Komentarz: Wydarzenia kwiecień 2021

Opublikowane przez Filip Dąb-Mirowski w dniu

Deszczowy i chłodny kwiecień rozczarował spragnionych słońca Polaków, ale ucieszył ukraińskich wojskowych. Rozmokłe, pokryte błotem stepy wschodniej Ukrainy stanowią bowiem naturalną osłonę przed zagonami pancernymi.


Rosja

W kwietniowym podsumowaniu zaczynami od działań Federacji Rosyjskiej. Leitmotivem miesiąca stała się eskalacja napięć wokół Ukrainy. Była to kontynuacja procesu odnotowanego jeszcze w marcu (patrz poprzednie podsumowanie) i toczyła się w gruncie rzeczy w dość przewidywalny sposób. Zgromadzone na ukraińskich granicach oraz na Krymie rosyjskie siły zbrojne wzięły udział w serii ćwiczeń, których ukoronowaniem był przeprowadzony pod koniec miesiąca desant piechoty morskiej na krymskie plaże. Analitycy szacowali ich liczebność na ok. 120 000 ludzi oraz kilka tysięcy jednostek ciężkiego sprzętu: czołgów, wozów opancerzonych, systemów rakietowych, artyleryjskich itp. Wyposażenie to zgromadzono głównie w dwóch rejonach, na Półwyspie Krymskim oraz w pobliżu Woroneża na terytorium Federacji Rosyjskiej.

Pomimo bardzo agresywnej retoryki Kremla oraz prowadzonej na masową skalę akcji propagandowej tworzącej podbudowę ideologiczną uzasadniającą ewentualną inwazję, nie doszło do żadnych starć zbrojnych ponad „zwykłą” wymianę ognia na donbaskiej linii rozgraniczenia, a wszystkie działania miały charakter wielkiej demonstracji strategicznej. Wbrew nadziejom Kremla, NATO, a także poszczególne państwa członkowskie nie dały się zastraszyć, reagując ze zdecydowaniem i odpowiadając własnymi działaniami wojskowymi. Na Morze Czarne wysłano dwa brytyjskie okręty, demonstracyjnie przerzucono amerykańskie systemy rakietowe HIMARS na rumuńskie wybrzeże, wykonywano loty zwiadowcze wokół Krymu i nad terytorium Ukrainy, oraz bez zapowiedzi rozlokowano w Polsce dwie eskadry samolotów USAF F-15. Przy czym dalej prowadzono szereg działań związanych ze wstępną fazą manewrów Defender Europe 2021 (Morze Czarne i Bałkany). W wymiarze politycznym wezwania do deeskalacji płynęły z całego Zachodu, przy czym tak jak można się było spodziewać, były one słabsze w oświadczeniach Berlina i Paryża, a mocniejsze w wykonaniu Waszyngtonu czy Londynu. Ostatecznie jednak prezydentowi Putinowi udało się zmusić amerykańskiego prezydenta do wykonania pierwszego ruchu. Joe Biden odbył z nim rozmowę telefoniczną, w której zaprosił interlokutora do spotkania w neutralnym kraju, gdzie obaj przywódcy mogliby omówić dzielące ich różnice i ustalić bezpieczne i przewidywalne ramy relacji między oboma państwami. Jest to reminiscencja starej zimnowojennej zasady, w myśl której konkurujące ze sobą mocarstwa zgodziły się nie przekraczać pewnych ściśle określonych, tzw. „czerwonych linii” chroniących obszar o najwyższym priorytecie bezpieczeństwa, którego obrona zmusza przeciwnika do podejmowania radykalnych działań. Po tej rozmowie Amerykanie wstrzymali tranzyt swoich dwóch okrętów na M. Czarne, a minister obrony FR S. Szojgu zapowiedział zakończenie manewrów i powrót żołnierzy do baz macierzystych. Trzeba jednak pamiętać, że w obu przypadkach są to działania demonstrujące dobrą wolę przed spodziewanym w czerwcu szczytem amerykańsko-rosyjskim i nie oznaczają faktycznego zażegnania konfliktu.

Wspomniane okręty pozostają w rejonie wschodniego Morza Śródziemnego, a większość przewiezionego w pobliże ukraińskich granic ciężkiego sprzętu rozlokowano w improwizowanych magazynach gdzie poczekają przynajmniej przez kilka następnych miesięcy. Przy okazji manewrów zapełniono magazyny amunicji, materiałów pędnych, zabezpieczenia medycznego itp. Do baz powrócić mieli tylko sami żołnierze, których w razie potrzeby będzie można przerzucić w ciągu 48 godzin od wydania stosownego rozkazu. To zawieszenie działań wojskowych nie idzie też w parze z napięciami dyplomatycznymi.

https://www.forbes.com/sites/davidaxe/2020/11/23/the-us-army-has-a-rocket-surprise-for-russian-troops-in-crimea/?sh=478b46d93ad3
https://jamestown.org/program/tensions-escalate-in-donbas-and-on-ukrainian-border/
https://www.cer.eu/insights/russia-ukraine-and-west-how-do-you-solve-problem-vladimir1
https://carnegie.ru/commentary/84308


Wojna dyplomatyczna

Największą sensację wywołało ujawnienie przez rząd czeski okoliczności dwóch eksplozji magazynów amunicji pod koniec 2014 r. Okazało się, że w tym samym okresie na terenie kraju przebywali agenci GRU Czepiga i Myszkin, znani m.in. z zamachu na życie Siergieja Skripala i jego córki. Powiązanie to stało się oczywiste gdy porównano dane z paszportów i nazwiska obydwu panów, które miały być takie same jak w czasie brytyjskiej próby zabójstwa (2018). W eksplozji we Vrběticach zginęło dwóch pracowników magazynu. Jedna z wersji śledczych zakłada, że zakupiona przez bułgarskiego handlarza amunicja miała eksplodować dopiero na terenie Bułgarii, jednakże doszło do bliżej nieokreślonej usterki. Miejscem docelowym eksportu była zaś Ukraina. Wspomniany handlarz ledwo uszedł z życiem z próby zamachu na niego w 2015 r., a bułgarskie służby poinformowały, że prowadzą śledztwo w sprawie kilku podobnych eksplozji na swoim terytorium. Ani czescy śledczy, ani rząd nie mieli wątpliwości, że wybuch był efektem sabotażu rosyjskiej agentury, wobec czego podjęto decyzję o wydaleniu 18 rosyjskich „dyplomatów”, działających pod przykrywką oficerów specjalnej jednostki GRU nr 29155. Kreml kategorycznie zaprzeczył oskarżeniom, retorsyjnie wydalając 20 czeskich dyplomatów z Moskwy. W odpowiedzi Praga wydaliła kolejnych 63 pracowników rosyjskiej ambasady. W sukurs Czechom przyszły Słowacja, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina i Rumunia uznając za persona non grata pracowników rosyjskich ambasad w swoich stolicach (w liczbie od 1 do 3). Przy czym warto odnotować, że na początku miesiąca na taki sam ruch zdecydowały się USA (10 dyplomatów), Bułgaria (2) i Polska (3).

W tym kontekście duży niesmak budzi postawa Niemiec, a w szczególności kanclerz Angeli Merkel, która z uporem utrzymuje poprawne kontakty z Moskwą chroniąc budowę gazociągu NordStream 2. Tymczasem gdyby zliczyć wszystkie rosyjskie występki z ostatnich lat, uzbierałaby się spora lista: zabójstwa polityczne na terenie UE, akcje sabotażowe, szkolenia prawicowych ekstremistów na Węgrzech i Słowacji, ingerencje w proces wyborczy, próby przeprowadzenia zamachu stanu i wreszcie zbrojna agresja na sąsiednie państwa. Nie można więc dziwić się działaniom prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który w ostatnich tygodniach odbył szereg rozmów i podróży, szukając wsparcia dla Ukrainy. Odniósł w tym tylko częściowy sukces. USA przyznały pomoc wojskową w wysokości 300 mln USD, zacieśniono kooperację z Turcją i obiecano bliżej niesprecyzowane wsparcie NATO. Jednakże brak realnej perspektywy na akcesję do sojuszu, może zmusić Ukrainę do odbudowy potencjału nuklearnego, z którego niegdyś zrezygnowała (wg słów ukraińskiego ambasadora w Berlinie). Zwłaszcza, że prezydent Zełenski nie otrzymał tak naprawdę nic poza dobrym słowem od Angeli Merkel czy Emmanuela Macrona, wobec czego wyraził on nadzieję na zmianę tzw. „formatu normandzkiego” i poszerzenie go o USA , Wielka Brytanię i Kanadę.

Wreszcie, w czasie wszystkich tych rosyjsko-zachodnich przepychanek wiele uwagi poświęcono wydarzeniom na Białorusi. Rosyjskie służby ogłosiły, że udaremniły zamach na prezydenta Łukaszenkę i jego rodzinę. Ten z wdzięcznością zwrócił się do Władimira Putina, z którym przeprowadził wielogodzinne pertraktacje w Moskwie. Jednakże wbrew oczekiwaniom, nie doszło do żadnego przełomu. Nie ogłoszono ostatecznego zjednoczenia obydwu państw, ani żadnych postępów w toczących się z mozołem negocjacjach. Po raz kolejny Łukaszenka zbagatelizował potrzebę powstania nowej rosyjskiej bazy na Białorusi. Podobnie brak było spektakularnych deklaracji w wystąpieniu prezydenta Putina przed Zgromadzeniem Parlamentarnym. Nie wspomniał słowem o Białorusi ani Ukrainie. Mówił głównie o sytuacji wewnętrznej w Rosji, adresując kwestie społeczno-gospodarcze. Tylko w jednym momencie wspomniał o polityce zagranicznej, grzmiąc, że nie pozwoli na przekraczanie czerwonych linii Federacji Rosyjskiej i na każde naruszenie reagować będzie zdecydowanie, szybko i asymetrycznie. Dodał, że to sama Federacja zdecyduje, gdzie takie linie przebiegają.

https://pism.pl/publikacje/Bialoruskorosyjskie_rozmowy_integracyjne
https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2021-04-19/fsb-ujawnia-probe-zamachu-na-lukaszenke
https://www.defence24.pl/czechy-wydalaja-18-rosyjskich-dyplomatow-po-wybuchu-w-skladzie-amunicji
https://www.rp.pl/article/20210421/SWIAT/210429800


Hekatomba w Indiach

A tymczasem w dalekiej Azji rozgrywał się dramat zupełnie innego typu. Jeszcze pod koniec marca wydawało się, że z wolna rosnąca liczba zachorowań zostanie utrzymana w ryzach. Rząd Narendry Modiego zapewniał, że wirus został pokonany, a sprawy idą w dobrym kierunku. Kraj jeszcze w 2020 r. rozpoczął budowę nowych zakładów koncentrujących tlen, a do użycia weszły szczepionki, w tym tam produkowane w Indiach (AstraZeneca, Covaxin) co pozwoliło na rozpoczęcie akcji szczepieniowej. W trakcie całej pandemii Indie walczyły z kilkoma zwyżkami zachorowań, m.in. w czerwcu, sierpniu i listopadzie ale wszystkie udało się opanować. Tak miało być i tym razem. Jednakże relatywnie umiarkowane statystyki infekcji i zgonów uśpiły czujność nie tylko społeczną ale i polityków. Wspomnianych zakładów nie ukończono na czas, a miliony szczepionek wyeksportowano za granicę, po całej Azji, a sama akcja szczepień przebiegała niemrawo (dawki przyjęło ~9% społeczeństwa). Przyzwolono na obchodzenie świąt hinduistycznych, w tym Kumbh Mela (w skróconej formie, do 1 miesiąca zamiast 4) podczas którego miliony wiernych obmywają się w wodach Gangesu, oraz przymknięto oko na organizację masowych partyjnych wieców, w toczących się wyborach samorządowych. W połączeniu z dezynwolturą społeczną, popartą znacznym odsetkiem analfabetyzmu i wiarą w zabobony, wszystkie te okoliczności doprowadziły do największego w świecie tzw. super-spreader event (super-rozniesienia). Od początku kwietnia wzrost zachorowań jest wykładniczy, a służba zdrowia praktycznie przestała istnieć. Oficjalne dane na koniec miesiąca wskazywały 400 tys. zakażonych i kilka tysięcy zgonów dziennie, jednakże według ekspertów, medyków i prasy są to wskazania mocno zaniżone.

Ludzie umierają na chodnikach przed szpitalami, punkty pomocy organizowane są na parkingach, placach i w świątyniach, brak jest tlenu, łóżek, lekarzy. Umiera duża liczba osób w młodszym wieku i nie ma absolutnie żadnej możliwości prędkiej poprawy sytuacji. Poszczególne stany (Indie są federacją) podbierają sobie zasoby, np. przejmując transporty medyczne.

Szczyt fali zachorowań spodziewany jest dopiero na połowę maja, kiedy to nowych chorych ma być nawet milion, a zmarłych nawet kilkanaście tysięcy dziennie (jeśli nie więcej). Liczbę ofiar na razie nawet ciężko oszacować, choć na dobrą sprawę może to być rząd wielkości kilkuset tysięcy, nie licząc wszystkich tych, którzy umrą na inne schorzenia w następstwie niewydolności opieki medycznej. Do końca marca 2021 r. zmarłych na covid (przez cały rok pandemii) w Indiach było ok. 163 tys., a tylko w kwietniu liczba ta urosła o *kolejnych* blisko 50 tys. Pamiętajmy jednakże, że populacja kraju wynosi przeszło 1.4 mld ludzi, stąd tak duże liczby. Niemniej nastroje społeczne są fatalne. Co to oznacza? Duże osłabienie rządzącej partii i upadek nacjonalistycznej polityki firmowanej przez Modiego. W efekcie szansę na utratę przez urzędującego od 2014 r. premiera władzy (choć niekoniecznie w drodze wyborów, te odbędą się dopiero za 3 lata), co w obecnej sytuacji geopolitycznej na Pacyfiku byłoby istnym trzęsieniem ziemi. Podobnie może stać się zresztą po drugiej stronie Pacyfiku w borykającej się z podobną sytuacją Brazylii.

Na zupełnym marginesie należy nadmienić, że tak duża cyrkulacja wirusa w naturze powoduje zwiększenie szansy na jego groźne zmutowanie. Z tego też powodu Indie są poddawane restrykcjom podróżniczym przez inne kraje, nikt bowiem nie chce na swoim terytorium nowego, nierozpoznanego jeszcze szczepu koronawirusa. Rozgrywający się w Indiach dramat stanowi znakomitą ilustrację jak groźna może być niekontrolowana epidemia SARS-Cov-2 i dlaczego osiągnięcie w ten sposób odporności populacyjnej zostało zarzucone przez wszystkie państwa świata (wliczając w to Szwecję).


Bliski Wschód

Wszystkie powyższe wydarzenia sprawiły, że nieco mniej czujnie spoglądaliśmy na to co dzieje się wokół Półwyspu Arabskiego. Co prawda pewne nadzieje wiązano z podjęciem przez Iran i USA rozmów na temat przywrócenia umowy JCPOA, ale tak jak się spodziewano, toczą się one w cieniu zmagań Teheranu z Tel Awiwem oraz zbliżających się wyborów w obu państwach. Eskalacja napięć między nimi jest całkowicie czytelna, trwa wzajemne ostrzeliwanie statków. Izrael uderzył w perski Saviz, działającą pod przykrywką bazę wypadową do operacji specjalnych Quds w Jemenie. W odpowiedzi Iran miał zaatakować izraelski frachtowiec Hyperion Ray. Do zmagań na morzu doszły też te prowadzone bezpośrednio na terytorium adwersarzy. W perskim ośrodku nuklearnym odpowiedzialnym za wzbogacenie uranu, doszło do eksplozji, która prawdopodobnie była efektem operacji specjalnej Mossadu. Niedługo później syryjska rakieta przeciwlotnicza miała spaść relatywnie blisko izraelskiego centrum nuklearnego w Dimon. Spekulowano, że był to akt perskiej zemsty. Rośnie napięcie w Palestynie, z której w ostatnim miesiącu dokonano licznych ataków rakietowych. Nałożyły się one na perspektywę wyborów parlamentarnych w Autonomii (ostatecznie przesuniętych przez prezydenta M. Abbasa), oraz brutalne zamieszki w zachodniej Jerozolimie. Tymczasem nie słabnie wojna w Jemenie, z którego Huti nieustannie ostrzeliwują terytorium Arabii Saudyjskiej.

Do tego dodać należy zaskakujący alians z Grecją, oraz jednostronne zadeklarowanie przez Liban zwiększenie roszczeń terytorialnych na M. Lewantyńskim. W pierwszym przypadku chodzi wyraźnie o balansowanie Turcji oraz zabezpieczenie transakcji gazowych. Oznacza to, że Tel Awiw odrzucił niedawne tureckie awanse i na nowe otwarcie nie ma w tej chwili szans. W drugim przypadku chodzi już tylko o gaz, ponieważ nowa granica obejmuje część złoża Karish eksploatowanego przez Izrael i wchodzi na położony na północ perspektywiczny sektor 72. Liban nie ma w tej chwili wielkiego wyboru, kraj jest w stanie gospodarczo-politycznego upadku, a profity gazowe są jego jedyną nadzieją na wyjście z zapaści. Negocjacje z południowym sąsiadem toczą się od lat i nie przyniosły dotąd żadnego rozstrzygnięcia. Wszystkie te historie zbiegły się w czasie z pierwszym od dłuższego czasu rozmowami grecko-tureckimi, na których ministrowie spraw zagranicznych obu państw kłócili się przed zgromadzonymi dziennikarzami. O ile sytuacja wokół Cypru i Libii uległa deeskalacji w ostatnich miesiącach, to nadal pozostaje beczką prochu gotową do wybuchu. Dlatego u wybrzeży Grecji w ubiegłym miesiącu trwały manewry francusko-grecko-izraelskie, a po drugiej stronie morza kilka tygodni później to samo robiła egipska marynarka.

Ankara nie pozostaje w tej sytuacji bierna. O ile trudna sytuacja gospodarcza zmusiła Reccepa Erdogana do tonowania nastrojów w kontaktach dyplomatycznych, o tyle w ogólnym ujęciu turecka polityka pozostaje uparcie konfrontacyjna. Podczas spotkania przedstawicieli instytucji UE z prezydentem Turcji zabrakło krzesła dla szefowej KE Ursuli von der Leyen. Wobec czego obaj panowie siedzieli na krzesłach a pani stała. Tak długo aż w końcu dosunięto jej sofę. Trudno uciec od wrażenia, że poza kolejną kompromitacją szefa RE Michela, upokorzenie von der Leyen było celowe. Niedługo później Ankara ogłosiła rychłe rozpoczęcie prac nad zapowiadanym od lat przekopem nowego kanału (tzw. Stambulskim) łączącym M. Czarne z M. Marmara, który nie podlegałby ustaleniom konwencji z Montreaux. Ustalenia te ograniczają bowiem swobodę decydowania przez Turcję o frachcie przez Bosfor, jedną z najważniejszych cieśnin na mapie szlaków handlowych świata.

https://english.alarabiya.net/News/world/2021/04/15/Turkish-Greek-foreign-ministers-trade-accusations-as-news-conference-turns-sour
https://apnews.com/article/middle-east-iran-persian-gulf-tensions-b1486a6e3d0b48f52eac5d76904999d2?fbclid=IwAR1B6ttU857mTBMFLuIMDZV9x4gRqnM91lrWa1s_KQN3ijBcFwvzcULbOSg
https://www.al-monitor.com/originals/2021/04/lebanon-expands-maritime-territorial-claim-amid-dispute-israel


Czad, Wielka Brytania, Niemcy, Bułgaria, Azja Centralna

Na koniec kilka wartych odnotowań wydarzeń z różnych części świata.

* Do zaskakującego zwrotu doszło w Czadzie, gdzie rządzący od wielu lat krajem prezydent Idrissa Déby zginął w rebelianckiej zasadzce na linii frontu. Ledwie tydzień po wygranych wyborach. Czad jest punktem ciężkości francuskich wpływów w regionie. To z jego stolicy, Ndżameny, dowodzone są siły w ramach grupy G5 Sahel i operacji Barchan wymierzonej w islamistyczne powstanie. To tam znajduje się główna baza francuskich sił powietrznych. Gdyby obecna władza miała w Czadzie upaść (do czego dążą rebelianci z FACT), na pewno odbiłoby się to na walce z sahelskim dżihadem. Szczególnie, że pomoc materialna dla powstańców płynie głównie z terytorium sąsiadującej od północy Libii. Na razie władzę przejął syn zmarłego, Mahamat Déby Itno. Nie wiadomo jednak czy podoła zadaniu i utrzyma się na stanowisku, tym bardziej, że rebelianci mają sukcesywnie zbliżać się do stolicy. Prezydent Macron osobiście udał się do Czadu by udzielić mu swojego wsparcia. Ważniejsze od lokalnych zasobów ropy, jest w tym wypadku centralne położenie kraju. Wszystkie kraje południa Europy nerwowo spoglądają w tym kierunku. Nie ma się czemu dziwić, kłopoty w Sahelu to widmo ogromnej fali migracyjnej.

https://www.pism.pl/publikacje/Smierc_prezydenta_Czadu_wyzwaniem_dla_stabilnosci_Sahelu

* Na polityczne przesilenie zapowiada się też w kilku krajach Europy. Do gwałtownych zamieszek doszło w Belfaście, który od dawna nie widział tego typu scen. Konflikty społeczne między nacjonalistami a lojalistami w Irlandii Północnej nasiliły się z uwagi na opuszczenie UE przez Wielką Brytanię. Problemem staje się granica z Irlandią, która odtąd będzie zamknięta, czego nie mogą znieść irlandzcy nacjonaliści. Tymczasem Londyn ma inne zmartwienia, np. wyjście z pandemii, do którego cały kraj ma już naprawdę blisko. Nastrój euforii przerwała jednakże śmierć księcia Filipa. To zresztą interesująca klamra historyczna. Brytania kończy właśnie pewien etap swojej historii i zaczyna nowy, a stara monarchia przygotowuje się do zmiany warty. Królowa Elżbieta II jest przecież równie sędziwa co jej zmarły małżonek.

Królowa Elżbieta II podczas pogrzebu księcia Filipa. Foto: Victoria Jones/Pool REUTERS

A jeśli mowa o Windsorach, to warto zajrzeć do kraju ich pochodzenia. Zieloni zaczynają dominować w sondażach przeprowadzanych ostatnio w Republice Federalnej Niemiec. To dla nas dobra wiadomość, bo CDU wyraźnie wyczerpały się koncepcje polityczne. Kanclerz Merkel nadal uparcie popiera budowę Nordstream 2 i pozostaje wyjątkowo łagodna wobec Władimira Putina. Nie jest to zresztą tylko jej prywatna wola, ale opinia dużej części establishmentu. Tymczasem Zieloni są w tej mierze dużo bardziej surowi. Ich sondażowa przewaga nad chadekami sięga już kilku procent. Być może ich zwycięstwo w wyborach parlamentarnych będzie większe od zakładanego?

Trochę inaczej stało się w Bułgarii. Co prawda wybory wygrała rządząca partia Bojko Borysowa (GERB), ale raczej nie będzie ona w stanie utworzyć większościowego rządu, dużo głosów zdobyły antyestablishmentowe partie prozachodnie (~30%). Scena polityczna stała się mocno rozdrobniona, co raczej nie wpłynie pozytywnie na stabilność kraju. Sporo głosów zdobyła też mniejszość turecka 10.5%. W tym kluczowym dla Kremla kraju rosną wpływy nie tylko UE i USA, ale też Turcji. W połączeniu ze zmianami w Mołdawii gdzie prozachodnia prezydent Sandu rozwiązała parlament ogłaszając przedterminowe wybory, są to niedobre wieści dla Rosji.

https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2021-04-06/wybory-parlamentarne-w-bulgarii-zachwiana-pozycja-premiera-borisowa

* A miesiąc zamykamy czymś, co być może zdominuje kolejne dekady w relacjach międzypaństwowych, wojną o wodę. Wybuchła ona na granicy kirgisko-tadżyckiej, gdzie tereny są suche a woda to cenny towar deficytowy. Starcia trwały kilka dni. Zaczęło się od sąsiedzkich niesnasek i rzucania kamieniami, a skończyło na wymianie ognia artyleryjskiego i walce regularnych jednostek wojska. Sytuację dodatkowo komplikuje trwający od upadku ZSRS spór terytorialny i ogromne trudności w delimitacji granic. Na razie rozgrzany na nowo konflikt graniczny nie osiągnął jeszcze krytycznego poziomu, mimo ofiar śmiertelnych i strat w sprzęcie. Zawarto rozejm i postanowiono rozwiązać spór w sposób dyplomatyczny. Warto popatrywać czasem na Azję Centralną, gdzie stykają się interesy Chin, Rosji i Turcji. Tadżykistan posiada na swoim terytorium chińskie bazy, blisko współpracuje z Pekinem. Tymczasem Kirgistan jest członkiem Turkic Council (Rady Tureckiej, albo inaczej Rady Współpracy Państw Języków Tureckich). Rejon ten zyska na znaczeniu nie tylko ze względu na budowę Jedwabnego Szlaku, ale też rychłą perspektywę wycofania się Amerykanów z Afganistanu i spodziewane zastąpienie ich przez Chińczyków.

https://kierunekkaukaz.pl/2021/05/01/starcia-na-granicy-tadzycko-kirgiskiej-konflikt-regionalny-czy-tylko-incydent/


Co przyniesie nam maj? Miejmy nadzieję, że choć lepszą pogodę!

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.