Iustitia nemini neganda

AFP/Mohammed Abed

Sprawiedliwość. Słowo to chętnie gości na ustach tak polityków jak i zwykłych ludzi. Lubimy się do niej odwoływać, o nią wołać, albo ją wymierzać. Choć w najprostszym, potocznym rozumieniu jest stanem obiektywnej, szeroko pojętej równości (tak materialnej jak i prawnej, społecznej etc.), dla każdego może oznaczać przecież coś innego.

Ktoś kradnący owoc ze straganu, dla sprzedawcy będzie zwykłym złodziejem. W swoich oczach będzie tylko biednym człowiekiem którego głód zmusił do kradzieży.

Czy nastoletni syn, który ciężko pobił ojca zasługuje na potępienie? Czy też należy go rozgrzeszyć, skoro wcześniej przez lata sam był przez niego maltretowany? Takie dylematy towarzyszą nam na co dzień i między innymi dlatego obudowaliśmy nasze życia skomplikowanym aparatem prawnym, by te kwestie rozstrzygać.

Można śmiało powiedzieć, że im społeczeństwo jest bardziej demokratyczne, oparte na silnych instytucjach państwowych tym większe odczucie sprawiedliwości wśród obywateli. Nigdy nie jest idealnie, bowiem pewnych krzywd po prostu nie można naprawić, a czasem kary bywają nieodpowiednie do przewin. Ale staramy się, idziemy na kompromisy, uczymy się działać w oparciu o pewne ramy. instynktownie dążąc do złotego środka, idealnej sprawiedliwości której konstrukt głęboko tkwi w naszej podświadomości.

I chcielibyśmy żeby tak było wszędzie. A nie jest i w geopolityce nigdy nie będzie.

Cóż bowiem sprawiedliwego w tym, że na granicy Strefy Gazy izraelscy snajperzy strzelają do protestujących, uzbrojonych co najwyżej w kamienie Palestyńczyków?- zapytają niektórzy. – Być może tylko to, że kulami po równo obdzielają mężczyzn, kobiety i dzieci? – W ich oczach wszyscy są terrorystami. – powiedzą.

Bez wątpienia, ten pustynniejący, odcięty od świata kawałek wybrzeża nie jest bez winy. Chodzi o fakt, że od 2007 roku niepodzielnie rządzi tam Hamas. A ten najpierw wypchnął bardziej umiarkowany Al-Fatah (dlatego dzisiaj Gaza i Zachodni Brzeg to de facto odrębne byty polityczne) a później wielokrotnie dokonywał ostrzału terytorium Izraela. Nie można zapominać, że jednym z podstawowych założeń organizacji jest zniszczenie państwa żydowskiego. Ale Gaza to też 1.5 mln ludzi zamkniętych na półpustynnym terytorium o powierzchni trochę większej od Krakowa. Mieszkających w sypiących się domach, z prądem po cztery godziny dziennie, bezrobociem na poziomie 46%, bez dostępu do lekarza. Bez perspektyw i nadziei. Jeśli w tych warunkach palenie opon na granicy i rzucanie kamieniami jest wystarczającym argumentem za powszechnym użyciem ostrej amunicji, to są to standardy zupełnie obce jakiemukolwiek państwu europejskiemu. Nawet jeśli, jak twierdzi IDF, za protestującymi kryją się bojownicy Hamasu. Jest w tym trochę prawdy, bowiem organizacja zachęcała do protestów płacąc Palestyńczykom za odniesione rany lub nawet śmierć członka rodziny. Rzucano koktajlami Mołotowa, a latawce z ładunkami zapalającymi niszczyły żydowskie pola uprawne. Czy jednak takie działania stanowią jakiekolwiek zagrożenie dla izraelskich sił zbrojnych? Jak na razie brak po ich stronie choćby jednego rannego od kuli żołnierza, choć obrażenia takie ma co najmniej kilkuset Palestyńczyków (łączny bilans protestów to 112 osób zabity – w tym 13 dzieci – oraz ponad 13.000 rannych). To nadal była okopana na pozycjach armia, kontra wzburzony tłum protestujących domagających się przywrócenia ruchu granicznego i uznania tzw. „prawa do powrotu”. Terroryści? Wątpliwe.

Gdzie jest sprawiedliwość dla 239 ofiar strąconego w 2014 roku przez Federację Rosyjską pasażerskiego samolotu linii Malaysia Airlines? W tym samym czasie, w którym holenderska prokuratura ogłosiła wyniki czteroletniego śledztwa jednoznacznie potwierdzające wcześniejsze ustalenia co do rosyjskiej odpowiedzialności, Komisja Europejska zamyka postępowanie antymonopolowe wobec Gazpromu bez wymierzenia jakiejkolwiek kary a jedynie grożąc takową gdyby do dalszych naruszeń dochodziło w przyszłości. To bardzo łaskawe stanowisko, zwłaszcza, że postępowanie w sprawie szeroko pojętych monopolistycznych działań Gazpromu rozpoczęto w 2011 roku, a wcześniej i w trakcie jego trwania Gazprom dopuszczał się bardzo licznych występków, w tym szantażu gazowego, celowych wyłączeń dostaw, zawyżonych cen itd. wobec aż 8 państw Europy Środkowej i Wschodniej. W obu przypadkach śledczy dysponowali bardzo bogatą dokumentacją i dowodami. Różnica jest tylko taka, że KE miała realną szansę ukarać spółkę będącą narzędziem polityki zagranicznej Kremla, a holenderskim organom ścigania raczej nie dane będzie pojmać sprawców katastrofy lotu MH17. Cóż, sprawiedliwości nie można kupić ale można się od niej wykupić. Dostawy rosyjskiego gazu do Niemiec regularnie rosną. Zresztą, czasem wystarczy tylko dobrze ustawiona agentura wpływu, jak uczy przykład byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera. Nie zdziwiłbym się gdyby podobnie było z przewodniczącym KE Jean-Claudem Junckerem.

Tymczasem w geopolityce słowo „sprawiedliwość” jest li tylko wygodnym frazesem, którym szafuje się wedle potrzeb. Czy tak wyczulone na krzywdę zagazowanych syryjskich dzieci USA, równie ochoczo stają w obronie ich postrzelonych palestyńskich rówieśników? Oczywiście, że nie. Zupełnie inaczej niż większość Europy. Izrael jest dla USA strategicznie ważnym sojusznikiem w regionie. Izrael to młotek, do wbijania syryjskiego gwoździa i nie może być mowy o jakiejkolwiek odpowiedzialności, zwłaszcza gdy w tej pozornie bezrozumnej brutalności tkwi zimna kalkulacja. Zwróćmy uwagę jak usilnie Izrael prze do wojny, pewny swego dzięki wsparciu Waszyngtonu. Prowokacyjne przeniesienie amerykańskiej ambasady do Jerozolimy, celowo brutalne pacyfikowanie Palestyńczyków, bombardowania w Syrii i zapowiedź uderzenia lotniczego bezpośrednio w Iran. A względem tego ostatniego dochodzi jeszcze zerwanie porozumienia nuklearnego przez Trumpa, próby destabilizacji sytuacji wewnętrznej i mobilizacja państw sunnickich (głównie Arabii Saudyjskiej i sojuszników). Premier Netanjahu potrzebuje jeszcze tylko zgody Putina na operację lądową w Syrii, a wtedy psy wojny wreszcie spuszczone zostaną ze smyczy. Bez znaczenia jest przy tym co Rosja robi w Europie, czy na Ukrainie. Dla Izraela największym zagrożeniem są rosnące wpływy Iranu. W pewnej mierze podobnie uważają Amerykanie, tylko że dla nich istotniejszym parametrem jest powstrzymywanie chińskiej ekspansji, które tak się składa, przechodzi przez obszar Półwyspu Arabskiego (cieśniny Al-Bab, Ormuz oraz sam Iran). Zablokowanie tej trasy (a raczej trzech tras), poprzez doprowadzenie do zmiany politycznej w Teheranie a jeśli trzeba to wojny, pozostawi Chinom tylko drogę przez Rosję lub tereny całkowicie od niej zależne i choć takie rozwiązanie będzie dla Pekinu mniej korzystne to mogą zwyczajnie nie mieć innego wyjścia. Dla Amerykanów to dwie pieczenie na jednym ogniu.

www.straitstimes.com

Jednakowoż jak pokazują wydarzenia i wypowiedzi przywódców, Europejczykom nie zależy ani na izolowaniu Iranu, ani na blokowaniu Chin. Stąd dysonans i ciągłe zgrzyty we współpracy transatlantyckiej. Temat cierpiących dzieci, tych ukraińskich albo tych które zginęły na pokładzie malezyjskiego samolotu, znowu staje się ważny dla Waszyngtonu. Inaczej niż dla Berlina czy Paryża, tym razem jakoś mniej czułych na nieszczęście innych. Prezydent Macron ledwie wspomniał o wynikach holenderskiego śledztwa podczas spotkania z Władimirem Putinem w Sankt Petersburgu. Jakże znamienny przykład, że w geopolityce sprawiedliwość lub słuszność, nie ma najmniejszego znaczenia.

Prześledźmy amerykańskie postępowanie wobec Iranu nakładając podobną kalkę na relacje z Rosją. Oczywiście, Iran to mimo wszystko dużo niższa liga niż Federacja Rosyjska nie szukajmy więc stu procentowych analogii ale pewne zasady są takie same. Obudowanie przeciwnika kordonem sanitarnym sojuszników (projekt Trójmorza), uzbrojenie ich lub wzmocnienie militarne (dyslokacja brygad, sprzedaż lub przekazanie sprzętu), przerwanie ekspansji surowcowej na zachód poprzez blokadę gazociągów i dróg eksportu (Nordstream2, Southstream), izolowanie na arenie międzynarodowej i stosowanie różnego rodzaju nacisków (sankcje), próba destabilizacji sytuacji wewnętrznej. Porównania można mnożyć, bo tak w Syrii jak i na Ukrainie mamy do czynienia z wojnami zastępczymi które z łatwością mogą rozlać się na cały region. W ostatnim (póki co odległym) etapie, możemy przejść do bardziej bezpośrednich działań militarnych między głównymi graczami. Warto powtarzać, że wojna to tylko ostateczny środek uprawiania polityki, a przecież wiele ścieżek prowadzi do celu. Pokonanie Rosji oznacza również porażkę Chin. Droga do Europy zostanie dla nich zamknięta, a w najlepszym razie, to Amerykanie decydować będą o tym czy, gdzie i na jakich warunkach powstanie. O to właśnie toczy się gra.

Opisany wyżej mechanizm nakładany jest na lokalne uwarunkowania, elastycznie wykorzystując obecne w danym kraju tendencje społeczne, gospodarcze i polityczne. Dla przykładu, spór Polski z Komisją Europejską jest na rękę tak USA jak i Rosji. Tym pierwszym, ponieważ po Brexicie Polska pozostaje głównym punktem zaczepienia Amerykanów w Unii Europejskiej, a dodatkowo wykorzystywana może być jako lewar w kształtowaniu jej polityki (przynajmniej jeśli chodzi o wschodnią rubież). Korzystnym jest więc stan, w którym Warszawa tkwi w wiecznym konflikcie z Brukselą i Berlinem przez co chętniej przyjmuje amerykański punkt widzenia jako bezalternatywny.

Tym drugim, bo osłabienie naszego kraju pozwala na zbliżenie Francji i Niemiec z Rosją, lub w węższym ujęciu – Berlina i Moskwy. A to duże pieniądze i w dłuższej perspektywie konieczny warunek rozwoju obu państw. To, czy jesteśmy naturalnie proamerykańscy, albo czy wątpliwej jakości reformy wymiaru sprawiedliwości budzą zastrzeżenia w Unii stanowi jedynie pretekst. Jestem przekonany, że nawet bez naszego zaproszenia i oferty finansowej Amerykanie w krótkim okresie (tj kilku lat) musieliby umieścić swoje stałe bazy na naszym terytorium. Podobnie, gdyby Warszawa nie była zupełnie posłuszna Brukseli, znalazłby się inny powód do szantażu i wywierania nacisku niż kwestia przestrzegania reguły prawa i artykułu 7. Wystarczy spojrzeć na relacje Unii Europejskiej z absolutnie autorytarną, przestępczą w swych działaniach Turcją. Albo na przestrzeganie prawa wspólnotowego przez Francję i Niemcy.

W wielkiej globalnej grze nie istnieje lojalność, sprawiedliwość, honor czy sympatia. Niewielkie znaczenie mają demokracja czy rządy prawa. Co gorsza, nawet prawa człowieka są relatywizowane zależnie od potrzeb. Prywatnie, jako empatyczni ludzie i odpowiedzialni obywatele powinniśmy wszystkie te wartości szanować, to jasne. Nie możemy jednak nigdy zapominać, że globalna gra nie przebacza i nie ma litości dla idealistów. Liczy się tylko pragmatyzm, rachunek zysków i strat, interesy i polityka oparta o długofalowe cele. Iustitia nemini neganda est – nikomu nie wolno odmawiać sprawiedliwości. Dziwnym trafem nikt nigdy nie sądzi zwycięzców, a jedynie słabych lub pokonanych.