Umarł król! Niech żyje król!

The king is dead! Long live the king!

Brytyjska monarchia parlamentarna należy do wyjątkowo specyficznych i to z kilku powodów. Po pierwsze, ze względu na cechującą ją długość historycznego trwania, które datować można nieprzerwanie od mniej więcej XII wieku (choć obecna forma ustrojowa trwa z pewnymi zmianami „zaledwie” od 311 lat). Po drugie, co pewnie najbardziej dostrzegalne medialnie, z powodu osoby najdłużej panującego monarchy w historii królestwa – królowej Elżbiety II (na tronie od ponad 67 lat). Po trzecie, choć to już znacznie mniej oczywiste, z uwagi na realną władzę jaką monarcha nadal zachowuje w systemie nie tylko Wielkiej Brytanii ale i całego Commonwealthu (pol. Wspólnoty Narodów). Po czwarte, a związane z punktem poprzednim – ponieważ omawiany system polityczny nie posiada spisanej konstytucji. Ta ostatnia cecha, w sytuacji współczesnych zagrożeń tak geopolitycznych jak i wewnętrznych Wielkiej Brytanii (brexit, irredenta Szkocji, podeszły wiek monarchy), może stanowić o trwaniu królestwa.

Królowa Elżbieta II ma 92 lata i choć cieszy się dobrym zdrowiem, jej panowanie właśnie dobiega końca bowiem nic i nikt nie trwa wiecznie. Rządziła nieprzerwanie od śmierci swojego ojca, króla Jerzego VI w 1952 roku. To za jej rządów resztki imperium ostatecznie przeobraziły się w luźno powiązaną wspólnotę (w znacznej mierze) niepodległych państw, która jednakże pod jej zwierzchnią władzą wzięła udział w przeszło 20 konfliktach zbrojnych, rebeliach i niepokojach. To ona wprowadzała Wielką Brytanię do tego co dziś stanowi Unię Europejską i być może będzie osobą, zmuszoną do jej wyprowadzenia. Panowała gdy świat ściśnięty był mrozem zimnej wojny i gdy rozpłynął się w „pauzie geopolitycznej” po jej zakończeniu. Była świadkiem zakończenia konfliktu w Irlandii Północnej. Wprowadziła poddanych w erę globalizmu. Mimo utraty statusu światowej potęgi, Zjednoczone Królestwo jest dziś dużo bogatsze niż gdy obejmowała tron. Oczywiście, monarchia tylko w bardzo ograniczonym zakresie może dzisiaj bezpośrednio wpływać na politykę swojego królestwa, w tym choćby na wzrost gospodarczy. Nie jest jednak zupełnie bez znaczenia, tak jak wielu się wydaje. Przeciwnie, monarchia stanowi absolutny kręgosłup całego systemu politycznego nie tylko kraju ale i wspólnoty, które bez niej pogrążyłby się w zupełnym chaosie. O czym być może wkrótce przyjdzie nam się przekonać.

Królewskie prerogatywy

Status brytyjskiego monarchy jest trudny do wytłumaczenia tak jak i dokładny zakres jego (czy jej) uprawnień – zwanych królewskimi prerogatywami. Sami Brytyjczycy nie są w tym względzie jednomyślni, a wszystko przez brak nadrzędnego aktu prawnego w postaci spisanej konstytucji, choćby takiej jaka obowiązuje w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Prawo kraju opiera się na zestawie konwencji, tzw. konwenansów konstytucyjnych i ustaw ustrojowych, czyli prawie zwyczajowym i precedensowym oraz prawie stanowionym (w klasyczny sposób). Najwięcej problemów rodzi oczywiście prawo zwyczajowe oraz precedensy. Dla przykładu, wiele z królewskich uprawnień wyszło z użycia w sposób nieformalny – monarcha po prostu z nich nie korzystała przez dłuższy okres czasu. Długie trwanie brytyjskiej państwowości (Zjednoczonego Królestwa od 1707 roku, później od 1801 roku z Irlandią) oraz jej niezmienność pozwoliły na zgrabną ewolucję od monarchii do parlamentaryzmu. Kolejni królowie (z pewnymi wyjątkami) powoli cedowali swoje uprawnienia na gabinet, rząd, parlament i innych przedstawicieli. To był naturalny proces związany z umiejscowieniem państwa na niedostępnej wyspie bronionej przez potężna flotę (nikt nie mieszał się w wewnętrzne sprawy kraju). Ten wewnętrzny spokój szybko zaowocował oszałamiającym rozwojem imperium, sięgającym w najdalsze zakątki świata. Bez delegacji uprawnień, utrzymanie spójności tak wielkiego organizmu państwowego nie byłoby możliwe. W początkach XX wieku u szczytu swej chwały – imperium osłabło. Dwie kolejne wojny światowe dopełniły dzieła zniszczenia, co w początkach lat 50’tych XX wieku skończyło się jego rozpadem. W związku z czym, brytyjski rozwój polityczny zatrzymał się niejako w ¾ drogi między klasyczną monarchią a republikanizmem. Niespokojne czasy nie były bowiem dobrym momentem do gruntownych zmian ustrojowych, choć w tym samym wieku dokonano pewnych kolejnych ograniczeń władzy królewskiej. Mimo wszystko, monarchia pozostała w ustroju jako nadrzędny środek kontrolny władzy wykonawczej i ustawodawczej (które są ze sobą złączone – brak trójpodziału) oraz spoiwo wszystkich przejawów działalności państwa, od władzy centralnej, przez wojskową, sądowniczą, religijną, po stosunki wewnątrz wspólnoty oraz międzynarodowe. Właśnie te ostatnie przemawiały za pozostawieniem status quo. Wspólnota Narodów to prócz niezależnych republik, aż 16 państw będących królestwami (podległymi koronie brytyjskiej), a do tego dochodzi jeszcze 14 tzw. terytoriów zamorskich. Wspólna tradycja państwowa w osobie monarchy stanowiącego łącznik z anglosaskim światem jest najważniejszym spoiwem wielu narodów różnych tak rasowo, kulturalnie jak i językowo (łącznie to 53 państwa i niemal 2.5 mld ludzi).

Aby maksymalnie uprościć status króla, porównać go mogę do funkcji ustrojowej jaką pełni w Polsce prezydent. Głowa państwa, zwierzchnik sił zbrojnych. Ma prawo wetować ustawy parlamentu i prowadzi politykę zagraniczną. To mniej więcej punkty styczne, mające posłużyć Czytelnikowi za jakiś punkt zaczepienia.

Faktycznie bowiem, królewskie prerogatywy są czasem dużo szersze ale też obwarowane szeregiem obostrzeń. Co królowi wolno, a co nie? Jakie są jego czy jej uprawnienia? Odpowiedź jest prosta: bardzo wąskie jeśli stosowane pojedynczo, a nadspodziewanie szerokie jeśli byłyby sprawowane w sposób makiaweliczny, poprzez sieć zależności, powiązań i wpływów. Poniżej przedstawiam uproszczoną ale za to w miarę spójną listę:

1. Wpływ na władzę wykonawczą. Zarówno gabinet jak i rząd, sprawują swoje funkcje w imieniu korony. Monarcha powołuje premiera i może go odwołać, tak jak każdego z ministrów. Faktycznie, funkcja ta rzadko jest sprawowana w sposób sprzeczny z wolą premiera albo większości parlamentarnej, ale czasem ma duże znaczenie (np.: gdy żadna z partii nie uzyskała większości w wyborach). Co ważne, monarcha ma pełen dostęp do wszelkich danych gabinetu, czy każdego z ministrów (w tym tajnych). Ma więc pełną wiedzę o stanie państwa i może się wtrącać w pracę rządu (sprawującego faktyczną kontrolę), a w ramach tej czynności zachęcać lub zniechęcać do pewnych działań. Monarcha jest też zwierzchnikiem całości sił zbrojnych i wszystkich służb, powołuje i odwołuje wojskowych i urzędników, łącznie (jako głowa kościoła) z arcybiskupem Canterbury. A jeśli do całości obrazu dodamy jeszcze wyłączne uprawnienia do nadawania szlachectwa, tytułów, orderów itp. okaże się, że władca może mieć duży nieformalny wpływ na politykę już choćby tylko ze względu na dowolne i trwałe (dłuższe niż jakakolwiek partia czy rząd) budowanie powiązań personalnych. Uprawnienia te dotyczą też w znacznej mierze królestw Wspólnoty Narodów i terytoriów zamorskich.

2. Formalnie każda ustawa wymaga królewskiego podpisu. Wszystko co przegłosuje parlament musi uzyskać zgodę monarchy. Ten może ustawę podpisać albo wstrzymać podpis (ponieważ nie ma ograniczenia czasowego, de facto jest to veto). Dzieje się tak w dwóch trybach: albo samodzielną decyzją monarchy (zwłaszcza w sprawach dotyczących królewskich przywilejów i uprawnień) albo po zasięgnięciu rady u ministrów (przy czym w takim przypadku monarcha raczej nie może postąpić wbrew ich woli). Co ciekawe, uprawnienie to rozciąga się na królestwa oraz terytoria zamorskie. Stopień królewskiej ingerencji w krajowy system ustawodawczy jest zróżnicowany zależnie od kraju, ale co do zasady uprawnienia te wykonywane są w analogiczny sposób, tyle że za pośrednictwem gubernatorów – bezpośrednio podległych monarsze. W XX wieku monarchia wielokrotnie „wtrącała się” w ten sposób w politykę państw WN. Wyjątek stanowi bodaj tylko Wyspa Man, gdzie lokalny Tynwald (parlament) jest samorządny w zakresie spraw dotyczących samej wyspy. Czasami monarcha może odesłać ustawę do Sądu Najwyższego (lub odpowiednika – np.: w Szkocji, Walii) w celu zbadania jej konstytucyjności. W razie ewentualnego potwierdzenia obaw, ma prawo taką ustawę zawetować. W rzeczywistości korzystanie z weta jest jednak bardzo rzadkie i zastrzeżone do sytuacji nadzwyczajnych. Mówi się wręcz o formalności, zwracając uwagę, że jego swobodne zastosowanie spotkałoby się ze społecznym i politycznym oburzeniem, a najpewniej doprowadziłoby do głębokiego kryzysu państwa. Niemniej, groźba weta lub niezgoda monarchy na daną ustawę i związane z tym konsultacje z rządem miały miejsce nawet w XX wieku (w tym nawet za panowania Elżbiety II). Dlatego należy mieć na uwadze, że w chwili kryzysu prerogatywa ta może być użyta ponownie. Innym uprawnieniem zastrzeżonym dla władcy, jest otwarcie sesji parlamentu i ustalenie kalendarza obrad. Od 2011 monarchia nie dysponuje już rzeczywistym prawem do rozwiązania parlamentu, które związane było z faktem niesformalizowanej kadencyjności mogącej trwać maksymalnie 7 lat (w praktyce było to ok. 5 lat). Chociaż czysto teoretycznie, monarcha nadal mógłby rozwiązać parlament w sytuacji, w której jego rola byłaby rażąco sprzeczna z wolą narodu. Niektórzy poddani korony fantazjują w ten sposób w kontekście brexitu. Gdyby chęć pozostania w UE wyraziło np.: 80% społeczeństwa a rząd dalej parłby do opuszczenia wspólnoty, królowa mogłaby interweniować ku zgrozie elit, ale uciesze ludu. Oczywiście, takie założenie oznacza także królewskie poparcie dla odwrotnej sytuacji w której to zwolennicy brexitu mają przytłaczającą większość.

3. Polityka zagraniczna. Monarcha jest symbolem państwa, wobec czego reprezentuje je w kontaktach ze światem zewnętrznym. W tym podpisuje pakty i konwencje międzynarodowe oraz przyjmuje ambasadorów obcych państw i mianuje swoich (także Wysokich Komisarzy). Biorąc zaś pod uwagę jego zwierzchnictwo nad Wspólnotą Narodów i terytoriami – stanowi poważną siłę polityczną na arenie międzynarodowej i może kreować globalną politykę w sposób, który niedostępny jest brytyjskiemu rządowi (np.: ma ponad 140mln poddanych, rząd brytyjski tylko 65mln). Decyduje o formalnym wypowiedzeniu wojny, lub zawarciu pokoju. Uznaje także inne państwa (np.: nowo powstałe). Może włączyć dane terytorium do korony, lub je spod jej władzy usunąć, wliczając w to zmianę przebiegu wód terytorialnych. Wydaje i odbiera paszporty obywatelom. Choć trudno sobie wyobrazić by korona sama decydowała o polityce zagranicznej wbrew stanowisku rządu, to jednak ma taką teoretyczną swobodę, dlatego choćby w warstwie politycznej – pozostaje ważnym graczem, którego nie sposób ignorować.

4. Jest częścią systemu sądowniczego. Monarcha ma wyłączne i nie podlegające zaskarżeniu ani ocenie sądów prawo do udzielenia aktu łaski oraz tzw. nolle prosequi – zakazu ścigania danej osoby (przy czym jest to zakaz w odniesieniu do danej chwili, czyli np.: postępowanie prokuratorskie może być wznowione w innym terminie). Oczywiście akt łaski nie zmazuje win, a jedynie uwalnia od konsekwencji. W jej zakres wchodzi też np.: redukcja wyroku na mniej dotkliwy. Co ciekawe, monarcha nie może odpowiadać przed żadnym sądem karnym ani cywilnym, cieszy się więc całkowitym immunitetem. Więcej nawet, z podobnej ochrony korzystają także bezpośredni słudzy wykonujący w danej chwili wolę władcy (np.: premier) czy ogólnie pojętej rodziny królewskiej (w sprawach cywilnych). W obecności monarchy nie wolno nikogo aresztować, tak jak i nie można prowadzić żadnego postępowania prawnego na terenie królewskiego pałacu. Pewne ograniczenia tej nietykalności wprowadzono tylko względem sług królewskich będących członkami rządu (co do odpowiedzialności za obowiązki), ściśle określonych zobowiązań finansowych monarchii (petition of right – za zgodą monarchy) wobec obywateli, oraz ściśle ograniczonego postępowania cywilnego przez tzw. Attorney General.

Powyższy zestaw królewskich prerogatyw wyraźnie pokazuje jak umiejętne ich użycie może w rzeczywisty sposób wpływać na całą politykę państwa. Trzeba jednak trzeźwo zauważyć, że władza ta należy raczej do rodzaju „soft power” niż twardej, opierającej się na prawie sile sprawczej. Wiele zależy od osoby władcy i okoliczności. Jeśli dany władca miałbym określone poparcie społeczne oraz polityczne, pewnie korzystałby z pełni swoich spraw do osiągnięcia pożądanych przez wszystkich celów. W rzeczywistości szanse na realizację takiego scenariusza są bardzo słabe w czasach pokoju wewnętrznego. Po prostu dlatego, że rząd przeważnie stosuje się do sugestii korony, a wszelkie sytuacje wątpliwe rozwiązywane są za porozumieniem stron. Niemal nigdy nie dochodzi do konfliktu, zwłaszcza takiego, który byłby nie do rozwiązania poprzez np.: ogłoszenie nowych wyborów parlamentarnych. Znamienne, że do większych kryzysów nie dochodziło nawet w trudnej pierwszej połowie XX wieku.

Ale żyjemy w czasach wielkich zmian i właśnie teraz królewska władza może mieć decydujące znaczenie dla przyszłości brytyjskiej państwowości.

Gdyby Wielka Brytania skutecznie wystąpiła z Unii Europejskiej, a co za tym idzie, jej jedność stanęłaby przed wielką próbą – król będzie jedyną osobą trzymająca całą wspólnotę w garści (niezależnie od tego czy będą jednym państwem – król pozostanie ich władcą). Ewentualna, zapowiadana przecież secesja Szkocji czy Walii to ogromna zmiana także w systemie prawnym. To faktyczny rozpad parlamentu brytyjskiego. Mało tego, tylko władca mógłby powstrzymać królestwa od podziału – np.: wetując szkocki parlament w postanowieniu o opuszczeniu unii. Tylko władca, zachowałby w takim scenariuszu władzę nad wojskiem, policją i wszystkimi służbami królestwa, a także pełen wpływ na politykę zagraniczną. Paradoksalnie, rozpad Zjednoczonego Królestwa oznaczałby ogromy wzrost znaczenia i siły monarchii. Oczywiście tylko tak długo, jak długo nowo powstałe kraje nie odrzuciłyby królewskiej korony, przechodząc w republikanizm (vide Irlandia w XX wieku).

The king is dead! Long live the king!

Schyłek panowania królowej to niestety niespokojny politycznie czas dla Wielkiej Brytanii. Sytuacja w jakiej kraj znalazł się niejako na własne życzenie, może trwać jeszcze wiele lat.

Najpewniej jednak zmierzenie się z nową rzeczywistością, nie będzie już spoczywać na barkach Elżbiety II, tylko następcy tronu.

W tej chwili jest nim jej najstarszy syn, książę Walii – Karol, który władzę obejmie natychmiast po śmierci lub abdykacji królowej (vide tytułowa sentencja, będąca nie tylko frazą ale też faktycznym czynem prawnym pieczętującym sukcesję). Nie wiemy czy rządzić będzie pod swym imieniem (jako trzeci z kolei) czy raczej wybierze jedno z nadanych mu pozostałych; Filip, Artur lub Jerzy. Wiadomo natomiast, że wszelkie plany związane z przejęciem władzy są już od dawna gotowe, tak rządowe, wojskowe jak i cywilne. Łącznie z tym, że brytyjscy dziennikarze dysponują gotowymi materiałami podsumowującymi trwające sześć dekad panowanie, oraz przećwiczonymi mowami, a na podorędziu trzymają też czarne krawaty. Brytyjczycy to wielce ułożony naród.

Równie długo spekuluje się, czy liczący już 70 lat (w 2019) Karol  abdykuje na rzecz swojego najstarszego syna – Williama. Moim zdaniem jest to przedwczesne. Karol jest człowiekiem o dużych ambicjach. Jego przygotowanie do objęcia władzy trwa już kilkadziesiąt lat. Przynajmniej od kilkunastu regularnie zastępuje swoją matkę przy wielu oficjalnych okazjach. W ostatnim czasie coraz częściej jako, że królowa słabnie fizycznie a on sam jest pracowity. Odbywa od blisko 500 do nawet ponad 600 oficjalnych spotkań rocznie (!). Wiadomo też, że jest to człowiek wszechstronnie uzdolniony, co tym mocniej pcha go ku władzy. Jeszcze w latach 70’tych XX wieku chciał zostać gubernatorem Australii (która wraz z Kanadą – nie jest w pełni niezależnym krajem jak to się przyjęło uważać), ale spotkało się to ze sprzeciwem lokalnych elit. Był to bolesny cios dla jego ambicji. Zgodnie z rodzinną tradycją, spędził kilka lat w armii i marynarce (był zresztą pilotem samolotów i helikopterów), ale nie kontynuował kariery. Chciał być aktywny politycznie, jednak pozycja następcy tronu czyniła z niego więźnia niekończącego się oczekiwania. Energię skierował więc na inne tory. Z czasem stał się zapalonym ekologiem walczącym z globalnym ociepleniem, interesującym się naturalnymi uprawami (założył nawet zajmującą się tą dziedziną firmę). Zainteresował się architekturą, zwłaszcza nurtem tzw. nowego urbanizmu odwołującym się do klasycznego planowania miast w oparciu o ścisłe, dostosowane do potrzeb mieszkańców i ruchu niesamochodowego centrum. W klasycznej formie oznacza to centralny rynek, swoistą starówkę, która kwartałami rozrasta się do pełnego miasta. W związku z czym ufundował eksperymentalne miasto Poundbury, którego rozwój trwa nieprzerwanie od 1993 roku. Wiele czasu poświęcił też sprawom duchowym, zwłaszcza ortodoksyjnemu wschodniemu chrześcijaństwu (sponsoruje odbudowę monastyrów w Rumunii) z uwagi na koligacje rodzinne z rumuńską monarchią. W tym kontekście, znane ale i kontrowersyjne jest jego zainteresowanie medycyną alternatywną, w tym homeopatią. Książę stał się też artystą. Maluje akwarelami, napisał kilka książek na frapującego go tematy. Udziela się także społecznie, jest członkiem honorowym, prezesem i patronem setek, jeśli nie tysiąca stowarzyszeń, klubów i związków.

Czy jednak Karol okaże się wystarczająco silnym człowiekiem by przejąć koronę w tak trudnych czasach? Wydaje się, że tak. Mimo ewidentnie romantycznej duszy pozostaje zdecydowanym pragmatykiem, a wojskowy sznyt dodał mu twardości charakteru. Mimo swojej proekologicznej postawy, uwielbiał tradycyjne polowania na lisy z nagonką (zabronione w UK od 2005 roku), był też zapalonym graczem w polo.

Dodatkowo, samo życie dostarczyło mu niejednej gorzkiej lekcji, z której wychodził cało. Przeprowadzano na niego nieudane zamachy, był też przedmiotem spisków terrorystycznych. Raz rozbił się pilotowanym przez siebie samolotem. Znane są jego perypetie miłosne, zwłaszcza z tragicznie zmarłą księżną Dianą. Mniej znana jest natomiast historia jego niedoszłej żony Amandy Knatchbull, wnuczki lorda Louisa Mountbattena, ojca chrzestnego księcia. Lord zginął w zamachu bombowym IRA, razem z trzema innymi członkami rodziny (w tym dwojgiem wnucząt), co położyło się cieniem na relacji Amandy i Karola. Być może takie doświadczenia uczyniły go człowiekiem o odpornej psychice i wyrazistości poglądów. W ich obronie wielokrotnie, przez szereg lat, pisał do członków rządu i parlamentu (tzw. sprawa black spider memos) wywierając na nich wpływ. Jako pierwszy członek rodziny królewskiej odwiedził Irlandię po proklamowaniu niepodległości, podając rękę szefowi znienawidzonej Sinn Fein.

Książe Karol potrafi korzystać ze swych uprawnień, a dzięki swojej matce zdobył bardzo wiele cennego doświadczenia. Jeśli ktoś potrafiłby wykorzystać królewskie prerogatywy i związany z nimi „soft power”, to właśnie on. Od 2013 roku jest oficjalnym następcą Elżbiety II na forum WN (stanowisko to nie jest dziedziczne, Karol musiał zostać zaakceptowany przez państwa członkowskie). Wydaje się więc, że Karol będzie znacznie lepiej przygotowany do pełnienia roli monarchy w tych trudnych dla Wielkiej Brytanii czasach, niż w gruncie rzeczy bardzo niedoświadczony książę William. Oczywiście, wszystko to pod warunkiem, że długowieczna Elżbieta odejdzie na wieczny spoczynek w najbliższym czasie. Gdyby miała panować jeszcze dekadę, Karol będzie z pewnością zbyt sędziwy  na następcę.

Niezależnie od tego jak potoczą się losy ostatniego morskiego królestwa, pewien jestem, że dynastia Windsorów odegra w nim jeszcze niejedną, zaskakująco ważną rolę. Także geopolitycznie.

Jeśli powyższy artykuł ci się podobał, proszę rozważ czy nie warto mnie wesprzeć, więcej informacji:

http://patronite.pl/globalnagra

Data: 28-02-2019