Sprawa Skripala

REUTERS/ Peter Nicholls
Fotografia autorstwa:  REUTERS/ Peter Nicholls

 

Sprawa Skripala budzi emocje z wielu różnych przyczyn.

Przede wszystkim, otrucie byłego agenta GRU (ros. wywiad wojskowy) chemicznym środkiem bojowym typu nowiczok w środku sennego, angielskiego miasteczka już z samej swojej natury powinno budzić sprzeciw. Po pierwsze, środek ten jest dużo groźniejszy niż choćby lepiej znany VX (zabicie Kim Jong Nama) i jego zastosowanie w miejscu publicznym naraża na niebezpieczeństwo nie tylko cel ataku, ale też licznych, przypadkowych przechodniów (wg informacji podanych krótko po zdarzeniu, było to 38 osób). Ofiar mogło być więcej ponieważ zastosowano, jak mówią doniesienia, formę proszku którego drobiny jeszcze długo pozostawały aktywne i niebezpieczne dla każdego kogo skóra weszła z nimi w bezpośredni kontakt. Po drugie, kontekst ataku sugeruje agresywne działanie jednego państwa na terytorium innego, w sposób nieliczący się z kosztami ludzkimi i politycznymi. Po trzecie, ofiarą ataku (celową lub nie) padła też młoda córka Skripala – Julia, a sam były agent jest obywatelem brytyjskim. Co czyni sprawę jeszcze bardziej nośną medialnie. Po czwarte, przy tym całym wstrząsie jaki incydent ten wywołał w świadomości społecznej Zachodu, Rosja zupełnie zbagatelizowała poszlaki wskazujące na jej odpowiedzialność i poza warstwą słowną, nie uczyniła żadnych faktycznych działań zmierzających do rozładowania napięcia. Po piąte wreszcie, cały charakter zdarzenia jest jednak bez precedensu w najnowszej historii i w związku z tym prawdopodobnie posłuży jako cienka czerwona, której nie wolno było przekroczyć. Jeśli ktoś oczekiwał wyraźnej cezury, po której w końcu Zachód et consortes zacznie oficjalnie traktować Rosję jako realne zagrożenie to właśnie się doczekał.

Dlaczego wina Rosji miałaby być oczywista? Oburzają się niektórzy. Warto więc jasno stwierdzić, że nie ma w tej chwili publicznie dostępnych dowodów jednoznacznie wskazujących na rosyjską odpowiedzialność ale istnieją bardzo liczne poszlaki i związki przyczynowo-skutkowe prowadzące do takiego wniosku. Choć może kiedyś się znajdą, w odpowiednim czasie.

Środki typu nowiczok opracowane zostały w ZSRR w latach 70 i 80-tych XX wieku. Wiemy o tym, ponieważ kilku pracujących nad nimi naukowców, wyemigrowało z kraju po upadku sowietów, a następnie podzieliło się swoją wiedzą ze światem. Pierwszym znanym przypadkiem zastosowania nowiczoku było zabójstwo bankiera Iwana Kiwelidi i jego sekretarki w 1995 roku, w Rosji. Podobno były to porachunki, podobno środek został zakupiony od jednego z dorabiających na boku byłych sowieckich uczonych. Teoretycznie więc, wywiady innych państw mogły w chaotycznych dla Rosji latach dziewięćdziesiątych po prostu ukraść lub odkupić jakąś jego ilość, albo na tej podstawie opracować bardzo podobny środek bojowy. Tylko, że w żywej pamięci Brytyjczyków pozostaje sprawa otrucia innego byłego agenta, Aleksandra Litwinienki. Tego samego, który zdradził FSB bo rzekomo nie chciał zabić Borisa Bieriezowskiego. Wrogiego Kremlowi oligarchę, którego znaleziono powieszonego w łazience. A przecież były i inne przykłady podejrzanych zgonów osób z tego samego kręgu, np: gruzińskiego magnata Badriego Patarkaciszwiliego, Igora Ponomarewa (przedstawiciela Rosji w Międzynarodowej Organizacji Morskiej), Aleksandra Perepilicznego czy Jurija Golubewa, a nawet osób teoretycznie nie związanych z rosyjskimi służbami jak duet Scotta Younga i Jonathana Browna. Wszyscy zmarli na angielskiej ziemi, a część miała brytyjskie obywatelstwo.

W powszechnej świadomości za wszystkimi tego typu „incydentami” stoi osobiście Władimir Putin jako zleceniodawca. W rzeczywistości to duże uproszczenie, choć nie pozbawione podstaw. Chodzi o to, że służby, oligarchowie i mafia stanowią nierozerwalną sieć połączeń oplatającą Rosję, a wszystkie te nici splatają się na Kremlu. To, że ktoś ginie w porachunkach mafijnych, nie znaczy, że np: Kreml tego nie akceptował. Dzięki takiemu poplątaniu struktur decyzyjnych i wykonawczych, a także uwikłaniu ofiar we wspomnianym systemie, odpowiedzialność Moskwy była zawsze rozmyta i pozostająca w sferze domysłów lub poszlak. Zwróćmy uwagę jak podobny mechanizm zastosowano w znacznie szerszej skali. W wojnie hybrydowej w Gruzji czy na Ukrainie, w kampaniach propagandowo-hakerskich w USA czy Wielkiej Brytanii, w uderzeniach cybernetycznych na infrastrukturę teleinformatyczna i bankową (zasięg globalny). Rozmycie odpowiedzialności, bezczelne zaprzeczanie oraz praca potężnej machiny propagandowej czyniła włodarzy Kremla bezkarnymi. Ale do czasu.

Rosjanie od lat nie zmienili swojego ‚modus operandi’ a jedynie go ekspandowali i wykorzystując słabość Zachodu pozwalali sobie na coraz więcej. Tymczasem klimat polityczny uległ zasadniczej zmianie i to właśnie zdarzenie, a nie li tylko medialny wydźwięk sprawy Skripala spowodował dzisiejszy kryzys. Należy pamiętać, że wymieniona wcześniej lista stanowi ledwie kilka z kilkudziesięciu (kilkuset?) nazwisk zamordowanych dziennikarzy, polityków, agentów i biznesmenów w innych częściach globu (zwłaszcza w Rosji). A trzeba też do tego dodać podejrzaną serię zgonów, która przetoczyła się w ciągu ostatnich dwóch lat przez rosyjskie struktury władzy. Więc czemu dopiero teraz Zachód dał Rosji czerwoną kartkę?

Z powodów, o których piszę tutaj od dawna. Geopolityka; upadek dotychczasowego światowego porządku i tarcia na strefach wpływów. Przechodzimy do kolejnej fazy konfliktu.

Pisałem na początku roku, że czeka nas aktywizacja agentury. Sprawa Skripala to pierwsza salwa w bezpardonowej wojnie wywiadów, która odtąd wstrząsać będzie strefą cienia. My, zwykli obywatele niewiele się o niej dowiemy. Tak jak po wrzaskach i lecących spod dywanu kłakach możemy domyślać się skutków walki kotów. I właśnie z reakcji Wielkiej Brytanii i jej sojuszników, oraz kontrreakcji Rosji wiele możemy wywnioskować. Na przykład kto stanowi pierwszy szereg, a kto drugi sojuszu antyrosyjskiego. Gdzie wpływy rosyjskie są największe, na kogo będzie można liczyć a na kogo nie, na ile duża jest determinacja danego państwa itp. Co ważniejsze, jest to też sygnał, że gra toczy się już na serio i nie będzie w niej postaw fair play.

Rosja na pewno nie zaniecha swojej taktyki, nie odpuści, nie wycofa się. Przeciwnie, teraz dopiero rozkręci to w czym tkwi jej realna siła, propagandę i dezinformację, wojnę cybernetyczną, szantaż surowcowy, agenturę i kampanię strachu. Jeśli niepokój budziły w nas manewry Zapad, to lepiej zaopatrzmy się w coś na uspokojenie. Jestem też przekonany, że zaraz po mundialu sytuacja na Ukrainie ulegnie bardzo gwałtownej destabilizacji. To jedyna szansa Moskwy na obrócenie wydarzeń na swoją korzyść. Po pierwsze chodzi o rozbicie solidarności wśród sojuszników, po drugie ich wewnętrzną destabilizację. Po trzecie, jedynie z tak osłabionym przeciwnikiem i zanim skonsoliduje on swoje siły, Rosja jest w stanie wygrać w konflikcie militarnym.

Tylko jeden element może tonować zachowania Kremla. Jest nim rozgrywka wokół Nordstream 2. Tak długo jak projekt ten będzie możliwy do zrealizowania w relatywnie bliskiej perspektywie czasowej, Rosja musi być ostrożna. Z drugiej strony, zajęcie Krymu i sankcje nie powstrzymały zachodnich koncernów przed prowadzeniem z Kremlem ‚business as usual’, stąd być może liczenie się z jakimś opamiętaniem w działaniach jest tylko pobożnym życzeniem.