Bałtycka wojna hybrydowa

Rośnie agresywność Federacji Rosyjskiej w stosunku do Europy. Mnożą się operacje sabotażowe i dywersyjne, które prowadzić mogą do ofiar wśród cywili i strat w infrastrukturze krytycznej. Czy Zachód pozostanie bierny, czy też zareaguje?
02-10-2025
Poranna prasa przynosi nam niepokojące wiadomości. Najpierw Gazeta Wyborcza ujawnia informację o operacji polskich służb, następnie Rzeczpospolita opisuje jak o włos uniknięto katastrofy kolejowej (podejrzewa się sabotaż) na początku września.
Wypada mi złożyć gratulacje dla Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego za sprawnie przeprowadzoną akcję. Zatrzymano kuriera rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU), który przewoził materiał wybuchowy, części do drona oraz karty SIM. Jak podają opisujący sprawę redaktorzy Marcin Rybak i Piotr Żytnicki, według śledczych:
„Operacja rosyjskiego wywiadu miała być prowadzona na terenie Polski, Litwy i Niemiec, i opierać się na wykorzystaniu puszek po kukurydzy konserwowej, w których znajdywał się silny materiały wybuchowy”.
Drony zrzucające ładunki na naszą infrastrukturę krytyczną albo bazy wojskowe? To nie political fiction tylko rzeczywistość. Wojna hybrydowa zaostrza się praktycznie z dnia na dzień.

Kolejnym, choć na razie jedynie domniemanym przykładem jest sprawa odczepionego wagonu węglowego z Katowic, którą opisuje Rzeczpospolita, piórem Izabeli Kacprzak.
Nieznani sprawcy odczepili nocą z 2 na 3 września ostatni wagon składu węglowego na katowickim węźle kolejowym, a następnie przełożyli oznaczenia zakończenia taboru na poprzedzający go wagon. Gdyby nie przytomność umysłu maszynisty oraz procedury, dzięki którym ręcznie policzył wagony i sprawdził skład na stacji o 22 km dalej, pierwszy nadjeżdżający pociąg pasażerski wbiłby się w 20 tonowy wagon w jednej z dzielnic Katowic. Tak się bowiem składa, że ta trasa używana zazwyczaj przez tabory kolejowe, w ostatnich miesiącach jest używana przez pięć składów pasażerskich z uwagi na rozbudowę katowickiej sieci połączeń. Prokuratura i służby nie informują o szczegółach śledztwa, ale jasnym jest, że mowa o podejrzeniu dywersji lub sabotażu.
Rosyjskie i białoruskie operacje hybrydowe prowadzone są wobec naszego kraju (ale także innych państw Europy) od dobrych kilku lat. Od zeszłego roku ulegają jednak one stałemu zaostrzeniu stając się coraz bardziej niebezpieczne. Jestem zdania, że jedyną drogą do trwałego powstrzymania przeciwnika jest przeniesienie operacji hybrydowych na jego teren lub zadawanie strat, które zmienią jego kalkulację, czyniąc tego typu działania nieopłacalnymi.
Mówię o tym od dawna, a szczególnie ostro od maja 2024 gdy dokonano zabójstwa polskiego żołnierza strzegącego granicy z Białorusią. Niestety, mimo całego katalogu działań pozostających w naszej dyspozycji („Jak się obronić przed agresją hybrydową?”), państwo polskie pozostaje reaktywne w stosunku do przeciwnika. Uważam, że to błąd. Jedyną opcją jest przejęcie inicjatywy i zadanie strat przeciwnikowi, na tyle poważnych aby zmienić jego kalkulacje i udowodnić, że kontynuowanie wojny hybrydowej będzie nieopłacalne.
Jeśli tego nie zrobimy, przekonany jestem, że w końcu któraś z tych operacji przyniesie tragiczny skutek. Zniszczony zostanie obiekt infrastruktury krytycznej lub zginą polscy obywatele i to nawet jutro, bo skala tej operacji pokazuje nam jak wielkie jest niebezpieczeństwo.
Jednakże jest nadzieja. Wyraźnie widać, jak rosyjskie działania powodują zmianę podejścia w wielu państwach Europy. W ostatnich tygodniach wyjątkowo głośne są wydarzenia na Bałtyku. Po serii przecięć kabli telekomunikacyjnych, awariach energetycznych i cyberatakach, mamy do czynienia z czymś nowym. Nad lotniskami i bazami wojskowymi Danii, Szwecji oraz Norwegii pojawiły się tajemnicze drony, które utrudniały ruch lotniczy.
Szczególnie dotknięta tymi działaniami została Dania, przez której wody terytorialne porusza się ogromna liczba statków i okrętów, w tym te będące w dyspozycji rosyjskiego państwa, choć często identyfikujące się innymi banderami. Mowa o „flocie cieni”, setkach tankowców, których dotychczasowym celem było omijanie sankcji i sprzedaż rosyjskiego surowca do międzynarodowych odbiorców.
Okazuje się, że przynajmniej kilka z tych jednostek wzięło udział w uwalnianiu dronów do duńskiej strefy powietrznej. Dlatego też francuska marynarka zatrzymała tankowiec „Pushpa” (wcześniej Boracay), eskortując go następnie w rejon portu Saint-Nazire. Jednostka wielokrotnie zmieniała w ostatnich miesiącach nazwy i bandery, ale głównym powodem było powiązanie z incydentami w duńskiej strefie powietrznej. Po wejściu na pokład francuskie służby zatrzymały co najmniej dwóch załogantów, bezpośrednio podejrzanych o sterowanie dronami.
Kopenhaga objęta została szczególnym nadzorem sojuszników. Oddelegowano środki i obsługę do zwalczania dronów (m.in. z Polski i Ukrainy), okręty marynarki, lotnictwo, w tym rozpoznawcze, ogłoszono piąty stopień (najwyższy) zagrożenia dla infrastruktury krytycznej. Duńska premier Mette Frederiksen otwarcie przyznała, że kraj stał się ofiarą wojny hybrydowej. Skorzystał także ukraiński przemysł, który zaoferował swoje bogate doświadczenie w zwalczaniu dronów, błyskawicznie nawiązując współpracę z europejskimi koncernami zbrojeniowymi.
Jednocześnie w tym samym czasie w stolicy kraju odbył się nieformalny szczyt Unii Europejskiej, na którym zastanawiano się nad dalszym wsparciem dla Ukrainy oraz postępowaniem wobec rosyjskich operacji hybrydowych. Polityka Kremla doprowadziła do tego, że tradycyjnie niemrawi Europejczycy jedynie zdwoili wysiłki na rzecz wzmocnienia własnego potencjału, a także zaczęli wdrażać kolejne środki by nałożyć na Rosję dodatkowe koszty.
Sporym zainteresowaniem cieszy się propozycja przedstawiona przez wysoką przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa – Kaję Kallas. Formalnie przedłożyła ona plan polegający na użyciu zamrożonych rosyjskich aktywów do wsparcia finansowego Ukrainy. Środki te zaliczone zostałyby pod zastaw odszkodowania za straty wojenne powodowane rosyjską agresją. W ten sposób UE wypłaciłaby Ukrainie pieniądze, które po zakończeniu konfliktu zostałyby albo dobrowolnie skompensowane przez Rosję, albo spłacone z zastawu.
Nie jest to całkowicie nowy pomysł. Od kilku miesięcy był kilkukrotnie zgłaszany (choć niekoniecznie w tej formie) przez różne państwa członkowskie, jednak wyraźnie zyskuje kolejnych zwolenników, także Komisję Europejską. Za propozycją są państwa skandynawskie, a także Francja. Sprzeciwia się już tylko Belgia. Główną areną tego starcia pozostaje jednak Bałtyk.
Uderzenie w rosyjska „flotę cieni” stało się już nie tylko kolejnym sposobem na uściślenie sankcji, ale po wydarzeniach nad Danią, także imperatywem europejskiego bezpieczeństwa. Jeśli bowiem jednostki te przechodzą do sabotażu i dywersji, to oznacza, że należy udaremnić im swobodną żeglugę. Tym bardziej, że UNCLOS (konwencja o prawie morza) pozwala w tych warunkach na interwencję, co wykorzystali Francuzi powołując się na art. 110.
Mnożą się przypadki gdy tankowce, a nawet okręty należące do rosyjskiej marynarki „psują się” lub kotwiczą w pobliżu podmorskich kabli lub rurociągów. Takie przypadki dwukrotnie odnotowano w pobliżu duński wód terytorialnych. A przecież precedensy w zatrzymywaniu takich statków są już za nami. Tankowce zatrzymywały już kilkukrotnie, na okres od kilkunastu godzin do kilku tygodnia marynarki Finlandii, Estonii, Szwecji, Danii czy Niemiec. Ta ostatnia doprowadziła nawet do konfiskaty tankowca „Eventin” (marzec 2025) z całym ładunkiem kilkuset tysięcy ton ropy, gdy zepsuł się blisko niemieckiego wybrzeża.
Jeśli więc chcemy uchronić naszą infrastrukturę i zadać bolesny cios Rosji, nie ma lepszej drogi niż przez wody Bałtyku, które siły NATO całkowicie kontrolują. Czy doczekamy się aktywnego działania Zachodu zanim dojdzie do tragedii? Wkrótce się przekonamy.
Globalna Gra jest wspierana przez Patronów.
Wsparcie łączy się z szeregiem przywilejów (zależnych od wysokości wpłaty), m.in. wieczystym dostępem do zamkniętej grupy dyskusyjnej, wglądem do sekcji premium i upominkami. Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź TUTAJ
Możesz też postawić mi kawę:

0 komentarzy