniała strukturę zarządczą, ale też przejrzystość i uczciwość w podawaniu danych. W międzynarodowych badaniach w zasadzie za pewnik przyjmuje się, że chińskie władze manipulują statystykami i celowo pomniejszają prawdziwą skalę zachorowań.

W publikacji prestiżowego The Lancet autorzy wskazywali, że według ich szacunków w samej tylko aglomeracji wuhańskiej do dnia 25 stycznia zachorowało ponad 75.000 osób (dla porównania, tyle podają chińskie władze dokładnie w miesiąc później).

Przykładu potwierdzającego manipulacje chińskich włodarzy dostarczyli oni sami w dniu 13 lutego, kiedy to zmieniono sposób klasyfikowania infekcji dopisując do listy w jednej chwili 15.000 zakażonych. Do tego momentu za chorych na koronawirusa uznawano tylko osoby, których próbki pobrano i poza wszelką wątpliwością potwierdzono obecność wirusa badaniami laboratoryjnymi. Tymczasem było zupełnie oczywiste na co choruje cała masa pacjentów czekających w kolejce (pracownicy szpitali mówili w tym czasie o nawet stu tysiącach chorych w samym Wuhan). Mimo to, oficjalnie nie figurowali w statystykach (w samym Hubei przez długi czas nie można było przebadać więcej niż np.: ~2000 osób dziennie).

Fakt ukrywania informacji o wybuchu epidemii jeszcze w grudniu 2019 roku, potwierdzali chińscy lekarze, których zresztą aresztowano za szerzenie dezinformacji. Jeden z nich, dr Li Wenliang stał się męczennikiem prawdy i bohaterem mas. Wypuszczony z więzienia natychmiast powrócił do szpitala w Wuhan, gdzie po wyczerpującej pracy (szpitale są przeciążone) sam zachorował, a następnie zmarł (mając ledwie 33 lata). W rzadko zdarzającym się momencie samokrytyki, komunistyczni aparatczycy przeprosili za swoje działania wobec zmarłego doktora, co jednakże nie zmieniło powszechnego poczucia nieufności społeczeństwa wobec zapewnień służb.

dr Li Wenliang źródło: zdjęcia autora opublikowane w Internecie

W Internecie pełno jest filmów i zdjęć, informacji wskazujących na absolutną zapaść opieki lekarskiej w Hubei (i nie tylko). W końcu stycznia podjęto się trudnego zadania wybudowania specjalnego szpitala dla zakażonych w stachanowskim tempie 6 dni. Niedługo później rozpoczęto budowę jeszcze jednego, a w ciągu następującego miesiąca kolejnych kilkadziesiąt szpitali urządzono w przejętych hotelach, salach gimnastycznych, akademikach a nawet fabrykach i magazynach.

Mimo to, chorzy nie zawsze znajdowali wolne łóżka i nie byli przyjmowani, a w samych szpitalach brak było lekarzy (znany jest przypadek braku jakiejkolwiek opieki medycznej dla pacjentów jednego z utworzonych „szpitali” przez kilka dni z rzędu). Skala wuhańskiej plagi jest więc z pewnością większa niż deklarowana, co prowadzi nas do kolejnej kwestii.

Wybuch epidemii nastąpił w najgorszym momencie roku. Po pierwsze miliony pracowników wyruszyły w długą podróż (Chūnyùn) do swoich rodzinnych domów (przy okazji zarażając się w zatłoczonych środkach komunikacji) w związku z rozpoczynającymi się obchodami nowego chińskiego roku. Po drugie, wygaszone na czas święta fabryki, nie ruszyły po ich zakończeniu z powodu kwarantanny i rozwoju epidemii. W teorii, produkcję zaczęto przywracać już od 11 lutego, w praktyce do 24 lutego w pracy pojawiło się zaledwie ok. 30% pracowników i to z wyłączeniem prowincji Hubei (gdzie kwarantanne ustanowiono do dnia 11 marca). Zamknięte pozostały też fabryki zagranicznych koncernów, w których obowiązują inne standardy w podejmowaniu decyzji biznesowych.

Tam gdzie fabryki oficjalnie ruszyły, nie zawsze faktyczna produkcja mogła się odbyć, pracę jedynie markowano. Dlaczego? By ruszyć pracodawca musi zaopatrzyć się w dużą liczbę odzieży ochronnej, środków antyseptycznych, termometrów itp. A masek i kombinezonów z oczywistych względów stale brakuje (powinny być każdorazowo utylizowane po skończeniu zmiany). Potrzebuje też pracowników, którzy muszą wrócić ze swoich domów (1/3 dojeżdża z prowincji) ci jednak często nie mogą wyjechać ze swojego regionu bez zaświadczenia z pracy i pozwolenia władz. W dodatku, transport między miastami i regionami nadal nie odzyskał pełnej sprawności, tam gdzie funkcjonuje jest przepełniony. Nawet gdy pracownicy w końcu się pojawią i to w strojach ochronnych, problemem są poddostawcy. Pewna ilość komponentów i materiałów może zalegać na magazynach, ale po ich opróżnieniu konieczna jest dostawa. Po pierwsze nadal nie funkcjonuje logistyka, a po drugie podwykonawcy mają analogiczne problemy z działalnością. Wyprodukowany towar trzeba też dostarczyć odbiorcy – ale nie ma jak! Transport towarowy jest utrudniony zarówno w kraju, jak i na poziomie międzynarodowym. Jeśli na cały ten obraz nałożymy jeszcze nadal szalejącego wirusa, sytuacja staje się wyjątkowo trudna. Każde potwierdzone zachorowanie pracownika oznacza konieczność zatrzymania pracy i 14 dniową kwarantannę. Tak chaotyczne środowisko gospodarcze nie sprzyja terminowości, nie daje też możliwości osiągania przychodów. Tymczasem oszczędności pracowników topnieją, a im dłużej pozostają oni w domu tym mniej mają środków do życia. Mimo to, część z nich nie może wyjechać z domu bo np.: ich prowincja objęta jest kwarantanną.

Ciężarówki z dostawami stojące w długiej kolejce na autostradzie prowadzącej do miasta Wuhan.

Podobną sytuację finansową mają pracodawcy, którzy muszą spłacać kredyty, czasem zaciągnięte w systemach parabankowych na wysoki procent. W obecnej chwili opóźnienia w realizacji zamówień sięgają już 3 miesięcy. Każdy kolejny tydzień to krok w stronę przepaści.

Pekin doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego mimo nadal trwającej epidemii robi wszystko by zrestartować gospodarkę. Zaledwie dwa kolejne tygodnie opóźnienia mogą oznaczać całkowitą zapaść. Gdyby epidemia wygasła do końca marca 2020 roku jej skutki gospodarcze byłyby znaczące, ale z realną szansą na uniknięcie najgorszego.

To i tak oznacza całkowicie stracony pierwszy kwartał 2020 roku, w rezultacie spadek wzrostu PKB co najmniej o 1%, z planowanych na ten rok 6% (wg Songa Xiaowu, rządowego ekonomisty). Dane wskazują jednak, że spadek ten może być większy. W zasadzie, wobec nieudanych prób wystartowania z produkcją należy brać pod uwagę, że w tym roku CHRL zanotuje pierwszą od kilkudziesięciu lat recesję. Jest czym się martwić.

Jak powiedziano na wstępie niniejszego rozdziału, pekińskie władze manipulują statystykami i unikają informowania o prawdziwej skali problemu. Należy więc zakładać czarny scenariusz, w którym chińskie kłopoty gospodarcze będą miały dużo poważniejszy charakter niż to się powszechnie wydaje. Co będzie musiało pociągnąć za sobą przesilenie polityczne, falę społecznego niezadowolenia i okresową niestabilność wewnętrzną państwa.

W tym momencie nie sposób zgadnąć, można tylko obserwować rozwój wypadków. Niektórzy komentatorzy wskazują na możliwość wykorzystania przez Pekin okazji do resetu gospodarczego. W tej chwili ewentualna recesja, bankructwa i kryzys kredytowy będą prezentowane jako skutek epidemii. Kontrolowany krach może być w tej sytuacji lepszym rozwiązaniem, niż próba powstrzymania nieuchronnego. Chiny poświęcą wyniki roku 2020, ale za to już w kolejnym będą w stanie zacząć od nowa. To niebezpieczna gra, ale też wielka pokusa.

Reakcja łańcuchowa

To co dzieje się w Chinach ma swoje przełożenie na sytuację na świecie. Dla gospodarki decydujące są tutaj dwa aspekty: produkcyjno-logistyczny i medyczno-psychologiczny.

Każda redukcja wzrostu chińskiego PKB ma bezpośredni wpływ na wzrost gospodarczy w innych państwach, zwłaszcza o gospodarkach polegających na eksporcie do Chin (Niemcy, Australia, Korea Południowa itd.). Dla przykładu, sprzedaż samochodów do Państwa Środka w pierwszym kwartale 2020 roku spadła o 80%. Z kolei spadek cen ropy spowodowany był o wiele niższym zapotrzebowaniem (kwarantanna wstrzymała transport). Spadł też import wszelkich innych dóbr, a nawet te materiały, które znajdują się w kraju, nie są wykorzystywane (np: stal czy materiały budowlane na chińskie inwestycje infrastrukturalne).

Jednak nie chodzi tylko o handel ale też wspomniane wcześniej trudności produkcyjne. Chiny zwane są „fabryka świata” nie bez przyczyny. Wielu światowych producentów posiada tam swoich dostawców komponentów i wytwórców części. Zachwianie tego procesu automatycznie przekłada się na lokalną produkcję.

W lutym o problemach z pozyskaniem nowych części zamiennych do swoich samochodów informował Jaguar Land Rover. Apple skarżył się na zmniejszoną produkcję co przełoży się na niższą niż zakładana sprzedaż. Narzekały też firmy transportowe, odzieżowe, zabawkarskie, przemysł stalowy czy rynek naftowy. Z czasem kłopoty te zaczną być dostrzegalne gołym okiem przez konsumentów, zwłaszcza w przypadku elektroniki, maszyn czy odzieży. Przygotujmy się mentalnie na rynkowe braki określonych produktów, jak np.: telefonów komórkowych czy leków (80% światowej produkcji).

Jeszcze w styczniu, antycypowane trudności w utrzymaniu łańcuchów dostaw wpłynęły na przecenę akcji na giełdach papierów wartościowych. Później rynki ustabilizowały ceny, jednakże gdy w ostatnim tygodniu lutego doszło do wybuchu lokalnych epidemii w Korei Południowej, Japonii, Włoszech i Iranie, inwestorzy rzucili się do panicznej wyprzedaży. Spadki rozpoczęły się w poniedziałek 24 lutego i trwały przez następne dni.

Nie chodzi tylko o zmniejszone zyski i kłopoty z produkcją. Akcjonariusze obawiają się, ceny przenoszenia całych łańcuchów produkcyjnych do innych krajów. Część firm zareagowała już na samym początku epidemii, relokując zakłady wytwórcze do innych państw azjatyckich: Wietnamu czy Kambodży.

W świetle nadal toczonej (choć chwilowo zawieszonej) wojny handlowej USA z Chinami atak koronawirusa okazał się argumentem przeważającym na korzyść „wielkiej przeprowadzki” do bezpieczniejszych lokalizacji. To musi zająć czas i niesie ze sobą określone koszty, które firmy chcąc nie chcąc będą musiały wydatkować mimo ponoszonych właśnie strat finansowych. W krótkim okresie można więc zapomnieć o zyskach, tym bardziej, że dalsze rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2 może w większym lub mniejszym stopniu powtarzać scenariusz chiński, gdy epidemia fizycznie wyłączy pracowników i fabryki z użycia. Mowa o wstrzymaniu produkcji i komunikacji, kwarantannach i krótkookresowych stanach wyjątkowych w poszczególnych krajach. Musimy sobie wyobrazić podobne działania co w Hubei, np.: we włoskiej Lombardii, albo niemieckim Hamburgu (Nadrenii Północnej-Westfalii). Przeładowane szpitale, panika, puste półki sklepowe, dwutygodniowy areszt domowy wszystkich mieszkańców. Taka ewentualność jest całkowicie realna. Tak długo, jak nie dojdzie do wprowadzenia skutecznej szczepionki.

Trudno więc dziwić się nerwowości na rynkach. Krótkotrwałe wzrosty i gwałtowne spadki obserwować będziemy tak długo jak sytuacja się nie ustabilizuje, do czego raczej nie dojdzie w pierwszej połowie roku. Nawet zakładając wygasanie chińskiego ogniska choroby, początek epidemii w innych krajach to kolejny miesiąc do dwóch walki z jej skutkami. Sytuacja może też ciągle się powtarzać, epidemie mogą wybuchać ponownie w tych samych miejscach i mogą nieść ze sobą większą liczbę ofiar. Tego nie możemy dzisiaj wiedzieć na pewno, ale podobną ewentualność powinno się wkalkulować w rachuby. Stąd ostatecznym opanowaniem sytuacji będzie wspomniane opracowanie szczepionki. Nim to nastąpi możemy co najwyżej liczyć na pewne uspokojenie emocji i spowszednienie zagrożenia. Dla przykładu, w Indiach gdzie na dyzenterię i biegunki umierają rocznie tysiące dzieci, koronawirus nie budzi powszechnego strachu. COVID-19 jest tylko jedną z wielu chorób z jaką należy się liczyć, w dodatku niespecjalnie zabójczą.

Naturalnie, odbiór społeczny będzie całkiem inny w neurotycznych krajach rozwiniętego Zachodu. Także w Polsce powinniśmy mimo wszystko spodziewać się samonapędzającej się paniki, dlatego póki to jeszcze możliwe warto na spokojnie podjąć podstawowe środki zaradcze i np. zaopatrzyć się w artykuły pierwszej potrzeby.

Jeszcze na samym początku roku zakładałem, że świat w nadchodzących miesiącach będzie się mierzyć z widmem recesji. Nie podejrzewałem jednak, że jej aktywatorem będzie zagrożenie biologiczne. Takie niespodziewane wydarzenia mające globalne oddziaływanie nazywane są „czarnymi łabędziami” (N.N. Taleb w książce „The Black Swan. The Impact of the highly improbable.”). Powodów krachu finansowego upatrywałem raczej w sytuacji na rynku kredytowym i w masowo prowadzonej przez bardzo wiele rządów luzującej polityce monetarnej polegającej na ciągłym dodruku pieniądza. Skutki epidemii mogą tylko pogłębić ten czarny scenariusz ponieważ powodują fizyczne przeszkody (a nie tylko rynkowe typu zależność popyt/podaż) w funkcjonowaniu gospodarki. Wprowadzane w kolejnych krajach kwarantanny są tego najlepszym przykładem. Sytuacja i tak była trudna nawet bez widma zarazy, niskie stopy procentowe nie pozostawały zbyt wiele miejsca do dalszych obniżek, a wiele gospodarek notowało spowolnienie. W tym kontekście przynajmniej krótkookresowe (min. kwartalne, ale co bardziej prawdopodobne – półroczne) ujemne wskaźniki PKB wydają się być absolutnym pewnikiem, a wtedy pozostanie już naprawdę niewielki margines na jakiekolwiek działania stymulujące. Wszelkie błędy w zarządzaniu kryzysowym mogą okazać się brzemienne w skutkach.

Z drugiej strony ten wymuszony globalny przestój jest znakomitą okazją do przebudowy i decentralizacji łańcuchów produkcyjnych.

Wielka szansa

Jeśli nie dziś to kiedy?

To pytanie powinni zadawać sobie szefowie wszystkich zachodnich firm produkcyjnych. Jeśli bowiem szukali odpowiedniej chwili do bolesnego przeniesienia części (lub całości) produkcji z objętych cłami Chin, do innych części świata, to teraz mają ku temu znakomitą okazję.

Należy pamiętać, że w globalnej rywalizacji nic się nie zmieniło. USA nie zniosły obowiązujących ceł, nadal wszelkimi możliwymi sposobami zwalczają firmę Huawei i ciągle przygotowują się do wielkiej konfrontacji z Pekinem. Polityka ta sama w sobie wpływa na to w jaki sposób prowadzony jest światowy biznes.

Do niedawna, chiński przemysł gwarantował najniższe ceny i najkrótsze terminy dostaw. Dzisiaj to już przeszłość. Być może ceny nadal będą konkurencyjne, ale o terminowości możemy zapomnieć przynajmniej w perspektywie kilku-kilkunastu kolejnych miesięcy. W tej chwili z trudem realizowane są zamówienia z końca zeszłego roku, a złożone dziś, dotrą najwcześniej za 2-3 miesiące i to tylko zakładając przywrócenie pełnych mocy wytwórczych w najbliższym czasie (mało prawdopodobne). Czas to pieniądz, a szybka realizacja zamówienia może decydować o przetrwaniu balansujących na krawędzi wypłacalności firm.

A co mają zrobić odbiorcy w przypadku gdy zamówiony produkt w ogóle do nich nie dociera? Mogą czekać. Z pewnością podany zostanie nowy termin, a po jego niedotrzymaniu kolejny itd. Gra na czas jest w tej chwili główną taktyką stosowaną w kontaktach biznesowych Chińczyków ze światem. Tyle, że wiele branż nie może tkwić w zawieszeniu. Należy do niej zwłaszcza farmaceutyka. Trudno oczekiwać, że np.: osoby przewlekle chore będą polegać na tak efemerycznych zapewnieniach gdy od tego kiedy otrzymają potrzebny lek zależy ich życie. Stąd zamiast czekać, lepiej jest podjąć natychmiastowe działania dające niezależność i samowystarczalność w obszarach dla nas krytycznych, jeśli tylko posiadamy ku temu kompetencje (know-how).

Powinniśmy również zadbać (poprzez odpowiednią stymulację i politykę informacyjną) o relokowanie do naszego kraju części zakładów międzynarodowych korporacji, mamy ku temu wspaniały potencjał. Jeszcze w 2015 roku tak pisał o nim prof. Krzysztofa Rutkowski ze Szkoły Głównej Handlowej:

„Polska ma potężne atuty, które pozwalają pozycjonować ją wśród państw liderów przyciągających zagraniczne inwestycje dokonywane w ramach rekonfiguracji łańcuchów dostaw globalnych koncernów. Centralne położenie w Europie, członkostwo w Unii Europejskiej, duży rynek wewnętrzny, szybki rozwój gospodarczy, wysoko kwalifikowani i względnie tani pracownicy oraz kadry menedżerskie, coraz bardziej przyjazne biznesowi regulacje prawne, dostępność i niskie ceny nieruchomości przemysłowych, dojrzały rynek usług logistycznych czy rozbudowa i modernizacja infrastruktury transportowej zyskują na znaczeniu w ocenie menedżerów zarządzających globalnymi łańcuchami dostaw.”

Choć proces pozyskiwania zagranicznych inwestycji już trwa, zawsze możemy pokusić się o wykorzystanie sprzyjającego klimatu biznesowego do jego wzmocnienia. Efekt skali dostarczy nam wyszkolonej kadry, która może stać się w przyszłości istotnym zasobem osobowym dla polskich startup`ów. W maksymalnie korzystnych okolicznościach można nawet pokusić się o zakładanie spółek z polskim kapitałem, które pozyskiwałyby niedostępne nam dotychczas technologie i wzory produkcyjne (np.: na fali bankructw i kłopotów finansowych firm zagranicznych).

Gdzie dochodzimy do kolejnej kwestii. Takie działanie będzie możliwe jedynie jeśli sami nie popadniemy w sytuację kryzysową.

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Ostatnią, ważną kwestią którą chciałbym poruszyć jest odpowiednie działanie przeciwepidemiczne. Jak wskazałem powyżej, z koronawirusem SARS-CoV-2 przyjdzie nam żyć na tyle długo, by zagrożenie to spowszedniało. Co nie zmienia faktu, że nawet przy śmiertelności na poziomie ~3.5% sama skala zachorowań w połączeniu z paniką może przeciążyć system na tyle, by uniemożliwić dostarczenie prawidłowej opieki medycznej dla ciężko chorych osób. Nawet tych, którzy nie będą nosicielami koronawirusa. Przeciążenie oznaczać będzie wstrzymanie np.: pilnych operacji, utrudnioną opiekę nad przewlekle chorymi, braki w personelu medycznym itp.

W obecnym sezonie w Polsce, na grypę zachorowało już 600.000 osób, z czego 25 zmarło. Gdyby podobna liczba chorowała na COVID-19 zmarłych byłoby ok. 21.000. Statystycznie niewielki procent, w praktyce oznacza pokaźną liczbę, która z pewnością doprowadziłaby do społeczno-politycznego przesilenia. Ogromnej paniki, zamrożenia rynku budowlanego, usługowego, upadku turystyki i transportu. Cieszyli by się chyba tylko detaliści i hurtownie spożywcze, z których półek stale znikałyby wszelkie produkty.

Pojawienie się pierwszych infekcji w naszym kraju jest kwestią dni, nawet według oficjalnych informacji płynących z Ministerstwa Zdrowia czy Głównego Inspektora Sanitarnego. Zachowajmy spokój ale też rozsądek. Wykonajmy wszelkie możliwe działania prewencyjne. Dbajmy o higienę i unikajmy osób chorych. Izolujmy się, jeśli zajdzie taka potrzeba. Państwo polskie nie powinno szczędzić środków na pełną diagnostykę i wykonywanie testów na obecność wirusa tak by izolować wszystkie powstające ogniska choroby.

Ograniczenie skali jest jedynym sposobem na zachowanie kontroli nad sytuacją.

Puste półki sklepowe w jednym z marketów we włoskim Milanie. 26.02.2020. Fot: DeutscheWelle / S.Matalucci

W związku z tym bardzo możliwe jest odgórne wprowadzenie przymusowej kwarantanny na wybranych obszarze kraju. Tak jak stało się w kilku regionach Włoch. Stąd rozsądnie jest już dziś zadbać o zapasy żywności i innych podstawowych artykułów pozwalających na obejście się bez dodatkowych zakupów przez okres przynajmniej 14 dni.

Robienie zapasów nie jest niczym szczególnym. Takie rekomendacje dla obywateli wydały swego czasu rządy Niemiec czy Szwecji przy okazji innych zagrożeń. W Polsce niestety system Obrony Cywilnej w praktyce nie istnieje, nie mamy więc nawyku myślenia o konsekwencjach nieprzewidzianych zdarzeń o dużym zasięgu oddziaływania. Działamy jedynie od kryzysu do kryzysu narażając się na ryzyko wybuchu paniki społecznej, podczas gdy dotychczasowe wcale nierzadkie klęski żywiołowe i katastrofy naturalne powinny nauczyć nas zapobiegliwości.

Tymczasem zagrożenie biologiczne jest tylko jednym z wielu innych, obok wojskowego, informacyjnego, klimatycznego i energetycznego z jakim musimy się mierzyć. Rząd powinien wykorzystać tę okazję do wprowadzenia koniecznych zmian, procedur, bazy materiałowej i odważnej polityki informacyjnej.

Ćwiczenia służb. Rawa Mazowiecka, sierpień 2014.

Załamanie gospodarcze w Chinach, to spowolnienie, a może i recesja na świecie. Odczujemy to także w Polsce. Paradoksalnie jednak, posiadamy atuty, które umiejętnie wykorzystane pozwolą nam na utrzymanie wzrostu gospodarczego na przyzwoitym poziomie, właśnie poprzez relokację produkcji.

Działajmy więc dynamicznie i z rozsądkiem, po to by pochwycić nadarzającą się okazję do wejścia na wyższy poziom w globalnym łańcuchu dostaw.

Nie straćmy przy tym głowy, globalne drgawki wywołane koronawirusem trwać będą jeszcze wiele miesięcy.

Data: 26-02-2020


Materiały:

https://kolegia.sgh.waw.pl/pl/KNoP/struktura/KL/publikacje/Documents/Rutkowski_Rekonfiguracja_Miedzynarodowych_Lancuchow_Dostaw_Jako_Narzedzie_2015.pdf
https://youtu.be/ALQTdCYGISw https://www.tandfonline.com/doi/full/10.1080/22221751.2020.1729071
https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.02.24.20027375v1.full.pdf
https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(20)30260-9/fulltext?fbclid=IwAR0luH6416SuUXAdf-S0s40O26acTcSBUiNy9yO1AHLlBNsFvw3nmn52qFY
https://www.who.int/docs/default-source/coronaviruse/situation-reports/20200213-sitrep-24-covid-19.pdf?sfvrsn=9a7406a4_4
https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(20)30382-2/
https://www.straitstimes.com/asia/east-asia/coronavirus-wuhan-to-activate-one-more-temporary-hospital-with-3690-beds
https://www.forbes.com/sites/kenrapoza/2020/02/25/china-returns-to-work-slowly/#7ed05dad2233
https://www.scmp.com/economy/china-economy/article/3051200/china-may-adjust-2020-gdp-growth-target-due-coronavirus
https://www.washingtonpost.com/business/2020/02/25/us-companies-so-far-are-surviving-chinas-factory-shutdown-next-few-weeks-are-crucial/
https://www.theguardian.com/business/2020/feb/23/economic-impact-of-coronavirus-outbreak-deepens/
https://www.marketwatch.com/story/the-dow-is-off-by-more-than-a-1000-points-and-heading-for-its-second-worst-point-drop-in-its-history-heres-how-the-stock-market-tends-to-perform-afterward-2020-02-24
https://www.worldometers.info/coronavirus/
https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-nCoV/summary.html
https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/chiny-w-szponach-wirusa/


Jeśli powyższy artykuł ci się podobał, proszę rozważ czy nie warto mnie wesprzeć.

Zostając moim Patronem dostajesz zaproszenie na zamkniętą grupę FB, na bieżąco rozmawiamy o wydarzeniach. Masz okazję wpływać na temat jakim się zajmę w następnej kolejności i w jakim kierunku rozwija się blog, a wybrane artykuły czytasz przed wszystkimi innymi. Dostajesz też dostęp do treści niepublikowanych poza zamkniętą grupą patronów. Wszystko zależy od progów. Sprawdź:

https://patronite.pl/globalnagra

Możesz też skorzystać z możliwości przekazania jednorazowej darowizny za pośrednictwem systemu PayPal.

PayPal

PayPal



albo wpłacić dowolną sumę bezpośrednio na konto podane TUTAJ.

6 Komentarzy

JSC · 2020-02-28 o 22:59

Może i masz rację, ale tryb zwołania tego posiedzenia budzi ponure podejrzenia… co na to poradzę?

JSC · 2020-02-28 o 19:20

Sam Pan napisał, że gdy zostanie potwierdzony I przypadek to będzie o jakieś pół miesiąca za póżno… i liczbę chorych trzeba szacować na setki.

    Filip Dąb-Mirowski · 2020-02-28 o 20:52

    jasne, ale stan wyjątkowy to już naprawdę armata, a ja pisałem o działaniach prewencyjnych, np: anulowania/ograniczenia lotów do krajów z epidemią, drobiazgowych kontrolach na lotniskach, wykonywaniu masowych testów na obecność sarscov2, pilnym uzupełnieniu magazynów medycznych itd.itp. do tego nie potrzeba prezydenckiego stanu wyjątkowego, wystarczą odpowiednie rozporządzenia.

Konstytucja RP, Stany nadzwyczajne · 2020-02-28 o 18:42

Warto zapoznać się z tym co mówi Konstytucja RP o stanach nadzwyczajnych: ich ogłoszeniu, możliwości zawieszenia praw i wolności obywatela itd. – warto wiedzieć.

JSC · 2020-02-28 o 02:26

Mam pytanie dotyczące posiedzenia Sejmu, którego domaga się Duda… Jakie jest prawdopodobieństwo, że wystąpi na nim o wprowadzenie stanu wyjątkowego?

    Filip Dąb-Mirowski · 2020-02-28 o 10:38

    nie znam się z panem prezydentem, naprawdę nie wiem 😉

    ale tak na logikę, stan wyjątkowy może być wprowadzony na całości lub części terytorium kraju w razie wystąpienia sytuacji podobnej jak we Włoszech, a bez choćby jednego potwierdzonego przypadku, po co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *