Bessa – czas, start?

Załamanie kursu na amerykańskiej giełdzie było spodziewane już od jakiegoś czasu. Reformy Donalda Trumpa, ściągnięcie kilkuset firm produkcyjnych z powrotem do USA, dobra koniunktura i wreszcie ukierunkowanie administracji na amerykańską hegemonię ekonomiczną dały bardzo mocny zastrzyk do dalszych wzrostów. W efekcie, 7,5 letni cykl trendowy został przełamany, a hossa trwała nieprzerwanie od początku 2009 roku (końca giełdowej zapaści w wyniku kryzysu na rynku kredytów subprime).

Jednakże wygląda na to, że właśnie dobiegła końca i nie będziemy obchodzić jej 10 urodzin. Co prawda, w ostatnim tygodniu 2018 roku, indeksy odrobiły część grudniowych strat ale to za mało. Takie zjawisko znane jest wśród inwestorów jako „dead cat’s bounce”, żartobliwie odnoszące się do zasady mówiącej, że gdy jakiś przedmiot spada z wysoka, zazwyczaj lekko się odbija po uderzeniu w grunt/przeszkodę (a później spada dalej). To, że część strat zniwelowano, niewiele oznacza. Przełamany został bowiem blisko 10 letni kanał wzrostowy, a dokładnie jego dolna linia, a to bardzo mocny sygnał do sprzedaży.

Dodatkowo, kwartał prawdopodobnie zamknie się długą czarną święcą, a w ujęciu średnioterminowym, cały spadek nastąpił po klasycznym podwójnym szczycie (trend wzrostowy dwukrotnie natrafił na barierę, której nie potrafił przełamać). Każdy, kto kiedykolwiek grał na giełdzie zakłada, że tych kilka dni korekcyjnych wzrostów jest ostatnią szansą na realizację zysków i ucieczkę z giełdy w inne inwestycje. Dotyczy to USA, ale szczerze mówiąc, pozostałe rynki wkrótce do nich dołączą (po raz kolejny, ponieważ Azja „spadała” już od jakiegoś czasu). Następny poziom wsparcia, na którym spadki mogą się zatrzymać znajduje się jakieś 400 pkt niżej, w okolicach 2000 pkt (dokładnie 2141 pkt) dla S&P500 (tam gdzie kurs był w okolicach 2016 roku), a to drugie tyle ile indeks stracił od października. Dopiero na tym wsparciu możliwy będzie jakiś ruch konsolidacyjny.

Czy wprowadzony właśnie pakiet reform podatkowych przez administrację Trumpa może ten trend odwrócić? Z punktu widzenia analizy technicznej – NIE. Co do zasady, wszelkie jednostkowe zdarzenia pozarynkowe mogą chwilowo zaciemnić obraz, krótkoterminowo zmieniając trend, ale tym co koniec końców determinuje dalszy rozwój wypadków będą właśnie technikalia. Długoletnie wzrosty wymagają solidnej korekty (uzdrowienia cen, konsolidacji rynku) i jeśli poziom z 2015-2016 roku da się obronić, to być może powrócimy na ścieżkę wzrostu. Tymczasem, bardziej prawdopodobne wydaje się w *najlepszym* wypadku ruch boczny kursu (zachowanie indeksu na mniej więcej tych samym poziomach przez dłuższy okres czasu). Osobiście obstawiam jednak dalsze spadki. Taka okazja do wewnętrznego osłabienia USA może się przecież nie powtórzyć, a rynkową panikę stosunkowo łatwo wzbudzić. Zwłaszcza, jeśli ośrodek siły, który miałby ją powodować sam nie posiada zbyt mocno rozwiniętego rynku finansowego (bądź jest od niego relatywnie niezależny). Gdy słabną instrumenty finansowe, zyskują surowce (zwłaszcza szlachetne srebro i złoto – w następstwie ropa i gaz).