Nadchodzi CHAOS

„Chaos (gr. Χάος Cháos, łac. Chaos ‘pustka’) – w mitologii greckiej uosobienie Próżni pierwotnej (stanu przed uporządkowaniem elementów wszechświata)”

Podusmowanie treści:

  • Prognozy na 2019: USA dalej będą popadać w izolacjonizm, przechodząc do eskalacji wojny handlowo-walutowej z Chinami i pełnej blokady tychże. Bessa na giełdzie, ale bez zdruzgotania amerykańskiej gospodarki. Niestabilność w polityce wewnętrznej. Siłowe podporządkowanie państw zachodniej hemisfery, np: Wenezueli. Wzmocnienie obecności wojskowej w Europie w Polsce i Rumunii. Prowokowanie wojny z Iranem, celem blokada cieśnin Ormuz, Bab al-Mandab.
  • Rosja: podtrzymanie taktyki tzw. „wojny hybrydowej”, ukierunkowanie na Niemcy, Polskę, Bałkany i Ukrainę. Dążenie do całkowitego podporządkowania Białorusi. Otwarta kwestia wewnętrznego kryzysu społecznego.
  • Europa: trudny, chaotyczny okres. Konflikt polityczny w skali wspólnoty oraz na poziomie krajowym. Ingerencja zewnętrznych aktorów w spójność UE. Możliwa nowa fala migracyjna i kryzys bezpieczeństwa. Spodziewana recesja.
  • Chiny:  granie na czas – rozbudowa potencjału wojskowego, reforma gospodarki, utrzymywanie przychylności Rosji, większy nacisk na budowanie lądowej części NJS przez Azję Centralną i morską na północy. Brak załamania gospodarczego w wyniku wojny handlowej ale zależnie od jej przebiegu możliwy atak na dolara.

Ostatnie dni grudnia, to dobry czas na podsumowanie. To także, właściwy moment by pokusić się o przewidywania na przyszłość.

Podobny artykuł napisałem przed rokiem („Gigantomachia. Nowy etap.”). Zachęcam do lektury.

Już wtedy, ewidentny był brak porozumienia pomiędzy USA a Chinami. W konsekwencji, spodziewano się wojny handlowo-walutowej i to faktycznie nastąpiło. O nieuchronności tego starcia mówiono od dawna (vide dr J. Bartosiak, prof. B. Góralczyk). Sam, we wspomnianym tekście dodawałem, że żadna ze stron (USA, Rosja, Chiny) nie jest zdolna do zaangażowania się w pełnowymiarowy konflikt zbrojny, dlatego na razie skupią się na przygotowaniach. Działania zabezpieczające, konsolidacyjne, naprawcze i rozbudowujące potencjał wojskowy miały potrwać przynajmniej do przełomu lat 2019/2020. Tak też było i jest nadal. USA dalej prowadzą działania zmierzające z jednej strony do redukcji swojej wysuniętej obecności w świecie, konsolidując się na ważnych kierunkach, a z drugiej do odbudowy potencjału armii (rekordowy budżet). Odcinają się od sojuszników o wątpliwych względem Waszyngtonu intencjach, promując tych bardziej lojalnych. Rosja tymczasem, również nie próżnowała. Zwiększyła swój budżet wojskowy (częściowo go utajniając, a resztę ukrywając w innego typu wydatkach), jednocześnie przyspieszając wzmocnienie potencjału sprzętowego (np.: zamiast wielu kosztownych T-14 Armata, liczne zmodernizowane T-72B3). Trwa też dyslokacja jednostek do Zachodniego Okręgu Wojskowego, oraz na Krym. Co ciekawe, wiele wysiłku poświęcono na zabezpieczenie samodzielności państwa w zakresie obsługi systemu bankowego SWIFT. Jeden z ostatnich elementów uniezależniający Federację Rosyjską od instytucji międzynarodowych, dużo wcześniej rozpoczęto przecież rozbrat z Międzynarodowym Funduszem Walutowym oraz budowę alternatywy dla geolokacyjnego GPS (rosyjski GLONASS pełną operacyjność osiągnął w 2015 roku, przy czym i tak wymagał dalszych działań infrastrukturalnych. np.: nowych satelitów na orbicie). Wszystko po to by zmniejszyć wpływ możliwych sankcji. Takie postępowanie jest oczywistym przygotowaniem do konfrontacji (vide równoczesne testowanie Zachodu „kryzysem kerczeńskim”), choć o poważnej alternatywie dla obowiązującego systemu międzynarodowego będzie można mówić dopiero przy współdziałaniu innych państw. Stąd kooperacja z Turcją, Iranem, Wenezuelą oraz Chinami. Te ostatnie prowadziły zresztą zbieżne działania. Gro wysiłku nie poszło wcale w stale modernizowaną armię i flotę, ale m.in. w próby przełamania hegemonii dolara. W marcu uruchomiono kontrakty terminowe ropy rozliczane w juanie. Giełda w Szanghaju stała się tym samym czwartym znaczącym ośrodkiem po Teksasie, Londynie i Dubaju, stanowiącym wyznacznik cen ropy na świecie (niektórzy mówią, że już trzecim, prześcigając dubajski Fateh). Wszystkie pomniejsze (kanadyjski, nigeryjski, rosyjski, omański etc.) zostawił daleko w tyle. Choć z wielu powodów przełamanie amerykańskiego systemu walutowego (vide system Bretton Woods) jest procesem trudnym i czasochłonnym, Pekin konsekwentnie czyni krok za krokiem w tym kierunku. Ma to też bezpośrednie przełożenie na sytuację geopolityczną. Najbardziej zainteresowane rozliczeniami w juanie są bowiem państwa eksportujące ropę, które jednocześnie objęte są sankcjami USA, czyli głównie Wenezuela, Iran i wspomniana już Rosja. A takich podmiotów będzie przybywać w ramach rozwoju najważniejszej chińskiej inicjatywy, projektu Jednego Pasa i Drogi (One Belt & One Road) mającego uniezależnić chińskie szlaki eksportowe od amerykańskiej dominacji na morzach. Ten rosnący podział świata, zaczyna być coraz bardziej odczuwalny dla przeciętnych obywateli, którzy nie interesowali się i nie mieli wiedzy na temat bieżącej polityki międzynarodowej. Ten społeczny dyskomfort znalazł swoje przełożenie w mediach głównego nurtu, które wyczuwając nastrój chwili coraz częściej zauważały zbierające się na horyzoncie czarne chmury. O szeroko pojętych zagadnieniach geopolitycznych nie rozmawianiu już tylko w niszowych portalach, czy na łamach specjalistycznych czasopism, ale też w mniej wymagających intelektualnie, telewizyjnych programach publicystycznych. Ogólny ich wydźwięk był taki, że skala zachodzących zmian przerasta nasze zdolności poznawcze. Skupiano się na poszczególnych wydarzeniach, nie obejmując jednak całego, skomplikowanego obrazu sytuacji. Bo też ciężko wyobrazić sobie świat zupełnie inny od tego, który znamy od 30 lat.

Pewnie dlatego słowo ‚wojna’ w odniesieniu do Europy lub świata nadal wydaje się pojęciem z pogranicza abstrakcji, a ktokolwiek użyłby go w poważnej dyskusji, zaraz przyrównany zostałby do wieszczących coroczny Armaggedon czytelników przepowiedni Nostradamusa.

W klasycznym rozumieniu wojny, mowa o starciu sił wojskowych przeciwników dążących do wzajemnego zniszczenia. Tymczasem rozwiązania militarne są współcześnie uznawane za ostateczność, poprzedzaną licznymi działaniami „miękkimi”. Wszak wiele dróg wiedzie do celu, zwłaszcza w zmaganiach mocarstw. I tak, zgodnie z przewidywaniami rok 2018 stał się pierwszym, w którym strony doprowadziły do bezpośredniej, intencjonalnej konfrontacji – pierwszej wojny handlowej między mocarstwami od czasu upadku ZSRR. Wyjątkowo intensywne były też wszelkiego innego typu wrogie działania i to mimo, że ich aktywność obserwujemy od lat. Tym razem jednak, wszystkie strony brały w nich aktywny udział, co czasami prowadziło do spektakularnych kompromitacji. W ruch poszły służby, wliczając w to zabójstwa (Sprawa Skripala, zabójstwo Chaszukdżiego), agentura (polityczna, medialna), machina propagandowa (fake newsy, kreowanie i ukierunkowanie nastrojów społecznych jak choćby protesty „żółtych kamizelek” we Francji), cyberwojna (ataki na sieci bankowe, energetyczne, infrastrukturę, a także media społecznościowe) oraz przeróżne środki nacisku, taryfy, cła, sankcje, zastraszanie (szantaż) polityczne, ekonomiczne i wojskowe. To co kiedyś pozostawało w ukryciu, dzisiaj wyciągane było na światło dzienne w propagandowej wojnie medialnej. Wszystkie te działania można przypisać każdej ze stron, choć inaczej rozkładano akcenty. Przykładowo, Chińczycy budowali swoją potęgę w oparciu o finansowanie, niekoniecznie rynkowo uczciwe (m.in. przejmowanie infrastruktury innych krajów za niespłacone długi). Rosjanie robiąc niewinną minę dalej grali w swoją grę (morderstwa, korupcja polityczna, zastraszanie), a Amerykanie starali się sypać piasek w tryby przeciwnikom, jednocześnie brutalnie ustawiając (lub próbując) pozostałych graczy (renegocjacja NAFTA, spekulacyjne osłabienie tureckiej liry, szantaż stalowy wobec Unii Europejskiej etc.).

W efekcie wszystkie dotychczasowe sojusze, stanęły pod znakiem zapytania. Świat musiał zdecydować, po której stronie starcia się opowie. Neutralność nie była możliwa. A to musiało prowadzić do chaosu. I tak, zgodnie z oczekiwaniami wielkiemu osłabieniu uległa walka z upadającym Kalifatem w Syrii i Iraku. Nie bez licznych problemów, zlikwidowano kilka ostatnich enklaw ISIS w Iraku, oraz prawie wszystkie w Syrii. Nadal jednak nie wyeliminowano zjawiska salafickiego terroryzmu. Z trzech przyczyn, po pierwsze słabnące zainteresowanie Syrią przez USA, które ustami prezydenta Trumpa dwukrotnie zapowiadało natychmiastowe wycofanie amerykańskich żołnierzy z kraju. Po drugie, takie zachowanie USA pozostawiało Kurdów (główną siłę napędową walki z ISIS) na łasce szykującej się do inwazji z północy Turcji, przez co musieli oni przerzucać walczące na południu siły do pilnowania tureckiej granicy. Zwłaszcza, że w początku roku Ankara podbiła kurdyjski kanton Afrin. Po trzecie, zainteresowanie Rosji i syryjskiego rządu, po odbiciu większości wschodniej prowincji Dajr az Zaur, przekierowane zostało na zachód kraju i eliminacje sił tzw. „umiarkowanej opozycji” co udało się w pierwszej połowie roku. Jedynie prowincja Idlib (siedziba m.in. HTS – dawnej Al Kaidy), dzięki wsparciu Turcji i jej negocjacjom z Rosją oraz Iranem (dominującym w regionie), została chwilowo oszczędzona poprzez zawieszenie broni. Amerykanie próbowali równoważyć rosnące irańskie wpływy koalicją Arabii Saudyjskiej i Izraela ale współpraca ta natrafiła na poważne przeszkody w postaci skandalu medialnego (i dyplomatycznego) związanego z zabójstwem dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego w stambulskim konsulacie KSA. Zdarzenie ujawnione zostało przez władze tureckie, które dążą do osłabienia tak Rijadu jak i Izraela. Co ciekawe, dzięki temu będąca na cenzurowanym Turcja ponownie zbliżyła się z USA, a tymczasem poddany ostracyzmowi przez świat Zachodu saudyjski książę Mohamed bin Salman, zwrócił się przyjaźnie w kierunku prezydenta Władimira Putina. Jeśli dołożymy do tego obrazu wsparcie jakiego Chiny udzieliły Iranowi, jasnym się stanie, że głównym efektem sankcji nałożonych na Teheran przez Waszyngton, była konsolidacja antyamerykańskiej koalicji. Oraz marginalizacja amerykańskich wpływów w regionie.

Stało się tak, ponieważ Amerykanie mogli wyznaczać granice i ustalać porządek tylko tak długo, jak długo ich wizja świata pozostawała bezalternatywna. W chwili pojawienia się nowej potęgi, oferującej podobnie: wpływy handlowe, technologie, inwestycje, surowce, rynek zbytu etc. pod postacią Chin, amerykański monopol na dobrobyt został złamany. Pojawiła się więc realna opcja powiedzenia „nie”, bez strącania w gospodarczo-polityczny niebyt. To właśnie stało się na Bliskim Wschodzie, ale pierwsze symptomy podobnego słabnięcia amerykańskich wpływów widać też w Europie i Azji.

USA mają więc coraz słabsze karty w ręku, a gra nimi staje się nieskuteczna. Nie byli dotąd gotowi na użycie np.: argumentu siły wojskowej, a poza tym tkwili w samym środku działań konsolidacyjnych (odbudowie potencjału gospodarczego), toteż zdając sobie sprawę z własnej słabości, grali na czas. Świetnie wykorzystał to przywódca Korei Północnej, formalnie dokonując dyplomatycznego ocieplenia, które nijak nie przełożyło się na deklarowaną denuklearyzacje (co było do przewidzenia). Oczywiście, klapa amerykańskiej polityki była widoczna dla całego świata. Stąd anektowanie przez Rosję cieśniny kerczeńskiej, stąd trwająca długo krnąbrność Chin w wojnie handlowej (zawieszona w trzy miesięcznej pauzie negocjacyjnej w końcu roku), czy buntownicze nastroje wewnątrz Unii Europejskiej (francusko-niemieckie nawoływanie do budowania alternatywy wobec Waszyngtonu). Wydaje się jednak, że czas miękkich działań dobiega dla USA końca. W ostatnim kwartale 2018 roku amerykańska giełda odnotowała największy spadek od początku XX wieku. Wybiła się tym samym z trwającego niemal 10 lat kanału wzrostowego. Możliwe, że jeśli USA w najbliższym czasie nie podejmą zdecydowanych działań zmierzających do obrony swoich interesów przed wzrostem potęgi Chin, to nie zrobią tego w ogóle. Będą na to zbyt słabe, a Chiny zbyt mocne.

kliknij by powiększyć

Prognozy na rok 2019

Wielkim pytaniem na nowy (i kolejny) rok jest, czy Amerykanie pogodzą się z utratą swojej pozycji i poszukają porozumienia w multilateralnym świecie? Nie wydaje się by mogli to zrobić bez przymusu. Czy uznają potęgę Chin? Te, na pewno nie zaakceptują zepchnięcia z powrotem w upokarzającą drugorzędność. Czy dadzą autonomię Unii Europejskiej? Przekierowanie gospodarczych zainteresowań wspólnoty na Eurazję oznaczać będzie marginalizację USA. Wiele więc wskazuje na to, że USA muszą podjąć rękawicę i walczyć w obronie zagrożonej pozycji. Mocarstwa bardzo niechętnie rezygnują ze swoich wpływów. Jednym z niewielu przykładów pokojowego demontażu imperium, był rozpad Związku Radzieckiego. Nastąpił on jednak w wyniku „zimnej wojny” – całego zestawu działań miękkich i kilku wojen zastępczych. Mam wrażenie, że tylko na taki optymistyczny scenariusz możemy liczyć i tym razem, czyli osiągnięcie porozumienia w wyniku upadku gospodarczego jednej ze stron. Tymczasem, przedstawię poniżej czego spodziewam się po nadchodzącym roku. Przewidywania te nie są oczywiście pewnikami, a tylko wypadkową analiz eksperckich, ogólnych wiadomości i tendencji, a także moich własnych przemyśleń. Wszystko przedstawione w możliwe skrótowej formie.

USA:

Spodziewam się, że w polityce wewnętrznej rok 2019 zdominuje zachowanie giełdy USA, oraz kontynuowana wojna handlowo-walutowa z Chinami. Będzie to miało swoje przełożenie na gospodarkę, która jednakże prawdopodobnie nie ucierpi aż tak jak to miało miejsce w latach 2007-2009. A to z uwagi na wprowadzane reformy podatkowe oraz powrót amerykańskiej wytwórczości i kapitału do kraju. Pewną niewiadomą są wciąż wybuchające spory polityczne, graniczące czasem z wojną kulturową (kontrrewolucją konserwatywną). Nie wiemy jak skończy się prawna epopeja dochodzeniowa ws. związków między Donaldem Trumpem a Kremlem. Jednakże, to właśnie w wewnętrznych sporach politycznych leżeć będzie największe zagrożenie dla siły USA w roku 2019. Ich intensywność i głębia mogą prowadzić do czasowej bezwładności decyzyjnej administracji (co obserwowaliśmy już w 2018, poprzez czasami wzajemnie kontrujące się działania członków gabinetu i samego prezydenta). W szerszym ujęciu, niezależnie od tego kto zasiadać będzie w Białym Domu, Stany będą dalej iść w kierunku samowystarczalności i izolacjonizmu, co pozwoli na rozpoczęcie pełnej blokady handlowej Chin w razie braku porozumienia. Jest to bowiem ostatni moment na zablokowanie chińskiego eksportu towarów i importu surowców morzem (choć stawiałbym też na presję amerykańską wobec sojuszników) i co do tego panuje całkowity konsensus wszystkich sił politycznych. Z każdym rokiem, inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku rodzić będzie kolejne alternatywne, lądowe szlaki komunikacyjne uniezależniając Chiny od morza. Co nie oznacza, że takowa blokada musi nastąpić w sposób bezpośredni. Nadal spodziewam się prowokowania Iranu i dążenia do wybuchu wojny z tym krajem, najlepiej rękami Arabii Saudyjskiej i Izraela, ewentualnie wykreowania/wsparcia wewnętrznej rewolty. Siły morskie Amerykanów, mogłoby wtedy zablokować żeglugę wokół cieśnin Ormuz czy Bab al-Mandab, wyłączając fracht morski na Morzu Arabskim (w tym surowce z Półwyspu Arabskiego i Afryki). Pośrednio doprowadzając tym samym do zaburzenia chińskich dostaw. Naturalnie, takie działanie tylko wzmocni podziały w świecie. Wiele zależy od tego jak zachowa się Rosja. Nota bene, podobne „morskie duszenie” ekonomiczne zastosowała ona wobec Mariupola i Berdiańska (vide Cieśnina Kerczeńska). Zastanawia też, jak Amerykanie zareagują na rosnące wpływy Rosji i Chin w Ameryce Południowej, oraz wzmożoną migrację z Ameryki Środkowej? Nie wykluczałbym zbrojnej demonstracji, przy współdziałaniu regionalnych sojuszników np.: w Wenezueli. Polityka „walenia kijem” przyniosła wymierne efekty wobec Meksyku i Kanady, należy się więc spodziewać, że czas na podobne ustawienie pozostałych krajów zachodniej hemisfery. Jednocześnie, niemal pewne są działania wzmacniające w Europie. Zwiększenie obecności wojskowej na wschodniej flance i większa atencja wobec regionu Morza Czarnego (wzmocnienie Rumunii, większa obecność floty), czemu może służyć niedawne zbliżenie w relacjach z Ankarą. Turcji na rękę jest bowiem kontrolowanie rosyjskiej obecności na tym akwenie. Takie pozycjonowanie się Amerykanów służyć będzie także szukaniu porozumienia z Rosją przeciwko Chinom. Polska i Morze Czarne stanowią kartę przetargową amerykańskiej projekcji siły. Jeśli Rosja będzie współpracować z Waszyngtonem w starciu z Chinami, otrzyma koncesje. Tak jak dostała wolną rękę w Syrii, czy na Krymie (vide słaba reakcja Zachodu na kryzys kerczeński). Oznacza to domniemaną zgodę na aneksję Białorusi oraz już ostateczne zachowanie Krymu w składzie Federacji Rosyjskiej. Brak porozumienia, to dalsze wzmocnienie Polski i Rumunii. Stąd, najpewniej charakter amerykańskich sił na wschodniej flance pozostanie nadal „rotacyjny”, co umożliwi ich szybką redukcję w ramach nowych uzgodnień. Granica NATO, nadal pozostanie na Bugu, jednakże los Białorusi i Ukrainy będzie już wtedy przesądzony.

Rosja:

Federacja Rosyjska, będąca ucieleśnieniem imperialnej agresywności, od dawna robi wszystko by poszerzać swoją strefę wpływów. Wydaje się, że w krótkiej perspektywie czasowej, jej ekspansja w kierunku Europy i Bliskiego Wschodu jest traktowana przez Kreml jako bardziej istotna, niż chińskie zagrożenie dla Dalekiego Wschodu. Dlatego mamiąc Amerykanów ewentualną współpracą nadal dążyć będzie do wzmocnienia swojej pozycji w tych regionach. Czyli dalszej ingerencji w demokratyczne wybory, budowanie antypaństwowych nastrojów społecznych, finansowanie ekstremistów, podsycanie konfliktów, cyberataki na infrastrukturę i szeroko zakrojone akcje dezinformacyjne (np.: rozsyłanie fałszywych sygnałów alarmowych) oraz dobrze znany, szantaż ekonomiczny. Celem będą wszystkie państwa europejskie, w tym Niemcy, Polska czy Bałkany(!), ale najwięcej spodziewam się po jej działaniach wobec Ukrainy. Autokefalia ukraińskiej cerkwi jest znakomitym polem do wzniecenia wojny religijnej, która tym mocniej podzieli kraj na części zachodnią i wschodnią. Dodatkowo, marcowe wybory prezydenckie dają kolejną okazję do wojny propagandowej, zastraszania i kreowania chaosu wewnętrznego. O ile wznowienie rosyjskich operacji wojskowych zmierzających do odcięcia Ukrainy od Morza Czarnego i rozpadu jej na dwie części nadal pozostaje opcją, o tyle trzeba pamiętać, że muszą być ku temu odpowiednie warunki. Po pierwsze, ukończone lub bliskie ukończenia muszą być rurociągi NordStream 2 oraz Turkish Stream wraz z odnogą do Bułgarii (główny odcinek ukończono w listopadzie 2018). Oba pozwolą na gazową marginalizację tranzytu przez Polskę i Ukrainę przy jednoczesnym zapewnieniu rosyjskich dostaw do Europy. Ukraina straci tym samym poważną część dochodu budżetowego. Po drugie, całkowitemu podporządkowaniu musi ulec Białoruś. A wszystko wskazuje na to, że Mińsk utraci resztki swojej autonomii właśnie w tym roku. Widać to m.in. po toczących się w ostatnich dniach grudnia 2018 roku negocjacjach w sprawie wypełnienia umowy z 1999 roku o utworzeniu Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. Tym samym rosyjskie siły wojskowe staną na linii Bugu, oraz zagrożą uderzeniem na Kijów od północy. Po trzecie, w tym samym czasie musi dojść do destabilizacji sytuacji politycznej i społecznej na Ukrainie. W takim ustawieniu, kraj znajdzie się na kolanach bez jednego wystrzału, co pozwoli na jego pełne podporządkowanie lub takie skonfliktowanie, które na długie lata wyeliminuje go z polityki międzynarodowej. Upadek Ukrainy i podporządkowanie Białorusi, oznaczać będzie wzmożoną presję na Polskę i państwa bałtyckie, co uczyni z tych krajów obszar buforowy, całkowicie zależny od woli silniejszych sąsiadów (ew. protektorów). Jednocześnie, Rosja zmierzać będzie do rozbudowy wpływów na Bałkanach i Bliskim Wschodzie, wychodząc poza Syrię, wzmacniając relacje z Egiptem, Iranem i Turcją. Dzięki temu zyska decydujący wpływ na trasy przebiegu Nowego Jedwabnego Szlaku. Jedynym, co może przeszkodzić w realizacji planów Kremla impregnowanego na presję międzynarodową, jest sytuacja wewnętrzna. Rosja posiada duży, potencjał do wewnętrznej destabilizacji. Warunki życia społeczeństwa ulegają stałemu pogorszeniu, a frustracja obywateli rośnie (vide masowe protesty związane z podwyższeniem wieku emerytalnego). Gdyby nieprzewidziane okoliczności, w rodzaju katastrofy naturalnej lub kryzysu ekonomicznego/finansowego(!), doprowadziły społeczeństwo do granic wytrzymałości, realnym scenariuszem jest długotrwały paraliż państwa. Być może taką opcję gotowi są zastosować Amerykanie, dla których nawet wymuszona okolicznościami neutralność Moskwy będzie lepsza, niż jej aktywne współdziałanie z Pekinem.

Europa:

To będzie bardzo trudny rok dla Unii Europejskiej. Tendencje odśrodkowe są coraz wyraźniejsze. Do krajów niezadowolonych z polityki wspólnotowej, po Węgrzech, Polsce, Słowacji, Czechach i Grecji, dołączyły też Austria i Włochy, choć niekoniecznie z tych samych pobudek. Zbliżające się wybory do europarlamentu będą okazją do wielkiego przesilenia politycznego po którym albo rozpocznie się budowanie nowego konsensusu europejskiego, albo przeciwnie pogłębią się podziały między federacjonalistami a regionalistami (vide „Europa dwóch prędkości”). Co ważne, tak skonfliktowana Europa nie będzie w stanie osiągnąć porozumienia ani w sprawie stosunków z USA, ani z Rosją, ani z Chinami. Nie będzie też kontrolować swojej przestrzeni, ani swojego sąsiedztwa. Prawdopodobnie już w marcu z unią pożegna się Wielka Brytania. Nawet gdyby w wyniku zabiegów politycznych proces ten opóźnić albo próbować odwrócić ponownym referendum, erozji relacji brytyjsko-europejski czy postępującej destabilizacji wewnętrznej, nie będzie można już powstrzymać. Otwartym pozostaje pytanie czy brexit doprowadzi do rozpadu Commonwealthu, emancypacji Szkocji i Walii. Jeśli już o separatyzmach mowa, w zawieszeniu pozostaje dylemat niepodległości hiszpańskiej Katalonii, czy też rozsadzające różnice między belgijskimi regionami Flamandii i Walonii. W obu tych krajach dojdzie w 2019 do wyborów parlamentarnych więc spodziewać się można ponownych niepokojów na tym tle. Spory ideologiczne i niezadowolenie społeczne przyjmują coraz ostrzejsze formy toteż trwające długie tygodnie protesty uliczne staną się smutną europejską codziennością. Zwłaszcza, że trwająca wojna handlowa negatywnie odbije się na europejskiej gospodarce, co w krótkim czasie doprowadzi wiele państw do recesji, a z nią, kto wie, być może bankructwa (Hiszpania, Włochy, Francja). Stale rosnąca fala migracyjna na pewno nie pomoże w uspokojeniu nastrojów, a te ulegną radykalizacji premiując wszystkie partie populistyczne i antysystemowe. Jeśli chaos wewnętrzny przełoży się na podziały polityczne, a ten na paraliż administracji (w wyniku np.: upadku koalicji i rządów), poluźnieniu ulegnie też aparat bezpieczeństwa, który tak skutecznie (wbrew pozorom) w ostatnim czasie, chronił Europę przed zamachami terrorystycznymi. Ogólnie rzecz biorąc, jest się czego bać i to nie tylko w 2019, ale także następnych latach. Mnogość międzypaństwowych zależności i interesów nie pozwala jednak na konkretne przewidywania, toteż ostateczny efekt będzie wypadkową błędów przeszłości (im większe zaniechania tym większe trudności w przezwyciężeniu kryzysu), ingerencji zewnętrznych aktorów (opowiedzenia się po którejś ze stron) oraz ogólnej sytuacji geopolitycznej świata (płynących z zewnątrz sygnałów – kryzysu finansowego, migracyjnego, wojny etc.).

Chiny:

Na powyższym tle Państwo Środka jawi się niczym oaza spokoju. Pekinowi nie zależy na konfrontacji i konflikcie. Potrzebuje jedynie czasu do realizacji swoich planów i ten czas będzie starał się zdobyć wszelkimi możliwymi sposobami. Nawet jeśli oznaczać to będzie chwilowe podporządkowanie się żądaniom Stanów Zjednoczonych Ameryki tak jak w trwającym w początkach roku rozejmie handlowym. Chiny zgodzą się na wszystko, czego ewentualne skutki nie będą trwałe. Dlatego gotowi są nawet płacić wyższe cła, jeśli tylko nie doprowadzą one do utraty rentowności eksportu. Natomiast w żadnym wypadku nie wycofają się już z Morza Południowochińskiego ani dalszych działań w ramach „sznura pereł” (baz morskich pomiędzy Chinami a Bliskim Wschodem i Afryką). Na potrzeby wewnętrzne będą też musiały demonstrować stanowczość wobec Tajwanu, a na zewnętrzne pozornie wrogą ambiwalentność wobec Korei Północnej. Bardzo ważną sprawą dla przewodniczącego Xi Jinpinga jest zachowanie niepodważalności swojego przywódca. Im dłużej trwać będzie konfrontacja z USA, tym więcej będzie mieć wrogów. Stąd ewentualna utrata twarzy byłaby dla niego jednoznaczna z detronizacją, dlatego każde ustępstwo musi być kontrowane wyraźnym zyskiem. Ze względu na spodziewaną zawieruchę w rejonie Półwyspu Arabskiego, wydaje mi się że większy nacisk położą Chińczycy na rozbudowę Nowego Jedwabnego Szlaku przez Azję Centralną oraz tzw. drogę północną (Morze Arktyczne wokół Rosji). Z pewnością będą też chcieli zachować przychylność Rosji. Pozostałe realizacje nie będą odbiegać od tych z lat ubiegłych, stałej rozbudowy potencjału wojskowego, reformie gospodarczej (zmniejszenia zależności gospodarki od eksportu), oraz mozolnego budowania powiązań międzynarodowych z krajami zależnymi od NJS. Nie wiadomo tylko jak chińska gospodarka zniesie przedłużającą się wojnę handlowo-walutową i czy władzom wystarczy środków do obrony juana, na operację detronizacji dolara i ochronę mocno spekulacyjnego rynku wewnętrznego (akcji i nieruchomości) przy tak dużych inwestycjach infrastrukturalnych. Wydaje się, że jeszcze w 2019 roku zasoby Pekinu będą na tyle duże by interwencjonizm państwowy uchronił kraj przed przykrymi konsekwencjami działań USA, a być może tyle wystarczy, jeśli tylko nie da się sprowokować do otwartego konfliktu na morzu. Przecież w 2020 Amerykanie przeprowadzą nowe wybory prezydenckie, co autorytarne (niepodlegające woli wyborców) Chiny mogą wykorzystać do zmiękczenia stanowiska Waszyngtonu.

Niezależnie od tego czy powyższe przewidywania się spełnią, rok 2019 na pewno nie będzie dla świata lepszy niż miniony 2018. Ani łatwiejszy, ani spokojniejszy. Dlatego życzę Wam wszystkim byście trzymali nerwy na wodzy i nie dali się zwariować. Niech przyświecają nam rozsądek i pragmatyzm. Po każdej nocy przychodzi dzień. Niezależnie od świata, źródła szczęścia poszukujmy w sobie i naszym bezpośrednim otoczeniu. Czego by los nie przyniósł, wypada wierzyć i mieć nadzieję na lepsze jutro. Każde niepowodzenie niesie w sobie naukę, każda porażka da się przekuć w zwycięstwo. Z chaosu zawsze powstaje porządek. Nie załamujmy rąk, tylko śmiało bierzmy się z życiem za bary. Zawodzi tylko ten kto nigdy nie próbuje.

Do siego roku!