Biden w Warszawie

Wizyta amerykańskiego prezydenta w naszym kraju rozbudziła oczekiwania. Jej czytelna symbolika przyniosła jednak niewiele konkretów, przez co łatwo uznać ją za niesatysfakcjonującą.


27-03-2022



Joe Biden przybył do Polski prosto z Brukseli, gdzie wziął udział w nadzwyczajnym szczycie NATO, G7 oraz spotkaniu z Komisją Europejską. Najpierw odwiedził Rzeszów, lądując w piątkowe popołudnie w Jasionce, w jednym z najważniejszych lotnisk na kontynencie. To tam, od wielu tygodni lądują liczne transporty przerzucające pomoc (wojskową i humanitarną) dla walczącej Ukrainy. To także w tym rejonie stacjonują przywiezione jakiś czas temu dwie baterie przeciwlotniczego systemu Patriot, a cały ruch odbywa się pod czujnym okiem żołnierzy 82 dywizji powietrzno-desantowej.

Rzeszów, jako stolica Podkarpacia, jest naturalnym punktem koordynującym napływ uchodźców, podobnie jak sąsiedni Lublin dla Lubelszczyzny. Jednakże Jasionka znajduje się znacznie bliżej granicy i Lwowa, a sprawność logistyczna jest kluczowa dla wsparcia ukraińskiego oporu i niesienia tak potrzebnej pomocy potrzebującym cywilom. W obu aspektach, środki przekazywane przez NATO i państwa Zachodu, z USA na czele, są znaczne. Wizyta amerykańskiego prezydenta w tym miejscu miała to podkreślić. Całkowite zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, skalę wyzwań ale też determinację w stawianiu im czoła.

Jeszcze tego samego dnia Air Force One lądował w Warszawie. Do stolicy Polski przybyła też delegacja ukraińska, z udziałem m.in. ministra spraw zagranicznych Dmytro Kuleby oraz ministra obrony Olega Reznikowa. Następnego dnia spotkała się ona w hotelu Marriott z Amerykanami, sekretarzami Anthonym Blinkenem i Lloydem Austinem. Po pewnym czasie dołączył do nich prezydent Biden. Pojawiła się plotka, że do Warszawy przybył Roman Abramowicz, rosyjski oligarcha, który według doniesień medialnych miał pośredniczyć w nieoficjalnych rozmowach między Ukrainą, a Rosją ale nie została potwierdzona (informację podał dziennikarz Superwizjera TVN – Jakub Stachowiak). Na spotkaniu poruszono przede wszystkim tematy związane z amerykańską pomocą wojskową.

Spotkanie ukraińsko-amerykańskie w hotelu Marriott w Warszawie 26.03.2022. Źródło: Dmytro Kuleba.

Następnie prezydent Biden udał się na Krakowskie Przedmieście na spotkanie z prezydentem Dudą. Głowom państw towarzyszyli urzędnicy obu stron szczebla ministerialnego z resortów obrony, spraw zagranicznych i energetyki, dodatkowo doradcy bezpieczeństwa i koordynatorzy pomocy humanitarnej. Zakres rozmów dotyczył obronności, pomocy dla Ukrainy, dostaw gazu skroplonego oraz budowy elektrowni atomowych z udziałem amerykańskiego kapitału. Obaj prezydenci odbyli rozmowę w cztery oczy, która miała dotyczyć szczegółów wsparcia kierowanego na rzecz Kijowa. Prezydent Duda miał też poprosić o przyspieszenie dostaw amerykańskiego sprzętu dla Polski (HIMARS, Patriot, F-35, Abramsy).

Kolejnym punktem programu wizyty amerykańskiego przywódcy był Stadion Narodowy w Warszawie, na którym w towarzystwie prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego i premiera Mateusza Morawieckiego Joe Biden spotkał się z ukraińskimi uchodźcami, wolontariuszami oraz członkami organizacji pomocowych. Zapytany przez dziennikarza, jak określiłby Władimira Putina po tym, co tutaj usłyszał od uciekinierek z Ukrainy, nazwał rosyjskiego autokratę „rzeźnikiem”. To spotkanie miało istotny ładunek emocjonalny, który posłuży do konsolidacji amerykańskiego społeczeństwa przeciwko rosyjskiej agresji. Co nie jest bez znaczenia wobec ewidentnie prorosyjskich tendencji wśród części skrajnych polityków republikańskich i byłych wyborców Trumpa (przykład publicysty telewizji Fox News – Tuckera Carlsona)

Jednakże wydarzeniem, na które wszyscy czekali była planowana na późne popołudnie przemowa na dziedzińcu Zamku Królewskiego. Oczekiwania wobec niej były duże. Można powiedzieć, że proporcjonalne do szczególnych okoliczności.

Joe Biden zaczął od słów Jana Pawła II – „nie lękajcie się”. Takie otwarcie posłużyło do zbudowania paraleli z czasami zimnej wojny. Wielkiego starcia między USA a ZSRR, demokracją i autorytaryzmem, wolnością i niewolą, świata porządku opartego na zasadach (rule based order) a tym zbudowanym na brutalnej sile. Według Bidena to walka dobra ze złem, która potrwa długo. Jest wyzwaniem dla całego pokolenia. Czasem próby, którą musimy przejść i nie możemy się jej obawiać.

Zapewnił Ukraińców, którzy obecni byli w audytorium, o całkowitym amerykańskim wsparciu. Obciążył Rosję i Władimira Putina całkowitą odpowiedzialnością za wojnę. Przypomniał, że Zachód oferował rozwiązania dyplomatyczne, ale Rosja była zdeterminowana by dokonać napaści, a wszelkie kremlowskie argumenty, jak ten o „denazyfikacji” nazwał ohydnym kłamstwem. Apelował do sumienia Rosjan, którzy według niego nie chcą bombardowań szpitali i dzieci, ale akceptując politykę Putina zostaną odcięci od świata.

Podkreślał znaczenie artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego oraz gotowość Stanów Zjednoczonych do obrony każdego centymetra natowskiego terytorium, co jest demonstrowane poprzez stały przerzut sił do Europy i na wschodnią flankę. Ocenił, że Rosja już poniosła strategiczną porażkę. Chciała podzielić NATO, tymczasem tylko je wzmocniła. Chciała by siły sojusznicze były mniejsze, a doprowadziła do ich zwiększenia. Ukraina będzie dalej wspierana, a wojna na jej terytorium zostanie przez Rosję przegrana. Przywołał też listę sankcji i wezwał do porzucenia paliw kopalnych, a co za tym idzie związanych z nimi zależności ekonomiczno-politycznych.

Chwalił dzielność Ukraińców, solidarną postawę Polaków. Wezwał członków NATO, G7 i Unii Europejskiej do zachowania jedności teraz i w przyszłości. Do wsparcia Polski w pomocy uchodźcom. Zwracał uwagę na siłę jaką stanowią społeczeństwa. To Europejczycy doprowadzili do przełomu w 1989 roku i zniszczenia „żelaznej kurtyny”, co udowadnia, że siła wielu jest większa niż wola jakiegokolwiek dyktatora. Prawość tworzy potęgę („right makes might”). Zakończył zaś mocnym:

„Na miłość boską, ten człowiek nie może pozostać u władzy!”

Podsumowanie

Ostatnie zdanie było tym, które najbardziej przebiło się w czołówkach światowych mediów, mimo że anonimowy urzędnik Białego Domu starał się krótko później złagodzić jego wydźwięk. Prezydent miał dodać je sam od siebie, a chodziło o „władzę nad sytuacją”. Jednakże transmitowane „na żywo” przez największe światowe serwisy wystąpienie zostało powszechnie odczytane jako nawoływanie do obalenia Władimira Putina i żadne pokątne dementi nie mogło już tego zmienić. Swoją drogą, sytuacja ta dowodzi, że obawy o możliwe wpadki komunikacyjne Białego Domu pozostają uzasadnione.

Mimo retorycznej stanowczości, wręcz antyrosyjskiego wydźwięku, zapewnienia o wsparciu dla Polski i Ukrainy pozbawione były konkretów, dlatego mogły rozczarować. Prezydencka mowa przepełniona była czysto polityczną symboliką. Stanowiła pewnego rodzaju demonstrację, całkowicie odmienną od konkretnego charakteru wystąpień z Brukseli. O tym, na ile wygłoszone słowa staną się historyczne, przekonamy się dopiero za kilka lat. Choć już dzisiaj nie brak porównań Bidena do Ronalda Reagana czy JFK, przywoływanych tu w kontekście słów „Panie Gorbaczow, niech Pan zburzy ten mur!” oraz „Ich bin ein Berilner”.

Faktem jest, że na wizytę prezydenta Bidena trzeba spojrzeć możliwie szeroko. Jej polski odcinek był symboliczny i ważny, obserwowany przez cały świat, ale konkretne ustalenia podejmowano w zaciszach gabinetów i na efekty przyjdzie jeszcze poczekać. Treść tych rozmów pozostaje tajemnicą, choć skądinąd wiadomo, że wsparcie wojskowe NATO/USA dla regionu jest znaczne i będzie stale zwiększane. Najwięcej mogliśmy się dowiedzieć słuchając wystąpień po szczycie NATO w Brukseli. To tam padły bardzo ważne słowa o broni masowego rażenia (chemicznej, biologicznej, radiologicznej i nuklearnej, inaczej CBRN), na której użycie NATO ma odpowiedzieć zdecydowanie i proporcjonalnie. Jens Stoltenberg powiedział nawet, że Rosja nie jest w stanie wygrać wojny nuklearnej.

Sojusz zdecydował się wyposażyć żołnierzy wschodniej flanki w środki ochrony i zwalczania broni CBRN oraz wysłać odpowiednie zabezpieczenie materiałowe także na Ukrainę. Groźba ta jest więc traktowana bardzo poważnie, ale jednocześnie postanowiono, że werbalna komunikacja w tym zakresie odbywać się będzie kolektywnie, a nie poprzez otwarte deklaracje poszczególnych państw. Co nie zmienia faktu, że podjęto indywidualne, znaczące ruchy, choć nie były tak nośne medialnie. Dla przykładu, trzy z czterech francuskich okrętów podwodnych wyposażonych w rakiety balistyczne wyszły w morze, a prezydent Biden zrezygnował z forsowanej przez siebie w kampanii wyborczej doktryny użycia broni jądrowej wyłącznie w odpowiedzi na taki sam atak. W lakonicznym komunikacie zasugerowano jej użycie także w innych przypadkach (np. ataku konwencjonalnego lub chemicznego), co przywraca Waszyngtonowi swobodę reakcji na ewentualne rosyjskie prowokacje.

To także w Brukseli postanowiono o wzmocnieniu wschodniej flanki o kolejne cztery grupy bojowe, tym razem rozmieszczone w Rumunii, Bułgarii, na Słowacji i Węgrzech. Z uwagi na znaczenie Morza Czarnego, poddaną presji Mołdawię, a także niestabilną Bośnię i Hercegowinę, to ten rejon jest dzisiaj bardziej zagrożony rosyjskimi działaniami destabilizującymi niż priorytetowo wzmacniania dotąd Polska i państwa bałtyckie. Usłyszeliśmy też wiele na temat zerwania zależności Europy od rosyjskich surowców, w tym poprzez import gazu skroplonego z USA. Wprowadzono również kolejny pakiet sankcji, w tym dyskutowano nad uszczelnieniem już istniejących i skuteczniejszym tropieniu majątku oligarchów. W niedalekiej przyszłości, kolejne ważne kroki podjęte zostaną podczas szczytu NATO w Madrycie, który ma odbyć się w czerwcu tego roku. To tam poznamy założenia długofalowej strategii sojuszu. Fakt, że nie usłyszeliśmy podobnych sformułowań od prezydenta Bidena w Polsce, osłabia wydźwięk wizyty.

Mimo wszystko, wystąpienie w Warszawie dostarczyło nam pewnych informacji. Przede wszystkim dowiedzieliśmy się, że prezydent Biden traktuje konflikt z Rosją w kategoriach strategicznych. To stwierdzenie nie jest nowe, ale w połączeniu z wezwaniami do obalenia Putina można założyć, że żadne trwałe porozumienie z władzą na Kremlu w obecnym kształcie, nie będzie brane pod uwagę. Zaś zapewnienia o wsparciu dla Ukrainy i bezpośrednie nawiązanie do jej wygranej i odzyskania terytorium, na dobrą sprawę przekreślają perspektywę jakiegokolwiek przymuszania Kijowa do pokoju kosztem utraty terenu. Przynajmniej ze strony Waszyngtonu, co ma znaczenie wobec uparcie koncyliacyjnych Paryża i Berlina. To dobre wiadomości.

Niestety, retoryka „walki” potwierdza tylko to, co wśród analityków jest jasne od początku. Należy ją rozumieć nie tylko w przenośni – próby sił – ale też jak najbardziej dosłownie. W kontekście podkreślania gwarancji wypływających z art. 5 traktatu, jako „wojnę”, oczywiście nie napastniczą a defensywną, ale spodziewaną. A w każdym razie wkalkulowaną jako uzasadniona ewentualność w przyszłości. To tej konfrontacji mamy się nie lękać. Będzie ciężko ale nie ustąpimy, nie utracimy wiary i nigdy się nie poddamy – mówił Biden.

My, Zachód.


Niniejsza strona jest utrzymywana z wpłat darczyńców i dzięki wsparciu Patronów.

PayPal

PayPal



Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ.

https://patronite.pl/globalnagra

4 komentarze

PawelW · 2022-03-30 o 15:33

Dziękuję za komentarz, cieszę się, że w mojej ocenie przemówienia POTUSa znajduję podobnie je interpretujących.

JSC · 2022-03-28 o 12:47

To co gada Biden jest z deka absurdalne… Rosjanie mają przegrać na Ukrainie, ale po czasie porównywalnym z Zimną Wojną co powinno dać mimimum kilkanaście lat. Za tym wnioskiem muszą stać na prawdę kuriozalne przesłanki:
– albo Ukraińska armia wytrzyma wojnę na wyczerpanie albo Rosjanie zostaną zmuszeni do oddawania zajętego terenu, ale to będzie się działo tempem bodajże ślimaka (co też jest wojną na wyczerpanie)
– w ciągu powiedzmy 3 lat Rosja nie okaże takich słabości, że ktoś nie wykorzysta okazji do pożywienia się na jej trupie

A co do rozmieszczenia nowych oddziałów Flanki Wschodniej to mam podejrzenia, że tu nie chodzi nie tylko o wizję zajęcia Ukrainy przez Rosję… o ile istnieją obawy o Mołdawię to trzeba zauważyć, że między NATO, a powiększoną Rosją istnieje spory bufor w postaci Bałkanów, które z kolei są potencjalnym celem rekonkwisty neosmańskiej, a zawalidrogą są tu Grecja i Bułgaria, czyli kraje które dostały conajmniej połowę wzmocnienia Flanki.

    JSC · 2022-03-28 o 13:05

    PS. Nie pokojące jest też zwalanie całej winy na Putina… to wygląda na przygotowanie pod nowe status quo. Po zajęciu Ukrainy Putina zbiera całe odium za zbrodnie wojenne itp. i zejdzie ze świecznika na emeryturę, a nowe przywództwo polityczne będzie zgrywało wrażenie przewidywalnego, bo… to nie oni najadą np. na Kosowo tylko zostaną wciągnięci do wojny przez Serbię.

AdamK · 2022-03-27 o 13:10

Dziękuję za komentarz :), właśnie takich wskazówek jak interpretować tę wizytę potrzebowałem.

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.