Smok mówi : NIE !

W niedzielę nad ranem czasu polskiego, 2 czerwca 2019 roku, minister obrony Chińskiej Republiki Ludowej, generał Wei Fenghe powiedział:

Jeśli USA chcą rozmawiać to będziemy rozmawiać. Jeśli chcą walczyć, będziemy walczyć aż do końca.”

**Podsumowanie treści:***

  • Chiny nie ustąpią USA
  • USA tracą rezon, ich pozycja na Pacyfiku może być słabsza niż się wydaje
  • Realna groźba wybuchu wojny zastępczej na Bliskim Wschodzie
  • Alternatywnie, konflikt Indii z Pakistanem, pretekstem np: pozyskanie broni atomowej przez ISIS (dowolny argument).

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Chiny nie poddadzą się amerykańskiej presji i gotowe są na pełnoskalową konfrontację, czy to handlowo-gospodarczą, czy nawet wojskową. Jeśli ktokolwiek miałby co do tego stwierdzenia wątpliwości, przytoczę jeszcze jedną wypowiedź, którą generał z pełną premedytacją popełnił kilka zdań później (przyrównując przy tym wojnę secesyjną w USA do podziału Chin, a pośrednio Abrahama Lincolna do Xi Jinpinga):

Jeśli ktokolwiek odważy się oddzielić Tajwan od Chin, chińska armia nie będzie miała innego wyboru jak tylko walczyć za wszelką cenę” <…>„…będziemy dążyć do pokojowego zjednoczenia, ale nie wyrzekniemy się siły by przywrócić jedność Chin.”

To fragmenty z przemowy, którą wygłosił na międzynarodowym Azjatyckim Forum Bezpieczeństwa, tzw. Dialogu Shangri-La (The IISS Asian Security Summit: The Shangri-la Dialogue), odbywającym się raz do roku w Singapurze. Biorą w nim udział ministrowie obrony i eksperci państw azjatyckich, oraz wszystkich posiadających interesy na Pacyfiku – m.in. USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Rosji. Spotkanie to jest azjatycką wersją Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, odnoszącą się tylko do Azji i Indo-Pacyfiku. Pozwala państwom regionu na koordynację działań, rozmowę (oficjalną i nieoficjalną), prezentację i ustalenie stanowisk. Coś pomiędzy platformą współpracy, a bezpiecznikiem pozwalającym wcześniej reagować na rodzące się konflikty i zagrożenia.

Generał Wei Fenghe, minister obrony Chińskiej Republiki Ludowej. Shangri-La Dialogue, 02.06.2019

Generał Fenghe był pierwszym od ośmiu lat (roku 2011, kiedy to sekretarz stanu Hillary Clinton ogłosiła tzw. ‚pivot’ na Pacyfik) przedstawicielem CHRL tak wysokiego szczebla, który pojawił się na tym forum. Wystąpił w mundurze. Mówił zdecydowanie i treściwie (przynajmniej podczas przemówienia, w fazie pytań czasem przeciągał). Wypowiedź adresował zarówno do innych uczestników, jak i na wewnętrzne potrzeby Pekinu. Co dotąd niespotykane, przyjął bardzo liczne pytania z sali i odpowiadał na wszystkie, nawet te najbardziej niewygodne, m.in. o masakrę na placu Tiananmen (1989), czy prześladowania Ujgurów. Odrzucił wszelkie amerykańskie żądania i oskarżenia (o kradzież intelektualną, zajęcie Morza Południowochińskiego, zmuszanie mniejszych państw do posłuszeństwa szantażem, prześladowania mniejszości itd.). Dobrowolnie przekroczył przydzielony czas, żeby odpowiedzieć na kolejną serię pytań (łącznie było ich kilkadziesiąt). Naturalnie kłamał przy tym bez mrugnięcia okiem, ale jego narracja była w pewien sposób przekonująca, ponieważ każdy zarzut obracał w sposób tłumaczący chiński punkt widzenia. Dla przykładu, bezpardonowe spacyfikowanie protestów studentów w 1989 było konieczne do zapewnienia wewnętrznej stabilności państwa co wkrótce pozwoliło na trwający trzy dekady rozwój gospodarczy i polepszenie losu chińskich obywateli (co w bardzo dużym uproszczeniu jest prawdą, jeśli odrzucimy kwestie moralne). Ten punkt widzenia może być szokujący dla Europejczyka, ale jest akceptowalny dla Chińczyka. W takim ujęciu – polityka ta była adekwatna- powiedział. Chiny, mówił dalej, są pokojowe, mają to pojęcie zapisane nawet w konstytucji, ale nie pozwolą aby jakikolwiek kraj zagrażał ich bezpieczeństwu, jedności lub rozwojowi(!). Chiny potrzebują świata by się rozwijać więc nie dadzą się izolować, ale świat potrzebuje też Chin. Dlatego chcą współpracować ze wszystkimi na zasadach „win-win”, ku obopólnej korzyści. Kwestią bezpieczeństwa Chin oraz ich wewnętrzną sprawą, jest to czy budują bazy na swoim terytorium czy nie (Morzu Południowochińskim – Archipelagu Spratly), a przecież nikomu z tego tytułu nie dzieje się krzywda – statki handlowe pływają jak zawsze. Nie zmuszamy żadnego państwa do opowiadania się po jakiejkolwiek stronie, zwłaszcza wbrew własnym interesom, inaczej niż to robi USA. Świat rozwijać się będzie tylko w oparciu o wielopaństwową współpracę i wzajemne poszanowanie potrzeb i obaw. Chcemy porozumienia z USA, ale tylko jeśli spotkamy się w połowie drogi. W innym wypadku, gotowi jesteśmy na konfrontację aż do końca. Generał wyraźnie wymieniał PLA z nazwy (People’s Liberation Army – Armia Ludowo-Wyzwoleńcza), a jego wypowiedź na temat Tajwanu może szokować. Zwłaszcza, że nie tak dawno ustami Xi Jinpinga Chiny wyrzekały się przemocy w uregulowaniu kwestii „zbuntowanej” wyspy. I to było w całej wypowiedzi chińskiego oficjela najbardziej znaczące. Wiele czasu poświęcił bowiem na przekonywanie o pokojowych zamiarach Państwa Środka, o chęci wielkiej współpracy z całym światem i dobrobycie całej planety. Ba, mówił nawet o tym, że relacje z USA są stale zacieśniane, współpraca z administracją i armią rośnie (w pierwszym przypadku chodziło o negocjacje, w drugim – o zasady kontaktów by nie doszło do przypadkowej „strzelaniny”), że rozmawiamy i znamy swoje poglądy, wiemy w czym się różnimy. Jednocześnie jednak nie pozostawiał żadnej wątpliwości co do tego, czy Chiny ugną się pod amerykańską presją. Tak się też składa, że nieprzekraczalna czerwona linia jaką narysował, jest absolutnie nie do zaakceptowania dla USA. Zarówno uznanie aneksji Morza Południowochińskiego jak i pozwolenie na zjednoczenie Tajwanu z Chinami oznaczałoby, że Amerykanie przegrają wojnę o Pacyfik. Po pierwsze, te dwa regiony stanowią o tym, czy US Navy będzie w stanie czy nie, zagrozić chińskim wybrzeżom. Po drugie, poddanie sojuszniczego Tajwanu i wód wokół Filipin (nie wspominając o innych państwach w okolicy) to wyrok śmierci na jakikolwiek amerykański sojusz azjatycki. Poza być może nie posiadającą innego wyjścia Japonią czy Koreą Południową. Fakt, że takie stanowisko wygłosił wojskowy, w takim a nie innym miejscu i to dzień po wystąpieniu sekretarza obrony USA Patricka M. Shanahana jest bardzo znaczący. Te słowa miała usłyszeć cała Azja, a z nią i cały świat. Tak też się stało. Mimo, że podobne sygnały wychodziły z Pekinu już wcześniej, w Shagri-La po raz pierwszy zostały one wyartykułowane jako oficjalna polityka rządu i armii. Czemu towarzyszyła publikacja tzw. białej księgi (ang. „white paper”) relacji z USA, w którym to oskarża się Waszyngton o próbę zastraszania, destabilizację świata, łamanie zobowiązań itp.

Patrick M. Shanahan. Sekretarz obrony USA. Shangri-La Dialogue 01.06.2019.

To co mówił Wei Fenghe mogłoby mieć nieco mniejszą siłe oddziaływania gdyby nie kontekst. Trzeba bowiem brać pod uwagę, że dzień wcześniej departament obrony USA opublikował dokument pt: „IndoPacific Strategy Report”, w którym to Amerykanie przedstawili swoją wizję relacji w regionie. To o tym, tego samego dnia mówił sekretarz Shanahan występując przed licznym audytorium. Czytał z kartki, kilka razy się mylił, poprawiał. Sprawiał wrażenie rozkojarzonego, człowieka nie na miejscu. Mówił o tym, że USA są krajem Pacyfiku, że to jest ich absolutny numer jeden, jeśli chodzi o politykę zagraniczną i nade wszystko cenią wolność żeglugi i przelotu (w kontekście Morza Południowochińskiego). A zagrożeniem są terroryzm, rozbójnicza Korea Północna i łamiące światowy porządek Chiny. Te ostatnie nie mogą kraść technologii, nie mogą uzurpować sobie prawa do bycia jedyną siłą dominującą na Pacyfiku i muszą szanować prawo do samostanowienia narodów. Dalej chwalił sojuszników: Singapur, Indonezję i Filipiny i zapewniał, że Amerykanie dołożą wszelkich starań by zwiększyć swoją obecność, tak wojskową jak i finansową. W tym kontekście zapowiedział zwiększenie budżetu amerykańskiego funduszu inwestycyjnego dla mniej zamożnych państw azjatyckich z 20 mld $ do 60 mld $. Jednocześnie jednak ganił, przypominając że Ameryka nie może być sama odpowiedzialna za stabilność regionu. A przyjęcie do wiadomości chińskiego zagrożenia, nie jest tożsame ze sprzeciwieniem się temu. Wymagał, by państwa azjatyckie sympatyzujące z USA brały sprawy w swoje ręce. Zbroiły się (w amerykański sprzęt), były aktywne politycznie (wspierając linie Waszyngtonu) i nie wchodziły w sojusz z Chinami. Musicie zdawać sobie sprawę – mówił – że za kontaktami handlowymi czy wojskowymi, idą zależność polityczna i sieć strukturalnych powiązań. Dlatego wybierajcie mądrze. Jednakże to dyscyplinowanie sojuszników i straszenie chińskim ekspansjonizmem brzmiało tym mniej przekonująco, im bardziej Shanahan przypominał o obecności USA w regionie. Wyliczał ile baz i okrętów ma amerykańska marynarka, z kim prowadzi manewry, gdzie pływa. Sugerował, że po tym jak Kongres nareszcie przyznał ministerstwu odpowiedni budżet, siły pacyficzne ulegną rozbudowie i za pięć lat będą nie do pokonania. Obiecał więcej żołnierzy i więcej okrętów, które pozwolą na wymuszenie poszanowania zasad wolności żeglugi i przelotu. Tajwan ma prawo sam decydować o tym, czy chce zjednoczenia czy nie. Jednocześnie zapewnił, że negocjacje z Pekinem będą się toczyć, a współpraca będzie zacieśniana po to by koordynować wzajemne działania i możliwie dobrze się rozumieć. O ile więc stanowisko USA zostało jasno zarysowane, to samo wystąpienie sekretarza obrony robiło marne wrażenie. W fazie pytań, Patrick M. Shanahan przyjął ledwie po kilka pytań, na które odpowiadał zmieszany, często wymijająco. Jedno z pierwszych poddawało w wątpliwość sensowność amerykańskiego funduszu inwestycyjnego, skoro wszyscy korzystają już od dawna z chińskiego AIIB (Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych). Czy to nie jest zbyt mało i zbyt późno? Rzuciła dziennikarka, na co Shanahan jedynie wyraził nadzieję, że nie. Kolejny reporter zapytał go o toczoną z Chinami „wojnę handlową” na co sekretarz odparł, że nie wiadomo mu nic o jakiejkolwiek „wojnie”. To tylko negocjacje – przekonywał – a współzawodnictwo (byle zdrowe) jest normalną cechą globalnych relacji. Taki opis stoi w sprzeczności z faktami. A w kontekście późniejszego wystąpienia gen. Wei Fengha może być wręcz postrzegany jako oznaka słabości.

Dlaczego?

Po mocnej eskalacji, nie tylko nałożeniu kolejnych taryf, ale też bezpośrednim uderzeniu w firmę Huawei, Amerykanie stracili rezon. Wygląda to tak jakby ostry chiński sprzeciw był czymś czego się nie spodziewali. Poprzedzone zerwaniem negocjacji w Waszyngtonie usztywnienie stanowiska, aż po groźbę otwartej konfrontacji wyraźnie zbiły amerykańskiego sekretarza z pantałyku. Jeśli Pekin znajdował się przez chwilę w stanie szoku, po tym jak Google zerwał współpracę z chińskim gigantem, to wyraźnie odzyskał już równowagę. Co gorsza dla Waszyngtonu, w amerykańską siłę wydają się nie wierzyć też inne państwa. Owszem, Tajwan, Korea Południowa i Japonia mogą tylko zacisnąć zęby i dalej robić swoje, ale wszyscy pozostali dwa razy się zastanowią zanim opowiedzą się za amerykańską polityką. W tym kontekście, plan by uczynić Indie głównym lewarem Waszyngtonu kontrującym poczynania Chin w regionie, może okazać się mniej realny niż to się z początku wydawało. Wszystko bowiem rozgrywa się teraz o zachowanie twarzy. Chińczycy gotowi są na niewielkie, ale nie zasadnicze ustępstwa. Amerykanie przeciwnie, tak daleko posunęli swoje oczekiwania, że wycofanie się z pewnych elementów byłoby straceniem twarzy. Więcej nawet, spełnienie żądań Pekinu doprowadziłoby do wypchnięcia Amerykanów z zachodniego Pacyfiku, a jak sam Shanahan przyznał, na adekwatne wzmocnienie sił potrzebują jeszcze pięciu lat. Wygląda więc na to, że będą to trwałe pozycje na których oba mocarstwa pozostaną przez dłuższy czas. Jak skonstatował dr Jacek Bartosiak (jako jedyny człowiek w Polsce przewidział taki rozwój wypadków na Pacyfiku już w 2014 roku), tak zaczyna się nowa zimna wojna.

Sporny akwen Morza Południowochińskiego i archipelag wys Spartly.

W moim odczuci, postawa obu mocarstw czyni wybuch wojny zastępczej realną i bliską perspektywą. USA nie są w stanie, wobec chińskiego sprzeciwu, przywrócić swojego panowania na Pacyfiku. Potrzebują czasu na rozbudowę własnych możliwości i wzmocnienie sieciocentrycznej architektury sojuszy. Tyle, że tych kilka lat to okres, w którym nie niepokojone Chiny mogą jeszcze bardziej zdywersyfikować łańcuchy dostaw, zreformować gospodarkę i rozbudować potencjał wojskowy, wyprzedzając cały świat włączając w to Amerykanów. W przytaczanym dokumencie o Indo-Pacyfiku, departament stanu całkiem jasno stawia tezę o dążeniu Pekinu do światowej (a nie tylko pacyficznej) dominacji. Jedynym wyjściem jest więc blokada handlowa, którą implementować można poprzez destabilizację terenów między Azją a Europą (cła są niewystarczające). W obecnej rzeczywistości oznacza to konflikt wokół Iranu i blokadę Zatoki Perskiej, cieśnin Bab al-Mandab i Ormuz. Sprzeciw Teheranu wobec amerykańskich żądań denuklearyzacyjnych jest ku temu znakomitą okazją. To na co Amerykanów stać, to kampania lotniczo-morska potencjałem jednej, wzmocnionej grupy lotniskowca „Abraham Lincoln” wraz z ulokowanymi w okolicy elementami sił powietrznych. Przy odpowiednim przygotowaniu politycznym, w konflikt włączy się też Izrael, Arabia Saudyjska oraz jej sojusznicy. W odpowiedzi, Iran prawdopodobnie zdestabilizuje region od zatoki po wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego i Morze Czerwone. Handel ustanie na długie miesiące, dewastując chińską gospodarkę. Są jednakże pewne konieczne do spełnienia tego scenariusza warunki. Izrael dołączy do wojny tylko wtedy, gdy wybory do Knesetu ostatecznie wygra Likud. Co na tę chwilę nie jest takie pewne (powtórkę z wyborów parlamentarnych zaplanowano na wrzesień 2019). Następnie, ogłoszony plan pokojowy Jarreda Kushnera, powinien być odpowiednio korzystny dla Izraela. Tylko w takich warunkach Jerozolima z ochotą pójdzie na wojnę. Pewną alternatywą lub uzupełnieniem tej taktyki, byłby też nowy konflikt w Kaszmirze, pomiędzy Pakistanem a Indiami. Dałoby to możliwość realnej blokady korytarza transportowego między chińskim Xinjangiem (czyt. Sinciangiem), a portem w pakistańskim Gwadarze (tzw. CPEC). Pretekstem, poza tradycyjnymi tarciami między oboma państwami, mogłaby być próba (udana lub nie) pozyskania pakistańskiej broni atomowej przez terrorystów Państwa Islamskiego o czym w wydaniu z maja 2015 r. pisał Dabiq (internetowy magazyn islamistów). Ale to temat na inny artykuł.

Tymczasem wnioski płynące z Shangri-La nie są dla nas pocieszające. Amerykanie skupiają uwagę na Pacyfiku, co stawia nasz region w niekorzystnym położeniu. Na taki scenariusz zwracano uwagę już wcześniej. Nie posiadają też zasobów odpowiednich do udzielenia realnych gwarancji bezpieczeństwa we wszystkich miejscach świata, którymi są zainteresowani. W razie wybuchu absorbującego ich konfliktu na Bliskim Wschodzie i/lub Pacyfiku nie będą w stanie wyasygnować dodatkowych sił by wspomóc wschodnią flankę sojuszu euroatlantyckiego (czyli Polskę, Rumunię i państwa bałtyckie). Mówił o tym nawet ostatnio przywoływany wcześniej dr Bartosiak. Tym ważniejsza może być spodziewana deklaracja wobec tzw. „Fort Trump” w Polsce. Jeśli zaś chodzi o sam Pacyfik, po wystąpieniu Patricka M. Shanahana po raz pierwszy nabrałem przekonania, że USA może przegrać (a nawet już przegrywa) rywalizację z Chinami. I to powinno nas martwić.



Materiały:

http://www.xinhuanet.com/english/2019-06/02/c_138110173.htm

http://www.xinhuanet.com/english/2019-06/02/c_138111326.htm

https://media.defense.gov/2019/May/31/2002139210/-1/-1/1/DOD_INDO_PACIFIC_STRATEGY_REPORT_JUNE_2019.PDF

https://www.asiatimes.com/2019/06/article/chinas-wei-threatens-fight-to-the-end-with-us/

https://www.independent.co.uk/news/world/middle-east/isis-claims-it-could-buy-its-first-nuclear-weapon-from-pakistan-within-12-months-10270525.html?amp&__twitter_impression=true


——————————————————————————————————–

Jeśli powyższy artykuł ci się podobał, proszę rozważ czy nie warto mnie wesprzeć.

Zostając Patronem dostajesz zaproszenie na zamkniętą grupę FB, na bieżąco rozmawiamy o wydarzeniach. Masz okazję wpływać na temat jakim się zajmę w następnej kolejności, a wybrane artykuły czytasz przed wszystkimi innymi. Otrzymujesz też dostęp do mojej „roboczej tabelki” przedstawiającej chronologię czekających nas wydarzeń – a dzieje się teraz bardzo dużo! Co jeszcze? To zależy od spełnienia celów! Sprawdź:

http://patronite.pl/globalnagra

Możesz też skorzystać z możliwości przekazania jednorazowej darowizny za pośrednictwem systemu PayPal.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie paypal-784404_640-e1551689206666.png



Data: 03-06-2019